panax quinquefolius
: wt wrz 15, 2026 11:01 pm
3
Panax quinquefolius.
Elmo stoi nad charakterystyczną rośliną już od pięciu minut, porównując jej liście do tych, które widnieją na ekranie jego telefonu. Właściwie nie jest pewien, czy na pewno widzi to, co wydaje mu się, że widzi. Równie dobrze może być to mutacja winorośli i żurawiny, czy jakaś inna roślina, której nie zna. Przez chwilę nęci go myśl, aby po prostu zrobić temu dziwnemu okazowi zdjęcie i poprosić sztuczną inteligencję o pomoc w jego identyfikacji, ale później dochodzi do wniosku, że to tylko zabiłoby całą radość, którą wywołuje w nim chodzenie po parku i nazywanie spotykanych tam roślin. Poza tym, nienawidzi sztucznej inteligencji. Jak tylko tworzenie obrazków za jej pomocą stało się czymś powszechnym i akceptowalnym, Kroniki Głębin, czyli prowadzone przez niego, poświęcone syrenom forum, zamieniło się w wylęgarnię paskudnie wygładzonych, kolorowych zdjęć syren z twarzami udzielających się na portalu użytkowników. O ile dwa pierwsze były jeszcze interesujące, tak w chwili, gdy ludzie przestali robić cokolwiek kreatywnego i we wszystkim zaczęli wyręczać się maszynami, Elmo stracił do tego resztki cierpliwości.
Dusi więc w sobie potrzebę, aby dowiedzieć się wszystkiego tu i teraz, i klęka nad liśćmi, które kształtem przypominają dłoń o rozłożonych palcach. Ostro ząbkowane brzegi wyglądają jak te należące do panax quinquefolius, dając mu nadzieję, ale czy to nie naiwne? Niskie jest prawdopodobieństwo, że tak niespotykana roślina rośnie w p a r k u. Może to po prostu jakiś chwast?
Elmo wzdycha, gdy znudzony Milo, pies jego rodziców, ciągnie go w kierunku kolejnego drzewa. Ma już trzynaście lat, a jakimś cudem wcale nie opuszcza go energia, z którą go zaadoptowali. Cały czas rwie się do wąchania bardzo nieinteresujących w oczach Saynsberry’ego kępek trawy, znaczy każdy napotkany na swojej drodze krzak i, co najgorsze, po każdej załatwionej potrzebie zaczyna kopać jak szalony, rozrzucając dookoła ziemię, liście i okazjonalnie niespodzianki nieposprzątane przez właścicieli innych psów.
Elmo odwraca głowę w kierunku psa, który rozciąga smycz do granic jej możliwości. Zamiast jednak skupić się na tym, aby Milo nie zeżarł niczego nieodpowiedniego z ziemi albo nie rozpoczął swojego rytuału kopania, kieruje swoją uwagę na jasnowłosego chłopaka, który idzie w jego kierunku. Tak przynajmniej wydaje mu się na początku. Wkrótce zdaje sobie sprawę, że celem blondyna nie jest ani on, ani nawet milo, ale żeń-szeń amerykański albo coś, co bardzo go przypomina.
Wstrzymuje oddech. Pies ciągnie dalej, ale Elmo nie robi żadnego kroku w jego kierunku. Z jakiegoś powodu nagle czuje, że musi ochronić tę roślinkę przed rękami nieznajomego. Nawet jeśli nie jest tym, za co Elmo ją uważa, nagle wydaje mu się, iż jest to jego obywatelski obowiązek.
Tomash Nowakovsky