Strona 1 z 1

god, I hate cyclists

: ndz wrz 20, 2026 3:25 pm
autor: Jerome Blackwood
Jerome westchnął, kiedy jego telefon po raz kolejny w ciągu ostatnich minut wydał z siebie głośny dźwięk powiadomienia. Dlaczego w ogóle wpadł na pomysł by wyłączyć tryb cichy podczas gdy jego siostra bombardowała go wiadomościami i instrukcjami od samego rana? Nie miał prawa narzekać, w końcu pozwoliła mu okupować kanapę w swoim mieszkaniu, póki co powstrzymując się od pytań, na które nie chciałby udzielać odpowiedzi. Jerome starał się nie myśleć zbyt wiele, po prostu robił to, o co go prosiła. Zakupy? Nie ma problemu, uwielbiał dźwigać siaty. Wyprowadzenie psa na spacer? Zbieranie psich kup w akompaniamencie ostentacyjnego kichania to również żaden problem. Przygotowanie obiadu? Tu zaczynały się schody, ale przecież da sobie radę, miał w końcu dwadzieścia sześć lat. Być może musiał poświęcić ulubioną patelnię siostry, być może w myślach przypominał sobie numer alarmowy na straż pożarną, ale przynajmniej żadne z nich się nie zatruło. Jerome może i nie był zachwycony listą zadań do zrobienia, jednak był za nią poniekąd wdzięczny. Wdzięczny za wszystko, co pozwalało mu przez moment nie myśleć o niczym innym.
Wieczorem, kiedy skończył wykonywać większość zadań z listy siostry, wybrał się na spacer po parku, którym lubił dawniej spędzać czas. Zabawne, jak dobrze znane ulice i miejsca wydawały się mu być teraz czymś zupełnie obcym. Jerome nie potrafił odnaleźć się w nowej, czy raczej starej, rzeczywistości. Wetknął do uszu słuchawki i odciął się od świata, słuchając kawałków, które przyprawiały go wyłącznie o bardziej podły humor. Pogrążony we własnych myślach, które próbował od siebie odpychać, nie zauważył nadjeżdżającego rowerzysty. Niestety poczuł go dopiero na własnej skórze, kiedy odleciał do tyłu i spektakularnie wylądował na tyłku, boleśnie go sobie obijając. - Koleś, szybciej się nie dało? - może wtedy zamiast obitego tyłko miałby stłuczoną czaszkę i święty spokój. Miał przynajmniej nadzieję, że jego spodnie były nadal całe. Jerome schował słuchawki do kieszeni i z westchnieniem ujął wyciągniętą dłoń sprawcy zamieszania. A może to on nim był? Ciężko stwierdzić. - Sorry, to moja wina, mogłem się rozejrzeć… Jesteś cały? - zapytał, marszcząc czoło, bo jego niedoszły zabójca wydał mu się dziwnie znajomy. Nie potrafił go sobie jednak przypomnieć. Podobnie jak wszystko inne w tym mieście, należał do przeszłości, z powrotem do której miał spory problem.

Maggio Winters

god, I hate cyclists

: ndz wrz 20, 2026 4:09 pm
autor: Maggio Winters
Jazda na rowerze dawała poczucie wolności, dodatkowo korzystnie wpływając na środowisko oszczędzając mu pokaźnej ilości spali. Dodatkowo miała w sobie coś urzekającego, jakby romantycznego, pozwalając skupić się na własnych myślach lub na obserwowaniu powolnie przesuwającego się świata, kiedy mijało się kolejne alejki. Maggio potrafił dostrzec w tym dostatecznie wiele piękna, które później ubierał w słowa zapisywane na kawałku papieru. Rachunek, pojedyncza strona z zeszytu, czasopismo znalezione na ławce w parku. Nie miało znaczenia gdzie, ważne, żeby nie zapomniał tego, co aktualnie pojawiało się w jego głowie. Nie raz, nie dwa zdarzyło mu się utracić zdanie, ostatecznie już nigdy do niego nie wracając. Każda kolejna próba wymuszenia w pamięci jego powtórzenia kończyła się powstaniem zaledwie słabego klona, któremu brakowało duszy.
Pędząc dzisiaj przez park napawał się półmrokiem oraz względną ciszą na około. Miała w sobie coś urzekającego i pięknego. Winters często wybierał się na przejażdżki nocą, by podziwiać miasto, które nie tętniło tak życiem oraz przyglądać się światłom, których aura unosiła się na około budynków. W takich chwilach żałował, że nie posiadał talentu malarskiego wystarczającego by uwiecznić to na płotnie. Zadowalał się więc kolejnymi wersami, oddając im kawałek swojej duszy.
Oczarowany własnymi myślami, w których zaczynały współgrać ze sobą kolejne rymy, nie dostrzegł pieszego, któremu pomyliło się chodzenie po ścieżce przeznaczonej dla niego ze ścieżką rowerową. Maggio nie wnikał - w dzisiejszych czasach człowiek mógł utożsamiać się dosłownie ze wszystkim, nawet z rowerem. Niestety, owe niedopatrzenie, jak również nieobecność umysłowa Wintersa sprawiły, że wjechał w biednego chłopaka, który poleciał do tyłu. Maggio niemal słyszał, jak jego tyłek uderza o podłoże.
-Wybacz, nie zauważyłem cię. Mrok spowił cię aż za bardzo, a mi światło gdzieś umknęło - odpowiedział, starając się szybko zejść z roweru, by pomóc chłopakowi. Skończyło się to zahaczeniem stopą o ramę i piękną wywrotką, dzięki której boleśnie obił sobie kolano. Będzie z tego siniak, o ile noga nie spuchnie mu niemiłosiernie. Podniósł się jednak, otrzepał spodnie i podszedł do ofiary. - Owszem, póki co jestem w całym kawałku, ale powinieneś się o siebie martwić. Obicie kości ogonowej bywa upierdliwe w skutkach - skomentował z uśmiechem licząc, że jednak nie dostanie po buzi za ten wypadek. słowie mógł się potyczkować, ale jeśli chodziło o pięści wypadał raczej marnie. - Podzielmy się winą po połowie, tak będzie sprawiedliwie - uśmiechnął się do niego, a kiedy światło padło na jego twarz, Maggio dostrzegł w niej znajomą postać. - Jerome? - spytał, bo nie był pewien. Minęło trochę czasu odkąd miał okazję widzieć go ostatni raz. Miał jednak dziwne wrażenie, że potrącony chłopak był bratem dziewczyny, z którą swego czasu się kolegował.

Jerome Blackwood

god, I hate cyclists

: ndz wrz 20, 2026 5:02 pm
autor: Jerome Blackwood
Gdyby nie własna, żenująca sytuacja, Jerome zacząłby się śmiać na widok nieporadności gościa na rowerze. Co by nie mówić, obie wywrotki były dość spektakularne i, jak to mawiała obecnie młodzież, odejmowała punktów od aury. - Ty może i tak, twoje spodnie niekoniecznie - Jerome wskazał na drobne zadrapanie na materiale, które mogło równie dobrze okazać się niczym poważnym. - Przynajmniej rower wygląda w porządku - miał nadzieję, że rower tego gościa zbytnio nie ucierpiał podczas ich bliskiego spotkania, jako że niekoniecznie był na ten moment w posiadaniu odpowiedniej ilości pieniędzy na naprawę. Pożyczanie ich od siostry byłoby co najmniej upokarzające, podobnie jak tłumaczenie jej w jaki sposób uszkodził rower. Śmiałaby się z niego przez najbliższy tydzień.
Jerome odwzajemnił uśmiech, oddychając z ulgą, że rowerzysta okazał się być całkiem normalny i sympatyczny. Zazwyczaj wpadał pod koła takich, którzy odgrażali mu się nieistniejącymi prawnikami lub wzywaniem policji. Zdecydowanie powinien popracować nad uważnością, jeśli zależało mu na spokoju ducha. - Uhm, tak? - odpowiedział nieco niepewnie, słysząc swoje imię z ust rowerzysty. Czy to znaczyło, że z jego pamięcią nie było do końca tak źle i naprawę się znali? Próbował przypomnieć sobie tego chłopaka, jednak nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy. - Przepraszam, nie pamiętam twojego imienia… Wiem tylko, że skądś kojarzę twoją twarz. Spotkaliśmy się kiedyś? - zapytał, czując się niesamowicie głupio. Być może blondyn był znajomym kogoś z jego rodzeństwa? W końcu wszyscy Blackwoodowie byli towarzyscy, a ich dom codziennie pękał w szwach. - Zaraz… Mark, Mario? Nie, Maggio! Ten od zatrucia, teraz pamiętam - zaśmiał się, przypomniawszy sobie jeden z zabawniejszych momentów, kiedy jego siostra i jej kolega ledwie dotarli do domu po wizycie w jednej z knajp, walcząc o pierwszeństwo do toalety. - Nadal widujesz się z moją siostrą? - zapytał, czując się trochę niezręcznie, bo przecież nie miał pojęcia co robi teraz jego rodzeństwo. Większość postawiło na nim kreskę, gdy nagle zupełnie się od nich odciął, a powrót do łask wiązałby się z wyjaśnieniami i opowiadaniem historii, o której chciał jak najszybciej zapomnieć. - Byłoby mądrze stąd zejść… Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę znowu obić sobie tyłka - mruknął, przezornie schodząc ze ścieżki rowerowej.

Maggio Winters

god, I hate cyclists

: pn wrz 21, 2026 5:06 pm
autor: Maggio Winters
Machnął jedynie ręką na komentarz o spodniach, na których faktycznie widniały otarcia, przez które sączyło się trochę krwi. Nie przejmował się uszkodzeniami ubrań, były jedynie rzeczami materialnymi (które trzeba było nosić, aby nie zostać posądzonym o ekshibicjonizm), mając bardziej na uwadze dobro poszkodowanego. A że zaliczył przy tym równie spektakularny upadek? Przynajmniej nie będzie mógł powiedzieć, że cierpiała tylko jedna osoba i kto wie, czy później nie wymienią się doświadczeniami “kogo boli bardziej”.
-Nic mu nie będzie. Nie byłeś aż tak ciężką przeszkodą, żeby go uszkodzić - stwierdził, zerkając na przedmiot, który spoczywał teraz na trawie. Może dzięki temu w końcu da go do przeglądu, bo ostatnio odniósł wrażenie, że hamulce mu szwankują, co stanowiło pewnego rodzaju zagrożenie życia - wolałby nie wpakować się pod ciężarówkę tylko dlatego, że nie mógł się dostatecznie szybko zatrzymać.
Przyglądał się jego twarzy zdecydowanie zbyt długo i zapewne zbyt nachalnie, odwracając wzrok kiedy uświadomił sobie, jak musiał wtedy wyglądać. Nie potrafił się jednak powstrzymać niemal nigdy, kiedy widział kogoś, czyja twarz wyglądała znajomo. Potrzebował wtedy odszukać w głowie obrazów i informacji, dzięki którym ustaliłby personalia osobnika. Z Jerome poszło mu nad wyraz sprawnie - najwidoczniej dostatecznie odcisnął się w głowie Wintersa pomimo upływu lat.
-Mario… - powtórzył, bo wydało mu się to zabawnym imieniem w ich sytuacji. Ten poruszał się gokartem, za to Maggio rowerem - zero różnicy. - Nie jestem pewien, czy schlebia mi fakt, że pamiętasz mnie przez pryzmat tego wydarzenia. Ale tak, to ja. Nadal mną wewnętrznie telepie, kiedy przechodzę obok tego lokalu - zaśmiał się, odtwarzając w głowie wspomnienia, które chłopak wydobył. Nie pamiętał czy kiedykolwiek jeszcze tak bardzo zależało mu na tym, by dostać się do ubikacji. Pocieszał go jedynie fakt, że był wtedy dzieckiem.
-Znacznie mniej, niż bym chciał. Nasz kontakt… trochę się urwał po moim wyjeździe i jakoś nie było okazji, żeby do niej wpaść. Zresztą mieszka chyba w Nowym Jorku? - spytał, nie będąc w pełni pewnym. Wspominała coś o powrocie do miejsca, w którym się urodziła, ale było to już jakiś czas temu i Maggio nie wiedział, czy informacje nadal są aktualne.
-Trafne. Może jakieś piwo, kawa, herbata? jeśli masz ochotę powspominać dawne czasy i podzielić się aktualnościami - zaproponował. Bo chociaż sam chciał o swojej przeszłości zapomnieć, wymazując z niej najbardziej bolące aspekty, tak nie miał niczego przeciwko towarzyskiej pogawędce.

Jerome Blackwood