Strona 1 z 2

Smash or pass China version

: ndz wrz 20, 2026 2:46 pm
autor: Maggio Winters
Jego relacja z Rickym była dość osobliwa, zapewne ze względu na okoliczności, w jakich się poznali. Maggio nigdy nie podejrzewał, że będzie świadkiem w sprawie o morderstwo, mając tę nieprzyjemność, by znaleźć ciało w firmie, w której dopiero zaczynał pracę. O’Hara, który wtedy był początkującym śledczym w wydziale zabójstw przeprowadził przesłuchanie w tak specyficzny i trochę nieumiejętny sposób, że z jakiegoś powodu urzekło to Wintersa. Tak się złożyło, że na tę okazję ułożył nawet wiersz, którym później podzielił się z młodym funkcjonariuszem, doprowadzając go do łez rozbawienia. Tym sposobem zostali kumplami, później zbliżając się do siebie jeszcze bardziej. Na tyle, by policjant dostał przyzwolenie na przyłażenie do domu biochemika kiedy tylko mu się podobało, poniekąd traktując go jak swój własny., zwłaszcza, jeśli impreza poniosła za bardzo i kierunku się myliły.
Nie inaczej było dzisiaj, chociaż nie alkohol okazał się być powodem. Nudna niedziela nie zapowiadała żadnych wariacji, dlatego Maggio oddał się przyjemności mało produktywnemu oglądaniu telewizji. Miał w głowie chaos, który starał się uporządkować, łowiąc z niego to, co najbardziej potrzebne. Czuł jak słowa kotłowały mu się w umyśle, a on nie ma na nie takiego wpływu, jakby chciał i już miał z irytacją cisnąć pilot na fotel stojący przy kanapie, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Młody mężczyzna uniósł brwi ze zdziwieniem - nie oczekiwał dzisiaj nikogo, ale nie powinien ostatecznie się tak dziwić - może to Elvira postanowiła zrobić mu niespodziankę składając niezapowiedzianą wizytę. Wiedziała wszak jak wyglądał grafik jej chłopaka. Dodatkowo posiadała ten przywilej, że nie musiała się zapowiadać z wyprzedzeniem - Winters dość często przesiadywał w zaciszu swojego domu, chyba, że potrzebował natchnienia oraz wyprowadzenia Szyszki.
Zaskoczenie uległo pogłębieniu, kiedy jego oczom nie ukazała się ponętna niewiasta, a Ricky, uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Widząc ten jakże wspaniały grymas na twojej twarzy, śmiem podejrzewać, że po twojej głowie chodzi ci niezmiernie głupi pomysł, panie O’Hara - powitał kolegę, wpuszczając go do środka. Nie pytał, co tu robił - takie słowa były zbędne. - Mordercy wzięli sobie dzisiaj wolne, czy postanowiłeś uciec od twojego jakże uroczego partnera? - uśmiechnął się do niego, zajmując miejsce na nieszczęsnym fotelu.

Ricky O'Hara

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 1:50 pm
autor: Ricky O'Hara
{ 3 }
Nudna niedziela rzadko istniała w słowniku Ricky’ego, bo chociaż Toronto zdecydowanie nie należało do grona miast rządzonych przez gangusów i przestępczość była na raczej umiarkowanym poziomie — zwłaszcza przestępczość kończąca się zgonem — to jednak w jego wydziale zawsze było co robić. Osiemdziesiąt procent tej roboty stanowiło co prawda staranne wypełnianie raportów i akt, ale to też odbierało przecież masę wolnego czasu, który Ricky wolałby spędzić zupełnie inaczej.
Teraz był w potężnym cugu — wciąż nierozwiązana sprawa morderstwa zajmowała większość jego myśli, a zgodnie z tym, co powtarzał mu jego dawny partner, Delacroix — to dobrze i niedobrze jednocześnie. Dobrze, bo nawet na kiblu można nagle połączyć dwa pozornie niezwiązane ze sobą wątki, a niedobrze, bo nie daje swojemu umysłowi nawet chwili na odpoczynek.
Postanowił więc na przekór wszystkiemu pójść za radą staruszka. A kto lepiej nadawał się do odmóżdżania, niż Winters?
Nawet o nim nie wspominaj. Już mam dość mordy Blackwooda na resztę życia. Mordercy nigdy nie biorą wolnego. Ja zresztą też nie — powiedział Ricky, rozsiadając się wygodnie na kanapie. Poklepał się po kieszeni bojówek, gdzie bezpiecznie schowany miał telefon służbowy i odznakę. — Cały czas jestem pod telefonem, chociaż dzisiaj wyjątkowo nie chce mi się go odbierać.
Nie była to tak do końca prawda. Ricky był mocno zafiksowany na sprawie i chyba właśnie to najbardziej kazało mu na moment zwolnić. Nie spodziewał się zresztą oszałamiającego przełomu w niedzielny wieczór, skoro tkwili w martwym punkcie niemal od początku tej sprawy. Poszlaki jakoś nie chciały układać się w logiczną całość, a O’Hara był pewny, że ta istniała; że mimo wszystkich wykluczających się motywów, coś to wszystko łączy… No właśnie; nawet na kanapie przyjaciela jego umysł uciekał w kierunku pracy. Ricky po prostu musiał zająć czymś umysł.
Gdzie jest Szyszka? — zapytał niemal z wyrzutem, nie widząc nigdzie psa Maggio. — Mam ochotę potarmosić coś futrzastego, a wolałbym nie robić tego z twoją czupryną — oświadczył detektyw, poprawiając się na poduszkach. — I faktycznie mam plan.
Gestem magika wyciągającego królika z kapelusza Ricky wydobył z kieszeni bardzo sfatygowane ulotki kilku chińskich restauracji i rozłożył je przed nimi na stoliku, zerkając wyczekująco na Maggio.

maggi

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 3:56 pm
autor: Maggio Winters
Dla Maggio nie pierwszyzną było, że Ricky niespecjalnie dogaduje się ze swoim nowym partnerem. Nie znał wszystkich szczegółów, ponieważ drugi mężczyzna wydawał się być iście poirytowany do granic możliwości, kiedy tylko padało nazwisko Blackwood, a co za tym szło, Winters wolał nie ryzykować zemstą w postaci jakiegoś wyimaginowanego oskarżenia wiążącego się następnie z nocą w areszcie. Chociaż kto wie, może to pozwoliłoby mu na oczyszczenie głowy i spędzenie chwili, której nie rozpraszałby żaden niepotrzebny dźwięk ani osoba.
-Dzisiaj jesteś umówiony ze mną, więc telefony nie istnieją - zaznaczył, bo chociaż pojawienie się O’Hary było niespodziewane, tak dawało mu idealny pretekst by wymigać się od potencjalnego spotkania z Elvirą, o które z pewnością by poprosiła. Nie miał na nie ochoty, bo chociaż była jego dziewczyną, tak Maggio odnosił wrażenie, że ostatnio z nim samym działo się coś niepokojącego. - Pozwolę sobie jedynie napisać do swojej ukochanej, żeby się nie martwiła, że znikam na kilka godzin. Bo liczę, że zajmowanie się mną tyle ci zajmie - zaśmiał się, sięgając po telefon. Naskrobał szybką wiadomość, zaznaczając przy tym, że już tęskni i odrzucił telefon na parapet, żeby go później nie kusiło. tego samego oczekiwał od swojego gościa.
-Zmaltretujesz mi tego psa. Zaczynam myśleć, że to ona jest pretekstem, żebyś tu przychodził - westchnął i zawołał psiaka, który ochoczo podbiegł do policjanta, oczekując pieszczot. Uroczy widok, który aż nasuwa na myśl piękne rymowanki.
-Podziel się nim, bo zjada mnie ciekawość - spojrzał na niego. Intuicja podpowiadała mu, że to nie będzie nic normalnego typu przyjacielska randka czy granie w planszówki, na których Winters znał się raczej słabo. Był też pewien, że Ricky nie da się namówić na wieczór poezji w lokalnym klubie, tak dobrze znanym Maggio.
Spojrzał na ulotki lądujące na stoliku. Zaraz wzrok utkwił w rozmówcy, lekko brew do góry unosząc.
-Co ja mam z tym zrobić? Ognisko rozpalić? - skomentował, biorąc je do ręki i przeglądając. Było ich sporo i były równie sfatygowane co zdjęcia, które widniało w portfelu chłopaka. - Mam zdecydować na co mamy ochotę i z której knajpy? Bo wszystkiego nie weźmiemy - skomentował nawet nie wiedząc, że trochę się w osiądzie pomylił.

Ricky O'Hara

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 4:09 pm
autor: Ricky O'Hara
Przez twarz policjanta przebiegł bardzo cwany uśmieszek, który zaraz jednak zmienił się w wyraz absolutnego zachwytu, kiedy Szyszka przybiegła do niego z zabawką w pyszczku. Przez dłuższą chwilę oboje trzymali Maggio w niepewności, bawiąc się uroczo i przeciągając sznurkowego stwora przy akompaniamencie zachwyconych pisków Ricky’ego i powarkiwań psiaka. W końcu Szyszka ewidentnie znudziła się tą nierówną walką, dała się jeszcze podrapać między uszami i odbiegła na swoje legowisko, podgryzając od niechcenia zabawkę.
Otóż mylisz się, drogi przyjacielu — oświadczył bardzo uroczyście Ricky, wracając do prób rozprostowania wszystkich drobnych zagnieceń na ulotkach, a naprawdę nie było to takie proste — bo właśnie taki jest plan. Weźmiemy wszystko!
Po samej minie Maggio mógł dostrzec, że przyjaciel nie jest przekonany, więc uniósł do góry palec wskazujący i zaczął natychmiast tłumaczyć swój plan. Jaki on był? Ano, kurwa, sprytny.
Pomyślałem sobie ostatnio, że chyba nikt jeszcze nie zrobił tierlisty torontońskich chińczyków, a że jestem dzisiaj wyjątkowo głodny — no i uważam się za eksperta jeśli chodzi o chińszczyznę na wynos — to pomyślałem, że nikt się tym lepiej nie zajmie. I byłem taki wspaniałomyślny, żeby wciągnąć do tej zabawy mojego drogiego kumpla. Czyli ciebie — dodał trochę niezgrabnie, nie wiedząc, czy Maggio się aby na pewno tego domyśli. Nie żeby Ricky uważał go za głupka, po prostu wolał doprecyzować, żeby nie było żadnych wątpliwości. — No ale o suchym pysku nie wypada, więc… — Wskazał podbródkiem na tajemniczą materiałową torbę, którą przytachał ze sobą i zaraz po wejściu do mieszkania rzucił ją w kąt. — Mam browary. Duuużo browarów. Nie patrz tak na mnie, była promocja na sześciopaki, na ogół nie jestem aż taki bogaty.
W tym momencie, podczas opowieści o browarach, Ricky przypomniał sobie, że wypadałoby je może wsadzić do lodówki, więc zerwał się szybko i to też uczynił — czuł się w domu przyjaciela prawie jak u siebie, no może czasami faktycznie musiał zapytać, gdzie coś znaleźć, ale z reguły po prostu przetrząsał szafki. Kiedyś w ten sposób znalazł coś, co wyglądało na majtki Elviry, ale nie chwalił się tym przesadnie.
To jak? Wchodzisz w to jako mój dzielny padawan?

maggi bulion grzybowy

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 4:31 pm
autor: Maggio Winters
Jego brwi uniosły się ku górze, kiedy usłyszał ostateczny werdykt - wezmą wszystko. Czy na policji sypnęli jakąś premią? Może Ricky wygrał na loterii i po raz pierwszy chciał poczuć się bogaty? Jeśli tak, to mógł chociaż zaproponować jakiś urzekająco - romantyczny wypad nad jezioro.
-Masz niebywale wielką wiarę w pojemności naszych żołądków, Ricky. I chcesz mi powiedzieć, że wybór akurat chińszczyzny nie ma niczego wspólnego z twoim partnerem, który jaki zbieg okoliczności, jest azjatyckiego pochodzenia? - zerknął na niego, bo dziwne zbiegi okoliczności były rzeczami, w które Maggio przestał wierzyć. Ogólnie po powrocie ze Szkocji jego spojrzenie na świat uległo diametralnej zmianie, stając się bardziej oschłe i przyziemne. Człowiek bez serca był również człowiekiem bez duszy. A bez nich nie można było widzieć kolorów tak wyraźnie.
-Czyli koniec końców zaplanowałeś to dużo wcześniej, ale nie uznałeś za stosowne, y mnie o tym poinformować? Co, jeśli nie byłoby mnie w domu? - pokręcił głową, śmiejąc się pod nosem. O’Hara był wspaniały - miał lekkie i proste podejście do życia, chociaż był przy tym cholernie inteligentny, potrafiąc zaskoczyć uaktywnieniem którejś z jego osobowości - zabawnej lub poważniejszej. Nic dziwnego, że się dogadali, chociaż pod wieloma względami. Winters potrzebował obok siebie osoby, która nie była prostolinijna, a której sposób bycia cechował po prostu chaos.
-Obstawiam, że nie mam specjalnie wyjścia. Weź tylko pod uwagę alergie pokarmowe, dobrze? - rzucił, sięgając po pierwszą ulotkę.
Chwilę zajęło im wybranie, czego faktycznie chcą, chociaż w dużej mierze wybór numerków na ulotkach odbywał się w drodze przypadku, niczym w Lotto. Ot, jakieś daty urodzin, rocznic, pierwszego pocałunku, ważnej zmiany w życiu. Maggio starał się zachować powagę, kiedy słuchał policjanta składającego zamówienie na jedzenie na wynos. Nie chciał nawet wyobrażać sobie, jaki wyraz miała osoba po drugiej stronie słuchawki, kiedy musiała skupić się na kolejnych pozycjach.
-Ciekawe jak wiele rzeczy zapomną - rzucił, podnosząc się z fotela. Przykucnął by podrapać Szyszkę, która zmęczona i zadowolona z towarzystwa poszła spać.
Pozwolił sobie wyciągnąć z lodówki piwo, które schłodziło się dostatecznie, by nadawać się do picia. Podał puszkę Ricky’emu.
-W międzyczasie możesz pochwalić się co u ciebie słychać, hm? Wydajesz się być zmęczony - zauważył, przyglądając się blondynowi.

Rikuś

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 4:49 pm
autor: Ricky O'Hara
Złożenie dużych zamówień w kilku chińskich restauracjach okazało się większym wyzwaniem, niż Ricky początkowo zakładał. Maggio nie dał się złapać na numer „ja dzwonię, ty mówisz”, więc dogadywanie się z Azjatami, z których każdy jeden miał inny akcent i inny stopień znajomości angielskiego (wahający się między zero a dziesięć słów na krzyż) spadło w stu procentach na O’Harę.
Bawił się jednak przy tym całkiem nieźle, próbując czytać oryginalne chińskie, tajskie i koreańskie nazwy, i prawdopodobnie obrażając przy tym czyjąś rodzinę. W końcu po dość długiej słownej batalii mógł już tylko odłożyć telefon i liczyć na to, że kurierzy odnajdą swój cel. Cały był zgrzany i spocony, więc schłodzone piwo brzmiało jak najwspanialszy nektar bogów.
Pociągnął długi łyk, beknął nieelegancko, aż Szyszka zastrzygła uszami przez sen, po czym wyciągnął się na sofie, świecąc w powietrzu dwiema różnymi skarpetkami. Jedna była niebieska, wyszywana w kufle spienionego piwa, bardzo tematycznie, a druga czerwona w karty UNO.
Nie mieszałbym w nasze wybory żywieniowe Blackwooda, bo jeszcze nam się żółcią odbije. Bleh — mruknął Ricky, przykładając sobie puszkę do rozgrzanego wciąż z wysiłku czoła. — Ale co u mnie słychać… no wiesz, w sumie cały czas to samo. Praca, dom, praca, dom… chociaż ostatnio założyłem sobie Maplindera — rzucił, nagle przypominając sobie o tym fakcie. A jeszcze szybciej, niż sobie przypomniał o swoim profilu, to wpadło mu do głowy coś jeszcze.
Po pierwsze — przesunęli go w prawo prawie sami faceci, o czym chyba niezupełnie chciał mówić Wintersowi.
Po drugie — totalnie zapomniał odpowiedzieć na matche. To chyba tyle z jego seksualnych ekscesów w wolnym czasie, skoro ADHD miało inne plany i nie pozwalało mu na pamięć o takich pierdołach…
Tak czy siak — to był niebezpieczny temat, więc Ricky momentalnie postanowił odsunąć od siebie podejrzenia.
Ale powiem ci szczerze, że mega nuda. Same fejkowe profile albo ludzie, którzy nie traktują tego poważnie. Kaszana, mówię ci. A co u ciebie? Co u Elviry?
O’Hara used confusion! It’s super effective!
A przynajmniej taką miał nadzieję, z niewinną minką wpatrując się w przyjaciela. Nie pytaj o matche, nie pytaj o matche, nie pytaj o matche…

małgosia

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 5:10 pm
autor: Maggio Winters
Wolał nie pytać ile ostatecznie tego wyszło, bo słuchając policjanta zarejestrował, że podyktował również kilka pozycji, których nie było w planach. Życie było dla niego aż taka katorgą, że ryzykował wepchnięciem do siebie potraw o nazwach tak egzotycznych, że Maggio nie był w stanie ich nawet poprawnie przeczytać? Swoją stroną to było naprawdę urocze - Ricky próbujący dogadać się z Azjatami nie znającymi dobrze angielskiego, samemu kalecząc nazwy z menu. Trafił swój na swego.
-Żółcią to nam się odbije jedzenie - mruknął, upijając łyk piwa. Nie był go aż takim fanem - było dla niego trochę za gorzkie, ale nauczył się jednego - darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Jeśli to miała być cena zapomnienia i rozluźnienia, był skłonny ją zapłacić. Ricky był wspaniałą odskocznią i swoim jestestwem potrafił sprawić, że Winters czuł się znacznie bardziej komfortowo - nawet we własnym mieszkaniu, które w niektóre dni było dla niego tak obce. - Za dużo pracujesz, powinieneś znaleźć sobie kogoś a stałe. I może nie przez Maplindera, chociaż zauważyłem, że stał się ostatnio niebywale popularny. Żadna randka nie wypaliła? Jeśli chcesz mogę cię zapoznać z kimś ze swojego towarzystwa, może akurat - zaproponował, chociaż prawdą było, że aktualnie jego grono znajomych było raczej okrojone, co mu odpowiadało. Nie uciekał od ludzi - lubił ich. Po prostu jakoś tak nigdy na siłę nie szukał atencji, stawiając na chwilę lub przypadek.
-Ricky, kto normalny traktowałby aplikacje randkowe poważnie? Poznanie miłości życia powinno odbyć się dzięki przeznaczeniu. Jednemu spojrzeniu rzuconemu w odpowiednim kierunku. Za sprawą jednego uśmiech - zaczął, ale kiedy uzmysłowił sobie, że sam kiedyś przeżył coś takiego i skończyło się sercem boleśnie zmiażdżonym w piersi, przygasł. - Tak przynajmniej mówią ci, którzy lubią romantyczne pierdoły - zakończył i tym razem wlał w siebie jeszcze więcej piwa. - Hmm… dobrze, niewiele się zmieniło. Wróciła ostatnio z Dubaju, ale zaraz znowu będzie musiała tam pojechać. Mam wrażenie, że jej praca to ciągłe wakacje - zaśmiał się, bo wcale nie chciał mówić o swojej dziewczynie. Znacznie bardziej wolał mniej skomplikowane tematy, dlatego z ulgą przywitał pierwszy dzwonek do drzwi oznajmiający pojawienie się jedzenia.

Sticky rice

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 5:35 pm
autor: Ricky O'Hara
W sumie bardzo dużo z tego, co mówił Maggio, miało sens; Ricky też nie traktował poważnie tej apki, ale trochę spanikował, nie wiedząc, w jaki inny sposób odwrócić uwagę przyjaciela od tego tematu. Chociaż sam nie miał na koncie żadnego poważniejszego związku, to czasami zastanawiał się, jak to by było — wracać do domu nad ranem i wślizgiwać się do wygrzanej pościeli, prosto w ramiona ukochanej osoby. W kolejnej sekundzie jednak myślał o tych wszystkich niebezpiecznych sytuacjach, w które się pakował, i zastanawiał się, czy naprawdę chciałby kogoś skazywać na ten stres.
Gdyby on miał związać się z kimś, kto na każdej trudniejszej akcji może zostać ciężko ranny lub nawet zabity… nie był pewien, czy dałby radę to znieść. Dlatego gdy tylko myślał o swoim życiu miłosnym, logiczne wydawały mu się tylko przelotne znajomości, w których jego praca była ekscytującą zaletą, a nie czymś przewracającym codzienne życie do góry nogami.
Ale to nie miał być wieczór na poważne zwierzenia, dlatego zgodził się tylko z Maggio, ochoczo podejmując temat jego dziewczyny.
Nie brakuje ci jej, kiedy tak ciągle wyjeżdża? — zapytał Ricky już po tym, jak odebrał pierwszą transzę jedzenia od kuriera. Intensywny zapach poniósł się po całym salonie, nawet Szyszka go poczuła i zainteresowana podniosła głowę z legowiska. — To musi być ciężkie, kiedy nie możecie się spotykać.
Czymże były jednak miłosne trudności, kiedy piwko bulgotało w brzuchu, a tuż przed ich twarzami wylądowały pierwsze pudełka z makaronem. Wyglądały naprawdę zachęcająco, więc Ricky klapnął sobie wygodnie i sięgnął po pałeczki — bo tak, mimo że nie posługiwał się nimi najlepiej, ciągle upierał się, by z nich korzystać. Bez pałeczek chińszczyzna nie smakowała tak samo.
No, ale dobrze, że założył ciemny T-shirt, w przeciwnym razie zrobiłby sobie nową kolorową grafikę na froncie.
Zanim spróbujemy, musimy się umówić na jakieś kryteria oceny. No bo potem trzeba zrobić przecież tierlistę, co nie? No, to najpierw fota… — Cyknął zdjęcie telefonem, sprawdził, czy jest wyraźne, po czym wyciągnął z kieszeni spodni swój nieśmiertelny notatnik. — To tak, proponuję… wygląd… zapach… smak… szybkość dostawy? Coś jeszcze byś dodał do oceny?
W tej chwili pod drzwiami zameldował się kolejny kurier.

Maggik

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 5:49 pm
autor: Maggio Winters
Odpłynął na chwilę myślami tuż po tym, jak padło pytanie z ust kolegi.
Czy tęsknił?
Wiedział, że powinien, przecież na tym polegały teraz relacje, prawda? Że kiedy człowiek przyzwyczaił się do bliskości ukochanej osoby, chciał z nią spędzać dużo czasu, a kiedy na chwilę znikała, odczuwał pustkę, która była oznaką tęsknoty. Powinien pragnąć do niej pisać, powinien o niej nieustannie myśleć zastanawiając się, co teraz robiła. A jednak ostatnio jego myśli nie potrafiły się skupić tylko na niej, wracając do dnia, w którym jego serce tak naprawdę zabiło, przepełnione szczerą i bezgraniczną miłością. Do uczelnianego dziedzińca i pękniętej torby, z której wyleciał notes z niebieskie kwiatki. Do uśmiechu, który urzekł go w sposób nieopisany i do oczu, w które chciał bezgranicznie spoglądać.
To była prawdziwa tęsknota, a wszystko po tym zdawało się być jedynie marną imitacją.
-Oczywiście, że tak. Jest moją dziewczyną, kocham ją, więc naturalnym jest, że tęsknię - powiedział, po raz kolejny okłamując również siebie. Próbował tęsknić, próbował sprawić, by serce chciało bić szybciej na widok jej twarzy, a jednak nie umiał się do tego zmusić. Opowiadanie o tym teraz było jednak nie było rzeczą, którą Maggio chciał robić. - Chciałbym spędzać z nią więcej czasu, ale rozumiem, że ma taka pracę. Zresztą mi też zdarza się na jakiś czas znikać, jeśli akurat prowadzimy czasochłonne badania - powiedział, uśmiechając się do mężczyzny. Co by pomyślał, gdyby znał myśli wintersa? - Nadrabiamy, kiedy już możemy, nie musisz się obawiać, Ricky - zaśmiał się, pragnąc zakończyć ten niewygodny temat.
-Zrobimy listę - rzucił, biorąc od Ricky’ego notatnik. Na szybko machnął tabelę wpisując odpowiednie kryteria, jak również ich imiona. później wyciągnąć średnią stanowiącą ostateczną ocenę. - Powiedziałbym, że może potencjalne zatrucie pokarmowe, ale i tak pewnie musimy się na nie po tym wszystkim przygotować - skomentował, kładąc kartkę na środku stołu pomiędzy licznymi pudełkami. - Może jeszcze cena do jakości? Konsystencja? Czy czasem makaron nie był za suchy? Czy trzeba było popijać w trakcie? Ostrość jeśli faktycznie powinna być? - zasugerował. Jak się bawić to na całego.
Wstał odbierając kolejne zamówienia zmarnowanemu kurierowi. Współczuł im, ale przynajmniej mogli liczyć na napiwki, bo tych Maggio nie szczędził.

Ricky Martin

Smash or pass China version

: wt wrz 22, 2026 6:13 pm
autor: Ricky O'Hara
O’Hara może nie był głupi tak ogólnie, a w pracy to w ogóle uchodził za całkiem kompetentnego (chociaż raczej nikt by tego na głos nie przyznał, żeby mu się w dupie nie poprzewracało), a podczas przesłuchań potrafił naprawdę sporo wyciągnąć ze świadków, ale kiedy chodziło o jego najbliższych… wykazywał się wyjątkową ślepotą na niuanse.
Nic dziwnego, że nie wyłapał mikroekspresji ani drobnych zmian w tonie Maggio, przyjmując jego słowa po prostu jako prawdę jeden do jednego. Kiwał głową ze zrozumieniem w odpowiednich momentach, nawet poklepał gdzieś przyjaciela w ramię w ramach wsparcia, bo przecież mężczyźni nie rozmawiają, tylko poklepują się po ramieniu i piją razem piwo, żeby utopić wszelkie smutki.
Nie chciał się też jakoś bardzo zagłębiać w ten związkowy temat, bo tak naprawdę nie miał nic mądrego do powiedzenia. Wielu młodszych kolegów, w tym właśnie Maggio, mieli większe doświadczenie w tym temacie. Ricky nie wiedział, jak to jest tęsknić za kimś, codziennie jeść razem śniadanie i generalnie przeżywać wspólnie małe momenty czy wypracowywać kompromisy.
Wiesz co, to bardzo dużo kategorii, które ciężko będzie ocenić od jeden do pięciu — uznał Ricky, patrząc na powiększającą się z każdą chwilą tabelkę w notatniku, ale po chwili machnął ręką. — Albo zresztą wiesz co, masz rację. Trzeba do tego podejść porządnie, kto wie, może ta lista pójdzie potem w świat i całe pokolenia będą się nią posiłkować przy wyborze, hehe, posiłków.
Klepnął się w kolana, naśladując dźwięk „ba-dum-tss” po tym wybitnym słownym żarcie, po czym klasnął w ręce i zanurzył pałeczki w makaronie. Wciągnął pierwszą porcję, zanim Maggio zdążył wrócić z kolejnymi torbami.
Mmm, deliczje… — wymamrotał Ricky, ocierając resztki sosu z brody. — Powiem ci, że to jest naprawdę mocny zawodnik jak na start — oświadczył, błyskawicznie wciągając resztę porcji. Nawet przez chwilę nie pomyślał, że może powinien był tylko tego skosztować i zostawić sobie miejsce na resztę, ale póki co był po prostu bardzo głodny. W czasie gdy Maggio zabierał się za swoją porcję, Ricky zaczął z wielkim skupieniem zapisywać punktację. Przy okazji przyniósł im po drugim piwie z lodówki, bo trzeba było czymś spłukać to całe żarcie!

meggie