Strona 1 z 4
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 12:05 am
autor: Dean Vanberg
Dean zdecydowanie nie był człowiekiem, który lubił nudę. Kiedy tylko go dopadała, do głowy przychodziły mu najgorsze (zdaniem społeczeństwa, bo on to nie widział w tym niczego złego) z możliwych pomysłów, z konsekwencjami których musiał się później mierzyć. Jak chociażby z aresztem, a na ten chwilowo nie chciał sobie pozwolić, mając na uwadzę swoją reputację dobrego instruktora tańca. Ach, że też biznes uzależniony był tak bardzo od opinii w internecie oraz od braku skandali. Niestety, gdyby tak nagle zaczęto o nim pisać w mało przychylny sposób, pewnie bogaci rodzice nie przysyłaliby do niego swoich jakże wcale utalentowanych pociech, co skutkowałoby bankructwem. Hajsu potrzebował, więc musiał się pilnować, przynajmniej pozornie, bo nie było mowy, aby całkiem zrezygnował z szaleństwa. Musiał po prostu zminimalizować jego obszar.
Westchnął, zerkając na ekran telewizora, w którym leciał jakiś durny program. Takich to było teraz na pęczki i może skupiłby się na nim bardziej, gdyby w jego głowie nie pojawiały się scenariusze czynności, które mógłby teraz robić. A może by tak pojechać gdzieś w siną dal, chociażby na chwilę? Nielegalne wyścigi zawsze brzmiały dobrze.
Z rozmyślań wyrwał go dźwięk dzwonka do drzwi. Zaraz, zaraz, nie spodziewał się nikogo. Stoczył się jednak z kanapy, niemal potykając się o dywan, ostatecznie otwierając osobie, która postanowiła go nawiedzić. Kurier, ale zaraz, niczego przecież nie zamawiał. Chyba, że znowu po pijaku coś kliknął, co zdarzyło mu się kilka razy.
Podziękował, potrząsając niewielką paczką. Nawet mu do głowy nie przyszło, żeby sprawdzić nazwisko, które na niej widniało, bo przecież ciotki i tak nie było od jakiegoś miesiąca już, więc to z pewnością nie do niej. On pozostawał jedyną osobą.
Otworzył pudełko i aż prychnął pod nosem spoglądając na ciemnoczerwonego fallusa w przezroczystym opakowaniu. No dobrze, to z pewnością nie jego, nie potrzebował sztucznych. Zerknął ostatecznie na adresata i zaśmiał się głośniej. Wspaniale, czyli nudne popołudnie właśnie przestało takim być.
Wyciągnął przedmiot z plastiku, zapakował do plecaka i chwilę później już siedział na motorze, jadąc do jednej ze swoich ulubienic.
-Effie, twój chuj przyjechał! - zadarł się, kiedy zajechał pod dom kumpeli, przy okazji dobijając się do jej drzwi.
Effie Granger
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 12:51 pm
autor: Effie Granger
Od wizyty łowców duchów w domu Effie nie minęło wiele czasu, ale świadomość, że tajemnicze szurnięcia, przeciągi, odgłosy i drgania miały swoje źródło w gangu szopów i wężu-uciekinierze, a nie w demonicznej obecności Valaka czy innego paranormalnego dziadostwa, działała cuda. Co prawda wciąż zdarzało jej się budzić nocami i wpatrywać intensywnie w ciemne kąty sypialni czy mieć wrażenie bycia pod obserwacją, ale w takich momentach robiła sobie porządny pep talk i jej przechodziło.
Powoli wracała do normalności — tabletki nasenne odłożyła chwilowo w kąt, przypisując im negatywny wpływ na własne samopoczucie, starała się też uważać ze swoimi wieczornymi posiadówkami z winem i podmieniła trunek na colę z cukrem. Kiedy akurat nie wybierała się na jeden ze swoich sidequestów (w tym tygodniu odbyła dwa kursy pod szyldem Ubera oraz poszła na inwentaryzację do pobliskiego spożywczaka, gdzie rozpoznała ją jakaś fanka i spędziły całą nocną zmianę wkurwiając ludzi nuceniem piosenek Killer Kittens), siedziała przed telewizorem i oglądała głupoty w rodzaju Love Island czy RuPaul’s Drag Race.
Właśnie w takim stanie — rozwaloną na sofie w jej upiornym salonie, okutaną ciasno w ten sam panterkowy szlafrok, w którym walczyła z duchami, rozczochraną jak snop siana i generalnie w trybie domatorskim — zastał ją Dean. Oczywiście, że poznała tego debila po głosie, pomijając w ogóle, że jego przybycie zwiastował warkot silnika, przebijający się ponad ikonicznym śmiechem RuPaula.
— Mówisz o sobie czy o sobie? — rzuciła zamiast powitania, otwierając drzwi i mierząc mężczyznę na poły rozbawionym, a na poły poirytowanym spojrzeniem. — Mogłeś esemeska chociaż napisać, ja taka niewyględna… wchodź, kurwa, zanim ktoś mi zdjęcie strzeli.
I wciągnęła go za poły kurtki do środka, kompletnie nie robiąc sobie nic z tego, że to właśnie ten moment mógłby być najlepszą pożywką dla potencjalnych paparazzich. Co prawda jej przerwa w karierze trwała już na tyle długo, że podobne incydenty zdarzały się naprawdę rzadko, ale lepiej byłoby dmuchać na zimne.
— Dobra, chuju, to teraz się tłumacz, co cię tu sprowadza, bo wątpię, że po prostu zatęskniłeś! — marudziła Effie, wspinając się w tych swoich klapeczkach z futerkiem na palce, żeby cmoknąć przyjaciela w policzek.
dinuś
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 1:06 pm
autor: Dean Vanberg
Oczywiście, że nie mógł przepuścić okazji, by trochę nie ponabijać się z uroczej niewiasty imieniem Effie. Ciekawe, czy takie zdrobnienie jej imienia (prawda taka, że Dean to nawet nie wiedział, jak ona się serio nazywała) wzięło się, ponieważ poczęli ją na wieży Eiffla - kiedyś, przy okazji, będzie ją musiał o to zapytać, bo sądził, że za tym musiała kryć się jakaś poważna historia. Teraz jednak miał poważniejsze rzeczy na głowie - musiał jej zwrócić zabawkę, bo co, jeśli biedaczka teraz cierpi nie mogąc się dostatecznie zaspokoić? A biorąc pod uwagę rozmiar dildo, które spoczywało w jego plecaku, musiała być ostro nienasycona. Ot, taki z niego dobry samarytanin, który dbał o uciechy cielesne innych. Liczył, że to doceni, bo ostatecznie nie jechał tutaj na darmo, prawda?
-W pakiecie możesz dostać nawet trzy - cała moją osobę, zawartość moich spodni oraz niespodziankę - powiedział, przekraczając próg jej domu, kiedy raczyła go do niego wpuścić. A raczej pociągnąć, niczym jakiegoś tajemniczego kochanka, którego tożsamości nie chciał zdradzać innym ludziom. Nie omieszkał przy tym uważnie jej zlustrować - no zdecydowanie nie była to jej najlepsza wersja; był pewien, że stać ją na więcej. - Wyglądasz jak gówno, mam nadzieję, że to wiesz. Z SMSem nie miałbym takich widoków, ale dobrze wiedzieć, że nie zawsze prezentujesz się olśniewająco. To co, mogę cię sprzedać do tabloidów? - spytał zaczepnie, bo wszelkie uszczypliwości i komentarze pokoju dziesięciolatka były u nich standardem. Miał wrażenie, że stanowiły kwintesencję ich znajomości, tak bardzo pozbawionej cukierkowatości i miłości do porzygu.
Odłożył kask (proszę jak dbał o swoje bezpieczeństwo) na jakąś półkę i skrzyżował ręce na piersi.
-Ranisz moje serce, wiesz? A może ja się po prostu za tobą stęskniłem i chciałem zobaczyć twoją piękną buźkę? Znaczy… zazwyczaj piękną, bo dzisiaj coś ostro poszło nie tak - odpowiedział, krzywiąc się udawanie jakby co najmniej ropuchę zobaczył. - Ale dobrze, szajbusko, mam dla ciebie prezent. Jestem pewien, że się ucieszysz! - powiedział i siągnał ręka do plecaka, wyciagając fallusa, którym puknął ją w głowę. - Mogłaś powiedzieć, że masz potrzeby, a przyszedłbym wcześniej - oznajmił, niemal urażony. Że też wolała sztucznego bardziej od niego!
Effie Granger
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 1:25 pm
autor: Effie Granger
— Nie sprzedasz mnie, bo wiesz, że też mam na ciebie kwity — przypomniała mu słodko, chociaż efekt pewnie nie był ten sam, co wtedy, gdy Effie prezentowała się… no, po prostu lepiej.
Ilość niespodzianek w jej życiu była ostatnio naprawdę oszałamiająca. Puknięcie (sic!) jej w łeb bordowym dildo, dziwnie przypominającym zabawkę, którą kilka dni temu zamówiła, zdecydowanie nie było w jej bingo na ten dzień — ani w ogóle na ten rok.
Przez dłuższą chwilę nic nie powiedziała, patrząc na wciąż trzęsącego się po uderzeniu silikonowego penisa. Musiała przyznać, że prezentował się zdecydowanie lepiej niż na zdjęciu w ogłoszeniu — no i z pewnością znacznie okazalej. Niby miała dostęp do wszystkich wymiarów, ale nie miała zbyt dobrej wyobraźni przestrzennej i dopiero na żywo mogła rzeczywiście docenić tę monumentalność.
— Nice — wyrwało jej się, kiedy zobaczyła, że zabawka zakończona jest porządnie wyglądającą przyssawką. Dopiero po momencie do niej dotarło, że patrzy właśnie na Deana wymachującego jej przed twarzą sztucznym kutasem i wtedy dopiero dotarł do niej absurd tej sytuacji. Złapała zabawkę i próbowała ją zabrać, ale przyjaciel ewidentnie za dobrze się bawił. — Ej, kurwa, jakim cudem wylądował u ciebie?! Oddawaj!
Dwoje dorosłych ludzi przepychających się nad dildosem to był widok groteskowy sam w sobie…
…ale kiedy w tle rozbrzmiał dodatkowo śmiech RuPaula…
Effie zamarła w miejscu i podniosła wzrok na Deana dokładnie w tej samej chwili, w której on spojrzał na nią. Potem ich oczy zawędrowały jednocześnie na dłonie, owinięte wokół bordowego silikonu. Ryknęli śmiechem również w idealnej synchronizacji, pokładając się niemal na ziemi — i to wciąż tuż przy drzwiach wejściowych, całe szczęście już zamkniętych na głucho.
— Ja pierdolę, przesada, po prostu, kurwa, przesada, no przecież ja się tu posikam — parsknęła, rezygnując z walki o dildo i opadając dramatycznie na dywan. — Jest odpakowany, bo go dla mnie przetestowałeś, czy po prostu chciałeś od razu przejść do działania?
Żarty z podtekstem były u nich normą do tego stopnia, że pewnie komuś z zewnątrz ciężko byłoby ocenić ich relację, zwłaszcza że nabierały czasami bardzo sugestywnego charakteru. Effie jednak wielokrotnie powtarzała mądrze, że nie sra się do swojego gniazda i nie rucha się swoich przyjaciół.
dinuś
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 1:45 pm
autor: Dean Vanberg
Spojrzał na nią, nie kryjąc nawet rozbawienia. Takie to małe, a tak się stawiało i pyskowało. Na myśl chihuahue mu przywodziła, nawet była teraz tak samo rozczochrana jak te szczury zwane psami! I weź tu człowieku znajdź różnicę; gratki za spostrzegawczość, jak się uda.
-No, no. Ty nie możesz mieć na mnie żadnych kwitów, bo ja się z niczym nie kryję. Plu porządny ze mnie człowiek, niemal przykładny obywatel mogący być wzorem do naśladowania - odpowiedział, dumnie pierś wypinając. Jasne, było mu tak blisko do porządnego, jak do bycia prawiczkiem, który nie lubił dobrego bzykanka. A tego niestety nie odmawiał nigdy i chociaż kiedyś wyznawał zasadę, że przyjaciół się jednak nie tyka, tak po ekscesach z Benjaminem jego światopogląd wyjątkowo się zmienił. Kto wie, może nawet uda mu się wcisnąć w Effie dildo, którym w łeb dostała, tak dla zasady. - Teraz będziesz mogła mówić, że strzelił cię chuj; dosłownie - stwierdził, obracając w dłoni erotyczną zabawkę.
Przyglądał się kobiecie, która jawnie zaniemówiła - i teraz nie wiedział czy dlatego, że nie spodziewała się takiego byka w dłoni Deana, czy zdała sobie sprawę, że ostatecznie jego był bardziej żywy, ciepły i lepiej się ruszał. Nic jednak straconego - dla niej na spokojnie mógł zrobić użytek z obu - ostatecznie nie z jednej dziury człowiek się składał i każda zasługiwała na dopieszczenie.
-Skąd mam wiedzieć? Nie ja go zamawiałem. Wiesz, nie potrzebuję. Ale jeśli to ma być jakieś kreatywne zaproszenie, to nie ma problemu. Jestem cały twój, Granger - zaśmiał się, bawiąc się nieprzerwanie fujarą. Fajnie było tak pomachać inną, a nie swoją; nietypowe uczucie. Nic dziwnego, że nie miał zamiaru jej bez walki tego oddać. Teraz było jego, trzeba było dopieścić.
Chwilę później w jej korytarzu dało się usłyszeć szczery śmiech kurewskiego rozbawienia, którego nie potrafił opanować (niemal jak Maciuś przy raz kupujesz, rzygasz pięć).
-Liczyłem na wspólne wypróbowanie. Wiesz, nigdy nie miałem okazji się takim bawić, a może mi się spodoba. Ale kurwa, Effie, serio taki rozmiar? Przecież to cię na pół rozjebie - skomentował, rzucając jej ostatecznie zmaltretowanego fallusa.
Fifi
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 2:07 pm
autor: Effie Granger
Ciągle nie mogła się zdecydować, czy przypadkowe zamówienie zabawki erotycznej na adres Deana było najgorszą, czy też najlepszą rzeczą, jaka mogła się jej zdarzyć. Z jednej strony — Vanberg zobaczył na paczce jej nazwisko i ostatecznie oddał ważną przesyłkę, bo wiedział, gdzie mieszka faktyczna właścicielka, ale z drugiej… Effie nie musiała nawet sobie wyobrażać tych wszystkich docinek, na które było stać jej kumpla, bo właśnie serwował jej tylko małą ich cząstkę.
Oj, z pewnością nie da jej o tym szybko zapomnieć…
Przewróciła tylko oczami na to jego całe pierdolenie głupot, chociaż musiała przyznać, że ją też to wszystko bardzo bawiło. Nie mogła jednak tego dać po sobie aż tak poznać, bo jeszcze połechta niemałe ego Deana i zostanie zmieciona z powierzchni Ziemi jego wypiętą dumnie klatą, o ile wcześniej nie użyje do tego trzydziestocentymetrowego potwora, którym wciąż się bawił.
— Jestem świadoma, Vanberg — odparła pobłażliwie, znowu wspinając się na palce, tym razem żeby poklepać go lekko po policzku, w który niedawno jeszcze dostał od niej buziaka. — Myślisz, że nie wiem, że chcesz mi wskoczyć do łóżka od momentu, jak darłeś na mnie japę, że nie mam w ogóle poczucia rytmu? Odpowiedź nadal brzmi „może kiedyś” z naciskiem na „nigdy, kurwa, w życiu”, ale jak coś się zmieni, to na pewno dowiesz się pierwszy.
Odzyskawszy w końcu swoją własność, poczęła obracać dildo w dłoniach i oceniać fakturę. Silikon nie był matowy, a półprzezroczysty, przywodzący na myśl wiśniową galaretkę. Miał liczne wypustki imitujące nabrzmiałe żyły i generalnie prezentował się naprawdę dobrze, ale wbrew pewności siebie Effie zaczęła dopuszczać do siebie myśl, że może faktycznie przesadziła ze średnicą… nie mogła jednak tego przyznać przy Deanie, więc w ramach prezentacji przyłożyła zabawkę do swojego podbrzusza.
— Zobacz, przy bezpośrednim porównaniu nie jest wcale tak… — urwała, patrząc w dół i zdając sobie sprawę z tego, co widzi. — …źle.
Chyba faktycznie mogło ją to rozjebać na pół.
Machnęła nonszalancko dłonią, po czym niemal pieszczotliwie pogładziła bordowy silikon.
— Na pewno mnie nie skrzywdzi, w przeciwieństwie do tych prawdziwych. Ostatecznie mężczyzna to najgorsza część penisa — stwierdziła, posyłając Deanowi niewinne spojrzenie. — No dobra, to co robimy? Tylko nie mów: testujemy Żelusia! — zastrzegła.
dinuś
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 2:24 pm
autor: Dean Vanberg
Tak to już było z bestiami, które dzieliły jedną komórkę mózgową oraz skrzywienia psychiczne, że człowiek nigdy nie mógł być pewien, co też faktycznie odwali się podczas kolejnego spotkania. Dean, który był nad wyraz pamiętliwy, zwłaszcza w przypadku swoich przyjaciół i głupot, które prezentowali, nie był w stanie przejść obojętnie koło tak wspaniałej pożywki do żartów, jaką sprezentowała mu Effie. No poczuł się kurwa co najmniej tak, jakby dostał wcześniejszy prezent na święta. Żałował tylko, że wcześniej sobie z jej nowym ziomalem nie zrobił zdjęcia, bo już pewnie nigdy więcej nie będzie wyglądał tak świeżo i przejrzyście. Niby jeszcze teraz była szansa, ale kurczę, po tym, jak go tak wyściskali stał się zdecydowanie bardziej wiotki - to chyba nie tak powinno działać, nie?
-Dalej uważam, że go nie masz, ale popracujemy nad tym. Tylko najpierw może doprowadź się do porządku, bo jakby mnie ktoś z tobą zobaczył, to reputacja mi leci na łeb na szyją - skrzywił się teatralnie, po raz kolejny mierząc ją spojrzeniem. Po penisowej batalii jej włosy były w jeszcze większym nieładzie - a myślał, że wcześniej dotarła do ostatecznej granicy. - Cierpliwy jestem, kiedyś się skusisz. Zapewne po tym, jak przekonasz się, że to - tu wskazał na żelowego przyjaciela - nie jest tak dobre, jak to - a tu ręce powędrowały do krocza, w którym jego własny przyjaciel dumnie nad sobą panował. Lata, w których rwał się niespodziewanie do boju już dawno minęły, teraz potrzebował większej zachęty.
-Nie oceniam; każdy lubi co innego, a skoro uwielbiasz całkowite wypełnienie, szanuję - zaśmiał się na jej minę. Chciał i zarazem nie chciał sobie wyobrażać, jak go tam usilnie wepchnąć próbuje. Za drobna była na takiego potwora, ale po kilku próbach, masażach może jej się uda. Wszak jak się popieści to się i zmieści. - Pierdolenie. Kochacie nas, a im bardziej jesteśmy pojebani, tym i was bardziej ciągnie - skomentował, przeczesując rozczochrane włosy. - Plan jest taki, że planu nie mam, ale jeśli w ciągu dwudziestu minut się ogarniesz - i nie mam tu na myśli próbowania twojej zabawki - to pojedziemy na wycieczkę. Skoro już dupsko z domu ruszyłem, nie będę dnia marnował - zaproponował.
Eifulek
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 2:41 pm
autor: Effie Granger
Pozwoliła sobie jedynie po raz kolejny przewrócić oczami — przy Deanie zdarzało się to tak często, że dziwne, że jeszcze jej gałki z orbit nie wyleciały. Uwielbiała go, zresztą on ją też musiał, inaczej nie byłby w stanie znieść jej wiecznych wahań nastroju i często wariackich pomysłów, ale miłość też miała swoje granice — i do tych jej niebezpiecznie się zbliżali.
Gdyby jednak musiała powiedzieć szczerze, to cieszyła się z takiej odskoczni od nerwów ostatnich tygodni. To, ile stresu najadła się przez potencjalne nawiedzenie jej domu… tak, zdecydowanie należała jej się humorystyczna przerwa od tego wszystkiego, a nie było lepszego towarzystwa do tego niż właśnie Dean.
— Dobra, dobra — bezpardonowo poklepała go po rozporku, kręcąc lekko głową z rozbawieniem. — Trzymaj rumaka w ryzach, bo znając ciebie to w najbliższym czasie będzie intensywnie używany. Spotkania ze mną mógłby nie przeżyć.
Fajnie było się trochę słownie poprzepychać, chociaż kiedy tak bujała dildosem w ręku, to kusiło ją, żeby zlać nim Deana za to nabijanie się z niej, jej wyglądu, jej poczucia rytmu, wyborów erotycznych i w ogóle zlać go tak generalnie za żywot, ale powstrzymała tę mroczną żądzę na wieść o wycieczce.
— Oemgie, odjedziemy na twoim motocyklu w stronę zachodzącego słońca? No proszę, nie wiedziałam, że taki z ciebie romantyk! — Złożyła dłonie i zatrzepotała teatralnie rzęsami, ale nie trwało to długo, bo narzucony deadline dwudziestu minut to naprawdę nie było dla niej wystarczająco długo — zwłaszcza, gdy włosy miała w takim stanie a nie innym, do czego dołożył się zdecydowanie sztuczny penis. — Dobra, to siadaj tu grzecznie i niczego nie dotykaj, a jak nie posłuchasz, to cię połechtam po dupie zestawem do lobotomii! I to naprawdę nie będzie przyjemne, ty perwersyjna świnio! — dodała jeszcze groźnie, widząc rozciągający się na ustach przyjaciela zadziorny uśmieszek. Łechtanie po dupie mogło brzmieć dla niego dobrze, ale Effie miała zdecydowanie inne plany w tej kwestii.
O dziwo udało jej się zmieścić w narzuconym czasie, głównie dlatego, że wszystko robiła w zasadzie automatycznie. Włosy okiełznane kilogramem lakieru, czarny cień rozmazany na powiekach, ciemna pomadka i najprostszy cunty outfit — czyli gwiazda punkrocka w najlepszym wydaniu.
— Oklasków nie trzeba. Dziewiętnaście minut, bitch!
dinożarł
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 2:58 pm
autor: Dean Vanberg
Kompanką była przednią, nie ma co. Nie dość, że dobra dupa (a wiadomo, że Vanberg to się z brzydkimi nie zadawał), tak na dodatek potrafiła odpysknąć, co wyjątkowo się ceniło. No bo na co mu wśród ziomali osoby, które ulegały po jednym słowie Deana? Jasne, koniec końców to on zawsze miał rację, ale chodziło o sam fakt droczenia się. Z Effie to można było się sążnie mięsem obrzucić, zwłaszcza jak stawała się niebywale wkurwiająca, a zdarzało jej się iście zawsze. Był pewien, że dzisiaj też doprowadzi go do szewskiej pasji, póki co ograniczając się do dawania mu pożywki do radochy.
-Ty już się tak o mojego rumaka nie martw. Ewentualnie jak tak o niego dbasz, to jazda na koń, niewiasto! - zaśmiał się. No litości, gdyby w łóżku ktoś dojebał mu takim tekstem, nic by mu więcej nie stanęło. Miał niestety nieprzyjemność z freekami, którzy sadzili komentarzami rodem z jakichś tanich filmów porno, które więcej miały w sobie żenady, niż faktycznej podniety. ewentualnie z cnotkami, które nie potrafiły słowa wypowiedzieć i to nie dlatego, że im usta zatkał. Czuł się wtedy, jakby stosunek z kłodą odbywał, a to skutecznie sprawiało, że nie miał ochoty na więcej.
-No chyba kurwa nie, żadne zachodzące słońce, nie będę tyle czekał - wywrócił oczami na jej wspaniałe żarty. Melodramatycznie, tak nawet do przesady. - Ale dostąpisz zaszczytu, żeby przejechać się na mojej maszynie, także powinnaś być zadowolona. A gdzie? To się zobaczy - ramionami wzruszył, spoglądając na zegarek, chcąc ją w ten sposób pospieszyć. Jasne, że aż go rwało, żeby pojechać. Uwielbiał motocyklowe wycieczki i nie przeszkadzał mu nawet balast w postaci pasażera.
-Mmmm, kusisz, Granger. Lubię takie zabawy - rzucił jedynie, patrząc jak ostatecznie znika się szykować. oczywiście, że patrzył na zegarek. Nie przepuściłby jej, gdyby się spóźniła. Niestety, uwinęła się szybciej, mała zdzira.
-Brawo, brawo, a teraz na koń, bo nas noc zastanie - podniósł się i wyszedł na zewnątrz, wcześniej kask zgarniając. podał jej drugi, siadając pewnie na maszynie. - Postaraj się nie łapać mnie za rycerza podczas jazdy, bo stracę równowagę i nas rozjebie - skomentował, kiedy ostatecznie go objęła i mogli ruszyć.
Effie Granger
Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong
: śr wrz 16, 2026 3:26 pm
autor: Effie Granger
Nie miała zbyt często okazji do jazdy na motocyklu, bo sama takowego nie posiadała, na co dzień wożąc się tylko swoim wściekle różowym Dodgem. Zresztą z doboru lakieru Dean śmiał się niejednokrotnie i przestał się tego czepiać dopiero wtedy, gdy Effie go raz przewiozła.
W większości przypadków właśnie tak to było — ktoś patrzył na różowe auto o sportowej linii i myślał, że Effie kupiła je tylko ze względu na kolor, a te siedemset koni pod maską to tylko do flexowania.
Kurwa, jakaż to była pomyłka.
Wystarczyła jedna przejażdżka z Granger za kierownicą, żeby nabawić się choroby lokomocyjnej. Niekoniecznie dlatego, że prowadziła źle — znała przepisy, ale często świadomie je ignorowała, mając przy tym wyjątkową kontrolę nad samochodem. Lubiła jednak szybką, gwałtowną jazdę, można by wręcz powiedzieć, że brawurową. Tym dziwniejsze mogło się wydawać, że jeszcze nie dorobiła się własnego jednośladu.
Posłusznie usadowiła się za Deanem, w cichości ducha jednocześnie kurwiąc na kask, który zniszczy jej starannie natapirowane włosy, ale i zachwycając się jego maszyną. Potężny oldschoolowy cruiser naprawdę robił wrażenie i chociaż do Deana zdecydowanie bardziej pasowałby jej ścigacz albo cross, tak jego maszyna naprawdę jej się spodobała. Nie żeby Effie była blacharą, ale potrafiła docenić ładny sprzęt — interpretacja dowolna.
Poprawiła zapięcie kasku, zapięła kurtkę i przez dłuższą chwilę zastanawiała się, co zrobić z nogami, ale była na tyle niska, że te po prostu zwisały jej po bokach motocykla i nie dosięgała nimi do żadnego oparcia. Upewniła się tylko, gdzie jest rura wydechowa, by przy przypadkowym oparciu gorący metal nie stopił jej wyświechtanych Martensów.
Objęła przyjaciela w pasie i klepnęła go dwukrotnie na znak, że jest usadowiona i mogą ruszać. Przewróciła oczami, kiedy Dean — będąc oczywiście w stu procentach sobą — bawił się przez chwilę manetką gazu, robiąc taki hałas, że chyba wszyscy sąsiedzi pojawili się w oknach by zobaczyć, o co ten cały raban. No pewnie, nie mogą odjechać niezauważeni przez nikogo…
W końcu jednak Vanberg skończył swoją popisówę i ruszyli z kopyta przez dzielnicę mieszkalną. No dobrze, z kopyta to może dużo powiedziane, bo raczej przetoczyli się przez dosyć wąskie ulice, przy których zaparkowane było całe mnóstwo aut, ale ruszyli!
dinner (bo głodna jestem)