You're metaphorical gin and juice
: śr wrz 16, 2026 1:48 pm
Pozbądź się problemu.
Zerwij z nim.
Te słowa towarzyszyły jej przez całą podróż z Dubaju do Toronto. Spotkanie z ojcem nie przebiegło zbyt dobrze. Rozkaz. Powinna się sprzeciwić, chociaż ten jeden raz. Nie potrafiła. Potulnie spuściła głowę, a jej myśli krążyły wokół tego, jak spełnić swoją powinność i nie stracić mężczyzny, który był jedynym powiewem normalności w jej życiu.
Nie mogła go stracić.
Balansowała na cienkiej linii kłamstwa, uznając, że w ten sposób go chroniła. Przed rodziną, dla której liczyły się jedynie rezultaty i pieniądze. Usprawiedliwiała każdy swój czyn, bo tak było wygodnie. Wciąż ta sama wymówka - praca. Nie spotkała się z nim po powrocie. Ani przez kilka najbliższych dni. Planowała. Tyle, że na każdym krańcu tej drogi... W każdej symulacji za i przeciw jasno wynikało, że nie była lepsza od Hussaina Sajwaniego. Bo żeby być na samym szczycie i nie spaść w dół, musiała stać się takim samym potworem, co jej ojciec. Jeśli chciała zaskarbić sobie jego przychylność i uznanie, musiała odłożyć na bok własne emocje i poświęcić relację, którą pielęgnowała od dwóch lat.
Tylko nie dzisiaj.
Jutro.
Może.
Będę wieczorem. U ciebie?
Krótka wiadomość. Stukot obcasów na długim korytarzu, gdy z uśmiechem na ustach podeszła do drzwi. Zawsze, gdy tutaj przychodziła jej mięśnie się odprężały, a po jej twarzy od razu było widać szczęście. Atmosfera w mieszkaniu jej chłopaka przypominała dom. Taki z prawdziwego zdarzenia. Było tutaj inaczej niż u niej, bardziej przytulnie.
Ściągnęła długi płaszcz, który powiesiła na haczyku i poprawiła obcisłą sukienkę, wchodząc do salonu. - Stęskniłam się. Wzięłam wino czerwone wytrawne, będzie pasować? - pocałowała na przywitanie chłopaka, który wyszedł z kuchni, wycierając swoje dłonie o ściereczkę. Zarzuciła mu dłonie na szyję, żeby przeciągnąć tę chwilę czułości. - A ty? Tęskniłeś? Mam dla ciebie kilka upominków z Dubaju. Mój ojciec żałował, że nie mogłeś przylecieć ze mną. - kłamstwo gładko opuściło jej usta, gdy trzymając się za dłonie, ruszyli w kierunku kuchni. - A teraz skupmy się całkowicie na tobie. Jak w pracy? Co dzisiaj gotujemy? - oparła dłonie o ladę i zaśmiała się widząc, że na blacie leżały już różne produkty. Nawet nie wiedziała, skąd on to miał. Ona nie chodziła na zakupy spożywcze. Nie gotowała. Wyjątkiem były te chwile spędzone z nim. Przynajmniej jej brak umiejętności w tej dziedzinie nieraz rozbawiał Maggio, który porównywał ją do Kendall Jenner ze słynnej sceny z krojeniem ogórka. Jej pierwsza próba nie wyglądała lepiej. Podpisywanie milionowych kontraktów zdecydowanie było prostsze niż robienie sałatki.
Maggio Winters
Zerwij z nim.
Te słowa towarzyszyły jej przez całą podróż z Dubaju do Toronto. Spotkanie z ojcem nie przebiegło zbyt dobrze. Rozkaz. Powinna się sprzeciwić, chociaż ten jeden raz. Nie potrafiła. Potulnie spuściła głowę, a jej myśli krążyły wokół tego, jak spełnić swoją powinność i nie stracić mężczyzny, który był jedynym powiewem normalności w jej życiu.
Nie mogła go stracić.
Balansowała na cienkiej linii kłamstwa, uznając, że w ten sposób go chroniła. Przed rodziną, dla której liczyły się jedynie rezultaty i pieniądze. Usprawiedliwiała każdy swój czyn, bo tak było wygodnie. Wciąż ta sama wymówka - praca. Nie spotkała się z nim po powrocie. Ani przez kilka najbliższych dni. Planowała. Tyle, że na każdym krańcu tej drogi... W każdej symulacji za i przeciw jasno wynikało, że nie była lepsza od Hussaina Sajwaniego. Bo żeby być na samym szczycie i nie spaść w dół, musiała stać się takim samym potworem, co jej ojciec. Jeśli chciała zaskarbić sobie jego przychylność i uznanie, musiała odłożyć na bok własne emocje i poświęcić relację, którą pielęgnowała od dwóch lat.
Tylko nie dzisiaj.
Krótka wiadomość. Stukot obcasów na długim korytarzu, gdy z uśmiechem na ustach podeszła do drzwi. Zawsze, gdy tutaj przychodziła jej mięśnie się odprężały, a po jej twarzy od razu było widać szczęście. Atmosfera w mieszkaniu jej chłopaka przypominała dom. Taki z prawdziwego zdarzenia. Było tutaj inaczej niż u niej, bardziej przytulnie.
Ściągnęła długi płaszcz, który powiesiła na haczyku i poprawiła obcisłą sukienkę, wchodząc do salonu. - Stęskniłam się. Wzięłam wino czerwone wytrawne, będzie pasować? - pocałowała na przywitanie chłopaka, który wyszedł z kuchni, wycierając swoje dłonie o ściereczkę. Zarzuciła mu dłonie na szyję, żeby przeciągnąć tę chwilę czułości. - A ty? Tęskniłeś? Mam dla ciebie kilka upominków z Dubaju. Mój ojciec żałował, że nie mogłeś przylecieć ze mną. - kłamstwo gładko opuściło jej usta, gdy trzymając się za dłonie, ruszyli w kierunku kuchni. - A teraz skupmy się całkowicie na tobie. Jak w pracy? Co dzisiaj gotujemy? - oparła dłonie o ladę i zaśmiała się widząc, że na blacie leżały już różne produkty. Nawet nie wiedziała, skąd on to miał. Ona nie chodziła na zakupy spożywcze. Nie gotowała. Wyjątkiem były te chwile spędzone z nim. Przynajmniej jej brak umiejętności w tej dziedzinie nieraz rozbawiał Maggio, który porównywał ją do Kendall Jenner ze słynnej sceny z krojeniem ogórka. Jej pierwsza próba nie wyglądała lepiej. Podpisywanie milionowych kontraktów zdecydowanie było prostsze niż robienie sałatki.
Maggio Winters