Strona 1 z 1

the long way home

: pt wrz 18, 2026 4:19 pm
autor: Mona Delacroix
01. The long way home


Studia miały tę szczególną właściwość, że potrafiły zmęczyć człowieka nawet wtedy, kiedy właściwie nic szczególnego się nie wydarzyło. Tego dnia nie było żadnego egzaminu, nie spędziła też połowy dnia w laboratorium ani nie musiała ratować świata przed kolejną katastrofą w klinice. Były wykłady, notatki, kilka godzin siedzenia w niewygodnej ławce i zdecydowanie zbyt dużo informacji, które trzeba było zapamiętać, zanim zdążyły ułożyć się w głowie. Niby nic wielkiego, a jednak kiedy wreszcie wyszła z budynku, miała wrażenie, jakby ktoś wyjął z niej baterie i zostawił ją zaledwie z rezerwowym paskiem energii.
Zarzuciła torbę na ramię i przez chwilę stała przed uniwersytetem, pozwalając, żeby chłodniejsze popołudniowe powietrze trochę otrzeźwiło ją po całym dniu. Powinna wrócić do domu. Właściwie nie tyle co powinna, ile miała rzeczy do zrobienia, materiały do przejrzenia, a gdzieś z tyłu głowy już układała sobie wieczór tak, żeby znaleźć jeszcze trochę czasu na naukę. Wszystko miało swoje miejsce, kolejność i mniej więcej przewidywalny przebieg.
Tylko że wyjątkowo nie miała ochoty tego wszystkiego robić.
Jej Tacoma stała dokładnie tam, gdzie zostawiła ją rano, trochę niepasująca do nowszych samochodów otaczających ją ze wszystkich stron. Rocznik 2002, ten sam co Mona, z wyblakłym lakierem, kilkoma zadrapaniami i niewielkim wgnieceniem, którego od lat nie zamierzała naprawiać. Mogła już dawno wymienić ją na coś nowszego, ale nie potrafiła się z nią rozstać. Samochód miał swoje lata i swoje humory, ale był jej.
W środku jak zwykle panował kontrolowany chaos: torba na siedzeniu pasażera, kurz na gumowych dywanikach, kubek po kawie w uchwycie i kilka drobiazgów, które mogły przydać się właściwie w każdej sytuacji. Na pace, zabezpieczone pod plandeką, wciąż leżały siodło i skrzynia ze sprzętem jeździeckim.
Mona od dawna nie jeździła.
Mimo to nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby je stamtąd zabrać.
Wsiadła, rzuciła torbę na siedzenie pasażera i odpaliła silnik. Przez chwilę siedziała bez ruchu, z dłońmi opartymi na kierownicy, jakby dawała sobie ostatnią szansę na powrót do pierwotnego planu. Zamiast tego sięgnęła po telefon.
Przez moment bezmyślnie przewijała ekran, aż w końcu zatrzymała się na jednym z kontaktów. Przygryzła lekko wewnętrzną stronę policzka i otworzyła rozmowę.
Masz coś dzisiaj po południu?
Przeczytała wiadomość jeszcze raz, po czym dopisała:
Bo pomyślałam, że możemy gdzieś pojechać.
Kciuk zawisł nad ekranem na sekundę. A potem wysłała wiadomość, odpaliła silnik starej Tacomy i nie czekając na odpowiedź, wyjechała z parkingu na ulicę.


pixie 🧚

the long way home

: pt wrz 18, 2026 10:50 pm
autor: pixie fontaine
#
007.
są owady, które spędzają większość życia jako larwy, a jako dorosłe osobniki żyją zaledwie kilka godzin lub dni 🐛
Powroty na uczelnię po wakacjach nigdy nie należały do najłatwiejszych. Pixie miała jednak poczucie, że nie przebimbała całego wolnego czasu i poza wyjazdami ze znajomymi zrobiła też całkiem sporo pożytecznych rzeczy. Na przykład przygotowała projekt do badań nad pasikonikami. Pomogła też odplewić mamie ogródek, jednocześnie pilnując, żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy zniszczyć mrowiska na tyłach domu. Mogła więc śmiało stwierdzić, że wypoczęła. Chociaż nie pogardziłaby jeszcze tygodniem wolnego. A najlepiej dwoma.
Jesienny semestr miał jednak tę zaletę, że na początku wszystkie zajęcia były dość luźne i bardziej wstępnie przygotowywały studentów do tego, co czekało ich przez najbliższe kilka miesięcy. Dla Fontaine oznaczało to zdecydowanie za mało informacji. Miała nadzieję, że zaczną już wprowadzenie do entomologii sądowej i nauki o określaniu czasu zgonu na podstawie owadów nekrofagicznych. Albo chociaż akarologię, czyli naukę zajmującą się roztoczami i kleszczami. Ale nic z tych rzeczy! Pixie, jak na prawdziwą kujonkę przystało, trochę nad tym ubolewała. Większość studentów pewnie cieszyłaby się, że początek semestru jest spokojny i nie trzeba od razu tonąć w notatkach i zaliczeniach. Fontaine najwyraźniej nie podzielała ich entuzjazm.
Dziś wyjątkowo przyjechała na uczelnię komunikacją miejską, bo jej Vespa była na kontrolnym przeglądzie. Poza tym wielkimi krokami zbliżała się jesień, a wraz z nią plucha, a później zima ze śniegiem po kolana. Skuter i tak pójdzie wtedy w odstawkę, a Pixie będzie zmuszona poruszać się metrem. Całe szczęście, że komunikacja w Toronto była całkiem dobrze zorganizowana!
Czując wibrację na nadgarstku, automatycznie spojrzała na smartwatcha. Na widok wiadomości od Ramony uśmiechnęła się szeroko i od razu wyciągnęła telefon, żeby odpisać.
Właśnie wyszłam z uczelni. Chętnie gdzieś się z tobą wybiorę. Kupimy po drodze coś do jedzenia? Nie jadłam nic od śniadania, a chodzi za mną jakiś dobry wegański burger. Podjedziesz po mnie?
Wysłała wiadomość, ale zaraz sobie o czymś przypomniała.
Mogę też sama dojechać w umówione miejsce, żaden problem! Tylko daj znać, gdzie mam się stawić. Na końcu dodała jeszcze szeroko uśmiechniętą emotkę, która miała być potwierdzeniem tego, co napisała.
Fakt, że studiowały na różnych uczelniach, trochę komplikował sprawę, ale nie na tyle, żeby robić z tego większy problem. O tej porze nie powinno być przecież aż takich korków. Nie chciała jednak być kulą u nogi Mony. Są tramwaje, da se radę! To już i tak bardzo miłe, że chciała spędzić z nią czas. Ostatnio nie miały zbyt wielu okazji, żeby się widywać, mimo że pozostawały w ciągłym kontakcie. Czym byłby dzień bez wysyłania sobie głupich memów?

Mona Delacroix

the long way home

: sob wrz 19, 2026 12:38 am
autor: Mona Delacroix
Odpowiedź przyszła, kiedy Mona była już kilka ulic dalej. Zerknęła na telefon przy najbliższym czerwonym świetle i przeczytała wiadomość od Pixie, a potem drugą, która pojawiła się chwilę później. Na widok propozycji, że mogłaby przecież sama dojechać, uniosła lekko brwi. Oczywiście, że mogła. Pixie prawdopodobnie byłaby w stanie zorganizować sobie transport przez pół Toronto.

Mona nie zamierzała jej na to pozwolić.

Z Pixie miała tę rzadką dla siebie relację, w której nie musiała się szczególnie zastanawiać nad tym, co wypada, a co nie. Znały się wystarczająco długo, żeby ich spotkania nie potrzebowały wielkich planów ani szczególnych okazji. Wystarczała wiadomość wysłana między zajęciami, spontaniczna kawa, wspólny lunch albo zwyczajne „masz czas?” i już po chwili jedna z nich pojawiała się u drugiej. Przez ostatnie kilka tygodni życie skutecznie jednak rozciągnęło między nimi więcej obowiązków niż zwykle – zajęcia, nauka, praca, własne sprawy. Pozostawały w kontakcie, oczywiście. Wysyłały sobie wiadomości, zdjęcia, głupie rzeczy znalezione w internecie i komentarze do wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu dnia. Ale to nie było to samo co siedzenie obok siebie i rozmawianie o wszystkim i o niczym. Chyba właśnie dlatego dzisiejsza wiadomość wysłała się tak łatwo.

Brakowało jej Pixie zajmującej miejsce na siedzeniu obok niej z nogami na desce rozdzielczej, jej faktów o owadach i spontaniczności, jaką dodawała jej życiu.
Nawet nie próbuj wsiadać do tramwaju Pix, już jadę.
Dopisała po chwili:
A burger brzmi świetnie. Daj mi jakieś 20 minut?
Wysłała wiadomość, odkładając telefon na miejsce jeszcze zanim światło zmieniło kolor na zielone. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że właściwie nie miała pojęcia, dokąd dokładnie jadą. Plan kończył się jak dotąd na gdzieś. Wyobraziła sobie, że znajdą jedzenie po drodze, może Harvey’s albo A&W, a potem po prostu będą jechały przed siebie, dopóki któraś z nich nie uzna, że wystarczy.
Skręciła w stronę uczelni Pixie, pozwalając starej Tacomie spokojnie pokonywać kolejne ulice. W radiu grała przypadkowa piosenka z kasety, której zupełnie nie pamiętała wypalać, a popołudniowe światło odbijało się od szyb samochodów stojących w korku. Toronto, jak zwykle, było wystarczająco zatłoczone, żeby dwadzieścia minut stało się raczej orientacyjną sugestią niż konkretną obietnicą.



pixie