Strona 1 z 1

Jerome "Rome" Blackwood

: czw wrz 17, 2026 11:23 pm
autor: Jerome Blackwood
Jerome "Rome" Blackwood
Stephen Yoon
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
04/08/2000 | Toronto, Kanada
zaimki
on/jego
zawód
psycholog
miejsce pracy
chwilowo bezrobotny
orientacja
panseksualny
dzielnica mieszkalna
east end
pobyt w toronto
od kilku dni
umiejętności
Posiada prawo jazdy, zna biegle język angielski oraz w zaawansowanym stopniu hiszpański, potrafi też w stopniu komunikatywnym posługiwać się językiem francuskim i koreańskim. Zazwyczaj trafnie odczytuje ludzi (co nie przeszkadza mu pakować się w kłopoty). Jest znakomitym słuchaczem. I bardzo ładnie śpiewa, ale robi to niechętnie - głównie pod prysznicem lub podczas wieczorów karaoke z przyjaciółmi.
słabości
Jerome brak asertywności - stara się z tym walczyć, ale nadal przedkłada dobro i komfort innych nad swoje, nawet nieznajomych. W życiu prywatnym jest dosyć zakręcony, co czasem sprawia mu kłopoty. Bardzo boi się lotów i mimo iż uwielbia podróżować, każdy lot wiąże się u niego z ogromnym stresem. Nie jest mistrzem matematyki, choć bardzo się stara. Ma również skłonność do ryzyka i wpadania w tarapaty, nawet gdy robi wszystko by tego uniknąć, przez co niejednokrotnie znajdował się w sytuacji zagrożenia życia. Uczy się na własnych błędach, niestety zbyt wolno. Kompletnie nie potrafi gotować.
you're on your own, kid
Jerome nigdy nie poznał swojego ojca. Wraz z siostrą bliźniaczką przyszli na świat kilka miesięcy po jego śmierci, więc nie zdążył nawet stworzyć sobie wspomnienia, za którym mógłby później tęsknić. W przeciwieństwie do starszego rodzeństwa nie odczuwał więc jego wyraźnego braku. Nie oznaczało to jednak, że dorastał pozbawiony miłości. Wręcz przeciwnie — wychowywał się w dużej rodzinie, w której zawsze ktoś był obok.

Dom rzadko kiedy cichł. Ktoś gotował, ktoś się z kimś kłócił, ktoś śmiał się w drugim pokoju, a ktoś inny właśnie wracał do domu. Prywatność była właściwie pojęciem abstrakcyjnym, zwłaszcza że Jerome przez lata musiał dzielić pokój ze starszym rodzeństwem. Ubrania często przechodziły z jednego brata na drugiego, zanim w końcu trafiały do niego, a o posiadaniu czegoś naprawdę własnego można było raczej pomarzyć.

Paradoksalnie właśnie dlatego z czasem tak bardzo zaczął cenić ciszę. Własną przestrzeń. Możliwość zamknięcia za sobą drzwi i spędzenia kilku godzin bez konieczności tłumaczenia się z tego, co robi. Dzieciństwo nauczyło go również, że indywidualizm jest czymś, o co czasem trzeba zawalczyć — szczególnie wtedy, gdy dorasta się wśród ludzi, którzy kochają cię mocno, ale nie zawsze pamiętają, że potrzebujesz również odrobiny miejsca dla siebie.

W szkole radził sobie całkiem dobrze. Nie był typem ucznia, który potrafił spędzić pół nocy nad podręcznikami, ale nie należał też do tych, którym nauka przychodziła bez żadnego wysiłku. Był ciekawy świata, szybko przyswajał informacje i szczególnie dobrze odnajdywał się w przedmiotach, które pozwalały mu obserwować ludzi. Zawsze interesowało go, dlaczego ktoś zachowuje się w określony sposób, co kryje się za czyimiś decyzjami i jak niewiele czasem potrzeba, żeby człowiek zmienił swoje zachowanie.

Ironią losu było to, że własnych ludzi rozumiał zdecydowanie gorzej niż tych, których obserwował z dystansu.

Jerome miał bowiem wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty. Czasem przez nieuwagę, czasem przez zwykłego pecha, a czasem dlatego, że zdecydowanie zbyt późno dostrzegał rzeczy, które dla innych były oczywistymi sygnałami ostrzegawczymi. Szczególnie dotyczyło to ludzi, których wpuszczał do swojego życia.

Podobnie wyglądały jego pierwsze związki. Zaczynały się niewinnie — od fascynacji, długich rozmów i tego charakterystycznego przekonania, że tym razem trafił na kogoś naprawdę wyjątkowego. Później pojawiały się drobne kłamstwa, zazdrość, pretensje o znajomych i próby kontrolowania jego czasu. Z czasem granice przesuwały się coraz dalej, a Jerome coraz częściej łapał się na tym, że usprawiedliwia zachowania, których wcześniej nigdy nie zaakceptowałby u innych.
Nie zawsze jednak siedział cicho.

Kiedy ktoś próbował narzucać mu swoją wolę, potrafił się postawić. Bywał uparty, impulsywny i zdecydowanie zbyt dumny, żeby przyznać, że coś go zraniło. W takich chwilach zamiast wycofać się z konfliktu, potrafił dolać oliwy do ognia. Kłótnie bywały gwałtowne, słowa padały zbyt ostro, drzwi trzaskały, a potem przychodziły przeprosiny i obietnice, że następnym razem obaj zachowają się inaczej. Problem polegał na tym, że następny raz zawsze przychodził.

Jerome długo wierzył, że związek można uratować odpowiednią ilością cierpliwości. Że jeśli wystarczająco mocno się postara, uda mu się dotrzeć do drugiej osoby, naprawić to, co się zepsuło, albo przynajmniej znaleźć sposób, żeby wszystko znów przypominało początek.
Studia niewiele w tej kwestii zmieniły.

so long, london
Wyjechał do Londynu, żeby studiować psychologię. Początkowo wydawało mu się, że właśnie tego potrzebował — nowego miasta, własnej przestrzeni, ludzi pochodzących z różnych środowisk i poczucia, że wreszcie może sam zdecydować, kim chce być. Szybko jednak przekonał się, że dorosłość nie przychodzi wraz z dowodem osobistym, a zmiana miejsca nie zawsze oznacza zmianę własnych przyzwyczajeń.

Najważniejszym wydarzeniem podczas studiów okazała się jednak wymiana studencka w Hiszpanii.
Barcelona zrobiła na nim wrażenie niemal natychmiast. Było tam wszystko, czego brakowało mu przez większość życia — światło, ciepło, gwar ulic, otwarte okna mieszkań i ludzie, którzy wieczorami zamiast zamykać się w domach, wychodzili na ulice. Podobało mu się, że miasto żyło długo po zachodzie słońca i że nikt nie sprawiał wrażenia szczególnie zainteresowanego tym, co wypada, a czego robić nie należy. Po raz pierwszy od dawna miał wrażenie, że naprawdę może oddychać.

To właśnie w Barcelonie poznał chłopaka, w którym zakochał się zdecydowanie szybciej, niż powinien. Ich relacja od początku była intensywna. Spędzali ze sobą niemal każdą wolną chwilę, a Jerome bardzo szybko przyzwyczaił się do jego obecności. Kiedy wymiana dobiegła końca, powrót do Wielkiej Brytanii okazał się znacznie trudniejszy, niż ktokolwiek z nich zakładał.

Próbowali utrzymać związek na odległość, ale kilometry, różne tryby życia i rosnące napięcie zrobiły swoje. Coraz częściej się kłócili. Coraz trudniej było im znaleźć moment, w którym obaj chcieli tego samego. W końcu doszli do wniosku, że nie potrafią tego dłużej ciągnąć. Rozstali się.

Jerome wrócił do nauki, ale Hiszpania nie chciała dać mu o sobie zapomnieć. Im więcej czasu mijało, tym częściej wracał myślami do Barcelony. Wspominał słońce, ulice, ludzi i przede wszystkim poczucie swobody, którego nie potrafił odnaleźć nigdzie indziej. Po ukończeniu studiów postanowił więc zrobić coś, co jeszcze kilka lat wcześniej uznałby za absurdalny pomysł: znalazł staż w jednej z korporacji w Barcelonie, w dziale HR, spakował swoje rzeczy i ponownie przeprowadził się do Hiszpanii.

were you sent by someone who wanted me dead?
Staż przerodził się w zatrudnienie. Barcelona przestała być miejscem, które odwiedził podczas wymiany. Stała się jego domem. Przez jakiś czas wszystko układało się zaskakująco dobrze. Miał pracę, własne mieszkanie, znajomych i życie, które w końcu wydawało się należeć wyłącznie do niego. Nawet wspomnienia o byłym zaczęły powoli blednąć. Aż pewnego dnia okazało się, że przeszłość nie zamierzała zostawić go w spokoju.

Jego były również przeniósł się do Barcelony z powodu pracy. Co gorsza, zamieszkał zaledwie kilka ulic dalej. Ich ponowne spotkanie nie wyglądało jak początek kolejnego dramatu. Wręcz przeciwnie. Zaczęli od przyjaźni. Rozmawiali, chodzili na kawę, wspominali dawne czasy. Jerome początkowo pilnował dystansu, choć doskonale wiedział, że przy tej osobie stare emocje nigdy nie zniknęły całkowicie. Kiedy jego były zakończył swój obecny związek, granica między przyjaźnią a czymś więcej zaczęła się zacierać: znowu byli razem.

Początek drugiego podejścia był niemal idylliczny. Wkrótce pracowali w tej samej firmie i zamieszkali razem. Jerome naprawdę wierzył, że tym razem będzie inaczej. Że obaj są starsi, dojrzalsi i bogatsi o doświadczenia, które powinny nauczyć ich, jak nie popełniać tych samych błędów. Przez pewien czas nawet tak było. Potem zaczęły wracać stare schematy.

Zazdrość przestała być niewinnym pytaniem o znajomych. Partner chciał wiedzieć, z kim Jerome rozmawia, gdzie wychodzi i dlaczego ktoś napisał do niego wiadomość. Z czasem coraz częściej próbował decydować, z kim Jerome powinien utrzymywać kontakt. Jerome nie zawsze się na to godził. I właśnie wtedy ich związek stawał się najbardziej burzliwy. Potrafił powiedzieć wprost, że nie zamierza rezygnować ze znajomych tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. Potrafił wyrwać telefon z czyjejś ręki, kiedy partner próbował sprawdzać jego wiadomości. Potrafił wyjść z mieszkania podczas kłótni i przez kilka godzin nie odbierać telefonu. Czasem krzyczał pierwszy. Czasem mówił rzeczy, których później żałował. Bywało, że awantury kończyły się trzaskaniem drzwi, rozbitymi przedmiotami albo długimi godzinami ciszy. Jednak za każdym razem wracali do siebie. Granica przesuwała się powoli. Najpierw chodziło o pojedyncze osoby. Potem o całe grupy znajomych. W końcu również o rodzinę.
Jerome nawet nie zauważył, kiedy zaczął coraz rzadziej odbierać telefony i odpisywać na wiadomości. Każde spotkanie z bliskimi kończyło się awanturą, więc z czasem łatwiej było po prostu przestać wychodzić. Partner przekonywał go, że przyjaciele go wykorzystują, rodzina nie szanuje jego granic, a właściwie tylko on jeden naprawdę go rozumie. Jerome czasem próbował z tym walczyć. Problem w tym, że z czasem był coraz bardziej zmęczony. W końcu łatwiej było odpuścić jedną kłótnię. Potem kolejną. Nie odpowiadać na wiadomość. Nie spotkać się z kimś przez tydzień. Przemilczeć coś, co wcześniej wywołałoby w nim złość.I właśnie w ten sposób, niemal niezauważalnie, jego świat zaczął się kurczyć.

Punktem, którego nie dało się już zignorować, była jedna z imprez. Wśród gości znalazł się chłopak, który zdaniem partnera Jerome’a zbyt otwarcie z nim flirtował. Jerome próbował początkowo zbyć jego uwagi, ale zazdrość szybko przerodziła się w kolejną awanturę. Padły ostre słowa. Jerome również nie pozostał dłużny. A potem wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Kłótnia przeniosła się w okolice balkonu. Chwilę później tamten chłopak wypadł z wysokości. Zginął. Dla wszystkich pozostałych była to tragiczna noc. Dla Jerome’a był to moment, po którym nic już nie mogło wrócić do poprzedniego stanu.
Policja uznała śmierć za nieszczęśliwy wypadek. Nie znaleziono wystarczających dowodów, by pociągnąć kogokolwiek do odpowiedzialności. Sprawa z czasem ucichła, a ludzie zaczęli wracać do własnego życia. Jerome nie potrafił. Pamiętał krzyk. Pamiętał zamieszanie. Pamiętał twarz swojego partnera. Pamiętał wszystko, co wydarzyło się przedtem i choć wielokrotnie próbował przekonać samego siebie, że nie mógł nic zrobić, pytanie „co, jeśli?” wracało do niego w najmniej oczekiwanych momentach. Najgorsze było to, że nawet wtedy nie potrafił odejść. Strach mieszał się z przywiązaniem, przyzwyczajenie z poczuciem winy, a miłość — czy raczej to, co Jerome wciąż za nią uważał — z coraz większym lękiem.

Próbował żyć dalej. Chodził do pracy. Wracał do mieszkania. Uśmiechał się, kiedy trzeba było się uśmiechać. Udawał, że wszystko jest w porządku. A czasem wybuchał. Bywały dni, kiedy miał dość i mówił partnerowi prosto w twarz, że go nienawidzi. Bywały noce, podczas których pakował część swoich rzeczy i groził, że odejdzie. Zdarzało mu się krzyczeć, że nie jest jego własnością i że nie pozwoli sobą pomiatać. Wtedy następowały kolejne awantury. A później cisza. I znów przeprosiny. I znów obietnice. Aż któregoś dnia Jerome przestał mówić, że może odejdzie. Powiedział, że odejdzie naprawdę. Nie była to wielka scena. Nie było dramatycznego trzaskania drzwiami. Po prostu po raz pierwszy od bardzo dawna powiedział na głos coś, co od miesięcy dojrzewało w jego głowie. Miał dość. Nie wiedział jeszcze, że decyzja o odejściu będzie miała swoją cenę.

Niedługo później został zwolniony. Powodem miał być wyciek poufnych danych z firmy. Dowody wskazywały na jego konto, jego dostęp i jego dane logowania. Jerome nie miał jednak z tym nic wspólnego. Próbował się bronić. Tłumaczył, prosił o ponowne sprawdzenie logów, wskazywał nieścisłości. Nikt jednak nie chciał słuchać wystarczająco długo. W świecie korporacji łatwiej było wskazać winnego niż przyznać, że system bezpieczeństwa zawiódł. W jednej chwili stracił pracę, reputację i poczucie, że ma jeszcze jakąkolwiek kontrolę nad swoim życiem. Dopiero wtedy coś w nim pękło. Przestał tłumaczyć wszystko przypadkiem. Przestał wierzyć, że kolejne nieszczęścia po prostu mu się przydarzają. I w końcu zgłosił swojego partnera na policję. Był to prawdopodobnie najtrudniejszy krok, jaki kiedykolwiek zrobił. Po raz pierwszy musiał opowiedzieć komuś obcemu o wszystkim, co działo się za zamkniętymi drzwiami. O kontroli, izolowaniu od bliskich, manipulacji, groźbach i sytuacjach, których przez tak długi czas nie chciał nazywać po imieniu. Nie wszystko dało się udowodnić. Wystarczająco dużo jednak, by sprawa trafiła do sądu. Po rozprawie jego były partner otrzymał zakaz zbliżania się do Jerome’a. Powinien poczuć ulgę. Zamiast niej pojawiła się pustka.

I can do it with a broken heart
Przez długi czas Jerome nie wiedział, co właściwie powinien czuć. Bał się, że któregoś dnia zobaczy go na ulicy. Bał się telefonu, wiadomości, przypadkowego spotkania. Bał się nawet ciszy, bo nauczył się już, że spokój nigdy nie musi oznaczać końca problemów.
A jednocześnie po raz pierwszy od bardzo dawna nikt nie mówił mu, gdzie ma być, z kim może się spotykać ani komu wolno mu ufać. Wolność okazała się trudniejsza, niż się spodziewał. Miał coraz mniej pieniędzy, nie miał pracy i nie wiedział, co zrobić ze swoim życiem. Wtedy pomyślał o Toronto.
O domu. O rodzinie, od której przez lata się oddalił. O rodzeństwie. O dzieciństwie, które kiedyś wydawało mu się zbyt głośne, zbyt ciasne i zbyt pozbawione prywatności, a teraz zaczęło kojarzyć mu się z czymś, czego przez ostatnie lata desperacko potrzebował: z bezpieczeństwem. Nie miał planu. Nie miał pieniędzy na spokojny start. Nie wiedział nawet, co powie rodzinie, kiedy po tylu latach stanie przed ich drzwiami. Wiedział tylko, że nie może zostać w Barcelonie. Wydał resztę oszczędności na bilet do Toronto. Nie zabrał ze sobą wiele. Kilka ubrań, dokumenty, laptop i rzeczy, które zmieściły się w jednej walizce.

Nie wie, czy potrafi zacząć od nowa. Nie wie, czy będzie umiał zaufać ludziom. Nie wie, ile czasu minie, zanim przestanie oglądać się za siebie, zanim nauczy się spać spokojnie i zanim zwyczajny, cichy dzień przestanie wydawać mu się czymś podejrzanym. Wie tylko, że wrócił.
Nie jako człowiek, który ma odpowiedzi. Nie jako ktoś, kto zostawił przeszłość za sobą. Tylko jako Jerome — trochę bardziej ostrożny, trochę bardziej zamknięty i zdecydowanie bardziej świadomy tego, jak łatwo można zgubić siebie, próbując za wszelką cenę zatrzymać przy sobie drugiego człowieka. Tym razem jednak chce nauczyć się czegoś, czego wcześniej nie potrafił: że odejście nie zawsze oznacza porażkę. Czasem jest pierwszą rzeczą, którą robi się dla siebie.

Ciekawostki
✩ Jest leworęczny - mimo usilnych starań babci, nie udało się tego zmienić.
✩ Uwielbia ostre jedzenie. Za to nie przepada za słodyczami, zdecydowanie woli słone przekąski. Nigdy nie sięgnie też po nic, w czym jest awokado.
✩ Kiedy był mały, mama zapisała go na skrzypce, ale nic z tego nie wyszło. Samodzielnie nauczył się grać na gitarze ze słuchu w szkole średniej.
✩ Po przeprowadzce do Europy zakochał się w piłce nożnej. Od sześciu lat jest lat wiernym kibicem hiszpańskiego zespołu piłkarskiego Realu Madryt.
✩ Ma beznadziejny wzrok, a bez okularów lub soczewek kontaktowych niewiele widzi.
✩ Ma na ciele sporo blizn po różnych "przygodach".
✩ Mimo silnego uczulenia, uwielbia koty i psy.
✩ Ma kilka tatuaży, lubi także piercing.
✩ Jego siostra bliźniaczka jest od niego starsza o minutę i 27 sekund, co czyni go najmłodszym z licznego grona rodzeństwa.
✩ Nie znosi swojego imienia. Przyjaciele i rodzina nazywają go Rome lub Jem, co również go irytuje.
✩ Jerome jest chaotyczny i spontaniczny. I choć jego krzesło z tygodniowym praniem znają już wszyscy, w jego mieszkaniu - w przeciwieństwie do pozostałych aspektów życia - panuje porządek. Jest chaotyczny emocjonalnie. Jego życie jest chaotyczne. Jego związki są chaotyczne. Jego finanse są zdecydowanie chaotyczne. A mimo to, ludzie go uwielbiają. Jerome to ten typ osoby, która pojawi się u ciebie w mieszkaniu o północy przynosząc jedzenie na wynos i butelkę wina (na które absolutnie nie może sobie pozwolić) tylko dlatego, że miałeś kiepski dzień. Usiądzie na podłodze w twojej kuchni i będzie słuchał, jak narzekasz przez dwie godziny, nawet gdy jego własne życie właśnie się rozpada. Jest sympatyczny, zabawny, impulsywny, czasami nieodpowiedzialny i nie potrafi pozwolić, by ktoś, na kim mu zależy, zmagał się z problemami sam (co nie przeszkadza mu walczyć samodzielnie z własnymi demonami). Ma też niesamowity talent do przypadkowego pogorszenia sytuacji, gdy próbuje zrobić wszystko, by ją naprawić. Będzie kłamał, by nie zranić czyichś uczuć, a potem będzie musiał opowiedzieć jeszcze trzy kłamstwa, by zatuszować to pierwsze. Zgodzi się pomóc sześciu różnym osobom w ten sam weekend. Wydaje pieniądze, których nie ma, bo jego przyjaciel czegoś potrzebuje. Będzie przysięgał, że z osobą, która mu się podoba, będzie postępował ostrożnie i powoli, a potem, mniej więcej czterdzieści osiem godzin później, przywiąże się do niej emocjonalnie i wymyśli w głowie milion scenariuszy wspólnej przyszłości. Jerome wszystko odczuwa bardzo intensywnie. I nie zawsze wie, co zrobić z tymi uczuciami.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
średni
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak

Jerome "Rome" Blackwood

: pt wrz 18, 2026 12:33 am
autor: Aaron Blackwood
Potwierdzam, że to mój brat najukochańszy!!! :lof: