Meeting point
: śr wrz 16, 2026 9:11 pm
Znudzona zerknęła za okno w stronę wody. Towarzyszący jej pan Park, który siedział naprzeciwko przy stole, choć przystojny z twarzy nie mógł pochwalić się charyzmą. Starał się jak mógł sprzedając kolejne wydziwione opowieści, lecz w oczach Zanele był tylko kolejną osobą, z której czerpała korzyść. Spotkanie, które zaliczyć można było do towarzyskich, w rzeczywiści było jednym z wielu ważnych elementów całej układanki. Lessard wiedziała, że utrzymywanie cennych znajomości było bardzo ważne. Im więcej kontaktów posiadała i im lepsze miała z nimi stosunki tym więcej ugra w przyszłości.
To samo tyczyło się Miller, jej byłej kochanki, z którą korzyścią oczywiście był udany seks i próba otwarcia się przed drugą osobą (co Lessard szło bardzo opornie niczym zatwardzenie), lecz to niestety przepadło przez moralne odruchy pani patolog. Skończyły się łóżkowe schadzki i opowieści grozy z kostnicy. Nie było pocałunków ani czułych słówek.
Nie, Zanele nie ubolewała. Nie miała na takie bzdety czasu. Wystarczyła jej świadomość, że kontakt z panią patolog pozostał i co najważniejsze miała z niego korzyść w postaci medycznych konsultacji.
Bez tego nie byłoby spotkania, wspólnej kolacji i..
Wyprostowana, z szyją niczym u sztywnego robota przekręciła głowę w drugą stronę dostrzegając panią koroner.
..z drugiej strony nacieszenie oczu pięknymi widokami to też jakaś korzyść.
Zaylee Miller pomimo zaobrączkowania wciąż była cholernie seksowna.
- Panie Park, na dzisiaj kończymy – przerywając mężczyźnie w połowie zdania wstała i wyszła zza stołu. – Niebawem znów się odezwę.
- Może spotkamy się wspólnie z naszymi drugimi połówkami?
Zani zaraz puści pawia. Nazywanie kogoś drugą połówką było przesadnie literackie. Zbyt uczuciowe, jak na jej minimalne emocjonalne standardy.
- Może wspólna gra w tenisa?
- Porozmawiam z Sebastianem. – Mężem, którego nazwiska nigdy nie przyjęła. Z mężczyzną, którego przygruchała tylko po to aby wkurzyć ojca ślubem z białym osobnikiem.
- Wspaniale. Jesteśmy w kontakcie.
Mężczyzna zrobił dwa kroki, w trakcie których Zanele zauważyła, że jej kolejna towarzyszka stała bliżej. Gdyby jej nie znała to podejrzewałaby o podsłuchiwanie, co i tak niespecjalnie by ją obeszło może poza wizją jej samej grającej w tenisa. Miałaby latać w nimi spódniczce za piłką? Dobre sobie. Nie była już nastolatką ani studentką pozwalającą sobie na tego typu harce z ludźmi, których nawet nie lubiła.
- Piękna jak zawsze – stwierdziła bez ceregieli. – Siadaj proszę. – Wskazała miejsce niedawno zajmowane przez pana Parka. Obyło się bez zbędnego powitania i całusów w policzki. Zanele za nimi nie przepadała chyba, że znajdowała się w gronie nowobogackich osobistości. Wtedy zachowywała się należycie i choć teraz także nie wyjęła kija z tyłka to Miller mogła czuć się zaszczycona, że nie została sztucznie wycmokana przez kogoś, kto do czułości miał ogromny dystans.
Do tej pory żadna z nich nie wiedziała, jak to się stało, że na pewnym etapie ich znajomości Zanele była szczerze czuła wobec Miller.
To było jak błąd w Matrixie i niech takim pozostanie.
- Zjesz coś? Napijesz się? – Wzrokiem odnalazła kelnera i machnęła do niego dłonią. – Znowu przyszłaś bez żony. – Od zerwania ich intymnych kontaktów nie widywały się często, ale za każdym razem Lessard wspominała, żez chęcią pozna partnerkę Miller. Widywała kobietę przelotnie w sądzie, ale nigdy nie miały okazji porozmawiać, bo na pewno nie byłoby o czym. Chyba, że o tym, jak to Miller uwielbiała kiedy całowało się ją po szyi tuż pod uchem i jak to pięknie brzmiała, kiedy..
- Czy mogę przyjąć zamówienie?
Kelner przerwał jej rozmyślanie.
- Gin z tonikiem.
zaylee miller
To samo tyczyło się Miller, jej byłej kochanki, z którą korzyścią oczywiście był udany seks i próba otwarcia się przed drugą osobą (co Lessard szło bardzo opornie niczym zatwardzenie), lecz to niestety przepadło przez moralne odruchy pani patolog. Skończyły się łóżkowe schadzki i opowieści grozy z kostnicy. Nie było pocałunków ani czułych słówek.
Nie, Zanele nie ubolewała. Nie miała na takie bzdety czasu. Wystarczyła jej świadomość, że kontakt z panią patolog pozostał i co najważniejsze miała z niego korzyść w postaci medycznych konsultacji.
Bez tego nie byłoby spotkania, wspólnej kolacji i..
Wyprostowana, z szyją niczym u sztywnego robota przekręciła głowę w drugą stronę dostrzegając panią koroner.
..z drugiej strony nacieszenie oczu pięknymi widokami to też jakaś korzyść.
Zaylee Miller pomimo zaobrączkowania wciąż była cholernie seksowna.
- Panie Park, na dzisiaj kończymy – przerywając mężczyźnie w połowie zdania wstała i wyszła zza stołu. – Niebawem znów się odezwę.
- Może spotkamy się wspólnie z naszymi drugimi połówkami?
Zani zaraz puści pawia. Nazywanie kogoś drugą połówką było przesadnie literackie. Zbyt uczuciowe, jak na jej minimalne emocjonalne standardy.
- Może wspólna gra w tenisa?
- Porozmawiam z Sebastianem. – Mężem, którego nazwiska nigdy nie przyjęła. Z mężczyzną, którego przygruchała tylko po to aby wkurzyć ojca ślubem z białym osobnikiem.
- Wspaniale. Jesteśmy w kontakcie.
Mężczyzna zrobił dwa kroki, w trakcie których Zanele zauważyła, że jej kolejna towarzyszka stała bliżej. Gdyby jej nie znała to podejrzewałaby o podsłuchiwanie, co i tak niespecjalnie by ją obeszło może poza wizją jej samej grającej w tenisa. Miałaby latać w nimi spódniczce za piłką? Dobre sobie. Nie była już nastolatką ani studentką pozwalającą sobie na tego typu harce z ludźmi, których nawet nie lubiła.
- Piękna jak zawsze – stwierdziła bez ceregieli. – Siadaj proszę. – Wskazała miejsce niedawno zajmowane przez pana Parka. Obyło się bez zbędnego powitania i całusów w policzki. Zanele za nimi nie przepadała chyba, że znajdowała się w gronie nowobogackich osobistości. Wtedy zachowywała się należycie i choć teraz także nie wyjęła kija z tyłka to Miller mogła czuć się zaszczycona, że nie została sztucznie wycmokana przez kogoś, kto do czułości miał ogromny dystans.
Do tej pory żadna z nich nie wiedziała, jak to się stało, że na pewnym etapie ich znajomości Zanele była szczerze czuła wobec Miller.
To było jak błąd w Matrixie i niech takim pozostanie.
- Zjesz coś? Napijesz się? – Wzrokiem odnalazła kelnera i machnęła do niego dłonią. – Znowu przyszłaś bez żony. – Od zerwania ich intymnych kontaktów nie widywały się często, ale za każdym razem Lessard wspominała, że
- Czy mogę przyjąć zamówienie?
Kelner przerwał jej rozmyślanie.
- Gin z tonikiem.
zaylee miller