concrete jungle
: śr wrz 16, 2026 11:00 pm
#
Vconcrete jungle.
Miasto było zakorkowane. Yeon, siedząc na tylnym siedzeniu samochodu prowadzonego przez szofera, wyglądała ze zniecierpliwieniem przez okno, zastanawiając się kiedy ruszą do przodu. Zerkała co chwila na telefon, zdając sobie sprawę z faktu, że stali w korku już dziesięć minut. Naprawdę. Słyszała o tej całej akcji z wypuszczeniem zwierząt z Ogrodu Zoologicznego. Trudno było nie słyszeć, gdy dookoła o tym mówiono. Widziała już na TikToku filmiki nagrane przez ludzi mijających stado kapibar, zdjęcia aligatorów w basenach podwórkowych i psy dingo przewracające śmietniki. Sama nie miała okazji doświadczyć niczego nietypowego i szczerze miała nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Czuła się bezpiecznie ze względu na towarzyszące jej osoby. Wiedziała, że ochrona jechała zarówno przed, jak i za samochodem prowadzonym przez Juliena. Julien był jej kierowcą od kilku miesięcy i na razie dogadywali się nieźle.
Nie ukrywała frustracji, bo szczerze mówiąc, bardzo jej się spieszyło.
Na godzinę drugą po południu miała przewidzianą sesję zdjęciową. Jakiekolwiek obsuwy w harmonogramie dnia, zniszczyłyby jej plan na wieczór. A zamierzała po powrocie zjeść kolację, poćwiczyć i położyć się do łóżka — może nawet z książką, żeby choć trochę się wyciszyć. Po ostatnim koncercie, który odbył się tydzień temu na jednym z większym torontońskich stadionów o NOIRZE znów zrobiło się głośno. Chwalono je za świetne widowisko, umiejętności i przede wszystkim kontakt z fanami. Bambi musiała też podziękować Artowi, bo odstawił świetną robotę, otwierając cały koncert. Wiedziała, że miał sporo fanek. I potrafiła zrozumieć te krzyczące zewsząd dziewczyny. Tylko propozycji matrymonialnych nie rozumiała.
Samochód ruszył.
Udało im się dojechać na miejsce i wysiąść. Czekała na znak od ochrony, że może bezpiecznie opuścić pojazd. Widząc wiwatujących ludzi ustawionych za barierkami, lekko się uśmiechnęła. Nasunęła jednak czapkę z daszkiem, przysłaniając twarz. Maseczkę także założyła. Nie wiedziała, skąd ci ludzie wiedzieli o jej przyjeździe, ale nim minęła tłum, zeszło się kilka minut. Skłoniła się nisko, witając się z nimi po angielsku i w towarzystwie ochrony zamierzała pokonać ten kawałek oddzielający ją od studia.
Zamierzała.
Plany uległy diametralnej zmianie, gdy stanęła na schodach, a tłum, zamiast wiwatować, zaczął panikować. Policja, która przyjechała na sygnale, w towarzystwie pogotowia ratunkowego oznajmiła, że nikt nie ma prawa się ruszyć, ze względu na rozwścieczonego tygrysa. Ludzie starali się dostosować do polecenia służb, lecz wśród nich były panikujące jednostki ściągające na siebie uwagę zwierzęcia. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy przerażone zwierzę zaatakowało młodego chłopaka, który zaczął wykonywać zbyt energiczne ruchy. Yeon zmroziło. — Trzeba wezwać pogotowie! — nakazała stojącemu obok ochroniarzowi, starając się złapać równy oddech. Sama zaczynała panikować. Robiło jej się słabo, chłodno i musiała usiąść, nawet na schodach. Gdziekolwiek, bo miała wrażenie, że zaraz zasłabnie — a nie chciała dokładać pracy ratownikom, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Usiadła na schodach, chowając twarz w dłoniach i próbowała uspokoić oddech, ignorując zbliżający się atak paniki.
Audrey LeBlanc