the last thing you wanted Is the first thing I do
: wt wrz 15, 2026 11:28 pm
To meet you at The Alcott
I'd go to the corner in the back
Where you'd always be
Oleander Everhart rozumiał, że nie ma racjonalnych powodów do zdenerwowania. Spotkanie z Malcolmem było równie niezobowiązujące - i niosło z sobą równie nieistotne konsekwencje dla jego bieżącego, dorosłego życia - co rozmowa z mijaną na przystanku sąsiadką mieszkającą na tej samej ulicy. Nie zależały od niego przecież ani przyszłość Ollie'go, ani jego kariera czy zdrowie. W gruncie rzeczy, wizyta u dentysty powinna mieć dla bruneta większe znaczenie niż to, czy dzisiejszy wieczór upłynie mu przyjemnie, neutralnie, czy też zakończy się jakąś tektoniczną w skali katastrofą. Nie mówiąc już o egzaminach, które Ollie przecież zdawał co sesję, czy o pierwszych konsultacjach przeprowadzanych z pacjentami podczas praktyk na studiach, przed którymi nerwy i zmartwienia byłyby o wiele bardziej uzasadnione.
Wbrew wszystkiemu, Everhart tremował się jednak z nerwowością godną nastolatka zdającego najważniejszy egzamin w życiu. Ba, w głębi duszy chyba bał się lękiem, którego nie czuł nawet na moment przed wbiegnięciem prosto w płomienie liżące zawzięcie grożącym zawaleniem się budynek. A przecież był to tylko drink po zajęciach, na miłość boską!, a nie jakiś rytuał przejścia, od którego zależeć miały jego śmierć albo życie. I gdyby tylko ta jego racjonalna część potrafiła jakimś cudem wytłumaczyć to tej drugiej, targanej skrajnymi emocjami, Everhart z pewnością czułby się teraz jak zrównoważony, dwudziestodziewięcioletni mężczyzna, a nie zwój dynamitu gdzieś na granicy z eksplozją.
Otrzymana raptem parę dni wcześniej wiadomość od Malcolma, skutecznie wytrąciła go z tej samej równowagi, której odzyskanie po ich ostatnim spotkaniu zajęło mu ładne parę
Potem, w miarę jak jego frustracja zaczęła rosnąć przeciwproporcjonalnie do jego nadziei, osiągnął jakiś zupełnie inny etap żałoby, na którym zaczął sobie wmawiać, że może ich spotkanie pod Obserwatorium nie tyle sobie wymyślił, co we własnej pamięci rozdmuchał je do kompletnie nielogicznej skali. Mało tego, może się przesłyszał? Może Malcolm wcale nie sugerował, że po ich pierwszym spotkaniu miejsce będzie miało następne? Może doszło do nieporozumienia, którym teraz żywiła się teraz ta romantyczniejsza część jego duszy, skazana na niewyobrażalne rozczarowanie?
Ostatecznie, Ollie'mu zaczęło się wreszcie wydawać, że zbliża się do fazy akceptacji. Pomogło zbliżające się rozpoczęcie roku akademickiego, i dodatkowe, rozpoczynające się we wrześniu, seminaria, na które zapisał się w nadziei, że nawiązane na nich kontakty pomogą mu na etapie szukania pracy. Dystrakcja nie była może najzdrowszym i najdojrzalszym sposobem radzenia sobie z trudnymi emocjami, ale z pewnością cechowała się tą skutecznością, której brakowało siedzenie w domu, słuchanie na okrągło tego samego, najsmutniejszego albumu The National, i przeglądanie paru podblakłych zdjęć, które ostały mu się z sielankowych paru miesięcy spędzonych w przeszłości z Malcolmem.
I, jak to w życiu bywa, dokładnie wtedy Mal Bremers postanowił jednak objawić się w jego życiu ponownie, cały ten desperacki spokój Oleandra burząc jedną raptem wiadomością.
Wynikiem czego, zamiast - jak zwykle w środy - na siłownię, po drugim w tym roku seminaryjnym spotkaniu, Ollie Everhart skierował się ku wymownym w nazwie lokalowi. Jego wybór tłumaczył sobie faktem, że bar znajdował się przysłowiowy rzut beretem od budynku, w którym odbywał zajęcia - i bynajmniej nie tym, że za jego propozycją stało jakiekolwiek ironiczne znaczenie.
Kolejną rzeczą, którą Ollie sobie roił było to, że dzisiejszego poranka wcale nie spędził dobrych czterdziestu minut starając się wybrać odpowiedni
malcolm bremers