Strona 1 z 1

i jeszcze frytki do tego

: pn wrz 21, 2026 12:14 am
autor: ezra clance
trzy
and the shadow of the day
will embrace the world in grey
Niektóre rozmowy musiał czytać kilka razy, zanim zadecydował, czy przyjaciel finalnie oberwie w łeb, czy dostanie jakieś gratulacje za złote słowa, na które sam Ezra by nie wpadł. Nie oszukujmy się, sam nie zacząłby tak po prostu przesuwać w prawo całkiem sporej liczby osób i kleić rozmowę tak, jakby doskonale wiedział, co powiedzieć. Dla wielu ta prosta bariera, jaką był ekran i internet, była źródłem dodatkowej pewności siebie, czy może i nawet pewnego poczucia bezpieczeństwa, nawet jak widzieli twarz rozmówcy. Teoretycznie, zaawansowane technologie działały już na tak wysokich obrotach, że człowiek nawet nie wiedział, czy drugi rozmówca na pewno będzie tak wyglądać i czy na pewno nie jest botem. A pomyśleć, że kilka lat temu można było zostać "tylko" oszukanym, kiedy ktoś używał cudzych zdjęć. W tym przypadku było inaczej. Coś w głowie zaczęło mu szeptać, że powinien kojarzyć imię i twarz; w końcu detektywów się powinno pamiętać, ale kiedy miał cokolwiek z detektywem wspólnego? Jak jeszcze załatwiał dokumenty matki, która wolała korzystać z jego usług, zamiast załatwić sobie faktycznego kuriera, czy innego listonosza, albo samej się pokazać na miejscu? Niedorzeczne.
Niemal tak niedorzeczne, jak fakt, że faktycznie wyszedł na spotkanie (randkę?), na którą tak naprawdę został umówiony, kiedy stał przy chilli. Albo, kiedy oglądali w trójkę film, tutaj ciężko było wskazać dokładny moment, bo czas mu zwyczajnie leciał. Długo nie widział swojego telefonu w rękach akurat tego wieczoru, więc nieźle się zaskoczył umiejętnościami Archibalda. Szkoda, że takiej pewności siebie nie byłby mu w stanie zapewnić, zdecydowanie by się w tym momencie przydała. Szczególnie kiedy już trzeci raz sprawdzał adres, a nawet nie zdążył wyjść. "Wyglądasz dobrze"; zakładał, że te słowa miały go pocieszyć. Nie czuł się dobrze. Czuł się tak, jakby wcale nie powinno go w tym miejscu być, ale słowo się rzekło, a on parkował na odpowiedniej ulicy i ostatni raz przeczesał włosy ręką. Był wcześniej; nie miał kwiatów, czekoladek czy innego prezentu. Postawił na frytki, polecone przez MIllera; nawet nie wiedział, kiedy ten w ogóle miał okazję wyjść na kręgle. Może to były stare czasy? Może receptura na frytki zmieniła się tak drastycznie, że teraz nie było nawet co ich zamawiać? I co wtedy, nici z zaproszenia na te z domowej receptury?
A i tak zaryzykował. Zapłacił za trzy godziny, za dwie osoby; może ewentualnie posiedzą tutaj dłużej, wtedy mogliby skorzystać z oferty arcade. Nie sprawdzał, czy była dodatkowo płatna, najwyżej po prostu się dopłaci. Wypożyczył buty, zamówił frytki i teraz siedział na kanapie, starając się nie odzwierciedlać własną mimiką tego, co przeżywał w środku. Miał wyglądać tak, jakby był pewny siebie, do tego jeszcze pozytywnie nastawiony. W końcu nie był żaden wyrok, tylko pozytywne wyjście. Poznawanie nowych ludzi. Kiedyś nie miał z tym absolutnie żadnego problemu; ostatnimi czasy jakoś to wszystko przycichło. Dlatego go na tyle randek poumawiali? I dlatego na lwią część sam się zgodził, kontynuując rozmowy tak, jakby sam pisał od początku?
Nie zauważył, kiedy na stoliku znalazły się cienko skrojone, smażone ziemniaki. Ale zmierzającego w, miał taką nadzieję, jego kierunku mężczyznę już owszem. Jak ze zdjęcia. Czy ten cały stres znowu nawrócił? Nie, to chyba nie to. To był raczej lęk przed kompromitacją. Logiczne, chyba. Szybko się tego pozbył, a raczej przesunął na dalszy plan; wstał i przygotował się na to, że zaraz może zostać zamknięty w niedźwiedzim uścisku. Chyba że to frytki wygrają starcie o uwagę.
- Cześć; Cree, prawda? - nie wyciągnął ręki; zamierzał zareagować na bieżąco przybiciem piątki czy innego żółwika, albo otwarciem ramion. Ale uśmiechał się, jakby był faktycznie pewny tego, co robi. Wszystko zgodnie z planem. Zjedzą frytki, chwilę pograją, rozejdą się na dobrych warunkach. Chyba.
Cree 🍟

i jeszcze frytki do tego

: śr wrz 23, 2026 7:11 pm
autor: Cree Bellerose
Nie umawiał się na randki przez aplikacje. Nigdy tego nie robił i miał w tej dziedzinie zerowe doświadczenie. Zresztą, kiedy ostatnio był na czymś podobnym? Przecież nikogo oficjalnie nie szukał. Jego one-night standy były rezultatem klubowych alkoholizacji, podczas których trochę za dobrze poczuł się w czyimś towarzystwie i kończyło się na zapraszaniu tej osoby do siebie. Rano druga strona łóżka była już zimna, a w jego głowie nie było planów, by to powtórzyć. Nawet jeśli było zajebiście. Nawet jeśli tak byłoby dla niego lepiej w dłuższej perspektywie.
Co skłoniło go do założenia profilu na Maplinderze i rozpoczęcia flirtu z pozornie dopasowanymi kandydatami? Nie miał pojęcia. Planował się tylko pobawić. Pośmiać się. Pogadać, zająć trochę czasu, oczyścić głowę i niekoniecznie wynosić te znajomości poza internet. No, coś mu w tej kwestii zdecydowanie nie wyszło.
Dlaczego ostatecznie zgodził się na spotkanie z Ezrą? Nie był do końca pewien. Bo był czarujący? Bo pierwsze, o czym nie wspomniał, to seks? A może po prostu chciał się wybawić, wyskoczyć gdzieś w towarzystwie kogoś nowego i nie myśleć o tym zbyt poważnie. W końcu mogą spędzić ze sobą fajnie czas i nic więcej albo – wprost przeciwnie – na żywo nie będzie między nimi żadnej chemii. Będzie dziwnie, będą się krępować i lepiej dla obu, jeśli nie pociągną tego dalej.
Był gliną i otwarcie o tym mówił, więc nie martwił się, że trafi na kogoś, kto posługiwał się cudzymi zdjęciami. To byłoby nierozsądne. Z drugiej strony nie planował też nikogo prześwietlać. Pomyślał nawet o tym, że ktoś mógłby robić sobie żarty i na przykład założyć profil za kogoś albo nawet zacząć umawiać się za niego na randki. Niedorzeczne, prawda? Może był zbyt naiwny, może wciąż trochę za dobrze myślał o ludziach.
Udało mu się nawet wyspać, bo nie musiał rano wstawać do pracy i od świtu siedzieć nad papierami. Choć raz nie będzie wyglądał jak zombie, który pragnie zakosztować czyjegoś mózgu. Gryźć co prawda lubił, ale o tym może nie będzie wspominać mężczyźnie. A już na pewno nie na pierwszym spotkaniu. Nie odpicował się na bóstwo, bo nie należał do tych, którzy lubili się stroić. Nie miał też żadnego prezentu dla Ezry. Co prawda nie był z tych, którzy uważali siebie za wystarczający podarunek, ale nigdy nie wiedział, co należało kupić na takie okazje. Nie chciał się wydurniać. Wywołać złe pierwsze wrażenie. Jeśli ich znajomość się rozwinie – nawet jeśli wciąż pozostanie koleżeńska – i w końcu wyskoczą razem na drugą randkę i na domowe frytki, to wtedy przyniesie ze sobą jakiś drobiazg. Tak po przyjacielsku. Na razie po prostu o tym nie myślał.
Zjawił się na czas. Może nawet nieco wcześniej, ale nie sprawdzał zegarka co minutę. Wiedział, że ten nawyk tylko sprawi, że będzie bardziej zestresowany, a tego chciał uniknąć za wszelką cenę. Był po cywilnemu; nie posiadał przy sobie broni ani nawet odznaki. Nie wyróżniał się z tłumu niczym poza dość potężną posturą i wzrostem, które same w sobie przyciągały spojrzenia, nawet gdy wcale się o to nie starał. Na potwierdzenie jakaś ładna panna puściła mu oczko, gdy przechodził obok jednego z torów.
Wnętrze pulsowało kolorami – fioletowe i niebieskie neony odbijały się w chromowanych obudowach automatów, a gdzieś z głębi dobiegał ten charakterystyczny, chaotyczny hałas arcade'u – bipy, brzęki wygrywanych żetonów, muzyka z kilku różnych gier na raz, nakładająca się na siebie w coś, co trudno było nazwać spójną melodią. Nad jednym z automatów wisiał wielki, rozświetlony napis JURASSIC PARK, mrugający czerwono-żółtym światłem, a obok stały maszyny do bowlingu, których gigantyczne, świecące korpusy przypominały coś pomiędzy rakietą a jukeboxem z przyszłości. Zapach smażonych przekąsek unosił się w powietrzu, mieszając się z lekką wonią świeżo prażonego popcornu i czymś słodkim, prawdopodobnie watą cukrową sprzedawaną gdzieś przy wejściu.
Dostrzegł go po chwili, uśmiechnął się sam do siebie, chyba zadowolony, że mężczyzna nie różnił się od tego, co widział na zdjęciach. Był jednak zdecydowanie niższy od niego. Tego nie było w jego bingo. Choć czy w tym samym czasie nie było to trochę urocze? Musiał jak najszybciej wybić sobie te i podobne myśli z głowy.
Zbliżył się pewniej, niż początkowo planował i od razu odpowiedział:
– Jedyny w swoim rodzaju – nie było to najbardziej smooth, ale pierwsze lody zostały przełamane. - Ezra, jeśli dobrze zapamiętałem? - ta mniej komfortowa część rozmowy była już za nimi.
Nie miał też planu, jak powinien przywitać się ze swoją randką. Męski uścisk dłoni? Francuski buziak w policzek? A może słowa wystarczały?
Jego natura golden retrievera jednak wygrała z rozwagą. Nie wiedząc, czy przekracza jakieś granice, czy nie, zamknął Ezrę w uścisku, nienarzucającym się, ale przez swoje rozmiary i tak nieco przytłaczającym. Puścił go zaraz po tym i, niezbyt skrępowany, obdarował go swoim najszczerszym, najbardziej rozczulającym uśmiechem. Szybko do jego nozdrzy dotarł zapach smażonej przekąski, a tym samym jego ulubionych frytek.
– Nie próżnowałeś – dodał po chwili, sięgając po jedną ze swobodą, która czasem onieśmielała jego towarzystwo. Miał nadzieję, że mężczyzna nie poczuje się niezręcznie. – Coś do zwilżenia gardła zamówiłeś? Czy czekałeś na mnie?
Dopiero po tych słowach spałaszował tłustą przekąskę i z zadowoleniem musiał przyznać, że była smaczniejsza, niż się spodziewał po takim miejscu.
Nie mógł też pozwolić, by cała zabawa kosztowała tylko drugiego mężczyznę. Czułby się z tym źle. Może nawet nieco głupio. Musiał też przyznać, że Ezra na żywo bardzo mu się podobał. Miał pociągający uśmiech i dobrze patrzyło mu z oczu. Dostrzegał jednak w jego posturze i mimice twarzy, że był nieco skrępowany. Cree zastanawiał się, czy była to jego sprawka, czy może czegoś zupełnie innego?

ezra clance