How to survive a family diner
: pn wrz 21, 2026 3:35 pm
To był trudny tydzień. Gdy w zeszły weekend dostała od mamy zaproszenie na kolację w kolejną sobotę, ucieszyła się. Tego dnia miała w kalendarzu wpisane tylko trzy klientki na rano, więc szybko zablokowała w aplikacji dalszą możliwość zapisów. Nie widziała się z rodzicami i bratem już naprawdę długo, bo ostatni raz to chyba po powrocie z Włoch, ale przyjechała wtedy dosłownie na chwilę. Chciała tylko odebrać od nich psy i szybko wrócić do domu, żeby odpocząć po ciężkiej podróży i przygotować się do pracy, bo… oczywiście, że już następnego dnia musiała iść do pracy.
Dlatego taka kolacja i to jeszcze przyrządzona przez najlepszego kucharza na świecie — a w tej roli występował nie kto inny jak Casper — wydawała jej się świetnym pomysłem i planem na zasłużony odpoczynek. Gdyby nie wiadomość od mamy, z pewnością pozwoliłaby, aby klienci bombardowali hej kalendarz i zarówno ten dzień jak i sobotę spędziłaby w salonie do późnych godzin. A tak to wiedziała, że następnego ranka będzie mogła się wyspać w swoim starym pokoju i nie może choć raz udałoby jej się nie myśleć o pracy lub powszechnie panującym w jej życiu zapierdzielu.
Wiedziała, że Dante z pewnością nie będzie podzielał jej entuzjazmu, więc przekazanie mu wieści o zaproszeniu do domu w York Mills zamierzała odpowiednio dawkować i na pewno nie mówić od razu wprost. I oczywiście, że spodziewała się odmowy, ale… nie zamierzała odpuszczać. Dlatego zaraz po powrocie do domu, dorwała go w salonie i usadzając się wygodnie na jego kolanach, zaczęła go grzecznie i niewinnie namawiać do zmiany zdania. Bo przecież co mu szkodziło pójść i zjeść coś dobrego? Za darmo! Na dodatek wyspać się z nią w ramionach i leniuchować do południa, a to wszystko dzięki temu, że pani Eriksen totalnie straciła głowę dla Murphy’ego oraz Olive i to ona sama się zaoferowała przy okazji zaproszenia na kolację, że będzie się opiekowała w tym czasie swoimi wnukami. Wobec tego porannymi spacerami miała zająć się babcia, co oznaczało słodkie lenistwo.
Dante jednak zdawał się nie być przekonany co do siły wymienianych argumentów, a jego upór sprawił, że dziewczyna po prostu skapitulowała.
Miała po prostu dość. Niby go nie ignorowała, Życzyła mu dobrego dnia, kiedy wychodziła do pracy, mimo że sam jeszcze podchrapywał w łóżku. Pytała, czy czegoś potrzebował, jeśli akurat robiła zakupy. W nocy, gdy kładła się do łóżka, mówiła ciche dobranoc, czasami nawet całowała go w policzek, ale na tym kończyła się cała jej inicjatywa.
Nie było już nagłego przytulania się od tyłu, kiedy akurat próbował coś zrobić. Nie było wsuwania się pod jego ramię na kanapie ani kradnięcia mu telefonu tylko po to, żeby zmusić go do zwrócenia na nią uwagi. Nie opierała już głowy o jego ramię przy pierwszej lepszej okazji. Ale… Nie robiła mu też wyrzutów. Nie pytała po raz kolejny, czy na pewno nie zmienił zdania. Nie próbowała też znaleźć kolejnych argumentów, które mogłyby go przekonać, choć jeszcze kilka dni wcześniej prawdopodobnie wymyśliłaby ich z tuzin. I chyba właśnie to było w tym wszystkim najbardziej Elsowe — bo zamiast się złościć, zamiast urządzać awanturę o coś, co przecież miało być zwyczajną rodzinną kolacją, po prostu zrobiło jej się przykro. A kiedy było jej przykro, miała tendencję do chowania tego głęboko pod skórą.
Ale gdy w końcu nadeszła sobota, a ona wróciła do domu wczesnym popołudniem, zamierzała spróbować jeszcze raz. Ostatni.
— To rozumiem, że nie udało się przesunąć tego ważnego spotkania Murphy’ego i zostajecie we dwójkę w domu, a ja z Olive mam sama jechać do rodziców, tak? Tak jakbym nadal była starą singielką, która po pracy wraca do pustego mieszkania, robi sobie herbatę i rozmawia z roślinami? — Zmarszczyła lekko nos, krzyżując ramiona pod biustem. Wygladała… ciekawie. Za duży zielony sweter opadał na długą burgundową spódnicę, a włosy — mimo ze upięte w luźnego koka — pozostawały lekko roztrzepane po tym całym pośpiechu w ciągu dnia. Zdecydowanie nie pasowała wyglądem do tonu, w którym chciała wygłosić swoje zażalenie.
— Tylko to Ty ostatnio mówiłeś, że ciągle tylko pracuję i pracuję… a kiedy wreszcie mam okazję odpocząć wśród rodziny… to ty się musisz wyłamać! I co to za rodzinna kolacja jak nie będzie tam ciebie? Przecież… przecież ty też jesteś moją rodziną… — Westchnęła ciężko, spuszczając lekko głowę w dół. Miała gadane i to od zawsze. Pozostało jednak jej już tylko czekać czy Dante kupi całą tą historię i sam skapituluje czy może jednak będzie musiała pojechać do rodziców sama. Oczywiście jeszcze z Olive. I walizką, do której na wszelki wypadek spakowała już jego kosmetyczkę i rzeczy na zmianę.
Dante Levasseur
Dlatego taka kolacja i to jeszcze przyrządzona przez najlepszego kucharza na świecie — a w tej roli występował nie kto inny jak Casper — wydawała jej się świetnym pomysłem i planem na zasłużony odpoczynek. Gdyby nie wiadomość od mamy, z pewnością pozwoliłaby, aby klienci bombardowali hej kalendarz i zarówno ten dzień jak i sobotę spędziłaby w salonie do późnych godzin. A tak to wiedziała, że następnego ranka będzie mogła się wyspać w swoim starym pokoju i nie może choć raz udałoby jej się nie myśleć o pracy lub powszechnie panującym w jej życiu zapierdzielu.
Wiedziała, że Dante z pewnością nie będzie podzielał jej entuzjazmu, więc przekazanie mu wieści o zaproszeniu do domu w York Mills zamierzała odpowiednio dawkować i na pewno nie mówić od razu wprost. I oczywiście, że spodziewała się odmowy, ale… nie zamierzała odpuszczać. Dlatego zaraz po powrocie do domu, dorwała go w salonie i usadzając się wygodnie na jego kolanach, zaczęła go grzecznie i niewinnie namawiać do zmiany zdania. Bo przecież co mu szkodziło pójść i zjeść coś dobrego? Za darmo! Na dodatek wyspać się z nią w ramionach i leniuchować do południa, a to wszystko dzięki temu, że pani Eriksen totalnie straciła głowę dla Murphy’ego oraz Olive i to ona sama się zaoferowała przy okazji zaproszenia na kolację, że będzie się opiekowała w tym czasie swoimi wnukami. Wobec tego porannymi spacerami miała zająć się babcia, co oznaczało słodkie lenistwo.
Dante jednak zdawał się nie być przekonany co do siły wymienianych argumentów, a jego upór sprawił, że dziewczyna po prostu skapitulowała.
Miała po prostu dość. Niby go nie ignorowała, Życzyła mu dobrego dnia, kiedy wychodziła do pracy, mimo że sam jeszcze podchrapywał w łóżku. Pytała, czy czegoś potrzebował, jeśli akurat robiła zakupy. W nocy, gdy kładła się do łóżka, mówiła ciche dobranoc, czasami nawet całowała go w policzek, ale na tym kończyła się cała jej inicjatywa.
Nie było już nagłego przytulania się od tyłu, kiedy akurat próbował coś zrobić. Nie było wsuwania się pod jego ramię na kanapie ani kradnięcia mu telefonu tylko po to, żeby zmusić go do zwrócenia na nią uwagi. Nie opierała już głowy o jego ramię przy pierwszej lepszej okazji. Ale… Nie robiła mu też wyrzutów. Nie pytała po raz kolejny, czy na pewno nie zmienił zdania. Nie próbowała też znaleźć kolejnych argumentów, które mogłyby go przekonać, choć jeszcze kilka dni wcześniej prawdopodobnie wymyśliłaby ich z tuzin. I chyba właśnie to było w tym wszystkim najbardziej Elsowe — bo zamiast się złościć, zamiast urządzać awanturę o coś, co przecież miało być zwyczajną rodzinną kolacją, po prostu zrobiło jej się przykro. A kiedy było jej przykro, miała tendencję do chowania tego głęboko pod skórą.
Ale gdy w końcu nadeszła sobota, a ona wróciła do domu wczesnym popołudniem, zamierzała spróbować jeszcze raz. Ostatni.
— To rozumiem, że nie udało się przesunąć tego ważnego spotkania Murphy’ego i zostajecie we dwójkę w domu, a ja z Olive mam sama jechać do rodziców, tak? Tak jakbym nadal była starą singielką, która po pracy wraca do pustego mieszkania, robi sobie herbatę i rozmawia z roślinami? — Zmarszczyła lekko nos, krzyżując ramiona pod biustem. Wygladała… ciekawie. Za duży zielony sweter opadał na długą burgundową spódnicę, a włosy — mimo ze upięte w luźnego koka — pozostawały lekko roztrzepane po tym całym pośpiechu w ciągu dnia. Zdecydowanie nie pasowała wyglądem do tonu, w którym chciała wygłosić swoje zażalenie.
— Tylko to Ty ostatnio mówiłeś, że ciągle tylko pracuję i pracuję… a kiedy wreszcie mam okazję odpocząć wśród rodziny… to ty się musisz wyłamać! I co to za rodzinna kolacja jak nie będzie tam ciebie? Przecież… przecież ty też jesteś moją rodziną… — Westchnęła ciężko, spuszczając lekko głowę w dół. Miała gadane i to od zawsze. Pozostało jednak jej już tylko czekać czy Dante kupi całą tą historię i sam skapituluje czy może jednak będzie musiała pojechać do rodziców sama. Oczywiście jeszcze z Olive. I walizką, do której na wszelki wypadek spakowała już jego kosmetyczkę i rzeczy na zmianę.
Dante Levasseur