the person behind the name
: sob wrz 19, 2026 10:03 pm
Początek Września
Mieszkanie Nory wyglądało dokładnie tak, jak Mona je zapamiętała, choć za każdym razem, kiedy tu wchodziła, potrzebowała chwili, żeby przyzwyczaić się do panującego w nim porządku. Przy jednej ze ścian stała jasna komoda, a nad nią wisiało duże lustro w prostej ramie, odbijające kawałek przedpokoju i wpadające przez okno światło. Obok stała niewielka szafka na buty, a na jej blacie leżała miseczka z kluczami i kilkoma przypadkowymi rzeczami, które najwyraźniej nie znalazły jeszcze swojego miejsca. Wszystko było znajome, domowe i zupełnie niegroźne.
Mona weszła do mieszkania z poczuciem, że robi coś całkowicie legalnego, a jednocześnie trochę podejrzanego. Nora sama kazała jej przyjść, sama powiedziała, gdzie znaleźć zapasowy klucz i zapewniła, że Mo może po prostu wejść i wziąć to, czego potrzebuje. Teoretycznie nie było więc absolutnie żadnego powodu, żeby czuła się jak włamywacz.
Może poza tym, że mieszkanie było dziwnie ciche.
Zamknęła za sobą drzwi i poprawiła pasek torby na ramieniu, przez moment zastanawiając się, gdzie właściwie powinna zacząć szukać. Zrobiła kilka kroków w głąb, kiedy dobiegł ją jakiś hałas. Nie zdążyła nawet dobrze zidentyfikować jego źródła, gdy z jednego z pomieszczeń wyłonił się mężczyzna.
Ramona zamarła.
Przez krótką chwilę żadne z nich się nie odezwało. Ona patrzyła na niego, on na nią, a jej mózg desperacko próbował nadążyć za sytuacją, która jeszcze sekundę wcześniej nie istniała. Obcy mężczyzna. W mieszkaniu. Pośrodku dnia. Nora nie wspomniała ani słowem, że ktoś tu będzie.
Pierwsza myśl, jaka przemknęła jej przez głowę, była zdecydowanie mniej uprzejma niż cokolwiek, co zamierzała powiedzieć na głos. Druga dotyczyła tego, że powinna była jednak zapytać, czy na pewno mieszkanie jest puste. Zrobi to następnym razem.
— O cholera — wyrwało jej się cicho. Cofnęła się o krok, a potem jeszcze jeden, nie spuszczając z nieznajomego wzroku. Serce zaczęło jej walić zdecydowanie szybciej, niż sytuacja prawdopodobnie na to zasługiwała, ale trudno było oczekiwać od niej spokoju, kiedy ktoś, kogo nigdy wcześniej nie widziała, nagle pojawił się w mieszkaniu jej koleżanki.
Jej dłoń niemal odruchowo przesunęła się w stronę pierwszej rzeczy, którą mogła wykorzystać jako broń.
Szczotka.
Delacroix chwyciła ją mocno i wyciągnęła przed siebie, celując trzonkiem w mężczyznę z miną pełną napięcia. Sama nie była do końca pewna, co zrobi, jeśli rzeczywiście ruszy w jej stronę, ale na razie szczotka wydawała się lepszym pomysłem niż gołe ręce.
— Nie podchodź — powiedziała, próbując nadać głosowi więcej stanowczości, niż faktycznie w nim miała. Dopiero po chwili dotarło do niej, jak absurdalnie musi wyglądać cała sytuacja. Stała w przedpokoju z torbą przewieszoną przez ramię i szczotką w ręce, gotowa bronić się przed nieznajomym, którego obecności zupełnie się tutaj nie spodziewała.
Nie opuściła jednak szczotki, jej jedynej przeszkody pomiędzy nią, a wyższą od niej o głowę intruzem.
winston