Strona 1 z 1

things didn't go exactly as planned but i'm not dead so it's a win

: ndz wrz 20, 2026 12:06 am
autor: Michael Graham
# 17
Czy pół roku wystarczy, aby naprawić swoje życie? Czy wystarczy, aby przynajmniej zastanowić się, co warto ratować, a co można już spisać na straty? Graham potrzebował czasu, by pomyśleć nad przeszłością i przyszłością, nad sobą samym i czego tak naprawdę chce. Z dala od szpitalnych korytarzy, gdzie wmawiał sobie, że tylko w hałasie może spokojnie myśleć, z dala od mafinych porachunków i nadstawiania drugiego policzka za głupotę innych ludzi, z dala od wszelkich kobiet i związanych z nimi porywów serca oraz zawrotów głowy. Czy wyciągnięta przez Calian pomocna dłoń naprawdę pozwoliła na odrobinę dystansu? Na złapanie równowagi i pogodzenie dwóch istotnych dziedzin życia z pewnością. Schowanie dumy do kieszeni i odrzucenie gniewu nie przyszło z łatwością — a przynajmniej ich części, bo nie oszukujmy się, nikt nie wejdzie w stan kompletnego zen po kilku sesjach medytacji. Czy nadal rzucał wulgaryzmami pod adresem służb mundurowych? Oczywiście. A czy przeszkadzało mu to we współpracy z wojskiem? Ani trochę. Wychodził z założenia, że szczere intencje to klucz do sukcesu. Przetestował to w pracy i względnie ustabilizował swoją pozycję. Wraz z końcem kontraktu z kliniką bazy wojskowej nadszedł czas na kolejny krok.
Bywał już wcześniej w Centrum Uzależnień, nie z powodu własnych słabości, a w odwiedzinach u panny Lakefield. Ze dwa razy przyniósł jej kwiaty, o które upominała się z wywróceniem oczu, choć oczwiście lepiej, jakby robił to bezinteresownie i z własnej inicjatywy. Powinien był się zapowiedzieć, zadzwonić, albo wysłać wiadomość, tak jak to zrobił przed niemal rokiem, zjawiając się w jej życiu po dekadzie (jak nie więcej!) nieobecności. Parę razy sięgał po telefon, wpisywał jakieś słowa, by zaraz je skasować, napisać kolejne i usunąć ponownie. Każdy komunikat wydawał się głupi, suchy, albo dziwaczny. Dlaczego w ogóle się tym przejmował? Co z Grahamem, który miał wszystko w głębokim poważaniu?
Przeczesywał właśnie włosy palcami, kiedy jadąc windą spostrzegł swoje odbicie w lustrze. Jak zawsze towarzyszył mu pozorny nieład, nawet jeśli długość kosmyków parokrotnie przekraczała dawną. Twarz zdawała się przecinać większa liczba zmarszczek, zupełnie jakby przechodził szkolenie bojowe w Garnizonie Petawawa, zamiast samemu go udzielać. Zdjął granatową marynarkę w kratę i podwinął rękawy czarnej koszuli. Jazda na górę ciągnęła się w nieskończoność, a w ciasnym pomieszczeniu łatwo o duchotę, zwłaszcza gdy towarzyszem podróży jest starszy pan, ewidentnie nieszczędzący wody kolońskiej. Michael zapisał z tyłu głowy, by nie sięgać po perfumy, jeśli na starość zacznie tracić węch i odnosić wrażenie, że parę dodatkowych kropel nie zrobi różnicy.
Nawet nie musiał posyłać recepcjonistce zniewalającego uśmiechu, czy czarować jej słodkimi słówkami, by pozwoliła zaczekać w korytarzu. Rozpoznała go od razu, a Graham wolał nie zastanawiać się, jak wiele szanowna pani usłyszła o nim niepochlebnych komentarzy. Wprawdzie z Marą rozstali się w zgodzie (a raczej pożegnali się, bo przecież o żadnym szumnym rozstaniu nie było mowy) nie padły gorzkie słowa, nikt też nie szukał winnych — dlaczego więc miał poczucie swoistego ciężaru, ciągnącego do ziemi zarówno serce, jak i głowę? Wyimaginowaną pętlę sam zawiązał sobie na szyi, dziś miał posypać głowę popiołem.
Mówiła że wszystko w porządku, że dojdzie do siebie, bo przecież ma lata doświadczenia w wyciąganiu innych na prostą, to dlaczego ze sobą ma mieć jakiś problem. Uwierzył, choć widział jej strach i nerwy usilnie trzymane w ryzach, kiedy drżącymi dłońmi zszywała jego ranę, a ciepła krew spływała między palcami. Koił ją metodycznym tonem, a przynajmniej tak mu się wtedy zdawało, kiedy to ona snuła opowieść o przeszło-przyszłości, o którą ledwo zahaczyli, ta o zmęczonym uśmiechu, ukochanej córce, czworonogu i wakacjach w kamperze, na które dziś żadne nie miało już czasu. I to wszystko w momencie, kiedy zastanawiał się z wolna, czy może jednak ponowne wejście do tej samej rzeki wyjdzie mu na dobre — może nawet im, a nie tylko jemu. Wierzył nieśmiało, że jeszcze wszystko da się naprawić, by wiara ta ustąpiła poczuciu winy. Ile razy ta sama rana musiała zostać rozdrapana i zasypana solą, aby wyciągnąć zeń odpowiednie wnioski? Jakże idiotyczne. Nie mógł ani tym bardziej nie chciał jej ponownie na to wystawiać.
Powtarzała mu, że wolno się uczy i równie wolno wyciąga wnioski. Zgadzał się z nią i nie zgadzał jednocześnie, bo przecież Michael Graham należał do świetnych uczniów, wybitnych lekarzy i doskonałych mówców (to już lubił dopowiadać), ale jeśli chodziło o uczucia, czy relacje międzyludzkie… Tak, tu zdecydowanie zaczynały się schody. Czy to źle, że tym razem chciał, aby wszystko było takie, jak powinno? Ale takie, to znaczy jakie? Sam nie był w stanie określić.
Gdy tylko pacjent wyszedł z gabinetu, usłyszał chrząknięcie recepcjonistki. Zadarł głowę i zatrzymał palce, wybijające dotąd na kolanie nerwowy rytm. W mig wyłapał posłane sobie wymowne spojrzenie (dodające otuchy, na pewno!) i stanął w drzwiach, naciskając na klamkę, zastukawszy uprzednio dwa razy.
Pani wybaczy, nie byłem umówiony — odezwał się, wnikając do środka z marynarką zawieszoną na ręce i rozpostarł ramiona w przepraszającym geście. — Jeśli to duży kłopot, wrócę innym razem, ale wolałbym nie odkładać tego w nieskończoność, bo jak wiadomo, miewam problemy ze zbieraniem się w sobie. — Uniósł lekko kącik ust, sam zaskoczony, jak wiele słów z siebie wyrzucił, mając przecież w zwyczaju mówić raczej mniej niż więcej. Czy zastanawiał się wcześniej, co powiedzieć? Naturalnie. Czy cokolwiek z tego zapamiętał? Wątpliwe.

look at me, i'm already staring