Strona 1 z 1

pick it, pack it, fire it up

: pt wrz 18, 2026 6:42 pm
autor: Indie Caldwell
⋆ 18 ⋆
pick it, pack it, fire it up
── ˗ˏˋ ☀︎ ˎˊ˗ ──
Szczerze cieszyła ją perspektywa weekendu z Pixie. Nie oszukujmy się — za podobnym, równie solidnym pretekstem do wyrwania się z Toronto Indie rozglądała się już od dłuższego czasu, więc propozycja wspólnego wypadu za miasto brzmiała nie dość, że wspaniale, to wręcz zbawiennie. Z przyczyn czysto strategicznych odmawiała sobie chwilowo wszelkich dalszych podróży, nie do końca ufając sobie z dłuższymi wyjazdami i jakimikolwiek większymi decyzjami ogółem, ale niezobowiązujący biwak w towarzystwie Pix wydawał się idealną formą przerwy od rzeczywistości i dokładnie tym, czego Caldwell w ostatnim czasie tak pilnie zaczynała potrzebować. Po kumpelę była oczywiście o 11... i ani minuty później! Przycupnęła sobie na awaryjnych tuż pod jej adresem, a o swoim przybyciu poinformowała z pomocą krótkiego, bardzo treściwego smsa:
indie 🍀
Wiadomość...
Skoro już obiecała Fontaine fancy randkę z prawdziwego zdarzenia, wiadomo, że musiała zachowywać się adekwatnie, to znaczy w kurwę dżentelmeńsko, dlatego z auta wysiadła w tej samej chwili, w której ta tylko pojawiła się w zasięgu wzroku, wszystko po to, żeby zafundować jej iście szarmanckie, wytworne powitanie.
— Witam piękną Panią i ZAPRASZAM — powitała ją już z daleka, wymyślnym i szalenie czarującym gestem dłoni wskazując na swojego Saaba. Kurwa, taka klasa, że zaraz jeszcze nawet pospieszyła do drzwi po stronie pasażera, żeby je dla niej otworzyć. — Proszę uprzejmie — wskazała na jej miejsce. Tylne siedzenia złożyła — jak na zajebistego gospodarza przystało — jeszcze przed wyjazdem z domu, więc za chwilę poinstruowała: — Rzeczy zamiast do bagażnika możesz pierdolnąć za siedzenie. — Znów otworzyła drzwi, tym razem tylne, wskazując na przestrzeń pomiędzy złożonym siedzeniem a tyłem fotela pasażera. — O tu, o. Specjalnie ci miejsce zostawiłam, pa — wyjaśniła, ewidentnie bardzo zadowolona z siebie samej i faktu, że z powodzeniem udało jej się wygospodarować trochę miejsca na szpargały Pix. Cała reszta wolnej przestrzeni w aucie była lekko zajebana, więc umówmy się — był to ze strony Indie naprawdę niemały wyczyn. Serio, nie żeby coś, ale takich zdolności organizacyjnych nie powstydziłaby się nawet pierdolona Marie Kondo. — Wiesz, Pix, niektórzy się skarżą, że kurewsko długie te auta są, no i dobra, przyznaję, skurwysyn może rzeczywiście nie ma tej samej skrętności co, nie wiem, Mini Cooper jakiś, ale driftuje się nadal git, a miejsca z tyłu to akurat rzeczywiście jest w chuj i jeszcze trochę, sama zresztą zobaczysz — już nadawała bezmyślnie, bo przecież nie byłaby sobą, gdyby na dzień dobry nie zaczęła beztrosko trajkotać kumpeli o pierwszej lepszej rzeczy, która akurat nasunęła jej się na myśl. — W każdym razie powinno spać się dobrze — podsumowała, bo to do tego od początku zmierzała ze swoim wywodem. — No to ten, komu kurwa w drogę, co, Fontaine?

pick it, pack it, fire it up

: pt wrz 18, 2026 9:08 pm
autor: pixie fontaine
#
006.
ćmy mają łuski na skrzydłach i to one odpowiadają za dużą część ich kolorów i wzorów 🦋
Uśmiechnęła się szeroko na widok wiadomości od Indie i pospiesznie zgarnęła z podłogi podróżną torbę. Ten weekend zapowiadał się... uwaga! LEGENDARNIE. Musiała dobrze rozgospodarować ostatnie dni przed powrotem na uczelnię, a zostało ich już naprawdę niewiele! Miała już za sobą wyjazd nad jeziora Muskoka z paczką znajomych ze studiów, kilka wyjść (sick!) z dziewczyną swojego brata i w końcu udało jej się sfotografować pasikoniki, nad którymi musiała przeprowadzić badania na zajęcia z taksonomii. Trochę pluła sobie w brodę, że nie zabrała się za to wcześniej, ale doba miała zdecydowanie za mało godzin.
— O kurwa, co ty wyprawiasz? — zaśmiała się głośno, widząc, że Caldwell wysiada z samochodu tylko po to, żeby otworzyć jej drzwi. — Dziękuję, ale chyba o czymś zapomniałaś — powiedziała i nachyliła się, nadstawiając policzek. Palcem wskazała miejsce, w którym Indie powinna złożyć jej soczystego buziaka. Inaczej wpierdol i do lochu. Potem od razu wrzuciła torbę na tylne siedzenie, doceniając, że przyjaciółka zrobiła dla niej jakikolwiek porządek. O ile porządnie dało się nazwać zepchnięcie wszystkich szpargałów na drugi koniec samochodu tylko po to, żeby torebusia Fontaine miała wygodnie.
Wpakowała się do Saaba, który faktycznie był przestronny, więc na luzie będą mogły tutaj spać i jeszcze zostanie trochę przestrzeni, bo Pixie zajmowała naprawdę niedużo miejsca. Serio zasypiała w jednej pozycji i rano budziła się w tej samej. Dziwne, nie? Kto tak robił? Na pewno nikt normalny.
— Stara, ja mogłabym spać z tobą nawet w szczerym polu — oznajmiła beztrosko, bo owady były jej przecież niestraszne. Co prawda nie wiedziała, jak Indie zapatruje się na szczypawice w uszach, ale prawdopodobieństwo, że coś by je nocą upierdoliłoby było praktycznie zerowe. Oczywiście nie można niczego wykluczyć. Byle to nie była pszczoła, inaczej Fontaine dostałaby wstrząsu anafilaktycznego i umarła. — To dokąd mnie zabierasz? Będzie plaża i zachód słońca? Przygotowałaś nam romantyczną kolację? Słuchaj, może powinnaś wypróbować coś takiego na tym całym Lucasie - Kutasie? Mnie to jara, to może i on byłby zachwycony? — zasugerowała z łobuzerskim uśmiechem. Obiecała sobie, że nie poruszy od razu tematu rzekomej miłości Caldwell, ale nie mogła się powstrzymać.
— Czekaj, jeszcze muza — dodała, kiedy Indie wyjeżdżała już bocznej uliczki. Od razu połączyła się z głośnikiem (bo chyba Saab miał radio z bluetoothem?) i włączyła album The 502s. Ten zespół indie (hehe) folkowy miał najlepszą muzę do podróżowania samochodem. — No i teraz można zapierdalać! — wyrzuciła ręce w powietrze, a wiatr dostający się do środka przez uchylone okno rozwiał jej burzę jasnych loków.

Indie Caldwell

pick it, pack it, fire it up

: czw wrz 24, 2026 6:45 pm
autor: Indie Caldwell
— Aha, NO PRZECIEŻ, gdzie moje maniery — zreflektowała się, że rzeczywiście zaniedbała jedną z kluczowych powinności wobec swojej randki, zmuszona z miejsca przyznać Pix pełną rację. Do kompletu i dopełnienia wizji romantycznego powitania rzeczywiście brakowało tylko całusa, więc Indie swój błąd naprawiła bezzwłocznie, zaraz cofając się o kilka kroków, żeby ująć jej twarz w dłonie i sprzedać jej w policzek buziaczka. Solidnego, takiego, jakiego dostaje się na przykład od tej jednej miłej, ale trochę dziwnej cioci, która utrzymuje, że zna cię od gówniaka, ale Ty mógłbyś przysiąc, że pierwszy raz w życiu widzisz ją na oczy. — Od razu lepiej — oceniła usatysfakcjonowana, teraz mogąc z czystym sumieniem wrócić do oprowadzania Pixie po Saabie, to znaczy pokazywania miejsc, w których miała kolejno posadzić najpierw swoje toboły, a potem tyłek.
— No weź, Pix, daj spokój, bo się przecież jeszcze zarumienię — cmoknęła w odpowiedzi na słowa przyjaciółki, machając krótko dłonią. Szalenie schlebiał jej taki komplement, bo właśnie taką kumpelą chciała być — do tańca, różańca, wspólnej kradzieży koni (albo w sumie czegokolwiek) i wszelkich innych side questów, na które nie zgodziłaby się żadna rozsądna osoba. — W chuj będzie plaża i zachód słońca, żebyś wiedziała — potwierdziła, zadowolona z siebie i opracowanego planu podróży, zwłaszcza, że nie miała na to wiele czasu. — A zabieram cię dooo... — przerwała, żeby pospiesznie odblokować własny telefon i skonsultować się z już ustawioną nawigacją, tak żeby czasem nie popierdolić nazwy parku, który wybrała na kierunek dzisiejszej wycieczki. — Kawartha Highlands, o. — doprecyzowała w końcu. — Hm, no może? Nie wiem, Stara — poważnie rozważyła sugestię dotyczącą zafundowania Lucasowi podobnej randki. — W sensie móc to mogę, z miłą chęcią nawet, ale wiesz, nie jestem przekonana czy w tym przypadku to coś pomoże... akurat trudne się kurwa wylosowało — wyjaśniła krótko. Jak najbardziej zamierzała udzielić Fontaine więcej informacji i nakreślić trochę kontekst sytuacji, ale cała historia jej relacji z Lucasem była tak niewyobrażalnie popierdolona i skomplikowana, że Indie zdecydowanie potrzebowała do tego dojrzeć. Albo po prostu zdrowo się spizgać, na jedno wychodziło.
Pozwoliła Pixie zająć się muzyką i pokiwała głową z uznaniem na jej wybór. Może nie był to 2Pac, ale wybrany przez przyjaciółkę soundtrack jak najbardziej wydawał się pasować do okoliczności, więc Caldwell nie miała nic przeciwko.
— A, właśnie. O kolację pytałaś — przypomniała sobie za chwilę. — Nie chciało mi się gotować, więc z romantyczną kolacją będziesz musiała trochę pomóc — oznajmiła. — Bo najpierw miałam zaproponować żeby zgarnąć po drodze jakiś fast food, ale potem sobie pomyślałam, że Ty przecież jesteś po pierwsze wege, a po drugie WOKE, to pewnie nie będziesz chciała żadnych Maków i podobnych. — Wcale nie mówiła tego z jakimkolwiek wyrzutem czy przekąsem, w ogóle. Może na co dzień nie podzielała nawyków Fontaine i nie była aż tak eko-świadoma, ale w stu procentach rozumiała i szanowała jej poglądy, nie mając najmniejszego problemu z tym, żeby okazjonalnie się do nich dostosować. — Więc mam dla ciebie bojowe zadanie, poszukałabyś nam czegoś po drodze, co?

pixie 𓆤

pick it, pack it, fire it up

: pt wrz 25, 2026 11:15 am
autor: pixie fontaine
Cmok był tak soczysty, że Pixie z trudem powstrzymała się od wytarcia policzka wierzchem dłoni. Ale jak już otrzymała buziaka, to nie będzie się teraz wydurniać! A jeszcze jak usłyszała, że faktycznie będzie plaża i zachód słońca, to musiała przyznać, że Indie postarała się w opór. No taka przyjaciółka to prawdziwy skarb. Królowa złota! Fontaine normalnie mogłaby ją nosić na ręką, ale pewnie by się wyjebały i rozwaliły te głupie mordy.
— O kurde, nie byłam nigdy Kawartha Highlands! To znaczy byłam, ale jakimś tam przejazdem. Nigdy nie nikt mnie nie zabrał tam na nocowanie pod gołym niebem. Jesteś moją pierwszą — puściła do niej oko. Co prawda dziewictwa Caldwell jej nie odbierze, ale inne pierwsze razy też były fajne! Na przykład wypad do Kawartha Highlands. A jak ujarają się jak bąki, to na pewno wpadną im do głowy same wspaniałe pomysły, na które nie wpadłyby na trzeźwo. I kto wie, może właśnie takie, których dotychczas nie robiły?
— A co? Nie jest typem spontanicznych wypadów? — uniosła brwi, słuchając o Lucasie-Kutasie. Dalej nie rozumiała, jak dorosły typ mógł ustawić sobie taką nazwę na Instagramie. Spodziewałaby się tego po jakimś piętnastolatku, ale tyle to pewnie gość miał mentalnie. Albo i mniej. — Nie wygląda na nudziarza — stwierdziła po chwili, przypominając sobie jego profil, które tam zamieszczał. Ba, po ze wstawionych zdjęć można było nawet wywnioskować, że był całkiem zabawny. Chyba że to tylko takie pozory, a w rzeczywistości to menda, pijok i pasożyt.
2Paca zostawiła im na wieczór. Będzie jak znalazł na spizganie. Teraz potrzebne było coś energicznego, żeby wprawić się w ten cały klimat podróży. To miały być ze dwie godziny jazdy, więc zdążą przerobić wszystkie gatunki muzyczne. Nawet jebanego Marka Grechutę.
— Jesteś słodka, że tak pamiętasz. Czasami moja własna matka zapomina o tym, że nie jem mięsa — powiedziała, bo któregoś pięknego dnia pani Fontaine podała na obiad jagnięcinę, nie uwzględniając niczego innego dla Pixie. Tym sposobem skończyła żrąc sałatę, jak jakiś królik. — Ale nie przesadzajmy z tym, że nie jadam w maku. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. McVeggie Deluxe jest całkiem spoko! Sprawdzę jeszcze jakieś alternatywy — dodała i odblokowała telefon. Na trasie i w pobliżu Kawartha Highlands na pewno będą kanjapki. Pixie już dawno nauczyła się, gdzie warto zatrzymać się na żarcie - trzeba zwracać uwagę, gdzie zatrzymują się ciężarówki. Bo wiadomo, że tam, gdzie dużo ciężarówek, to i jedzenie będzie dobre. Zawodowi kierowcy nie zatrzymywali się byle gdzie!
— Jakie rozrywki dla nas przygotowałaś? — zerknęła na przyjaciółkę znad wyświetlacza. No co? Fontaine liczyła na to, że Indie ją zabawi, skoro już zdecydowała zabrać ją na randkę w formie wycieczki. Jaranie blantów to jedno, a co z całą resztą? Grzybobranie? Łażenie na chabry do sadu z naprzeciwka? Turlanie się z górki za kawałkiem sera?

Indie ✮