let me out
: wt wrz 15, 2026 7:42 pm
Nieskazitelna biel w tej sali raziła po oczach. Winston ledwo je otworzył i już je zamknął, nie czując potrzeby męczenia się z tym. Był zmęczony, obolały i jedyne o czym marzył to dalszy sen. Pewnie oddałby się dalszemu wypoczynkowi, który był mu tak bardzo potrzebny, gdyby nie przypomniał sobie, że ściany w mieszkaniu siostry białe nie były. Poczuł lekkie zdezorientowanie i wiedział, że otwarcie oczu było konieczne, aby zorientować się w swoim położeniu. Czy jednak był na to gotowy? Powątpiewał, jednak dłużej w niewiedzy trwać nie mógł. Otworzył jedno oko, ale tylko do połowy. Nie było to mieszkanie Nory, a sala szpitalna. I w tej chwili nie poczuł nic konkretnego – ani zaskoczenie, ani zdumienie, ani zaniepokojenie. Kompletna pustka, która później zamieniła się w przerażenie. Nie martwił się o swój stan zdrowia, a bardziej o reakcje najbliższych, gdy dowiedzą się, gdzie po raz kolejny wylądował. Bo chociaż jeszcze nie pamiętał w całości minionego wieczoru, to wiedział, że losowym poszkodowanym w żadnym wypadku nie był.
Ponownie zamknął oczy, łudząc się, że pomoże mu to w przypominaniu sobie, co miało miejsce wieczór wcześniej. Pamiętał, że wypił w domu kilka piw ze szwagrem i że zarzucił propozycję wyjścia do jakiegoś klubu czy innego baru. I chyba nawet doszło to do skutku, jednak nie był w stanie przypomnieć sobie, czy mąż siostry faktycznie z nim wyszedł. Trafił do klubu pełnego kolorowych świateł, jednak nie kojarzył, aby był tam ze szwagrem - istniała jednak szansa, że zgubił go w tłumie. Winston miał tendencję do znikania pomiędzy ludźmi, szczególnie, gdy jego upojenie alkoholowe było już na "dobrym" poziomie. Budziła się w nim wówczas nadmierna towarzyskość, która nie zawsze współgrała z jego niewybredną szczerością i ciętym językiem, jednak nie przejmowała się tym, dopóki za mocno za niektóre swoje słowa nie obrywał. I więcej nie pamiętał. Gdyby miał zgadywać, co się stało, że leżał teraz w szpitalnej sali, to obstawiłby nadmierne spożycie alkoholu, może z czymś wymieszane. Niemniej jednak, za bardzo go bolało ciało, aby to było powodem tej nieprzewidzianej wizyty. Może przed "odlotem" wdał się w jakąś bójkę? To też było prawdopodobne, a nawet bardzo.
Usłyszał nagle, że drzwi do pomieszczenia się otwierają, dość charakterystycznie zaskrzypiały. Kątem oka zerknął, kogo tu przywiało i odetchnął z ulgą widząc lekarza, a w sumie to lekarkę. Swojej rodziny nie chciał jeszcze widzieć - nie miał jeszcze pojęcia, co takiego mógłby im powiedzieć, żeby nie zdenerwować ich za bardzo. — Mam bardzo głupie pytanie — zrzucił w kierunku kobiety, która właśnie przyglądała się jego karcie tuż przy ramie łóżka. W sumie również mógł na nią zerknąć, może wówczas dowiedziałby się, co się stało parę godzin wcześniej. Może wtedy przypomniałoby mu się, że niegroźnie potrąciło go auto, gdy wychodził z klubu. — Co ja tu robię? — zapytał. Na dobrą sprawę pytanie głupie nie było, nawet bardzo rozsądne, biorąc pod uwagę, że nie pamiętał przynajmniej połowy minionej nocy. Wiedział, że stawiało go to raczej w złym świetle, jednak przez lata życia w takich warunkach, zdążył się już przyzwyczaić do tych oceniających spojrzeń. — I kiedy będę mógł stąd wyjść? — dodał, licząc, że odpowiedź do usatysfakcjonuje. — Nie, żebym miał na co narzekać tutaj, ale wie pani, we własnym łóżku lepiej — powiedział, chociaż "własne łóżko" było niekoniecznie dobrym sformułowaniem, biorąc pod uwagę, że okupował łóżko w pokoju gościnnym w mieszkaniu siostry. Jednak to i tak było lepsze niż szpitalne standardy.
Casimira Gardner
Ponownie zamknął oczy, łudząc się, że pomoże mu to w przypominaniu sobie, co miało miejsce wieczór wcześniej. Pamiętał, że wypił w domu kilka piw ze szwagrem i że zarzucił propozycję wyjścia do jakiegoś klubu czy innego baru. I chyba nawet doszło to do skutku, jednak nie był w stanie przypomnieć sobie, czy mąż siostry faktycznie z nim wyszedł. Trafił do klubu pełnego kolorowych świateł, jednak nie kojarzył, aby był tam ze szwagrem - istniała jednak szansa, że zgubił go w tłumie. Winston miał tendencję do znikania pomiędzy ludźmi, szczególnie, gdy jego upojenie alkoholowe było już na "dobrym" poziomie. Budziła się w nim wówczas nadmierna towarzyskość, która nie zawsze współgrała z jego niewybredną szczerością i ciętym językiem, jednak nie przejmowała się tym, dopóki za mocno za niektóre swoje słowa nie obrywał. I więcej nie pamiętał. Gdyby miał zgadywać, co się stało, że leżał teraz w szpitalnej sali, to obstawiłby nadmierne spożycie alkoholu, może z czymś wymieszane. Niemniej jednak, za bardzo go bolało ciało, aby to było powodem tej nieprzewidzianej wizyty. Może przed "odlotem" wdał się w jakąś bójkę? To też było prawdopodobne, a nawet bardzo.
Usłyszał nagle, że drzwi do pomieszczenia się otwierają, dość charakterystycznie zaskrzypiały. Kątem oka zerknął, kogo tu przywiało i odetchnął z ulgą widząc lekarza, a w sumie to lekarkę. Swojej rodziny nie chciał jeszcze widzieć - nie miał jeszcze pojęcia, co takiego mógłby im powiedzieć, żeby nie zdenerwować ich za bardzo. — Mam bardzo głupie pytanie — zrzucił w kierunku kobiety, która właśnie przyglądała się jego karcie tuż przy ramie łóżka. W sumie również mógł na nią zerknąć, może wówczas dowiedziałby się, co się stało parę godzin wcześniej. Może wtedy przypomniałoby mu się, że niegroźnie potrąciło go auto, gdy wychodził z klubu. — Co ja tu robię? — zapytał. Na dobrą sprawę pytanie głupie nie było, nawet bardzo rozsądne, biorąc pod uwagę, że nie pamiętał przynajmniej połowy minionej nocy. Wiedział, że stawiało go to raczej w złym świetle, jednak przez lata życia w takich warunkach, zdążył się już przyzwyczaić do tych oceniających spojrzeń. — I kiedy będę mógł stąd wyjść? — dodał, licząc, że odpowiedź do usatysfakcjonuje. — Nie, żebym miał na co narzekać tutaj, ale wie pani, we własnym łóżku lepiej — powiedział, chociaż "własne łóżko" było niekoniecznie dobrym sformułowaniem, biorąc pod uwagę, że okupował łóżko w pokoju gościnnym w mieszkaniu siostry. Jednak to i tak było lepsze niż szpitalne standardy.
Casimira Gardner