Strona 1 z 4

i hate sunshine, but i like your smile

: czw wrz 17, 2026 12:18 am
autor: Brian Shelby
Brian przykucnął pod kawiarnią, zapalając papierosa i mrużąc oczy przez te pieprzone promienie słoneczne, które notorycznie go oślepiały. Ta pora roku była naprawdę męcząca, a to nieszczęsne słońce wysysało z niego całą życiodajną energię. Był przyzwyczajony do funkcjonowania nocą, bo wtedy najczęściej wsiadał na motor lub spotykał się ze znajomymi, ale cholera, przecież nadal pracował. Nie przesypiał całego dnia, zamykając się w swoim mieszkaniu na cztery spusty. Dlaczego ta pogoda go tak drażniła? Albo to ludzie wokoło? Shelby wypuścił dym spomiędzy warg, rozglądając się w poszukiwaniu znajomej twarzy z Tindera. Sam nie wiedział, co go podkusiło do tego, żeby go w ogóle założyć; może zwyczajnie potrzebował wrażeń. A może po prostu nie miał nic do stracenia? Jego życie po powrocie do Toronto, wyglądało dość... prostolinijnie. Głównie skupiał się na pracy, na ogarnianiu przyziemnych spraw i na robieniu wszystkiego na sto procent nocą, gdy czuł się najlepiej. Tak czy inaczej, nie sądził, że znajdzie się ktoś, z kim rozmowa będzie się kleiła i z kim będzie chciał zobaczyć się twarzą w twarz. No, ale musiał sprawdzić, czy w ogóle warto o cokolwiek się starać. Może Wendy w rzeczywistości nie będzie tak fajna jak na zdjęciach? Różnie bywa.

Ostatnio zrobił się z niego taki kulturowy i uczynny chłopaczek. Kto by pomyślał, że będzie umawiał się na kawki zamiast na drinki w swoich ulubionych, lokalnych barach? Ach, te pierwsze razy... Całkiem ekscytujące. Brian zaciągnął się po raz kolejny, prostując się, gdy w końcu dostrzegł znajomą buzię. Damn, wyglądała nawet lepiej niż na tych zdjęciach i miała śliczne oczy. Broke rzucił niedopałek na ulicę, dociskając go butem, zanim zmierzył jej sylwetkę uważnym spojrzeniem, zatrzymując się tuż przed nią.
— Ten przytulas już tak na wstępie czy dopiero po kawie? — rzucił w ramach powitania, posyłając jej subtelny i dość nikły uśmiech. — Wendy, hm? — dopytał, bo kto wie, może zaatakował właśnie przypadkową kobietę, która jeszcze dostanie przez niego zawału serca? Miał ostatnio szczęście do takich dziwnych sytuacji. — Zapraszam — mruknął, otwierając jej drzwi do lokalu, bo tak to się chyba robiło? Shelby był zwykle dość prostym chłopakiem, a przed wypadkiem nie bawił się w takie podchody. Nie miał już jednak dwudziestu lat i nie myślał już tak bardzo o sobie. Poza tym naprawdę musiał wyrwać się z tej rutyny, która zaczynała go powoli dusić. No i chyba rzeczywiście chciał zrobić na niej dobre wrażenie, bo była ładną kobietą, która z jakiegoś powodu, musiała przesunąć go w prawo. Co za wyróżnienie. — Nawet klimatycznie — stwierdził, zajmując miejsce gdzieś pod oknem. — Często tu bywasz? — zapytał, co brzmiało jak jeden z tych dennych tekstów na podryw, choć tym razem naprawdę pytał o częstotliwość odwiedzania tego lokalu. — Ja pierdolę. To nie był dobry początek — zaśmiał się, po raz kolejny zerkając na jej buzię.

Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: czw wrz 17, 2026 3:48 pm
autor: Wendy Gardner
#
22
Is it that sweet? I guess so
Mm, that's that me espresso

s t y l e


Wendy była chodzącym chaosem i wcale się z tym nie kryła, wręcz emanowała swoją niezdarnością, by już przy pierwszym spotkaniu każdy zdawał sobie sprawę z czym się mierzy. Pod warstwa tego chaosu i niezdarności skrywała coś jeszcze, miłość do ludzi. Poznawanie nowych osób dawało jej energetycznego kopa, jakby była uzależniona wręcz od tej ciekawości jaka zawsze pojawiała się przed pierwszym spotkaniem. Teraz, kiedy hopsała sobie do wybranej przez siebie kawiarni, też to czuła. Podjarke, przyjemną ekscytację. Ahhhh, aż sobie cicho westchnęła, gdy wysiadła z autobusu dreptając chodnikiem w stronę lokalu. Banalnie to zabrzmi, ale kiedy w apce wyskoczył jego profil w pierwszej chwili po prostu się jej spodobał. Tyle. Miał w sobie coś z łobuza, a ona najwyraźniej miała do tego słabość. Po chwili dotarło do niej, że jest tatuażystą, a dopiero co wieczorem rozmyślała o tatuażu i wiadomo — Gardner znaków wszechświata nie ignorowała! Uznała więc, że sobie tego przystojnego tatuażystę wymanifestowała, a skoro się z nią sparował to reszta historii sama się już napisała. I tak oto szła przed siebie ubrana trochę na letniaka, bo odsłoniła nogi, a jednak kolorystycznie trochę jak jesieniara. Wyłaniając się zza rogu jej oczom ukazała się kawiarnia, a zaraz potem dostrzegła Briana.

Holy moly, pomyślała robiąc jednocześnie wszystko, by nie wygrzmocić się na kostce brukowej, gdy krok za krokiem zbliżała się do niego, bo prawdę mówiąc tak odrobinkę nogi jej zmiękły na jego widok. Wyglądał jeszcze lepiej niż na zdjęciach! O wiele lepiej!

Przytaknęła słysząc swoje imię rzucając figlarnie już na wstępie. — Przytulas jest na deser, najpierw kofeina — i nie czekając obdarzyła go uśmiechem, wyminęła gdy przytrzymał jej drzwi i wkroczyła do środka. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nic się jej nie przytrafiło i tym samym, kiedy wchodziła do środka torebka zahaczyła się jej o klamkę i zamiast zrobić krok w przód poczuła opór i odruchowo cofnęła się wpadając plecami na stojącego tuż za nią Briana. — Sorki — odparła speszona i poklepała go dłonią po torsie. Jezu, co ty robisz! Przestań! Szybko się w myślach skarciła odwracając od niego i wchodząc do środka, ale damn bez wątpienia było to przyjemne. Była dotykalska i nie zamierzała za to przepraszać, upsi.

— Prawda?! — zawtórowała mu, gdy uznał miejsce za klimatyczne. Gdy padła pierwsza wzmianka o kawie w ich wiadomości wiedziała, że będą musieli ją wypić właśnie tutaj. Brian wpasował się idealnie w to otoczenie, a Wendy nie chcąc wyjść na zapatrzoną w niego desperatkę obdarzyła go zadziornym uśmiechem, który szybko przerodził się w śmiech, gdy z jego ust wyrwało się przekleństwo. To było idealne przełamanie pierwszych lodów. — Nie mam pojęcia o czym mówisz — zagrała kartą głupiutkiej zajmując miejsce naprzeciwko niego, szybko wtrącając — to był klasyczny podryw dziadersów — rzuciła wesoło układając łokcie na stół niewychowana wsparła podbródek na swoich dłoniach, wpatrując się w niego z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. — Klasykę się ceni — dodała w ramach otuchy. Czy kiedyś, jeśli uda się im utrzymać kontakt, będzie mu ten tani podryw wypominać? Bez wątpienia tak! On jednak też będzie miał co jej wypominać, z całą pewnością.
— Przystojny jesteś — wypaliła bez zastanowienia orientując się, że nie wybrzmiało to jedynie w jej głowie. — Powiedziałam to na głos, prawda? — zapytała, choć wcale nie musiał odpowiadać. — Wracając do twojego… — taniego podrywu, heh — pytania to w sumie... tak, często tu bywam. Moja ulubiona kawiarnia. Na jaką kawę masz ochotę? Zamówię nam — w końcu to jej kolej, on stawia drinki. Później, o ile wcześniej nie postanowi się ulotnić.

Obrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: sob wrz 19, 2026 3:42 pm
autor: Brian Shelby
Słysząc jej głos, Brian subtelnie przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, ostatecznie powracając do jej ślicznych oczu, od których naprawdę nie potrafił oderwać się nawet na chwilę. Może dobrze zrobił, zakładając tę aplikację randkową? Początkowo nie oczekiwał cudów, nie sądził, aby udało mu się przenieść którąkolwiek ze znajomości w realne życie. A jednak stał teraz pod tą kawiarnią, przyglądając się jednej z ładniejszych dziewczyn, na które tam natrafił. Zaśmiał się na jej słowa, kiwając głową z uznaniem. — Konkretne zasady. Nawet mi się to podoba — powiedział, nim jeszcze wpuścił ją pierwszą do lokalu. Szybko dostrzegł, że jej torebka zahaczyła się o klamkę, ale nie zdążył nawet otworzyć ust, by ją ostrzec, bo dziewczyna wpadła prosto na niego. Złapał ją łagodnie za ramiona, uśmiechając się do siebie z nikłym rozbawieniem. — Czyli jednak najpierw przytulas? — rzucił, spoglądając na jej profil. — Widzisz, Wendy? Może w naszym przypadku musimy zacząć od końca — zaśmiał się pod nosem, uwalniając jej torebkę. To było całkiem urocze; szczególnie, że Shelby nie należał do ludzi nietykalskich i wyjątkowo sztywnych. Na razie nie chciał jej spłoszyć, ale sam, gdy tylko był zaaferowany rozmową albo czyjąś bliskością, nie potrafił trzymać rąk przy sobie.

Jej śmiech sprawił, że uśmiech Broke'a wyraźnie się powiększył. Shelby odchylił się dość komfortowo na oparciu, błądząc spojrzeniem po jej buźce. — Lubisz tanie teksty na podryw? — zażartował, wsuwając dłonie w kieszenie spodni, bujając się nieznacznie na krześle. — Kurde, a stać mnie na trochę więcej niż to — przyznał, unosząc przy tym brew. — Klasyka tak samo jak pierwsze randki w kawiarniach. Myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach — mruknął, w końcu odrywając od niej spojrzenie, by rozejrzeć się po lokalu. I to tak na trzeźwo, niesamowite. Od powrotu do Toronto, Brian nie chodził na randki. Nie miał czasu i nie myślał o tym za bardzo, bo próbował jakkolwiek poskładać swoje życie do kupy. Co było przedtem? Cóż... Nikogo nie zdziwiłoby to, gdyby powiedział, że zwyczajnie nie pamięta. Do rzeczywistości sprowadziły go jej kolejne słowa, na których dźwięk znowu utkwił w niej zaciekawione spojrzenie.

— Powiedziałaś — potwierdził, uśmiechając się przy tym niekontrolowanie. — Ale możesz to powtórzyć. Chętnie to znów usłyszę — parsknął, siadając już na krześle jak człowiek, po czym nachylił się łagodnie w jej stronę. — Ja mam za to ogromną słabość do takich ładnych, błyszczących oczu — powiedział, zerkając w jej tęczówki. — Hm, nie znam się za bardzo na kawach. Może czarną? — mruknął. — Ewentualnie możesz sama dobrać dla mnie to, co uważasz. Ufam ci — rzucił, uśmiechając się krzywo. — Czym się zajmujesz, Wendy? Poza sprowadzaniem przystojnych chłopaków do swoich ulubionych kawiarni — wymruczał, bo przecież chciał ją lepiej poznać. Od czegoś trzeba zacząć.

pretty girl

i hate sunshine, but i like your smile

: pn wrz 21, 2026 4:28 pm
autor: Wendy Gardner
Czyli jednak najpierw przytulas?

— I tu mnie masz — parsknęła cicho, kiedy z rozbawieniem malującym się na jego pięknej buźce wypomniał jej ten przytulas w drzwiach. — Chciałam udawać taką z zasadami, co to niby przypadkiem wpada w objęcia. Totalnie zaplanowana akcja, ale ty mnie przejrzałeś — zażartowała, bo co jak co, ale akurat Wendy była chodząca wpadką i takie sytuacje były je chlebem powszednim. Nie każdy jednak przyjmował jej wpadki w ten sposób co Brian, więc miło było, gdy obrócił wszystko w żart, a ona postanowiła odbić piłeczkę. Świat już był wystarczająco skomplikowany, więc po co utrudniać sobie życie skoro można pożartować, prawda?

Usiadła sobie nieco wygodniej przyglądając się mu i cholera, wyglądał bezczelnie dobrze, kiedy tak rzucał jej zaciekawione spojrzenie i bujał się na krześle z dłońmi ukrytymi w kieszeniach. Pasował mu ten łobuzerski styl, bo przecież wiadomo, że to zawsze łobuzy z ostatniej ławki bujały się na krzesłach w szkole. Ona przy pierwszej próbie pewnie wywinęła orła, nie było sensu ryzykować, ale on… oh, on mógł ryzykować. I uśmiechać się w ten zadziorny sposób też mógł, była zdecydowanie na tak. — U w i e l b i a m! — nie żartowała. Miała trochę słabość do tanich tekstów, choć świetnie zdawała sobie sprawę jakie to cringowe. — I nie chwal się tak, że stać cię na więcej, bo podnosisz sobie poprzeczkę na ten nasz wieczorny drink — ostrzegła go wymierzając w niego palcem, a potem uśmiechnęła się szeroko, słysząc komentarz o kawiarni i filmach. — No i tak, jak wspominałam lubię klasykę. Boombox pod oknem, podbiegnięcie do siebie i pocałunek w deszczu, pogoń za kimś na lotnisku, podnoszenie jak w dirty dancing i ta scena z kartkami z love actually albo ten motyw z potknięciem się i udawaniem, że to zupełnie przypadkowo… a czekaj, to w sumie zaliczyliśmy… — spojrzała na swój zegarek, potem na Briana i znów na zegarek. — Imponujesz mi… po tym co powiedziałam jeszcze nie uciekłeś. Nowy rekord — zażartowała jakby zdarzało się jej to notorycznie! Ale niejeden wziąłby nogi za pas już na starcie. Nie dojść, że łobuz to jeszcze odważny! Ależ miała dzisiaj szczęście. Po części trochę go testowała, na ile jest w stanie znieść jej wendyowską naturę, a po części mówiła całkiem poważnie. Już kiedyś przyjacielowi powiedziała, że ona to się w nudne randki i relacje bawić nie będzie, jak ma poświęcać komuś czas to niech wie na co się pisze. Żyje się przecież raz, po co tracić czas na nudę. Ona chciała cholernych fajerwerek i filmowych uniesień, niekoniecznie na pierwszej randce — przecież wiedziała, że te to z reguły są trochę awkward. I wcale nie chodziło o wielką miłość i zaciągnięcie pod ołtarz, to naprawdę nie było na liście jej życiowych priorytetów.

Ładne błyszczące oczy.

Nie no, kiedy pochylił się w jej stronę i zerknął prosto w jej oczy poczuła, jak w policzki uderza znajome ciepło, a oczy zaraz zaiskrzyły się jej figlarnie. Uśmiechnęła się, zastygając na moment niezręcznie, pełna podziwu dla niego. Wiedział co zrobić i co powiedzieć, a przy tym jak powiedzieć, by dziewczynie nieco zmiękły kolana. Nie zamierzała jednak tak łatwo się poddawać i zaraz zadziornie mu odpowiedziała. — Oh, nie bądź taki zachłanny… może później ci o tym przypomnę — choć pewnie nie musiała. Zdawał sobie sprawy ze swoich atutów i bardzo dobrze z nich korzystał w jej obecności. — Czarna? — zapytała wstając od stolika i przyglądając się mu jakby coś analizowała. — Zbyt nudna jak na ciebie, choć klasyka gatunku — a Wendy lubiła klasykę, yup. — Zaufanie na pierwszej randce to niezbezpieczna rzecz, ale niech będzie. Wezmę sprawy w swoje ręce — zażartowała już z zamiarem odejścia od stolika, gdy zapytał czym się zajmuje. Zatrzymała się więc na ułamek sekundy przy jego krześle i nachyliła się nieco nad nim opierając jedną dłoń o stolik. — Pracuję w przedszkolu, więc radzenie sobie z małymi łobuzami mam opanowane do perfekcji — powiedziała puszczając mu przy tym figlarnie oczko. Mówiła, że lubi kiczowaty podryw? Mówiła! Może on też polubi?

I odeszła kierując swoje kroki do lady, poruszając lekko biodrami i zostawiając go na chwilę z myślami. Oby tylko nie myślał o tym, jak wziąć nogi za pas. Czy zahaczyła stopą o jakieś inne krzesło i po drodze prawie się wyrżnęła? Oczywiście, że tak, ale zdążyła podeprzeć się na jakimś przypadkowym człowieku, by nie zaliczyć epickiej gleby. W końcu złożyła zamówienie i wróciła do stolika, do którego kelner wkrótce miał dostarczyć doppio espresso z syropem klonowym i cynamonem dla niego, a dla niej pumpkin spice latte z pianką cynamonową. Skoro jesień już zbliżała się małymi krokami to lokale nie próżnowały i wprowadzały nowe menu.

Znów usiadła sobie wygodniej posyłając mu lekki uśmiech, spoglądając na niego z zaciekawieniem. — Co najdziwniejszego w życiu wytatuowałeś klientowi? — zapytała.

Obrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: wt wrz 22, 2026 10:37 am
autor: Brian Shelby
Brian rozciągnął usta w mocno rozbawionym uśmiechu.
Boże, jak ta kobieta była... urocza. Inaczej nie mógł tego nazwać. Naturalnie przyciągała jego spojrzenie i miała w sobie coś tak dziewczęcego, a jednocześnie mocno pociągającego, że nie potrafił przestać o niej myśleć. Nieźle się zaczynało. Był jak taka ćma, która lgnęła do światła. No, ale co mógł poradzić na swoją nagłą fascynację? Dziewczyna różniła się od poprzednich kobiet, z którymi spotykał się w przeszłości; na jego ustach samoistnie pojawiał się uśmiech i był zaaferowany rozmową, jak nigdy dotąd. — Umówmy się, Wendy, że jeśli będziesz czegoś chciała, to po prostu to sobie weźmiesz. Nie musisz niczego udawać — zapewnił, błądząc wzrokiem po jej twarzy i tak ostatecznie zatrzymując go na jej jasnych tęczówkach.

Broke zaśmiał się niekontrolowanie na jej entuzjazm. — Dam sobie radę, słodka — parsknął, bo nawet, jeśli sam sobie stawał poprzeczkę naprawdę wysoko, to robił wszystko, by jej sprostać. — Ale dobrze wiedzieć, że nasz drink aktualny. Wtedy ja ci pokażę fajne miejsce — zapewnił, bo to już bardziej przypominało jego świat. Wysłuchał jej słów z uwagą, a z każdym kolejnym argumentem, Shelby tylko poszerzał swój uśmiech. Nie było w tym nic złośliwego, bardziej rozczulającego, dlatego ostatecznie pokiwał głową z uznaniem. — Więc co nas teraz czeka? Pocałunek w deszczu? — zażartował, wyglądając przez okno, by dostrzec jasno święcące słońce. — Chyba będziemy musieli znaleźć jakąś alternatywę — stwierdził, powracając spojrzeniem do jej twarzy. — Ale to chyba nie będzie problem, hm? — dodał. Teoretycznie wciąż tylko żartował; droczył się, ale żadnej z tych opcji nie wykluczał. Gardner zdecydowanie mu się podobała. — Nie jestem tchórzem. Nie uciekam, kiedy słyszę oczekiwania ładnych kobiet — mruknął. Nie miał już piętnastu lat, żeby nie wiedzieć, czego chce i nie traktować drugiego człowieka z szacunkiem. Może i był łobuzem, ale był też dorosły; istniał pewien balans, który warto było zachować.

— Taki już mój urok — rzucił, słysząc komentarz o jego zachłanności. Brian oparł podbródek na dłoni, dość niewinnie utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Zresztą robił to przez calutkie spotkanie. — Jak już coś mi się spodoba, to chcę więcej, więcej i więcej... — zaczął wymieniać. — Aż to coś w końcu zdobędę — dodał, puszczając jej oczko. Shelby był bardzo zdeterminowanym człowiekiem, a w przypadku komplementów... Cóż, chyba każdy to lubił, racja? W tej kwestii nie był od nikogo lepszy. — Zaufanie to ryzyko. A kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana — stwierdził, podążając za nią zaciekawionym spojrzeniem. Wyczuwając jej obecność nieco bliżej, Brian uniósł brew, uśmiechając się krzywo pod nosem. — Uważasz, że jestem małym łobuzem? — zapytał, przechylając głowę do boku. — Zobaczymy, czy ze mną też tak dobrze sobie poradzisz — skomentował, odprowadzając ją wzrokiem, gdy poszła zamówić im kawę, prawie zabijając się przy tym po drodze. Mówił już, że to urocze? Myślał, że takie rzeczy dzieją się głównie w kreskówkach.

Słysząc jej pytanie, Shelby musiał się mocno zastanowić. Nie tatuował wszystkiego jak leci, nie zależało mu na pieniądzach aż tak bardzo, żeby projektować byle co. To byłaby dla niego kiepska reklama. — Czyjąś babcię na bicku. Nic specjalnego, ale nie jestem fanem takich... projektów — przyznał, marszcząc lekko nos. — Nie tatuuję wszystkiego jak leci, więc jeśli mam cię wydziarać, to muszę najpierw ocenić, czy jest to warte zachodu — dodał złośliwie, będąc ciekawym jej pomysłu.

sweetie

i hate sunshine, but i like your smile

: wt wrz 22, 2026 5:41 pm
autor: Wendy Gardner
— Naprawdę jesteś odważny — odparła nie kryjąc podziwu zmieszanego z rozbawieniem, bo troszeczkę też się zgrywała — tak otwarcie dawać mi zielone światło na brak jakichkolwiek hamulców — parsknęła lekko, no bo jak niby miała rozumieć: jeśli będziesz czegoś chciała, to po prostu to sobie weźmiesz. Brzmiało to dobrze, nie zamierzała rezygnować z takiej oferty, co gorsza jej umysł bardzo szybko płatał figle, gdy ktoś tak wprost wykładał wszystko jak na tacy. Zaraz jej głupotki po głowie chodziły, ale taka już była: głupiutka, figlarna i podatna na uroki pięknych ludzi, a on był piękny i jeszcze piękniej się jej przyglądał. Widziała w jego spojrzeniu tą iskrę, zafascynowanie i uśmiechn następujący zaraz po tym jak znów coś palnęła. Kurde, szczerze? Nie spodziewała się tego. To naprawdę był niezły początek.

— Lubię taką pewność siebie — przytaknęła, bo w sumie trzeba mierzyć wysoko, prawda? I wierzyć w swoje możliwości. Była ciekawa tego jego podrywu, ale jak się po chwili okazało była jeszcze ciekawsza miejsca, które miał jej do pokazania. — Uchylisz rąbka tajemnicy, czy przytrzymasz mnie w niepewności? — zapytała na wzmiankę o fajnym miejscu. Czy to już ten moment, w którym każda rozsądna dziewczyna wysyła lokalizację przyjaciółce? W sumie chyba nie musiała, William to na pewno miał stały pogląd do tego gdzie jest już od wielu lat, ale tacy przyjaciele to skarb. Nie żeby się go obawiała czy snuła czarne scenariusze, ale to taka przypadłość dziewczyn, której mężczyźni nigdy nie zrozumieją.

Zadziorny błysk w jego oczach i żart o pocałunku w deszczu przy pełnym słońcu sprawił, że najpierw oblała się rumieńcem, a potem roześmiała. — Chyba będziemy m u s i e l i ? — podpytała lustrując go ciekawskim i figlarnym spojrzeniem. Musieli? — Ktoś tu się chyba chce całować — zauważyła całkiem celowo zwilżając usta językiem, by je nieśmiało przygryźć. Nie, w ogóle nie była nieśmiała. Tak, zdecydowanie z nim flirtowała. I cholera jasna, no pewnie, że mogłaby się z nim całować, spójrzcie na niego! Halo?! Ziemia do Wendy! Zagapiła się na chwilę, ale to nie jej wina. Kiedy zapewnił, że nie jest tchórzem przytaknęła krótkim skinieniem. — To dobrze, bo jedyne tchórze jakie akceptuję to tchórzofretki — więc nie byłoby dla niego miejsca w jej życiu, gdyby okazał się tchórzem, ale łobuzem nie pogardzi.

Aż to coś w końcu zdobędę w zestawieniu z tym puszczonym przez niego oczkiem przyprawiło ją o szybsze bicie serca. Każda dziewczyna lubi być zdobywana, a jak mówi, że nie to strasznie kłamczy! Takim nie można wierzyć, fałszywe są. Starała się jednak nie pokazywać tego za bardzo, niech się stara jeszcze bardziej. Zamiast tego uniosła nieco jedna brew spoglądając na niego podejrzliwie. — Więcej i więcej? Nie boisz się, że przedawkujesz — zapytała figlarnie się przy tym uśmiechając. — Bywam uzależniająca — klasyczny tani podryw, specjalność panny Gardner. — Bardziej niż kofeina — zapewniła, gdy kelner akurat podszedł do stolika z ich zamówieniem. — I nie mam pojęcia czy jesteś małym łobuzem czy takim cięższego kalibru, ale tak się składa, że też lubię ryzyko. Zaryzykuję więc i zobaczymy czy sobie poradzę — Wendy była słodka to fakt, niekiedy naiwna, często pechowa ale przy tym wszystkim była przede wszystkim niepozorna, bowiem z niej też wychodziła łobuziara.

Słysząc o babci na bicku parsknęła. — O nie, nie żadnej babci czy innych członków rodziny na bicku — prędzej by się z mostu zrzuciła biorąc pod uwagę to w jak patologicznej rodzinie się wychowała. Nie, trzy razy na nie. — Dobrze wiedzieć, że masz jakieś swoje granice — wychodziła z założenia, że tatuowanie to jednak pewien rodzaj sztuki i każdy kto uważał podobnie raczej nie zamierzał tatuować byle czego, bo świadczyło to też o nim samym. — Chciałam coś delikatnego, a tak się składa, że lubię podróżować. Jak gdzieś jestem to zbieram pieczątki do dzienniczka. Myślałam kilka tych ważniejszych dla mnie przenieść na tatuaż — zamiast jednak wyjaśnić sięgnęła po telefon, by pokazać mu swoje inspiracje. — Coś takiego rzuciło się mi w oczy, ale w kolorze chyba bardziej — i gdy to z siebie wyrzuciła spojrzała na niego z zaciekawieniem trochę zastanawiając się, czy jest to warte jego zachodu.
Obrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: czw wrz 24, 2026 9:01 pm
autor: Brian Shelby
— To źle? — zapytał, nie odrywając od niej mocno zainteresowanego spojrzenia nawet na sekundę. Stale ją obserwował, nie chcąc przegapić żadnej ewentualnej reakcji, nieśmiałego uśmiechu lub błysku w oku, który sprawiał, że dalej brnął w tę randkę, bez żadnego namysłu i wątpliwości. Broke czuł się, jakby czytał bardzo dobrą książkę, która z każdą kolejną, przeczytaną stroną, wciągała go jeszcze bardziej i bardziej. — Chyba, że to ostrzeżenie i mam zacząć się bać, hm? — zaśmiał się. No ta myśl akurat wydawała mu się nieco nieprawdopodobna i zabawna, bo Wendy nie wyglądała na jakąś szaloną lub groźną osobę. A nawet, jeśli taka właśnie była, to Shelby był zdecydowanie gotowy na wszystko, co miała w zanadrzu. Jeśli chodziło o jego odwagę... Najczęściej objawiała się u niego przez głupie, czasem zbyt młodzieńcze, decyzje, nad którymi nie potrafił zbytnio panować. Z natury był raczej dojrzałym człowiekiem, jednak po paru drinkach i wielu godzinach nudy, do jego głowy przychodziły najróżniejsze pomysły. — Pokaż na co cię stać, piękna — powiedział pewnie, uśmiechając się przy tym szeroko. — Myślisz, że nie podołam? — dodał, mlaskając językiem w charakterystyczny sposób, jakby czuł zawód, że mogłaby w niego potencjalnie nie wierzyć.

— Staram się nie zdradzać wszystkiego od razu — rzucił. To mogłoby zepsuć całą zabawę, nawet jeśli lokal, do którego chciał ją później zabrać, raczej nie był szczególnie wyjątkowy. Patrząc jednak na dobór jej kawiarni i klimat, który w nim panował, jego bar powinien też przypaść jej do gustu. Poza tym liczył się dobry alkohol, a nie cała otoczka, racja? No i towarzystwo, a on nie miał na co narzekać. W końcu mógł napatrzeć się na kogoś ładnego i ciekawego. Dostrzegając więc rumieniec, który pojawił się na jej twarzy, Brian uśmiechnął się dość łagodnie. — Dziwisz mi się? — zapytał niewinnie, opuszczając z wolna spojrzenie na jej wargę, którą niemal prowokacyjnie przygryzła. Przez chwilę jego serce biło niespokojnie; co za cwana bestia z niej. — To było złośliwe — skomentował, kiwnięciem głowy, dając jej do zrozumienia, że ten gest był na pewno celowy. — Testujesz mnie? W środku kawiarni? W biały dzień? — zażartował. Zaraz jednak parsknął kolejny raz na wspomnienie o tchórzofretkach; nie zaliczał się ani do jednych, ani do drugich na całe szczęście.

— To dobrze, bo kofeina nie działa na mnie aż tak mocno— stwierdził. Shelby opuścił spojrzenie na kawę, którą mu zamówiła i uśmiechnął się lekko. — Proszę o przedstawienie — rzucił, wskazując na napój. Pochylił się łagodnie, ujmując palcami kubek, który przyniosła kelnerka. — Okej. Chętnie zobaczę, jak sobie radzisz — rzucił, upijając pierwszy łyk. Słodkie, ale nie za słodkie. Dobry wybór, aż nie mógł doczekać się tej zbliżającej się jesieni, bo lato... Uch, lato zdecydowanie nie było dla niego. Tak czy inaczej - czy miał zamiar zgrywać wielce niedostępnego i trudnego? Raczej nie. Brian zawsze stawiał na bycie sobą i na.... droczenie się, które tak bardzo przecież kochał. Broke skupił się po chwili na jej pomyśle na tatuaż. Podobał mu się ten plan, bo ostatnimi czasy miał same gotyckie projekty. Mógłby w końcu zrobić coś innego. Shelby przesunął się z krzesłem nieco bliżej niej, nachylając się w stronę jej telefonu. — Ten w kolorze o wiele bardziej mi się podoba. Gdzie go widzisz? — zapytał, przesuwając wzrokiem po jej ciele, próbując zgadnąć potencjalne miejsce. — Jeśli chcesz, mogę go dla ciebie zrobić — powiedział, unosząc spojrzenie na jej oczy. — Nie będę musiał szukać innego pretekstu, żeby znowu ciebie zobaczyć — rzucił z wyraźną satysfakcją.

Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: pt wrz 25, 2026 1:46 pm
autor: Wendy Gardner
Podobało się jej to zainteresowanie Briana, którego wcale nie ukrywał. Dostrzegała je w każdym jego spojrzeniu, geście, nawet w słowach, gdy sobie tak pogrywali zaczepiając się wzajemnie. Czasem tak bywało, że wystarczyło jedno spotkanie i zaledwie pierwsze chwile spędzone we własnym towarzystwie, by zaskoczyło. Kliknęło, a Gardner przepadła w swoim flirciarskim trybie nawet jeśli ociekał on kiczowate i klasyczne podrywy. — Źle? Wręcz przeciwnie — zapewniła podtrzymując spojrzenie i nagle brew uniosła nieco do góry wyraźnie zaciekawiona. — A lubisz się bać? — zapytała wcale nie doszukując się w tym potencjału na kolejną randkę. W c a l e! A może jednak? No trochę chyba tak, ale jeśli lubi się bać to szkoda byłoby nie wykorzystać potencjału jaki niesie za sobą hoa hoa hoa season. Farmy strachu, domy strachu, a ile okazji by się wystraszyć i schować w czyiś ramionach. Słysząc jego pytanie uśmiechnęła się tajemniczo i westchnęła lekko, jakby nie miała bladego pojęcia co niesie przyszłość. — Przed nami cały wieczór, zobaczymy czy podołasz — bo nie miała pojęcia, ale to w tym wszystkim było najlepsze.

Skinęła głową na znak, że rozumie jego decyzje. Postawił na tajemniczość, a ona po cichu właśnie na to liczyła. Ciekawska natura wyrwała się do pytania, ale tak w ogólnym rozrachunku wolała być zaskakiwana. Znów więc zaplusował, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. — Nie dziwię — odparła pewnie posyłając mu przy tym najsłodszy i zarazem najbardziej bezczelny uśmieszek, bo była świadoma swoich atutów. Szybko dostrzegła jego spojrzenie zatrzymujące się na jej ustach, a gdy usłyszała jego pytanie wiedziała, że zadziałało. W biały dzień? — Testy nocą po drinku są mniej wiarygodne, ale je też praktykuję… zobaczymy jak sobie wtedy poradzisz — puściła mu jeszcze oczko, po czym oparła podbródek na dłoni przyglądając się mu dopóki kelnerka im nie przeszkodziła. Wendy grzecznie jej podziękowała i po chwili znów skupiała całą swoją uwagę na swojej randce. — Przedstawiam ci doppio espresso z syropem klonowym i cynamonem… no i drobną nutką czegoś bardziej spicy — żeby nie było zbyt mdło już na wstępie. Na chwilę wstrzymała oddech, gdy upijał pierwszego łyka, ale gdy zobaczyła, że nie krzywi się i nawet mu smakuje, odetchnęła sięgając po swoje pumpkin spice latte.

Kiedy przysunął krzesło bliżej niej, by zerknąć na ekran jej telefonu poczuła zapach jego perfum zmieszany z nutą tytoniu, zapewne będącą wspomnieniem wypalonego wcześniej papierosa, ale zdecydowanie nie była jedną z tych osób, którym by to w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, gdy znalazł się tak blisko i poczuła jego zapach i wzrok na sobie na moment wstrzymała oddech, a przyjemne mrowienie przemknęło jej po podbrzuszu. Wbiła się nieco mocniej w krzesło, bo ten gość wiedział co robić, a ona wolałaby nie spaść z wrażenia z krzesła. Skoro tak sobie pogrywał, nie pozostawała mu dłużna. Przestała wspierać się na dłoni, zamiast tego przesunęła nią nieco po szyi czując, że zrobiło się jej jakby trochę cieplej, a potem przemknęła nią na obojczyk, po którym niewinnie postukała palcami. — Widzę go… — zaczęła przenosząc dłoń na swoje przedramię — albo tutaj… albo na żebrach. Choć na boku wolałabym coś delikatniejszego — i przesuwając palcem po ekranie telefonu pokazała mu jeszcze jedną inspirację, nachylając się przy tym odrobinę bliżej tak, że ich twarze dzieliła już niewielka odległość. — Czy ty właśnie jednym zdaniem załatwiłeś sobie drugą randkę i klientkę? — wypaliła śmiejąc się wesoło, dopiero po chwili dodając trochę ciszej — ale jak dobrze rozegrasz ten wieczór może wcale nie będziesz musiał szukać pretekstów, by się ze mną umówić — a w jej oczach zabłysnęły bezczelne iskierki.
Obrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: sob wrz 26, 2026 8:15 pm
autor: Brian Shelby
— Sam nie wiem. Nie mam zbyt wiele okazji do... strachu — stwierdził z rozbawieniem, bo to pytanie wydawało mu się zabójczo urocze. — Nie mam nic przeciwko — dodał po krótkiej chwili, dochodząc do wniosku, że ta odpowiedź była najlepsza, bo nie zamykała dla niego furtki do nowych doświadczeń, prawdopodobnie z Wendy u boku. Podświadomie wydawało mu się, że takiej odpowiedzi właśnie po nim oczekiwała, a że Brian był ciekawskim człowiekiem, to chciał zobaczyć, co z tym może jeszcze zrobić. W jego głowie też automatycznie pojawiły się różne pomysły; nawet głupi horror, który sprawi, że będzie mógł zgrywać pieprzonego bohatera i chojraka. Och, jak jeszcze mógłby zrobić na niej wrażenie? I czemu zaczęło mu nagle na tym zależeć? Niesamowite, jak silny wpływ miała na niego ta kobieta. — Przyjmuję wyzwanie — powiedział, poszerzając swój uśmiech; lubił rywalizację. A jeszcze bardziej lubił udowadniać, że jeśli czegoś chciał, to zwyczajnie to dostawał.

Ach, ten jej uśmieszek, mógłby namącić mu w głowie. Shelby przeniósł spojrzenie z jej ust, z powrotem na jej śliczne oczy; to też mówił już parokrotnie, prawda? Brian, skup się, kurwa. — Ja myślę, że każdy test jest dobry. Poza tym ten nocny, po drinku, zawsze można powtórzyć nad ranem, na trzeźwo — rzucił, powstrzymując złośliwe parsknięcie śmiechem, bo Broke zawsze znajdzie jakiś dobry argument. — Dzięki temu możesz się upewnić, czy było warto — dodał niewinnie, tylko podsuwając pewne możliwości. — Spicy. Rozumiem — parsknął pod nosem. — Widzisz? Wiedziałem, że mogę zaufać ci w tej kwestii — zaśmiał się, unosząc kubek z kawą. Jak na razie nie mógł narzekać; ani na napój, ani na klimat kawiarni, ani na swoją towarzyszkę. Kto by pomyślał, że już pierwsza randka z Maplindera, okaże się takim strzałem w dziesiątkę?

Brian odchylił się lekko na krześle, układając ramię na oparciu Wendy. Był to swobodny i nieplanowany gest, ale sprawił, że znalazł się znacznie bliżej niej, odnajdując w tym pewien komfort i wygodę. Chłopak spojrzał na jej twarz, a potem podążył wzrokiem za jej dłonią, którą sunęła po swojej szyi, ostatecznie zatrzymując palce na swoim obojczyku. Droczyła się z nim? Znowu zerknął na jej telefon, gdy pokazała mu kolejną inspirację. Wyraźnie poczuł, gdy Wendy przybliżyła się do niego; jej perfumy namąciły mu w głowie do tego stopnia, że chyba całkowicie stracił rozum. Cholernie chciał ją teraz dotknąć.
— Myślę, że tutaj... — rzucił, łagodnie odgarniając jej włosy za ramię, by przesunąć opuszkami palców po jej ramieniu i dotknąć jej obojczyka. — Mogłabyś zrobić ten drugi, który mi pokazałaś. Jest subtelniejszy — mruknął ze skupieniem, zaraz zsuwając palce, by łagodnie stuknąć w jej żebro. — Tutaj dobrze wyglądałby ten pierwszy, ale to tylko moja opinia — powiedział, posyłając jej kolejny uśmiech. Na wspomnienie o drugiej randce i klientce, Shelby znów odchylił się na swoim krześle, wciąż nie zabierając ramienia z jej oparcia. — Mówiłem już, że jak chcę, to wszystko zdobędę? — zaśmiał się niewinnie. — Och, naprawdę? — zapytał, pochylając się w jej stronę. — W takim razie dam z siebie dzisiaj wszystko, żebyś wróciła po więcej — szepnął do jej ucha, zanim chwycił swój kubek z kawą, upijając łyk kawy.

Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: pn wrz 28, 2026 5:51 pm
autor: Wendy Gardner
— Więc musimy napędzić ci trochę strachu i się przekonać — prawda? Skoro po pierwsze nie wiedział, a po drugie nie miał nic przeciwko, aż żal byłoby nie skorzystać. I nieważne było to, że nie miała pojęcia czym mogłaby go nastraszyć, liczył się fakt, że z tego mógł się zrodzić pomysł na kolejne spotkanie. — Kolejny punkt do listy rzeczy, które powinniśmy zrobić razem — jakie były pozostałe? Od drinka w barze, po tatuaże mogło wydarzyć się jeszcze wiele. Kilka opcji jakie plątały się jej w myślach były jednak nieodpowiednie, by wypowiadać je na głos na pierwszej randce. Robić tym bardziej, ale cholera! Spójrzcie na niego! Nie tylko on miał problem ze skupieniem. Słysząc o porannym teście nie była w stanie powstrzymać się i parsknęła kiwając głową z niedowierzaniem. — O, no proszę — zacmokała rzucając mu karcące spojrzenie, problem w tym, że zamiast karcenia tliło się w nim więcej ciekawości. — Jeszcze nie zdążyliśmy przeciągnąć spotkania do wieczornego drinka, a ktoś tu już rozmyśla o śniadaniu — też mi niewinne podsuwanie możliwości. Jednak w tym wszystkim Wendy wcale nie wyglądała na niezadowoloną z mnożących się na poczekaniu możliwości…

…aż nagle, cholera jasna!
Niejednokrotnie słyszała, że kto mieczem wojuje od miecza ginie, a jednak dała wciągnąć się w ten początkowo niewinny flirt, który niespodziewanie przybrał na sile. Odgarniecie włosów, przesuniecie opuszkami po ramieniu, muśnięcie skóry na jej obojczyku i to delikatne stuknięcie w żebro. Mieszanka wybuchowa, która doprowadziła do tego, że przez jej ciało przeszedł gorący prąd, serce zabiło szybciej, a policzki nabrały wyraźnego koloru. Zastygła wręcz wstrzymując na kilka sekund oddech, jakby ten jego bezczelny dotyk ją sparaliżował tylko po to, by grzecznie wysłuchała jego szeptu: dam z siebie wszystko, żebyś wróciła po więcej! Wysłuchała więc i…

...what the hell, czy jest na sali lekarz?!
Albo czy chociaż ktoś ma ze sobą lód? Bo płonęła z zawstydzenia, jednocześnie walcząc ze sobą, by nie wyjść z flirciarskiej roli. Odrobinę więc przechyliła głowę i posłała mu spojrzenie spod rzęs, którymi zatrzepotała niewinnie. — Testujesz mnie? W środku kawiarni? W biały dzień? — zacytowała klasyka uśmiechając się łobuzersko, a potem palcem przesunęła po obojczyku, na którym wciąż czuła lekkie ciepło po jego dotyku. — Ale masz rację, ten delikatniejszy dobrze by tu wyglądał… — przytaknęła przyjmując jego sugestie. — Jeszcze to sobie omówimy, a teraz — zwiększyła nieco dystans między nimi opierając się o krzesło, jakby chciała ostudzić atmosferę nim totalnie przepadnie w jego uroku i posunie się o krok za daleko — powiedz mi o sobie coś, czego nie wyczytam z twojego profilu — zagadnęła upijając łyka swojej kawy. — Ja na przykład mam pokaźną kolekcję… czegoś. Czego? To ci pokażę jak wypijemy kawę. Tak się składa, że tuż obok jest mój ulubiony sklep… może znajdę tam coś na dzisiejszy wieczór, who knows — zagadnęła znów zarzucając przynętę, nie zdradzając przy tym zbyt wiele. Czy robiła to celowo, by go zaciekawić? Być może! Te iskry zainteresowania w jego oczach były u z a l e ż n i a j ą c e. Nie potrafiła do nich oderwać swojego spojrzenia.

Obrazek