made a whole new life, got a bit of distance
: wt wrz 15, 2026 10:24 pm
003
I got a bit of distance
{outfit}
Okrutnie się nudzi.
Niekoniecznie w tym momencie, choć oczekiwanie na zamówienie z pewnością nie jest najbardziej ekscytującym momentem tego dnia. Tak ogólnie w życiu – nudzi się niemiłosiernie. Bez projektów, bez branżowych eventów, bez wywiadów, sesji i wszystkiego tego, z czym jeszcze do niedawna wiązało się jej ekscytujące i (w jakimś stopniu) satysfakcjonujące życie.
Oczywiście nie bierze pod uwagę, że życie, jakim jeszcze do niedawna żyła, dobiega końca. Nie zamierza się tak łatwo z tym faktem pogodzić. Być może bez agentki, lepiej wyrobionego nazwiska i bardziej pożytecznych znajomości jej przyszłość Hollywood zdaje się nie malować w najjaśniejszych barwach, ale powrót nie jest niemożliwy. Nie zamierza przecież tak łatwo oddać tego, na co pracowała tak ciężko przez wszystkie te lata. Nie zamierza wracać do żałosnego życia Lindsey Hutton. Nie, gdy posmakowała już czegoś znacznie lepszego.
A jednak powrót do Toronto poniekąd wiąże się właśnie z tym – z odkopaniem spod powierzchni, spod grubej warstwy usypanej ziemi Lindsey, pyskatą dziewuchę z małego miasta, której od zawsze marzyło się coś znacznie lepszego, niż to co dał jej los. Spędziła w tym mieście zaledwie trzy lata (nie licząc okazjonalnych wizyt i ucieczek z pobliskiego Orangeville, w którym dorastała), a jednak przeszłość daje o sobie znać z każdego kąta. I częściowo jest to spowodowane jej własnymi decyzjami – w końcu sama zainicjowała kontakt z Hattie po przyjeździe do Toronto i od kiedy tu jest jeszcze częściej zagląda do jej mediów społecznościowych – a częściowo całkiem przypadkowy. Nie spodziewa się przecież, że może tak po prostu wpaść na Teddy w jednej z tysięcy knajpek w Toronto.
Kiedy jej była dziewczyna wchodzi do lokalu, wzrok Sloane skupiony jest na telefonie. Przegląda właśnie nowe relacje (oczywiście z fake konta) na Instagramie Hattie: idealne, sztuczne kadry z jej życia wyglądające tak, jakby zamierzała dołączyć je do swojego zgłoszenia do Real Housewifes of Toronto, gdyby tylko planowali wskrzesić format. W końcu jednak dociera do końca relacji i wtedy ze zniecierpliwieniem (choć przecież nie czeka znowu aż tak długo na swoje zamówienie) podnosi wzrok.
– Teddy… – rzuca nieco zaskoczona na jej widok. Omiata jednak wzrokiem jej sylwetkę, na dłużej zatrzymuje się na jej twarzy, doszukując się wszelkich oznak tego, że od ich ostatniego spotkania minęło parę lat. Jeśli jednak coś się zmieniło, czas działa wyłącznie na korzyść Darling. – Toronto jednak nie jest tak duże, jak mi się wydawało – komentuje z uniesionym do góry kącikiem ust.
teddy darling