one cheeseburger and beer, pretty please
: ndz wrz 20, 2026 5:32 pm
Leah przycupnęła na krawężniku, ciaśniej opatulając się swoją skórzaną kurtką. Cholera, noce były już chłodniejsze niż przypuszczała. Była pierwsza w nocy, może chwilę po, gdy zadzwoniła do Ryu, prosząc, żeby odebrał ją z tej idiotycznej imprezy, której miała już po dziurki w nosie. Dziewczyna sama do końca nie wiedziała, jak w ogóle tutaj trafiła. To przypominało ciąg niefortunnych zdarzeń, nad którymi nie miała żadnej kontroli. Myślała, że idzie na fajną, prywatną domówkę, a nie wydarzenie organizowane przez jakiegoś bananowego dzieciaka. A przecież Leah niczego nienawidziła tak bardzo jak bogatych ludzi, rozrzucających pieniędzy na prawo i lewo. Gdyby wiedziała, to nie postawiłaby tutaj nawet stopy. Wszystko przez jej przyjaciółkę z uczelni, która gwarantowała jej fantastyczną zabawę. Mogła jej nie słuchać, uch.
Przez swoją pracę miała jeszcze gorszy humor. Jasne, od początku wiedziała, że to nie będzie łatwy orzech do zgryzienia, bo pod lupę wzięła dość dużą i trudną firmę, ale jeśli już miała coś sabotować, to chciała to zrobić z przytupem. Jej szef okazał się jeszcze większym aroganckim gnojkiem niż podejrzewała, ale już nie z takimi miała do czynienia; musiała uzbroić się w cierpliwość. Pewnie dlatego w ogóle zdecydowała się na tą imprezę. Chciała zresetować umysł i nie analizować przesadnie tego, co czeka ją kolejnego dnia, jak tylko przekroczy próg do siedziby.
Po parunastu minutach Leah dostrzegła pojazd, zbliżający się pod apartament. Wstała na równe nogi, mrużąc oczy, by upewnić się, że to Ryu i że nie wpakuje się komuś obcemu do samochodu.
— Jesteś. Całe szczęście — westchnęła, zapinając pasy. — Zabierz do McDonalda albo do całodobowego. Albo tu i tu — poprosiła, odwracając głowę w jego kierunku. — No co? Miałam ciężki dzień — mlasnęła, przesuwając spojrzenie na drogę przed nimi. — A więc musisz mi jakoś poprawić humor. Taka rola osobistego szofera — dodała, wytykając język w jego stronę, zanim zaśmiała się cicho, kiwając głową w rytm muzyki, płynącej z głośników.
Ryuszofer
Przez swoją pracę miała jeszcze gorszy humor. Jasne, od początku wiedziała, że to nie będzie łatwy orzech do zgryzienia, bo pod lupę wzięła dość dużą i trudną firmę, ale jeśli już miała coś sabotować, to chciała to zrobić z przytupem. Jej szef okazał się jeszcze większym aroganckim gnojkiem niż podejrzewała, ale już nie z takimi miała do czynienia; musiała uzbroić się w cierpliwość. Pewnie dlatego w ogóle zdecydowała się na tą imprezę. Chciała zresetować umysł i nie analizować przesadnie tego, co czeka ją kolejnego dnia, jak tylko przekroczy próg do siedziby.
Po parunastu minutach Leah dostrzegła pojazd, zbliżający się pod apartament. Wstała na równe nogi, mrużąc oczy, by upewnić się, że to Ryu i że nie wpakuje się komuś obcemu do samochodu.
— Jesteś. Całe szczęście — westchnęła, zapinając pasy. — Zabierz do McDonalda albo do całodobowego. Albo tu i tu — poprosiła, odwracając głowę w jego kierunku. — No co? Miałam ciężki dzień — mlasnęła, przesuwając spojrzenie na drogę przed nimi. — A więc musisz mi jakoś poprawić humor. Taka rola osobistego szofera — dodała, wytykając język w jego stronę, zanim zaśmiała się cicho, kiwając głową w rytm muzyki, płynącej z głośników.
Ryuszofer