Strona 1 z 1

i hate sunshine, but i like your smile

: czw wrz 17, 2026 12:18 am
autor: Brian Shelby
Brian przykucnął pod kawiarnią, zapalając papierosa i mrużąc oczy przez te pieprzone promienie słoneczne, które notorycznie go oślepiały. Ta pora roku była naprawdę męcząca, a to nieszczęsne słońce wysysało z niego całą życiodajną energię. Był przyzwyczajony do funkcjonowania nocą, bo wtedy najczęściej wsiadał na motor lub spotykał się ze znajomymi, ale cholera, przecież nadal pracował. Nie przesypiał całego dnia, zamykając się w swoim mieszkaniu na cztery spusty. Dlaczego ta pogoda go tak drażniła? Albo to ludzie wokoło? Shelby wypuścił dym spomiędzy warg, rozglądając się w poszukiwaniu znajomej twarzy z Tindera. Sam nie wiedział, co go podkusiło do tego, żeby go w ogóle założyć; może zwyczajnie potrzebował wrażeń. A może po prostu nie miał nic do stracenia? Jego życie po powrocie do Toronto, wyglądało dość... prostolinijnie. Głównie skupiał się na pracy, na ogarnianiu przyziemnych spraw i na robieniu wszystkiego na sto procent nocą, gdy czuł się najlepiej. Tak czy inaczej, nie sądził, że znajdzie się ktoś, z kim rozmowa będzie się kleiła i z kim będzie chciał zobaczyć się twarzą w twarz. No, ale musiał sprawdzić, czy w ogóle warto o cokolwiek się starać. Może Wendy w rzeczywistości nie będzie tak fajna jak na zdjęciach? Różnie bywa.

Ostatnio zrobił się z niego taki kulturowy i uczynny chłopaczek. Kto by pomyślał, że będzie umawiał się na kawki zamiast na drinki w swoich ulubionych, lokalnych barach? Ach, te pierwsze razy... Całkiem ekscytujące. Brian zaciągnął się po raz kolejny, prostując się, gdy w końcu dostrzegł znajomą buzię. Damn, wyglądała nawet lepiej niż na tych zdjęciach i miała śliczne oczy. Broke rzucił niedopałek na ulicę, dociskając go butem, zanim zmierzył jej sylwetkę uważnym spojrzeniem, zatrzymując się tuż przed nią.
— Ten przytulas już tak na wstępie czy dopiero po kawie? — rzucił w ramach powitania, posyłając jej subtelny i dość nikły uśmiech. — Wendy, hm? — dopytał, bo kto wie, może zaatakował właśnie przypadkową kobietę, która jeszcze dostanie przez niego zawału serca? Miał ostatnio szczęście do takich dziwnych sytuacji. — Zapraszam — mruknął, otwierając jej drzwi do lokalu, bo tak to się chyba robiło? Shelby był zwykle dość prostym chłopakiem, a przed wypadkiem nie bawił się w takie podchody. Nie miał już jednak dwudziestu lat i nie myślał już tak bardzo o sobie. Poza tym naprawdę musiał wyrwać się z tej rutyny, która zaczynała go powoli dusić. No i chyba rzeczywiście chciał zrobić na niej dobre wrażenie, bo była ładną kobietą, która z jakiegoś powodu, musiała przesunąć go w prawo. Co za wyróżnienie. — Nawet klimatycznie — stwierdził, zajmując miejsce gdzieś pod oknem. — Często tu bywasz? — zapytał, co brzmiało jak jeden z tych dennych tekstów na podryw, choć tym razem naprawdę pytał o częstotliwość odwiedzania tego lokalu. — Ja pierdolę. To nie był dobry początek — zaśmiał się, po raz kolejny zerkając na jej buzię.

Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: czw wrz 17, 2026 3:48 pm
autor: Wendy Gardner
#
22
Is it that sweet? I guess so
Mm, that's that me espresso

s t y l e


Wendy była chodzącym chaosem i wcale się z tym nie kryła, wręcz emanowała swoją niezdarnością, by już przy pierwszym spotkaniu każdy zdawał sobie sprawę z czym się mierzy. Pod warstwa tego chaosu i niezdarności skrywała coś jeszcze, miłość do ludzi. Poznawanie nowych osób dawało jej energetycznego kopa, jakby była uzależniona wręcz od tej ciekawości jaka zawsze pojawiała się przed pierwszym spotkaniem. Teraz, kiedy hopsała sobie do wybranej przez siebie kawiarni, też to czuła. Podjarke, przyjemną ekscytację. Ahhhh, aż sobie cicho westchnęła, gdy wysiadła z autobusu dreptając chodnikiem w stronę lokalu. Banalnie to zabrzmi, ale kiedy w apce wyskoczył jego profil w pierwszej chwili po prostu się jej spodobał. Tyle. Miał w sobie coś z łobuza, a ona najwyraźniej miała do tego słabość. Po chwili dotarło do niej, że jest tatuażystą, a dopiero co wieczorem rozmyślała o tatuażu i wiadomo — Gardner znaków wszechświata nie ignorowała! Uznała więc, że sobie tego przystojnego tatuażystę wymanifestowała, a skoro się z nią sparował to reszta historii sama się już napisała. I tak oto szła przed siebie ubrana trochę na letniaka, bo odsłoniła nogi, a jednak kolorystycznie trochę jak jesieniara. Wyłaniając się zza rogu jej oczom ukazała się kawiarnia, a zaraz potem dostrzegła Briana.

Holy moly, pomyślała robiąc jednocześnie wszystko, by nie wygrzmocić się na kostce brukowej, gdy krok za krokiem zbliżała się do niego, bo prawdę mówiąc tak odrobinkę nogi jej zmiękły na jego widok. Wyglądał jeszcze lepiej niż na zdjęciach! O wiele lepiej!

Przytaknęła słysząc swoje imię rzucając figlarnie już na wstępie. — Przytulas jest na deser, najpierw kofeina — i nie czekając obdarzyła go uśmiechem, wyminęła gdy przytrzymał jej drzwi i wkroczyła do środka. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nic się jej nie przytrafiło i tym samym, kiedy wchodziła do środka torebka zahaczyła się jej o klamkę i zamiast zrobić krok w przód poczuła opór i odruchowo cofnęła się wpadając plecami na stojącego tuż za nią Briana. — Sorki — odparła speszona i poklepała go dłonią po torsie. Jezu, co ty robisz! Przestań! Szybko się w myślach skarciła odwracając od niego i wchodząc do środka, ale damn bez wątpienia było to przyjemne. Była dotykalska i nie zamierzała za to przepraszać, upsi.

Prawda?! — zawtórowała mu, gdy uznał miejsce za klimatyczne. Gdy padła pierwsza wzmianka o kawie w ich wiadomości wiedziała, że będą musieli ją wypić właśnie tutaj. Brian wpasował się idealnie w to otoczenie, a Wendy nie chcąc wyjść na zapatrzoną w niego desperatkę obdarzyła go zadziornym uśmiechem, który szybko przerodził się w śmiech, gdy z jego ust wyrwało się przekleństwo. To było idealne przełamanie pierwszych lodów. — Nie mam pojęcia o czym mówisz — zagrała kartą głupiutkiej zajmując miejsce naprzeciwko niego, szybko wtrącając — to był klasyczny podryw dziadersów — rzuciła wesoło układając łokcie na stół niewychowana wsparła podbródek na swoich dłoniach, wpatrując się w niego z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. — Klasykę się ceni — dodała w ramach otuchy. Czy kiedyś, jeśli uda się im utrzymać kontakt, będzie mu ten tani podryw wypominać? Bez wątpienia tak! On jednak też będzie miał co jej wypominać, z całą pewnością.
Przystojny jesteś — wypaliła bez zastanowienia orientując się, że nie wybrzmiało to jedynie w jej głowie. — Powiedziałam to na głos, prawda? — zapytała, choć wcale nie musiał odpowiadać. — Wracając do twojego… — taniego podrywu, heh — pytania to w sumie... tak, często tu bywam. Moja ulubiona kawiarnia. Na jaką kawę masz ochotę? Zamówię nam — w końcu to jej kolej, on stawia drinki. Później, o ile wcześniej nie postanowi się ulotnić.

Obrazek