Like a flower from a funeral wreath
: sob wrz 19, 2026 9:07 am
trzy lata temu
Lubił swoje życie na tyle, że czuł się naprawdę swobodnie, przemierzając ulice Toronto nawet samotnie. Jeszcze do niedawna autentycznie musiał ukrywać się i pilnować na każdym kroku, bo jego była asystentka okazała się psycholką i starała się za wszelką cenę zdominować cały jego świat. Odpuściła dopiero kilka miesięcy temu, kiedy otrzymała sądowy zakaz zbliżania się, ale Lenny odzyskał odrobinę pewności siebie dopiero po kilku tygodniach spokoju i chociaż jeszcze nie do końca ufał, że dziewczyna naprawdę się odczepiła, to czuł się coraz pewniej i swobodniej.
Inaczej sprawa się miała odnośnie Brandona, który wyglądał z tym wieńcem pogrzebowym tak, jakby sam miał się wpakować zaraz do grobu. Lenny dostał jego wiadomość, która swoją droga była trochę dziwna, i postanowił odwołać spotkanie ze znajomymi z teatru i udać się na spotkanie z mężczyzną, do którego zaczynał czuć miętę. Po drodze kupił sobie rogalika, bo w pośpiechu zapomniał zjeść śniadania, a że rogalika należało czymś popić, to zatrzymał się jeszcze po kawę. Kiedy zobaczył już ten wieniec, a za nim Brana, właśnie otrzepywał czarny t-shirt z okruszków, zauważając przy tym rozwiązaną sznurówkę jednego z butów. Jednak widok kolegi zaabsorbował nagle całą jego uwagę więc zostawił cholerną sznurówkę i ruszył w jego stronę, przekrzywiając lekko głowę, jakby dalej nie był pewien czy widzi to, co widzi.
一 Jak to ktoś ci to przysłał? To chyba bardziej creepy, niż miłosne listy tej wariatki, w których groziła, że na dowód swoich uczuć mogłaby mi przysłać serce gołębia. Do tej pory nie wiem po co 一 mruknął, wzruszając ramionami. Stęknął cicho, kiedy wieniec uderzył w niego gwałtownie i ledwo go złapał, zataczając się. Westchnął ciężko i oparł go na swojej klatce piersiowej, przytrzymując sztuczne gałązki. Przekręcił głowę i wychylił ją zza wieńca, aby spojrzeć na Brana, który zachowywał się, jakby miał manię prześladowczą i rozglądał się panicznie na wszystkie strony.
一 Co chcesz z tym zrobić? 一 zapytał, wodząc wzrokiem za rozbieganym spojrzeniem chłopaka. 一 Szukasz czegoś? 一 zapytał zaraz po raz drugi. W końcu zaczął rozglądać się na własną rękę, jakby miał nadzieję, że jakoś pomoże, ale przecież nie miał pojęcia czego szukał, więc jak to się niby miało udać. Opuścił wzrok na sam wieniec, któremu nie zdążył się jeszcze dobrze przyjrzeć i musiał przyznać, że był całkiem ładny. Jak kiedyś by umarł i ktoś kupiłby mu taki na grób, to na pewno by się bardzo ucieszył.
一 To naprawdę piękne kolory, wiesz że… 一 zaczął i już chciał opowiadać o symbolice koloru fioletowego, kiedy napotkał spojrzenie mężczyzny, które wcale nie było zbyt przystępne i wtedy zamilkł, po czym pokręcił głową, porzucając temat. Wydawało mu się, że coś jest bardzo, bardzo nie tak. Może jednak stało się naprawdę coś poważnego, a on sobie tutaj chciał rozprawiać o kolorach i kwiatkach. 一 Kto umarł? 一 zapytał w końcu grobowo poważnym tonem, mając nadzieję, że jednak nikt, kogo znał.
brandon leffingwell