Strona 1 z 1

Wreszcie mogę iść, gdzie chcę. O, na pewno nie!

: pt wrz 18, 2026 2:20 pm
autor: Wendy Gardner
#
24
Poćwiczyć jeszcze muszę tylko
Mój królewski szyk,
Dostojny krok i władcze oko,
I ten złowieszczy ryk.

s t y l e
Spoiler
Obrazek

Czuła, że powoli dopada ją przebodźcowanie, bo najpierw miała zajęcia z przedszkolakami, a potem jeszcze grupę glinianek - czyli dzieci, które nie stworzą niczego konkretnego z gliny i tylko się brudzą. I nie żeby narzekała, bo ona lubiła swoja pracę, ale jak każdy miewała słabsze dni i czuła, że poziom jej energii drastycznie pikował, a ona musiała zrobić coś, by się naładować. Już od jakiegoś czasu zgadywały się z Lavender na spotkanie, więc uznała, że to dobra chwila na ploteczki w jakimś spokojnym miejscu, najlepiej otoczona zielenią i z dala od dzieci. Znała i d e a l n ą kawiarnię do tego. Wystukała więc do znajomej smsa wysyłając jej pinezkę z dopiskiem, że w tym miejscu będzie czekać i po pracy udała się do kawiarni.
Kiedy obie zajęły już swoje miejsca, zamówiły kawę i coś słodkiego Wendy zaczęła opowiadać swoje randkowe przeboje. — Mówię ci serio! Facet sprawiał wrażenie normalnego, a potem nagle wyciągnął jakiś kamień… — odchrząknęła — przepraszam KRYSZTAŁ! Poprawił mnie chyba pierdyliard razy jak mówiłam kamień — parsknęła cicho pod nosem — i słuchaj on do mnie z tekstem, że zanim rozwiniemy znajomość to on musi sprawdzić czy ja mam wszystkie czakry gotowe na przyjęcie jego energii — opowiadając jej tę historię oczy zrobiła prawie tak samo wielkie jak wtedy, gdy jej o tym powiedział. Koles był absurdalny, czasami była w szoku kogo można było spotkać po sparowaniu w apkach randkowych. — A co u ciebie? Spotykasz się z kimś? — zapytała uśmiechając wesoło i wbijając widelczyk w swoje ciacho. Nim jednak przyjaciółka zdążyła jej odpowiedzieć Wendy kątem oka dostrzegła kociaka, który usiadł dwa stoliki dalej. Oprócz dziewczyn nikt nie przesiadywał na ogródku, więc zwierze chyba czuło się swobodnie, a Gardner jak to istota nie myśląca zaraz się odpaliła. — O jaki zajebisty kociak! Kici kici — zawołała i zaraz sobie do niego ostrożnie podejść chciała, ale typ chyba uznał to za naruszenie przestrzeni, bo chciał ją łapa trzepnąć i pazurami zadrapać. — O, a co to za brak manier kolego! — skarciła go, ale im dłużej na niego patrzyła tym bardziej jej coś nie pasowało. — Chwila, chwila — znała ten pysk, w końcu spędziła parę miesięcy w Felidae Centre, gdy była w RPA. Spotkała taki nie jeden okaz. Zaraz odruchowo delikatnie się wycofała, bo nie chciała drażnić zwierzęcia. Znała już trochę jego nawyki, choć ten konkretny okaz był jej zupełnie obcy. — Czy ty to widzisz? — spojrzała na znajoma. — To przecież serwal, ale czad. Co tu robisz maluchu i czemu biegasz swobodnie po Toronto?! — zagadnęła do niego jak do starego znajomego i zaraz zaczęła nucić sobie piosenkę z króla lwa, która śpiewała innym kociakom, gdy jeszcze była w RPA. Nie był to lew, ale Wendy wierzyła, że każdy może być kim chce.

Obrazek