Strona 1 z 1

the person behind the name

: sob wrz 19, 2026 10:03 pm
autor: Mona Delacroix
02. The person behind the name
Początek Września


Mieszkanie Nory wyglądało dokładnie tak, jak Mona je zapamiętała, choć za każdym razem, kiedy tu wchodziła, potrzebowała chwili, żeby przyzwyczaić się do panującego w nim porządku. Przy jednej ze ścian stała jasna komoda, a nad nią wisiało duże lustro w prostej ramie, odbijające kawałek przedpokoju i wpadające przez okno światło. Obok stała niewielka szafka na buty, a na jej blacie leżała miseczka z kluczami i kilkoma przypadkowymi rzeczami, które najwyraźniej nie znalazły jeszcze swojego miejsca. Wszystko było znajome, domowe i zupełnie niegroźne.
Mona weszła do mieszkania z poczuciem, że robi coś całkowicie legalnego, a jednocześnie trochę podejrzanego. Nora sama kazała jej przyjść, sama powiedziała, gdzie znaleźć zapasowy klucz i zapewniła, że Mo może po prostu wejść i wziąć to, czego potrzebuje. Teoretycznie nie było więc absolutnie żadnego powodu, żeby czuła się jak włamywacz.
Może poza tym, że mieszkanie było dziwnie ciche.
Zamknęła za sobą drzwi i poprawiła pasek torby na ramieniu, przez moment zastanawiając się, gdzie właściwie powinna zacząć szukać. Zrobiła kilka kroków w głąb, kiedy dobiegł ją jakiś hałas. Nie zdążyła nawet dobrze zidentyfikować jego źródła, gdy z jednego z pomieszczeń wyłonił się mężczyzna.
Ramona zamarła.
Przez krótką chwilę żadne z nich się nie odezwało. Ona patrzyła na niego, on na nią, a jej mózg desperacko próbował nadążyć za sytuacją, która jeszcze sekundę wcześniej nie istniała. Obcy mężczyzna. W mieszkaniu. Pośrodku dnia. Nora nie wspomniała ani słowem, że ktoś tu będzie.
Pierwsza myśl, jaka przemknęła jej przez głowę, była zdecydowanie mniej uprzejma niż cokolwiek, co zamierzała powiedzieć na głos. Druga dotyczyła tego, że powinna była jednak zapytać, czy na pewno mieszkanie jest puste. Zrobi to następnym razem.
— O cholera — wyrwało jej się cicho. Cofnęła się o krok, a potem jeszcze jeden, nie spuszczając z nieznajomego wzroku. Serce zaczęło jej walić zdecydowanie szybciej, niż sytuacja prawdopodobnie na to zasługiwała, ale trudno było oczekiwać od niej spokoju, kiedy ktoś, kogo nigdy wcześniej nie widziała, nagle pojawił się w mieszkaniu jej koleżanki.
Jej dłoń niemal odruchowo przesunęła się w stronę pierwszej rzeczy, którą mogła wykorzystać jako broń.
Szczotka.
Delacroix chwyciła ją mocno i wyciągnęła przed siebie, celując trzonkiem w mężczyznę z miną pełną napięcia. Sama nie była do końca pewna, co zrobi, jeśli rzeczywiście ruszy w jej stronę, ale na razie szczotka wydawała się lepszym pomysłem niż gołe ręce.
— Nie podchodź — powiedziała, próbując nadać głosowi więcej stanowczości, niż faktycznie w nim miała. Dopiero po chwili dotarło do niej, jak absurdalnie musi wyglądać cała sytuacja. Stała w przedpokoju z torbą przewieszoną przez ramię i szczotką w ręce, gotowa bronić się przed nieznajomym, którego obecności zupełnie się tutaj nie spodziewała.
Nie opuściła jednak szczotki, jej jedynej przeszkody pomiędzy nią, a wyższą od niej o głowę intruzem.




winston :blp:

the person behind the name

: wt wrz 22, 2026 2:37 pm
autor: winston cavendish
Widział to zadowolenie w oczach szwagra, gdy oznajmiał mu, że nadszedł już czas, aby Winston wyprowadził się z ich mieszkania. Mężczyzna wiedział, że ten dzień prędzej czy później nastąpi, a biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, spodziewał się tej pierwszej opcji. Nie zakładał jednak, że aż tak brutalnie zostanie potraktowany i praktycznie z dnia na dzień wyrzuci go na bruk. Bear wiedział, że było to zagranie męża Nory – siostra by go w życiu w takiej sytuacji nie zostawiła. Szczerze, sama wydawała się być tym zaskoczona. Cavendish nie wiedział jednak czy samą wyprowadzką, czy może sposobem, w jaki mu to przekazano. Nie dopytywał jednak. Spakował jedynie to co miał w podręczną walizkę, bo więcej rzeczy nawet nie miał, po czym ulokował się w jakimś motelu, w którym koczował kilka dni. Powtarzał sobie, że lada dzień znajdzie nowe lokum, ale ciągle to zadanie odkładał w czasie, aż w końcu Nora wzięła się za to (oczywiście nie informując o tym męża). Znalazła mu mieszkanie na wynajem i ogarnęła wszystkie formalności. I chociaż Winston nagle miał swoje własne cztery kąty, to nie zmieniło to faktu, że w wolnych chwilach wolał przesiadywać u siostry (tylko, gdy nie było tam szwagra) niż sam u siebie. Kompletna samotność go przerażała - to ona była poniekąd jego powodem do ucieczki z LA. Narkotyki i ich szybka dostępność były następnym w kolei.

Nora zapewniła, że tego dnia jej męża w domu nie będzie. Nie uprzedziła jednak swojego brata, że i jej zabraknie. Znaczy, wpuściła go do mieszkania, opowiedziała, o czym mówiła jej matka w trakcie rozmowy telefonicznej i wybiegła z lokum, zostawiając z lekka zdezorientowanego Winstona. Zdezorientowanie nie trwało jednak zbyt długo, bo mężczyzna wiedział co chciał i czego potrzebował. Zabrał z szafki paczkę chipsów i ruszył do ich sypialni, aby rozłożyć się wygodnie na łóżku - zdecydowanie lepsze miejsce niż ta twarda kanapa. A czego oczy siostry i jej męża nie widzieli – tego nie żal. Chociaż miał wrażenie, że Nora nawet by o to problemu nie miała, a nawet przyłączyła się do wspólnego obijania i oglądania tiktoków na swoich telefonach.

Dobrą godzinę, jak nie dwie tak leżał, aż w końcu, gdy sięgnął po następną porcję chipsów, okazało się, że tych w paczce już nie ma. Westchnął niezadowolony, wiedząc, że następna paczka w ich spiżarce już nie była jego ulubionym smakiem. Jednak jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma – z taką myślą podniósł swoje szanowne cztery litery i ruszył w kierunku kuchni.

Sunął bosymi stopami po panelach dość szybko – aby szybko z powrotem wrócić do łóżka. Nie było mu jednak dane nawet dotrzeć do swojego celu, gdyż ktoś stanął mu poniekąd na drodze.

Usłyszał nagle delikatny damski głos, który próbował brzmieć groźnie. Zwrócił swoje niezorientowane spojrzenie w tym kierunku i dostrzegł dziewczynę niewielkich gabarytów, która wygrażała mu ze szczotką w ręce. Najpierw spojrzał w lewo, później spojrzał w prawo, wskazał nawet na siebie palcem, aby dostać potwierdzenie, że do niego się ona zwraca. — Do ciebie nawet nie zamierzałem — skwitował i postanowił, że jednak spróbuje dostać się do tego, dla czego w ogóle sypialnię opuścił. — Ale do tych chipsów w szafce już chętnie — dodał wskazując na szafkę w kuchni. Postawił nawet kilka kroków przed siebie, jednak długo w pozycji pionowej nie został. Zahaczył stopą o szczotkę, próbując ją wyminąć i wylądował z hukiem na podłodze. — Ale nie musisz mi dosłownie kłód pod nóg rzucać, podzielę się z tobą kilkoma — stwierdził, podnosząc się na łokciach. — Chociaż za ten atak szczotką nie powinienem — zauważył. — Jak na włamywacza jesteś w tym dośc kiepska swoją drogą.

Mona Delacroix

the person behind the name

: śr wrz 23, 2026 12:17 am
autor: Mona Delacroix
Jeszcze chwilę wcześniej Ramona Delacroix była przekonana, że stoi naprzeciwko potencjalnie niebezpiecznego intruza, a teraz ten sam intruz leżał na podłodze, pokonany przez zwykłą szczotkę do zamiatania. Nie była pewna co miała o tym myśleć, ale powinna wziąć to jako sukces w samoobronie.
I choć odruchowo cofnęła szczotkę, kiedy zahaczył o nią stopą, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że rzeczywiście mogła go przewrócić. Nie wyglądało to jednak na szczególnie groźny upadek. Przynajmniej z tego, co mogła ocenić. Nadal trzymała trzonek w dłoniach, choć chwyt nie był już tak mocny jak wcześniej.

Z lekko zmarszczonymi w skupieniu brwiami, przyjrzała mu się nieco uważniej. Był wysoki, ciemnowłosy i na pierwszy rzut oka kilka lat starszy od niej. Zdecydowanie nie pasował do żadnej osoby, której obecność Mona mogłaby przewidzieć w mieszkaniu Nory. Nie wyglądał na koleżankę, którą znała od kilku lat, ani na jej męża, z którym również miała okazję się poznać. Z drugiej strony, przy pięciorgu rodzeństwa nauczyła się już dawno, że nie każda niespodziewana osoba pojawiająca się w domu musi oznaczać katastrofę. Czasami oznaczała po prostu kolejnego człowieka, którego nikt nie pomyślał, żeby jej przedstawić...
— Nie rzucałam ci żadnych kłód pod nogi — zaprotestowała, spoglądając najpierw na szczotkę, a potem z powrotem na niego. — To ty wszedłeś prosto w nią.
Brzmiało to zdecydowanie bardziej rzeczowo, niż się czuła.
Dopiero teraz zaczęła układać sobie w głowie jego wcześniejsze słowa. Chipsy w szafce, podzielenie się nimi, atak szczotką. Całość była tak daleka od scenariusza, który zdążyła sobie stworzyć w głowie, że właściwie trudno było jej się nie zastanowić, czy przypadkiem nie przegapiła jakiejś istotnej informacji.
Mona była przyzwyczajona do planów. Wiedziała co ma zrobić, gdzie ma być i co wydarzy się później. Ostatni rok szkoły weterynaryjnej nie zostawiał zresztą zbyt wiele miejsca na spontaniczne zmiany planów, a wychowanie w dużej rodzinie nauczyło ją jeszcze jednego: jeśli coś nie idzie zgodnie z założeniami, najczęściej wystarczy ustalić, co dokładnie się zmieniło, i odpowiednio skorygować dalszą część dnia.

Tym razem problem był dość prosty, a jednak nie bardzo wiedziała co ma zrobić żeby wrócić na kurs. Miała klucz. Nora wiedziała, że przyjdzie. Przyszła po konkretną rzecz i nadal zamierzała ją zabrać. Ale na podłodze leżał chłopak, który chwilę wcześniej, dość nonszalancko próbował obejść jej obecność w korytarzu.
Mogła oczywiście wyjść. Zamknąć za sobą drzwi, napisać Norze, że w mieszkaniu był jakiś nieznajomy mężczyzna i poczekać, aż ktoś wyjaśni jej sytuację. Byłoby to prawdopodobnie najbezpieczniejsze i zdecydowanie najmniej niezręczne rozwiązanie. Tyle że Mona nie widziała powodu, żeby rezygnować ze swojego planu tylko dlatego, że Nora najwyraźniej zapomniała wspomnieć o jednym, dość istotnym szczególe.
Opuściła szczotkę nieco niżej.
– I nie jestem włamywaczem. Mam klucz. – Wolną dłonią uniosła klucz w górę i zadyndała nim w powietrzu. Po czym po chwili dodała, już spokojniej – Po prostu nie wiedziałam, że ktoś tu będzie.
Zrobiła ostrożnie krok do przodu, tym razem bez zamiaru używania szczotki jako broni, wciąż zatrzymując się w bezpiecznej odległości. Spojrzała na niego jeszcze raz, próbując dopasować twarz do jakiegokolwiek nazwiska albo historii, którą Nora mogła jej wcześniej opowiedzieć.

Bez powodzenia.
– A ty kim właściwie jesteś? – Dopiero wypowiadając to pytanie, Mona uznała, że może faktycznie należało zacząć od tego, zamiast od uzbrajania się w sprzęt do sprzątania.
Chociaż, patrząc na rozwój wydarzeń, szczotka zdecydowanie miała lepszy refleks.


winston cavendish

the person behind the name

: śr wrz 23, 2026 4:44 pm
autor: winston cavendish
Dość często oglądał świat z pozycji poziomej – w szczególności, gdy impreza za bardzo go wciągnęła (lub gdy on na imprezie wciągnął czegoś za dużo). Teoretycznie, próbował od tego odchodzić, a przynajmniej taka była oficjalna wersja, pod którą podpisywał się w oświadczeniu składanym tuż po ukończeniu odwyku. Wiadomo jednak jak to było - w końcu dla Winstona był to kolejny już z kolei taki turnus. Niemniej jednak, gdy pod wpływem wylegiwał się na różnego rodzaju powierzchniach, miał wrażenie, że bywało mu wygodniej niż teraz. Albo po prostu używki sprawiały, że nie czuł momentalnie tego dyskomfortu – ten przychodził dopiero nazajutrz lub jeszcze później, w zależności, kiedy przerwał akurat cug. Postanowił więc podnieść się. — Gdyby nie ty, to nawet na mojej drodze by się to nie znalazło — stwierdził, przenosząc się najpierw do pozycji siedzącej. Doskonale wiedział, gdzie było miejsce tej szczotki. Co prawda nie korzystał z niej, bo nie kwapił się do sprzątania, ale orientował się mniej więcej, gdzie co jest. Nabrał takowej świadomości, gdy musiał ukrywać po mieszkaniu siostry rzeczy, których ona niekoniecznie chciała widzieć u niego.

Dziewczyna upierała się przy tym, że włamywaczem nie była i na poparcie swojej teorii pokazała mu klucz. Spojrzał na niego, a następnie na nią. — Klucz, który leży pod wycieraczką na kryzysowe sytuacje? — zauważył, rozpoznając charakterystycznie wyszczerbiony klucz, który Nora “ukryła”. Każdy włamywacz najpierw właśnie tam by szukał i mówił to siostrze, jednak ta nie wierzyła. Tak jak Winston nie wierzył faktycznie, że miał do czynienia z włamywaczem. Miał o nich kompletnie inne wyobrażenie. Wygląd dziewczyny kompletnie nie pasował do znanych mu portretów i powątpiewał, że byłaby faktycznie w stanie to zrobić. Chociaż, Cavendisha powaliła. . .

Wstał w końcu na proste nogi. I uznał, że dokończy swoją podróż po paczkę chipsów, jednak ponownie zatrzymał się w połowie drogi. Jej pytanie bardziej go zaskoczyło niż to, że w ogóle tu przyszła tak nagle. — Nie wiesz? — zapytał. Nie był przyzwyczajony do faktu, że ktoś nie wiedział, kim jest albo przynajmniej go nie kojarzył. Bo chociaż to w Stanach jego serial miał status kultowego, to jednak i w Kanadzie często musiał znosić natrętnych fanów. A może tak po prostu zmarniał, że już go ludzie nie poznawali? Zaczął się zastanawiać, jednak nie był to dobry moment na uciekanie w jakieś przemyślenia. — Winston, brat Nory — powiedział. “Winston” aż ciężko mu przez gardło przeszło. Do tej pory zawsze przedstawiał się imieniem, które rodzice nadali mu, aby uchronić chociaż trochę jego prywatność - Bear.

Nora wyjechała do Kanady jeszcze w czasach liceum, aby odciąć się od rodzinnych, a zarazem hollywoodzkich konotacji i zaczęła życie pod swoim imieniem z dowodu, a szybki ślub jeszcze w trakcie studiów, dał jej nazwisko, które pozwoliło jej żyć “normalnie”. — A ty? — zapytał, opierając się o kuchenny blat i zerkając dalej w jej kierunku. — Bo powiedzmy, że wierzę, że nie próbujesz jej okraść — stwierdził, po czym sięgnął po chipsy. Solone. Nienajlepsze, ale w porządku. Uniwersalne. Otworzył paczkę i wziął kilka. Podszedł nawet bliżej dziewczyny. — Ale szczotka idzie w dół — zażądał, po czym wyciągnął w jej kierunku paczkę. — Przyszłaś poczekać na Norę czy coś zabrać?

Mona Delacroix

the person behind the name

: sob wrz 26, 2026 3:37 am
autor: Mona Delacroix
Winston
Mona przez moment patrzyła na niego z lekko zmarszczonymi brwiami, próbując dopasować wypowiedziane przez niego imię do informacji, które miała gdzieś z tyłu głowy. I powoli wszystko zaczęło się układać.
– Ahh… – oczywiście, że wiedziała, kim był. Nora wspominała o swoim bracie więcej niż raz, choć nigdy nie opowiadała o nim w sposób, który sugerowałby, że Mona powinna znać jego życiorys na pamięć. Wiedziała, że miał na imię Winston, choć czasem pojawiało się też imię Bear – to drugie kojarzyła z jego publicznym wizerunkiem. Wiedziała mniej więcej, czym się zajmował i że był w swojej branży rozpoznawalny, na pewno też widziała jakiś film z jego udziałem z czasów, kiedy był młodszy. Nigdy jednak nie dopytywała o szczegóły. Rozmowy z koleżanką zwykle dotyczyły innych tematów, a Delacroix nie należała do osób, które z czystej ciekawości zaczynają zagłębiać się w cudze życie.
Nie spodziewała się tylko, że któregoś dnia pozna go w takich okolicznościach.
Jej spojrzenie przesunęło się po nim jeszcze raz. Teraz przynajmniej przestał być całkowicie obcym intruzem, chociaż nie oznaczało to jeszcze, że Mona nagle zaczęła uważać tę sytuację za mniej dziwną.
Zwłaszcza po jego komentarzu o kluczu.
Delacroix spojrzała na trzymany między palcami klucz, potem na niego, a jej brwi uniosły się odrobinę wyżej. Była niemal pewna, że Nora nie uznałaby schowania zapasowego klucza pod wycieraczką za szczególnie wyrafinowany system bezpieczeństwa, ale skoro sama powiedziała Monie, gdzie go znaleźć, trudno było teraz robić z niej podejrzaną.
– Wiem, gdzie go znalazłam. Nora powiedziała mi, że mogę go użyć. – Odparła spokojnie, choć w jej głosie pojawiła się odrobina chłodniejszej nuty. – Nie musiałam się włamywać. – Nie było łatwo wyprowadzić ją z równowagi, ale odrobinę zirytowana miała ochotę udowodnić mu coś, czego wcale nie musiała. Kiedy wyciągnął w jej stronę paczkę chipsów, spojrzała na nią z krótkim zawahaniem. Jeszcze chwilę wcześniej groziła mu szczotką, więc propozycja poczęstunku była zdecydowanie nieoczekiwanym zwrotem wydarzeń.
Szczotka opadła w końcu wzdłuż jej nogi, choć Mona nadal trzymała ją w dłoni.
– Przyszłam po... rzecz, o którą wcześniej zapytałam Norę. – Wyjaśniła tym razem nieco bardziej rzeczowo, wciąż nie mówiąc wprost czego szukała. Zasada ograniczonego zaufania. – Chciałam coś pożyczyć. Powiedziała, że mogę po prostu wejść i to zabrać.
Zrobiła krótką pauzę, po czym spojrzała na niego znacząco.
– Więc technicznie rzecz biorąc, wszystko się zgadza. Poza tobą. – Kącik jej ust drgnął ledwie zauważalnie. – Ciebie zdecydowanie nie było w planie.
Przez moment przyglądała mu się jeszcze, po czym zerknęła na paczkę chipsów.
— I możesz zatrzymać swoje chipsy. — Dodała, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o jego wcześniejszej propozycji. — Nie potrzebuję łapówki, żeby odłożyć szczotkę.
Odłożyła ją dopiero wtedy na miejsce, z przesadną starannością, jakby sam sposób postawienia jej przy ścianie miał podkreślić, że zrobiła to dlatego, że sama tak zdecydowała.


winston cavendish

the person behind the name

: ndz paź 04, 2026 7:04 pm
autor: winston cavendish
— Niby włamywaczem nie jesteś, a dalej swoją tożsamość ukrywasz — zauważył, unosząc jedną brew ku górze, aczkolwiek już w zupełności stracił co do niej podejrzenia. Zupełnie tak, jakby jakiekolwiek od początku miał. — Podejrzane — stwierdził, decydując się na kolejną porcję chipsów.

Jej słowa brzmiały dość enigmatycznie. Prawdopodobnie, gdyby miał jakieś ciekawsze zajęcie po prostu wzruszyłby ramionami i pozostawił ją samą sobie. Skoro Nora pozwoliła jej wejść do mieszkania i coś wziąć, nie było podstawy, aby nad nią stał i nadzorował i pilnował, czy nie szpera o szufladach, których nie powinna. Niemniej jednak, do wyboru miał: ewidentnie podroczenie się jeszcze z nieznaną sobie dziewczyną albo dalsze oglądanie rolek, które już nawet go aż tak nie śmieszyły. Decyzja nie była trudna do podjęcia.

— Co to takiego? — zapytał, a w jego głosie słychać było ciekawość. W sumie był trochę w szoku, że siostra nie zapowiedziała mu takiej wizyty. Może sama o niej zapomniała przez pośpiech, w który wpadała o poranku. — Wiesz gdzie to jest? — dopytał, tym samym sugerując jej, że siostra niczego mu nie przekazywała. Znał jednak jej mieszkanie praktycznie na pamięć i bez patrzenia był w stanie wskazać, gdzie coś jest, więc byłby w stanie pomóc, o ile oczywiście zechciałaby zdradzić mu ten wielki sekret.

Na komentarz odnośnie planów, prychnął pod nosem. — Mało oryginalne. Nie jesteś pierwszą, która tak mówi —stwierdził teoretycznie żartobliwie, aczkolwiek z przerażającą powagą. To, że wszystko się zgadzało poza nim również nie było sformułowaniem, które słyszał pierwszy raz. Powiedziałby nawet, że zdążył do niego przywyknąć przez te wszystkie lata. — Nie spodziewałem się jednak, że wysnujesz taki wniosek po pięciu minutach znajomości — mruknął. — Nie potrzebujesz wiele do ocenienia człowieka — paradoksalnie ocenił. On w sumie też wiele nie potrzebował. Winston szczycił się tym, że fantastycznie czytał ludzi i wręcz momentalnie był w stanie stwierdzić z osobą jakiego pokroju miał do czynienia. Czy dzięki temu obracał się w lepszym towarzystwie? Biorąc pod uwagę ilość odwyków, które zdążył już odhaczyć, to raczej nie. Problem nie polegał na tym, że Bear nie wiedział kto ma jakie zamiary wobec niego; polegał na tym, że w pewnym momencie, bardzo wczesnym, przestało go to interesować. Zależało mu jedynie na dobrej zabawie, długiej, wyczerpującej i odcinającej. Z im gorszym typem człowieka miał styczność, tym bardziej mu to odpowiadało. I przez to właśnie skończył tak, a nie inaczej. Zamiast wykazywać się aktorsko w Hollywood, siedział właśnie w Toronto wyjadając młodszej siostrze chipsy z mieszkania, w którym nawet nie powinno go być. Patrząc na tę perspektywę czasami nawet i jego łapała depresja na tę myśl. Chociaż, łapała depresja to złe określenie, raczej po prostu o sobie przypominała.

— To nie była łapówka, a chęć pojednania — stwierdził. — Jednak jeżeli w ten sposób też to działało — rzucił. Odłożyła swoją szczotkę, więc poniekąd to zadziałało. — Skąd znasz Norę?

Mona Delacroix

the person behind the name

: śr paź 07, 2026 11:27 pm
autor: Mona Delacroix
Mona uniosła lekko brwi, kiedy po raz kolejny wrócił do kwestii jej tożsamości. Przez chwilę sama próbowała sobie przypomnieć, czy rzeczywiście miała wcześniej jakąkolwiek okazję, żeby się przedstawić. Cała ich dotychczasowa wymiana zdań kręciła się się przecież dookoła tego, że znalazła obcego mężczyznę w mieszkaniu swojej koleżanki, wzięła za broń pierwszą rzecz, która znalazła się pod ręką, a następnie próbowała przekonać go, że to on jest tutaj podejrzany. W takich okolicznościach przedstawienie się faktycznie mogło nie znaleźć się wysoko na liście priorytetów.
Kącik jej ust drgnął lekko.
– Nie ukrywam. Po prostu jakoś nie było okazji, ani nie zapytałeś wprost. – zauważyła. – Poza tym to ty zacząłeś od podejrzewania mnie o włamanie. Nie chciałam psuć ci zabawy.
Nie wyglądała już na szczególnie przejętą jego podejrzliwością. Początkowe napięcie zdążyło trochę opaść, zwłaszcza odkąd zorientowała się, że cała sytuacja wynikała bardziej z nieporozumienia niż z rzeczywistego zagrożenia. Nadal jednak zachowywała wobec niego pewien dystans. Nie znała go, a fakt, że był bratem Nory, nie oznaczał automatycznie, że musiała traktować go jak znajomego tylko dlatego, że łączyła ich jedna osoba.
Na jego uwagę o tym, że szybko ocenia ludzi, odpowiedziała krótkim spojrzeniem. Tym razem rozbawienie było już bardziej widoczne, choć Mo nie zamierzała przyznawać mu całkowitej racji. Zwłaszcza że jego sposób bycia zdecydowanie nie ułatwiał jej wyrobienia sobie innego zdania. – Nie oceniam człowieka. – poprawiła go spokojnie. – Oceniam sytuację. To trochę co innego.
Przez moment pozwoliła sobie jeszcze na przyjrzenie mu się z ukosa, jakby sama próbowała ustalić, czy rzeczywiście potrzebowała więcej niż kilku minut, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski. Kiedy jednak wrócił do pytania o rzecz, po którą przyszła, Mona uznała, że dalsze robienie z tego tajemnicy nie miałoby większego sensu. Zwłaszcza że naprawdę znał mieszkanie Nory i mógł jej zwyczajnie oszczędzić szukania po omacku.
– Szukam jednej z jej książek. Do weterynarii. – wyjaśniła w końcu. – Nora powiedziała, że ją ma i że mogę pożyczyć, więc miałam tylko wejść, znaleźć i wyjść. – Brzmiało to banalnie w porównaniu z tym, jak szybko cała sytuacja zdążyła się skomplikować. Jeszcze kilka minut wcześniej była przekonana, że po prostu weźmie książkę i wróci do swoich spraw. Teraz stała w mieszkaniu Nory, rozmawiając z jej bratem, którego kojarzyła wyłącznie z opowieści i jakiegoś filmu, który kiedyś widziała.
Przeniosła spojrzenie po pokoju, próbując przypomnieć sobie, czy koleżanka kiedykolwiek wspominała, gdzie dokładnie trzyma swoje książki. Bez większego rezultatu. W końcu znów spojrzała na Winstona, tym razem już bez wcześniejszej ostrożności, raczej z odrobiną niechętnego przyznania, że jego obecność może okazać się przydatna. – I chyba nie wiem, gdzie dokładnie jest. – przyznała. – Więc jeśli wiesz, gdzie Nora trzyma książki, możesz mi pomóc?
Na wzmiankę o „pojednaniu” Mona zerknęła na chwilę w stronę szczotki, którą przed momentem odłożyła na miejsce z przesadną starannością. – Dobrze. Przyjmijmy, że to było pojednanie. – zgodziła się, jakby robiła mu niewielką przysługę. – Ale chipsów nadal nie biorę.
Dopiero jego ostatnie pytanie sprawiło, że Mona na moment odsunęła od siebie wcześniejsze rozbawienie. To akurat było znacznie prostsze. Nie musiała się zastanawiać, ile informacji powinna mu przekazać ani czy warto coś przemilczeć.
– Z uczelni. – odpowiedziała bez większego zastanowienia. – Poznałyśmy się przez znajomych i jakoś tak zostało. – Mówiąc to, wzruszyła lekko ramieniem. Właściwie nie było w tej historii niczego szczególnie interesującego. Nora była jedną z tych osób, które po prostu pojawiały się w życiu człowieka, a potem z jakiegoś powodu zostawały w nim na dłużej. Mona nie pamiętała nawet dokładnie momentu, w którym ich znajomość przestała być przypadkowa i stała się czymś bardziej stałym. Wiedziała tylko, że teraz mogła bez większego zastanowienia zadzwonić do niej po książkę, wejść do jej mieszkania i pożyczyć coś, czego potrzebowała.
Jej spojrzenie znów przesunęło się na Winstona. Tym razem dłużej zatrzymała je na jego twarzy, jakby dopiero teraz zaczynała się zastanawiać, ile właściwie Nora o nim opowiadała i jak bardzo obraz, który miała w głowie, pokrywał się z rzeczywistością. Niewiele wiedziała o jej bracie, a jednak w ciągu tych kilku minut zdążył dostarczyć jej zdecydowanie więcej materiału niż wszystkie dotychczasowe, dość zdawkowe wzmianki.
– A ty? – zapytała w końcu. – Zawsze przesłuchujesz znajomych siostry, czy mam dzisiaj specjalne względy?



winston cavendish

the person behind the name

: czw paź 22, 2026 11:25 am
autor: winston cavendish
Domowa biblioteczka Nory była sporych rozmiarów. Rozciągała się na praktycznie całe jej mieszkanie. Półki na książki miała w salonie, w sypialni, korytarzu, a pojedyncze książki znalazły swoje miejsce również i w kuchni, a i nawet w łazience. Lubiła czytać, aczkolwiek Bear powątpiewał, że przeczytała ona wszystkie pozycje ze swojego księgozbioru, czy też, że kiedykolwiek to zrobi, biorąc pod uwagę z jaką częstotliwością przynosiła nowe książki. Zmieniały często one swoje miejsce, jednak jego siostra zawsze grupowała je tematycznie, więc wystarczyło odnaleźć jedną, by reszta sama wpadła mu w ręce.

Spojrzał na nią od góry do dołu. Przed chwilą groziła mu szczotką, a teraz prosiła o pomoc? Może i odmówiła pojednawczej paczki chipsów, lecz teoretycznie byli już na dobrej stopie, a przynajmniej to ustalili. — Pomogę. Czego dokładnie szukamy? — odpowiedział, poświęcając na to nawet swoje chipsy, które momentalnie wylądowały na blacie. Odwrócił się w kierunku jeden z zapełnionych książkami meblościanek i najpierw zaczął od wyszukania wzrokiem najbardziej kolorowych grzbietów, za którymi - według jego doświadczenia - ukrywały się treści około zoologiczne. — Nie spodziewałbym się po Norze, że poznałybyście się przy wspólnej nauce — zauważył, podchodząc bliżej półki. Oczywiście, że obydwoje znali Norę z dwóch różnych stron. Winston widział ją w najgorszych momentach jej dzieciństwa i nastoletniego życia, i wiedział, że chociaż czytać kochała to do nauki aż tak wielkiego zapału nie miała. W głowie zawsze miała tylko chłopców, swoje koleżanki oraz ewentualnie to czy dobrze wychodzi na zdjęciach. Oczywiście, jej priorytety najpewniej zmieniły się trochę, odkąd wkroczyła w bardziej dorosłe życie, niemniej jednak Win nie mógł dać jej zapomnieć o jej korzeniach. Może nie ze wszystkich mogła być dumna, ale wiele im z pewnością zawdzięczała.

Znalazł odpowiednią półkę. Przesunął po niej dłonią i zatrzymał się przy książce, która, jakby celowo była wysunięta. Pociągnął za jej grzbiet i wziął do ręki. Otworzył ją mniej więcej w połowie i skupił się na słowach, które akurat zwróciły jego uwagę. — Hemostazę tego rodzaju można uzyskać za pomocą metod chemicznych, cieplnych i mechanicznych. . . — przeczytał, odwracając się z powrotem w jej stronę. Nie skończył jednak zdania, bo zamknął książkę i chwycił w jedną rękę. — Serio chcesz to czytać? Strasznie nieciekawe się wydaje — stwierdził, podchodząc bliżej, by wręczyć jej książkę, by sprawdziła czy dokładnie tego potrzebowała. — Nora ma tu ciekawsze pozycje do polecenia — stwierdził, podając jej przedmiot. — I nie mówię tu o mojej biografii — rzucił trochę żartobliwie. — Aczkolwiek też jest ciekawa i niemalże fikcyjna — dodał, prychając pod nosem. Win nie był przekonany do pomysły z biografią, jednak rodzice go przekonali, że będzie to dobry sposób na podreparowanie jego opinii poprzez pokazanie go od bardziej ludzkiej strony. Nie można powiedzieć, że to nie zadziałało, bo faktycznie przez jakiś czas ludzie łagodniejszym okiem na niego patrzyli i szukali wymówek dla jego zachowania. Szybko to jednak minęło, gdy Bear wplątał się w kolejną aferę, której wytłumaczyć już się nie dało.

Na jej pytanie zaśmiał się krótko. — Zdecydowanie nie każdy od razu wpada mi w oko — powiedział. — I nie grozi mi szczotką przed nosem — dodał, zerkając czy omawiany przedmiot był wystarczająco daleko od nich, przynajmniej nie na wyciągnięcie ręki. — Ale to chyba mimo wszystko na plus, może nawet przez to tym bardziej jeszcze chce mi się z tobą rozmawiać — mówił, wzruszając ramionami. — Albo to strach i trauma po tych wcześniejszych groźbach, wiesz, automatyczna reakcja organizmu, na pewno jest jakaś medyczna nazwa na to, może nawet w weterynarii — stwierdził. — Tego szukałaś? — zapytał, zerkając na książkę.

Mona Delacroix