Strona 1 z 1

you left me like i was nothing to you

: ndz wrz 20, 2026 7:00 pm
autor: Nikodem Edwards
”Fantastycznie.” Chłopak westchnął kiedy kilka kropel spadło na jego twarz, a w oddali widać było formujące się chmury, które zdecydowanie zwiastowały deszcz. Nikodem naciągnął torbę z zakupami na ramię i przyspieszył kroku nie chcąc wyglądać jak zmokła kura bądź co gorsza rozchorować się na amen bo przecież pamięć o zabraniu parasola graniczyła z cudem.
Wchodząc do budynku, odetchnął z ulgą bo jednak zdążył przed deszczem kiedy na półpiętrze dostrzegł siedzącego na schodach chłopaka. Początkowo nie zwracał na niego większej uwagi bo może po prostu potrzebował chwili spokoju jednak na moment przystanął i przyjrzał mu się jeszcze przez chwilę. Z westchnieniem cofnął się o jeden stopień. Nie potrafił przejść obok kogoś obojętnie. “Wszystko w porządku?” Zapytał, cały czas patrząc na nieznajomego i dopiero kiedy siedzący na schodach uniósł głowę i spojrzał na Nikodema, ten zamarł. Przez krótką chwilę zastanawiał się czy ma uciekać, czy dalej stać jak kołek czy może w końcu coś powiedzieć. Wybrał jednak tę drugą opcję, na przemian otwierając i zamykając usta. Twarz którą przez lata widział tylko we wspomnieniach, znajdowała się zaledwie kilka kroków. Jerome.
Dopiero dźwięk torby zsuwającej się z ramienia Nikodema, uderzającej o ziemię, sprowadziła chłopaka na ziemię lecz nawet na nią nie spojrzał. “Ty..” Serce waliło mu tak mocno, że bał się że za sekundę wyskoczy mu z piersi. Przez wszystkie te lata zdążył(nie) pogodzić się z myślą, że Jerome nie żyje kiedy ich kontakt urwał się nagle z dnia na dzień. Bez wyjaśnienia, bez niczego, mimo że Nikodem jeszcze na długi czas po tym pisał do Jerome i z czasem najgorsze scenariusze stały się dla Nikodema czymś w co po prostu uwierzył. “Co ty sobie do cholery wyobrażałeś? “ Wyrzucił z siebie. Rzadko przeklinał, a jeszcze rzadziej podnosił głos lecz emocje które przez lata trzymał gdzieś głęboko w końcu w nim pękły. “Ty idioto! Wiesz ile razy próbowałem się z tobą skontaktować? Myślałem, że nie żyjesz..” Zaśmiał się nerwowo, przecierając dłonią mokre oczy. “Sam bym cię teraz najchętniej zaciukał.” Powiedział zanim podszedł do niego i mocno objął, nie przejmując się tym czy Jerome go odepchnie. Jedyne po czym by się nie pozbierał to gdyby to wszystko, okazało się jedynie jakimś dziwnym snem.

Jerome Blackwood

you left me like i was nothing to you

: ndz wrz 20, 2026 9:18 pm
autor: Jerome Blackwood
Ten dzień zdecydowanie nie należał do Jerome. Po wczorajszym starciu z rowerem Maggio i spektakularnym lądowaniu, jego kość ogonowa była co najmniej obolała, a głowa nie znajdowała się w lepszym miejscu po spożyciu zbyt dużej ilości alkoholu. Lista zadań na dziś pozostawiona przez siostrę zdawała się nie mieć końca do tego stopnia, że Jerome zaczynał myśleć, że była to zemsta za brak wyjaśnień dotyczących jego powrotu do Toronto. Jeśli faktycznie tak było, nie zamierzał narzekać - wszystko lepsze od przyznania się do własnej porażki i powracania myślami do wspomnień, które wolałby wymazać z istnienia. Jednak one, podobnie jak blizny, zostaną z nim już na zawsze.
Dochodziła ósma wieczorem kiedy Jerome odhaczył już wszystkie rzeczy z listy. Zaczynało zbierać się na deszcz gdy wracał z pralni, na szczęście zdążył dotrzeć do mieszkania siostry na czas. Problem okazał się być zgoła inny. Po przejrzeniu wszystkich kieszeni, nie był w stanie znaleźć zapasowego klucza, którym podzieliła się z nim siostra. Najpewniej musiał go gdzieś zgubić. Usiadł na schodach, śmiejąc się z żałości pod nosem, wyobrażając sobie jaką awanturę zrobi mu siostra. Jerome był jednak do nich przyzwyczajony. W końcu niczego nie potrafił zrobić dobrze, prawda? Na domiar złego, jego telefon albo się rozładował, albo odmówił całkowitego posłuszeństwa po tym, jak się wczoraj poturbował. Patrzył na niego smutny, czarny i potłuczony ekran, a on był skazany na oczekiwanie na powrót siostry. Przynajmniej nie padało mu na głowę, zawsze mogło być gorzej. Co jakiś czas mijało go kilku sąsiadów, ale zatrzymał się tylko jeden. Młody chłopak, na oko w podobnym wieku. - W jak najlepszym, dzięki - zbył go z wymuszonym uśmiechem, nie będąc w nastroju do rozmów. Zmarszczył czoło widząc dziwną reakcję sąsiada siostry na jego osobę. Czy zostanie wzięty za bezdomnego i wyrzucony na zewnątrz w ulewę? Cóż, w zasadzie był przecież bezdomny. - Huh? - zachowanie nieznajomego zaczynało być niepokojące. Czyżby go z kimś pomylił? A może po prostu był zwyczajnym czubkiem? - Gościu, o czym ty mówisz? - zapytał, zastanawiając się ile dziwnych sytuacji zdoła jeszcze wytrzymać. Nie przewidział tego, że czubek zdecyduje się na bezpośredni kontakt, więc było za późno by wykonać unik. Jerome całkowicie zesztywniał, a serce zaczęło mu bić znacznie szybciej niż powinno. Stare nawyki, w końcu podobne zachowanie kosztowało już kogoś życie. Dopiero gdy zdecydował się wziąć oddech i poczuł znajomą, kwiatową woń zrozumiał, że nie była to znowu tak przypadkowa reakcja. Jak mógł go nie rozpoznać? Mózg Jerome zdecydowanie uległ uszkodzeniu działając zbyt długo w trybie survivalu. - Nico? Co ty tutaj… Mieszkasz tutaj? - czy powinien być zaskoczony? W końcu nie utrzymywał z nikim kontaktu, jak mógłby wiedzieć. - Przepraszam… Nie rozpoznałem cię od razu. Zmieniłeś się - początkowy szok nieco ustąpił, a jego ciało zaczęło powoli się rozluźniać w objęciach przyjaciela, wychodząc z trybu fight or flight. - Ale dalej masz ten sam głupi wyraz twarzy - Jerome uśmiechnął się, tym razem prawdziwie. Dopiero teraz dotarło do niego, że naprawdę wrócił do domu.

Nikodem Edwards

you left me like i was nothing to you

: pn wrz 21, 2026 9:23 pm
autor: Nikodem Edwards
Mimo iż Nikodem zdążył już puścić wiązankę słów tak po tym jak Jerome odezwał się do niego dalej przez chwilę nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa i dopiero słysząc znajome przezwisko, zaśmiał się cicho przez łzy i pokręcił głową. Odsunął się odrobinę do tyłu by móc przyjrzeć się dokładniej Jerome jakby wciąż próbował upewnić się, że to na pewno on i że Nikodem wcale nie oszalał. Kiwnął lekko głową, odwracając się do tyłu i wskazując drzwi za sobą. “Od jakiegoś czasu.” Powiedział z uśmiechem. Ostatni raz rozmawiali kiedy Nikodem dalej miał problemy finansowe i ledwo wiązał koniec z końcem, więc musiał być to niemały szok dla Jerome widząc Nico w czymś co nie przypominało rudery. Odwróciwszy się ponownie, machnął ręką po czym wytarł policzek ze łzy. “Nie przepraszaj. Minęło przecież tyle lat, głupku.” Pomimo niedowierzania, w jego głosie dało się dostrzec ulgę, a na uwagę Jerome, zaśmiał się głupkowato, żartobliwie go popychając. “Czyli jednak nic się nie zmieniło.” Mruknął. “Człowiek przez pół życia myśli, że jego najlepszy przyjaciel nie żyje, a pierwsze co słyszy po spotkaniu go po latach, to że dalej ma głupią twarz. Naprawdę się za tobą stęskniłem.” Ostatnie zdanie powiedział nieco ciszej, bez żartobliwego tonu. Przez chwilę przyglądał się Jerome uważniej, dostrzegając zmęczenie, potłuczony telefon i coś w jego spojrzeniu co nie pasowało do chłopaka którego zapamiętał.
Dopiero wtedy dotarło do niego, że dalej znajdowali się na klatce schodowej, a skoro Jerome tu mieszkał to co robił na schodach? “Czekaj.. skoro tu mieszkasz, to dlaczego siedzisz na klatce?”

Jerome Blackwood

you left me like i was nothing to you

: pn wrz 21, 2026 10:16 pm
autor: Jerome Blackwood
Ostatnim czego by się spodziewał było tak spontaniczne wpadnięcie na Nikodema. Siostra nie wspomniała ani słowem, że mieszka po sąsiedzku. Czy zrobiła to specjalnie, domyślając się, że chowa się u niej przed całym światem? Była w końcu nieźle rąbnięta, a on niekoniecznie potrafił wszystko dobrze przed nią ukryć. Nawet teraz, gdy przyglądała mu się tak bliska osoba, Jerome czuł wewnętrzny niepokój. Czy te uczucie kiedyś minie? - Ah, naprawdę? A twoje rodzeństwo? Mieszkają tu razem z tobą? - ile mogli mieć teraz lat? Jego siostra nie była dużo młodsza. Pamiętał jak ciągle spoglądała z uśmiechem w stronę jego bliźniaczki, a na niego wywracała oczami. Urocza dziewczyna. - Powinienem był cię poznać. Ale wyglądasz zupełnie inaczej… Jak facet - zaśmiał się, bo dawniej stanowczo by oberwał za taki komentarz. Miał nadzieję, że życie było odrobinę łaskawe choć dla jednego z nich.
Jerome zmarszczył czoło na dosyć osobliwy komentarz. - Nie żyje? Myślałeś…? Och… No tak, teraz to ma sens - ten wybuch, łza na policzku… Czy wszyscy jego dawni znajomi też mieli go za nieboszczyka? Po prawdzie, omal nim nie został. I dokładnie tak się też czuł. Jakby umarł i trafił do wyjątkowo zmyślnego piekła. A może była to opowieść wigilijna, a Nico był duchem przeszłych świąt? - Byłem… To dosyć skomplikowane. I mało ważne, teraz jestem tutaj - nie był gotów dzielić się swoją historią. A już szczególnie nie chciał składać jej na barki Nico. Włożył zatem swój najlepszy uśmiech, starając się odgrywać rolę dawnego siebie jak najlepiej. - Kto mówił, że tutaj mieszkam? Aktualnie uskuteczniam pasożytnictwo na kanapie mojej siorki. I chyba zgubiłem klucz, a ona gdzieś wyszła, mój telefon zrobił adios, bo wczoraj potrącił mnie rower i zrobił salto… Telefon, nie rower, chociaż rower trochę też - ponownie zmarszczył czoło, zaskakując samego siebie swoim poziomem rozgadania. Może powinien był jednak udać się do szkoły aktorskiej skoro zgrywanie idioty szło mu całkiem nieźle? Drugą opcją było to, że po prostu nim był. - No i tak tutaj siedzę, rozmyślam o życiu... Myślisz, że istnieje jakieś niebo dla telefonów? - zapytał, patrząc ze smutkiem na pajęczynę na zgaszonym ekranie swojego smartfona.

Nikodem Edwards

you left me like i was nothing to you

: wt wrz 22, 2026 3:50 pm
autor: Nikodem Edwards
Nikodem przez chwilę wpatrywał się w potłuczony telefon, próbując wyobrazić sobie wszelkie sposoby w jakie telefon roztrzaskał się o ziemię. Szybko jednak zapomniał o telefonie, zastanawiając się co kryło się za żartami Jerome. Nico znał go na tyle dobrze, by wiedzieć że kiedy chłopak mówił zbyt dużo i zbyt żartobliwie, najczęściej próbował ukryć coś, o czym nie chciał rozmawiać. Mimo wszystko, Nikodem nie zamierzał naciskać. Nie po tym jak przed chwilą dowiedział się, że człowiek, którego przez lata opłakiwał, stał przed nim cały i zdrowy.. no przynajmniej w jakimś stopniu cały. Parsknął cicho śmiechem, kręcąc głową na wzmiankę o niebie dla telefonów. “Jeśli istnieje, to twój zdecydowanie zasłużył na specjalnie miejsce.” Uśmiechnął się szerzej. Dopiero po chwili zorientował się, że jego torba dalej leżała na schodach, a parę opakowań z przyprawami leżało porozrzucane pod jego nogami. Zawstydzony, wszystko szybko pozbierał, zawieszając torbę na ramieniu. “A co do tego pasożytnictwa..” Zerknął na Jerome z lekkim uśmiechem. “Możesz pasożytować na mojej kanapie. Przynajmniej nie będziesz musiał siedzieć na klatce jak porzucony kotek i czekać aż Blossom wróci do domu.” Przez chwilę zastanawiał się czy dodać coś jeszcze, ale ostatecznie zrezygnował, odchrząkując. “Jesteś głodny? Wczoraj cały dzień byłem w pracy i nie miałem czasu niczego ugotować, ale zaraz coś wymyślę, a ty przy okazji odpoczniesz.” Pociągnął go za rękę w stronę drzwi do mieszkania, drugą grzebiąc w kieszeni kurtki w poszukiwaniu swoich kluczy. “Co do telefonu.. pożyczę ci stary telefon Ambrose, a twój wezmę do naprawy. I zanim zaczniesz pytać.. naprawiam takie rzeczy zawodowo, więc maks pojutrze twój biedny trup będzie u ciebie.” Zaśmiał się cicho, kładąc torbę na stole i od razu wypakowując wszystkie zakupy. “Choć nie obiecuję, że będzie wyglądał jak nowy tak ekran będzie śmigał jak złoto.” Uśmiechnął się do chłopaka po czym na chwilę zostawił go samego w kuchni, jeszcze tylko krzycząc z korytarza. “I nie, nie przyjmuję odmowy.”
Dalej wydawało mu się to niemożliwe, że siedział z Jerome w jednym pomieszczeniu, rozmawiając o wszystkim i o niczym, jak gdyby te kilka lat urwanego kontaktu nigdy nie miało miejsca. Po głowie chodziła mu jednak masa pytań i choć Nikodem starał się o tym nie myśleć tak musiał dowiedzieć się chociaż kilku rzeczy. “Nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego tak wyszło i nagle przestałeś się do mnie odzywać. Czy powiedziałem wtedy coś nie tak i uznałeś, że dalsza znajomość nie ma sensu? Wiem, że nie mieliśmy łatwej znajomości i nie miałem nic do zaoferowania, ale nigdy nie chciałem cię obrazić ani nic z tych rzeczy, więc staram się zrozumieć dlaczego?” Jak to miał w zwyczaju denerwując się, zaczął mówić szybko i nie byłby zdziwiony gdyby Jerome połowy z tego nie zrozumiał.


Jerome Blackwood

you left me like i was nothing to you

: wt wrz 22, 2026 6:52 pm
autor: Jerome Blackwood
Jerome był rozkojarzony do tego stopnia, że wcześniej nie usłyszał upadającej na podłogę torby z zakupami, która również niespecjalnie rzuciła mu się w oczy. Dopiero teraz, gdy Nikodem zaczął zbierać towary ze schodów, rzucił się do pomocy. W końcu to była jego wina. - Nie jestem porzucony - mruknął pod nosem, wyobrażając sobie samego siebie jako biednego, smutnego kota na ulicy, podczas gdy jego siostra pewnie świetnie bawiła się ze znajomymi. Czy gdziekolwiek tam była. - Jesteś pewien, że nie będę przeszkadzać? Atomówce może trochę zejść” - jego siostra często traciła poczucie czasu. Gdyby tylko znał jej numer, mógłby zadzwonić do niej od Nikodema, ale nieszczególnie spieszyło mu się do kolejnej reprymendy. Blossom uwielbiała mu matkować. - Nie rób sobie problemu, niedawno jadłem - niedawno oznaczało kilka godzin temu, o czym zaświadczył jego zdradziecki brzuch, burcząc dziewiątą symfonię. Nawet on musiał być przeciwko Jerome? - Oh? Zostałeś informatykiem? Nie powinienem być zaskoczony, zawsze potrafiłeś wszystko naprawić - uśmiechnął się do dawnego przyjaciela, w przeciwieństwie do którego, zawsze wszystko psuł. Mimo upływu lat nic się nie zmieniło. Jerome nie protestował, gdy Nico zaciągnął go do swojego mieszkania. Chociaż nie czuł się do końca swobodnie, towarzystwo Nikodema miało na niego dobry wpływ. Dokładnie tak jak zawsze. Czy podjąłby inne decyzje, gdyby ten był przy nim? - Jesteś pewien? Nie chcę ci sprawiać kłopotów czy dokładać roboty. A chwilowo nie mam nawet czym zapłacić - westchnął, starając się nie brzmieć zbyt żałośnie. Może Nico zgodzi się przyjąć zapłatę w naturze? Podczas gdy rozmyślał nad potencjalnym rodzajem zapłaty, chłopak zupełnie zaskoczył go poważnym pytaniem. Pytaniem, na które znał odpowiedź, a której nie chciał udzielić. Zatem zamilkł, dając sobie chwilę na ułożenie konstruktywnej wypowiedzi, która byłaby czymś pośrodku. - Przestań. To, że przestaliśmy rozmawiać nie było w żadnym stopniu twoją winą, a od przyjaciół nie oczekuję niczego w zamian. Nie przyjaźniliśmy się dla korzyści, nie na tym to polega. A przynajmniej nie powinno - bo gdy przypomniał sobie swojego przyjaciela poznanego na studiach, wiedział dokładnie jak przyjaźń nie powinna wyglądać. Nico zawsze był wszystkim, czym tamten nigdy nie zdołałby być. - To moja wina. Wszystko trochę mnie… Przytłoczyło. Nowi znajomi, praca, nowe życie… Nie chcę się usprawiedliwiać i nie zamierzam, wiem, że wszystko zjebałem. Przepraszam, że tak wyszło. Przepraszam, że myślałeś, że nie żyję. I przepraszam, że tyle czasu nie było mnie przy tobie - jego ton był pełen niepewności, ale nie kłamał. Powiedział tę część prawdy, która przeszła mu przez gardło. Mimowolnie zaczął bawić się bransoletką, którą Nico podarował mu jako dzieciak, a którą miał zawsze na sobie. Ten idiota nigdy nie kazał mu się jej pozbyć tylko dlatego, że skłamał, że była pamiątką po zmarłym ojcu. Była ostatnią rzeczą łączącą go z przeszłością. - Myślisz… Myślisz, że mógłbyś dać mi szansę? Moglibyśmy znów być przyjaciółmi? - czy Nico udźwignąłby go takim, jaki był obecnie? Życie chłopaka było obarczone dostatecznym brzemieniem, a Jerome nie chciał stać się jednym z nich.

Nikodem Edwards

you left me like i was nothing to you

: wt wrz 22, 2026 8:56 pm
autor: Nikodem Edwards
Nikodem pokręcił głową, uśmiechając się do przyjaciela. Nie było dnia by Jerome mu przeszkadzał i dzisiaj również tak nie było. Na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek kiedy brzuch Jerome postanowił go zdradzić. “Mówisz? Kiedy ostatnio jadłeś? W zeszłym roku?” Teraz tym bardziej nie zamierzał mu odpuścić.
Przez chwilę Nikodem nic nie mówił, stojąc przy kuchennym blacie i wpatrując się w Jerome kiedy z jego ust padło głupie pytanie. W końcu prychnął cicho pod nosem. “Co za kretyn.” Mruknął, kręcąc głową. “Nie robię tego dla pieniędzy. Ty też pomogłeś mi wiele razy nie oczekując niczego w zamian więc nie rzucaj się teraz kiedy ja chcę zrobić to samo dla ciebie.” Miał tupet, rzucać się o pomoc kiedy nie była ona nawet w jednym procencie tak ogromna jak ta którą otrzymał Nikodem od Jerome za dzieciaka. “A jeśli już potrzebujesz się jakoś odwdzięczyć, możesz dać mi się nakarmić.” Uśmiechnął się szeroko kiedy jak na zawołanie brzuch Jerome znów dał o sobie znać. “Zgadzam się z nim.”
Edwards podszedł bliżej do Jerome, zatrzymując się przed nim. “Przez pięć minut próbujesz mi wmówić, że wszystko jest w porządku, opowiadasz mi o telefonie, niebie dla elektroniki i jakimś rowerze, a potem pytasz czy mógłbyś dostać szansę na bycie moim przyjacielem.” Przez moment jego spojrzenie zatrzymało się na bransoletce, którą Jerome nerwowo obracał między palcami. Nikodem rozpoznał ją od razu, pamiętając dzień w który mu ją podarował. Nie sądził jednak, że znów ją zobaczy po tylu latach. To wystarczyło by serce zaczęło mu bić szybciej. “Nigdy nie przestałeś nim być, Rome.” Wyciągnął rękę i lekko pstryknął go w nos, zupełnie jak robił to kiedyś gdy Jerome gadał głupoty. “Tylko nie myśl sobie, że tak szybko się mnie pozbędziesz drugi raz.” Uśmiechnął się lekko. Przez te wszystkie lata Nikodem nieraz zastanawiał się, co zrobił źle. Czy był zbyt nachalny, czy powiedział coś niewłaściwego, czy może ich przyjaźń była dla Jerome mniej ważna, niż była dla niego. Bez większego namysłu, ponownie go objął, tym razem spokojniej. “Tylko jak kiedyś znowu będziesz chciał zniknąć na kilka lat, zostaw chociaż głupią wiadomość, że żyjesz. Oszczędź mi siwych włosów.” Zaśmiał się cicho, odsuwając się od niego. Chcąc odrobinę zmienić atmosferę na weselszą, klasnął w dłonie i podszedł do lodówki. “Okay, mam wczorajszy makaron, pomidory, kurczaka i chyba jeszcze trochę sera. Zrobię coś prostego. Kroisz cebulę!” Wystawił język do przyjaciela, wiedząc jak bardzo tego nie znosił.

Jerome Blackwood

you left me like i was nothing to you

: śr wrz 23, 2026 6:52 pm
autor: Jerome Blackwood
Jerome przewrócił oczami, poirytowany swoim zdradzieckim brzuchem. - Na ostatniej wieczerzy z Jezusem. W końcu ostatnia to ostatnia - burknął, niezadowolony z własnej słabości. Zwykle nie zwracał uwagi na głód, ale ostatnim czego by sobie teraz życzył było więcej pytań. -Miałem w planach coś zjeść, ale zgubiłem ten cholerny klucz - resztę historii Nico już znał. Może gdyby nie przepił wczoraj ostatnich pieniędzy, miałby chociaż na głupiego Maka. Koniecznie musiał znaleźć pracę, pożyczanie kasy od Blossom nie wchodziło w grę. - I jak niby ma to być odwdzięczenie się? Głupota - zjadając mu jedzenie tylko ponownie coś zabierał, nie dając niczego od siebie. Obecnie nawet jego towarzystwo nie było w cenie, kompan był z niego raczej ponury i marny. Jeśli zostało w nim coś ze starego Jerome, to tylko wszechobecny chaos, nawet ten w wypowiedzi. Może źle, że zadał te pytanie? Czy powinien w ogóle z nim wypalać w tej sytuacji? Żołądek jeszcze bardziej ścisnął mu się z nerwów, wydając z siebie odgłosy grozy. - Ał - mruknął, gdy dostał pstryczka w nos. Zaraz, co on powiedział? - Mówisz… poważnie? Ale chyba mi nie wybaczyłeś? Nie można czegoś takiego wybaczyć w pięć minut tylko dlatego, że ktoś wygląda żałośnie - oburzył się, nawet jeśli w tej sytuacji to on był tym wyglądającym żałośnie, który bardzo prosił o wybaczenie. - Nie wiem czy zechcesz mnie znowu w swoim życiu. Nikomu jeszcze to nie wyszło na dobre - wzruszył ramionami. Jakby na to nie spojrzeć, wszyscy, którzy kiedykolwiek bliżej się z nim związali nie skończyli zbyt dobrze. Może ta Romka, która próbowała go porwać w dzieciństwie rzuciła na niego jakąś klątwę? Gdyby tylko jego telefon działał, właśnie googlowałby jak się jej pozbyć. - Wyglądałbyś zajebiście w siwych włosach. Tak tylko mówię - wzruszył delikatnie ramionami, czując dziwny chłód, gdy tylko Nikodem się od niego odsunął. Co zaskakujące, jego dotyk nie wywołał u Jerome większego napadu niepokoju. Przypominał raczej coś na kształt powrotu do domu. Był wdzięczny chłopakowi za to, że nie zadawał więcej pytań. I za to, że zmienił temat nim zrobiłoby się niezręcznie. - To moja kara, tak? W porządku, jasne…Zasłużyłem westchnął, biorąc do ręki nóż. Przez moment wpatrywał się w niego w otępieniu, przypomniawszy sobie coś, czego nie chciał pamiętać. Do rzeczywistości przywołał go głos Nico. Szybko potrząsnął głową i zabrał się za krojenie cebuli. Doskonała wymówka dla zaszklonych oczu. - No więc… Teraz tu mieszkasz, tak? Zamieniłeś mnie na atomówkę? Wiesz, że jej się kiedyś podobałeś? Nawet chciała się z tobą umówić, ale potem zabujała się w babce od matmy… Ale chyba się nie spotykacie? - nie, żeby był to jego interes. Ale jego bliźniaczka miała to do siebie, że podejmowała równie złe decyzje jak on, więc szansa na to, że związała się z tak fajnym facetem jak Nikodem była niewielka.

Nikodem Edwards

you left me like i was nothing to you

: wt wrz 29, 2026 7:26 pm
autor: Nikodem Edwards
Nikodem uniósł brew, spoglądając na Jerome znad ramienia, kiedy ten z pełnym przekonaniem oznajmił, że jego głód sięgał czasów ostatniej wieczerzy. Parsknął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniam. "I jak mniemam, Jezus również powiedział ci wtedy żebyś następnym razem nie gubił kluczy?" Rzucił zaczepnie po czym odwrócił się, wyciągając kolejne składniki z lodówki. Uśmiech nadal widniał na jego ustach co było dosyć niespotykane u Nikodema. Zazwyczaj jego twarz nie wyrażała zbyt wiele emocji. "Wystarczy mi, że wiem, że jesteś głodny, siedzisz na klatce i rozwaliłeś telefon. Nie potrzebuję niczego w ramach podziękowania, więc przestań się już ze mną dochodzić." Westchnął po czym odwrócił się w jego stronę, opierając dłonie o blat. "Dobrze wiesz, że nigdy nie wciskam nikomu kitu. Mówię poważnie. Nie muszę ci niczego wybaczać, bo nigdy nie przestałeś być moim przyjacielem. To, że przez kilka lat nie wiedziałem gdzie jesteś i czy w ogóle żyjesz, nie sprawiło nagle, że wszystko co między nami było, przestało istnieć." Na moment spoważniał, a jego spojrzenie zatrzymało się na oczach Jerome. " Byłem zły, nadal po części jestem. I było mi przykro.. ale bardziej brakowało mi ciebie niż chciałem się do tego przyznać." Uśmiechął się lekko, sam nie będąc do końca pewien, czy powinien mówić to wszystko na głos. W końcu minęło sporo czasu i nie wiedział czy Jerome sam nadal traktował Nikodema jak najlepszego przyjaciela. Pokręcił głową. " Więc nie, Rome, nie pozbędziesz się mnie teraz tak łatwo. Będziesz musiał się ze mną użerać przez wiele lat, a jak kiedyś wywiniesz taki sam numer to tym razem cię znajdę i zaciukam. Pokazał mu język. " A jeśli chodzi o siwe włosy, to będziesz pierwszą osobą, której każe je oglądać. Jak zmienisz zdanie to dostaniesz kopa." Uśmiechął się szeroko, widząc minę przyjaciela.
Dopiero wtedy przypomniał sobie o telefonie Jerome. "Prawie zapomniałem." Wyciągnął rękę w jego stronę. "Daj mi ten wrak." Kiedy Jerome podał mu potłuczony telefon, Nikodem obejrzał go dokładnie. Ekran wyglądał jeszcze gorzej z bliska. "Chryste.. co ty z nim robiłeś? Próbowałeś zatrzymać ten rower co chciał w ciebie wjechać?" Zaśmiał się cicho po czym podreptał do pokoju, wracając z pudełkiem. " Masz. Stary telefon Ambrose. Nie jest piękny, ale działa, ma ładowarkę i powinien wystarczyć do czasu aż skończę z twoim." Uśmiechął się po czy podał Jerome telefon. "I nie próbuj narzekać, że go nie chcesz." Przerwócił oczami po czym na chwilę jeszcze zniknął, a kiedy wrócił, oparł się biodrem o blat. "Atomówkę?" Zaśmiał się. "Dalej tak na nią mówisz?" Pokręcił głową, siegając po pomidora. "Nie zamieniłem cię na twoją siostrę." Przewrócił oczami, prychając ze śmiechem na usłyszaną informację. Aż na chwilę zatrztmał nóż w połowie krojenia. "Dopiero teraz mi o tym mówisz? W jego głosie nie było niczego poza rozbawieniem. "Nie, nie spotykamy się. Blossom jest świetną dziewczyną, ale dla mnie zawsze była jak siostra. A po drugie.." Urwał na moment, patrząc na Jerome. "Chyba nigdy nie wspomniałem ci, że dziewczyny nie są w moim typie." Uśmiechnął się pod nosem, wracając do krojenia pomidora, choć gdzieś pojawiło się znmajome, nieco cięższe uczucie. Przez krótką chwilę poczuł lekkie ukłucie w sercu, kiedy dotarło do niego, że Jerome przez te wszystkie lata niczego nie zauważył. Ani tego, jak często Nikodem szukał jego spojrzenia, ani tego jak łatwo wystarczała mu sama obecność Jerome kiedy byli dzieciakami.

Jerome Blackwood

you left me like i was nothing to you

: śr wrz 30, 2026 9:00 pm
autor: Jerome Blackwood
- Dokładnie. Zupełnie jakbyś tam był - mruknął, czując, że walka była przegrana. Nieważne jak bardzo nie chciałby wyjść na kompletnego przegrywa, życie nieustannie przypominało mu, że właśnie tym był. Gdyby tylko był mniej rozkojarzony, zauważyłby uśmiech błąkający się po twarzy Nikodema, podczas gdy jego własna nie wyrażała szczególnie wiele. Zupełnie jakby zamienili się miejscami. Jerome pokiwał głową, wywieszając białą flagę. Nie był w nastroju do kłótni, a zdecydowanie nie z najlepszym przyjacielem. Kolejne słowa chłopaka uderzały w niego coraz to mocniej, do tego stopnia, że utrzymywanie kontaktu wzrokowego stało się zbyt trudne. Jerome nie był gotowy na falę emocji, a to co mówił Nico mogło wywołać niezłe tsunami. - Przepraszam. Za to, że tak zniknąłem bez słowa - powiedział cicho. Chciałby móc odsunąć od siebie winę za to co się wydarzyło, ale to jego słabość doprowadziła go do miejsca w jakim teraz był. Za wszystko mógł winić tylko siebie, a te poczucie winy odbierało mu nocą resztki niespokojnego snu.
Bez słowa podał Nikodemowi swój telefon, którego pęknięty ekran doskonale odzwierciedlał stan wewnętrzny właściciela. Gdyby tylko jego przyjaciel potrafił naprawić też i jego. - Upadłem na niego. Ale był w kiepskim stanie już wcześniej - wzruszył ramionami. Zabawne, że kupił go w dniu, w którym poznał tego potwora. Był jedyną rzeczą, która jeszcze go z nim łączyła. Rzeczą, której należało pozbyć się już dawno. - Właściwie to… Możesz go sprzedać. Jak już go naprawisz. I tak miałem kupić nowy - a do tego czasu stary telefon brata jego przyjaciela wystarczy mu w zupełności. Przynajmniej przypominał mu o tej lepszej części życia.
- Mhm. A ją nadal to wkurza - uśmiechnął się lekko na myśl o siostrze. To jej z całej rodziny brakowało mu najbardziej. Zawsze łączyła ich wyjątkowo silna więź, więc był pewny, że Blossom przejrzała przez wszystkie jego kłamstwa i tylko uprzejmie dawała mu czas by sam opowiedział jej o tym co się stało. - Jakbym tego nie zauważył - zaśmiał się, dostrzegając zaskoczoną minę Nico. Odłożył nóż na bok i dodał cebulę do sałatki. - Nigdy się z żadną nie umawiałeś, a kiedy ktoś zaczynał gadać o laskach tylko się śmiałeś i kiwałeś głową, choć było widać, że nieszczególnie cię to interesuje…Nawet taki kretyn jak ja w końcu by załapał - uśmiechnął się do przyjaciela, biorąc się za krojenie kolejnych składników. - Czekałem aż sam mi powiesz. Pewnie zrobiłbyś to wcześniej gdybym tylko się odzywał - cieszył się jednak, że Nico zrobił to teraz. Jerome nie miał w zwyczaju na nikogo naciskać. A zwłaszcza na niego wiedząc ile przeszedł. Nie rozumiał tylko dlaczego Nikodem nie był z nim szczery od początku, szczególnie, że sam Jerome nigdy nie krył się ze swoją seksualnością. Może jednak nie ufał mu na tyle. A może był tego jakiś inny powód?

Nikodem Edwards