Strona 1 z 1

If you try to chase the sun, you're never gonna catch it

: pn wrz 21, 2026 7:05 pm
autor: Jasper Porter
If you try to chase the sun, you're never gonna catch it
These days I'm wiser, but I'm certainly not better
I'm still doing the same shit, I'm just makin' it sound clever
When I die, I want my life to look like sunflowers and leather
All I wanna do is say some shit that makes me live forever

W Emptiness nie bywał zbyt często. Zdarzyło mu się grać tam kilka większych koncertów, choć te przypadki należały raczej do przeszłości. Klub z pewnością był jednym z bardziej obleganych, wydawał się miejscem niemal ekskluzywnym. Młody Jasper byłby oszołomiony ilością możliwości i rozrywek, które ofiarował. Obecnie, lokal przypominał Porterowi o tych wszystkich miejscach, które odwiedził w Mieście Aniołów, gdy sądził, że świat leży u jego stóp, a on jest zupełnie nietykalny. Dziś jednak Emptiness było dla niego tylko szumem, kakofonią barw i dźwięków, plątaniną ciał, chaotycznym kłębowiskiem pragnień i niespełnionych obietnic. Dokładnie tego szukał – odwrócenia uwagi. Odrobiny zabawy. Może, przy odrobinie szczęścia, przypomni sobie kim był kiedyś i pozwoli temu człowiekowi przejąć nad sobą kontrolę. Znów popełniać błędy i płynąć z falą, niezależnie od tego, gdzie zamierzała go rzucić. I tak już rozbijał się o brzeg.
Wiedział, że Rae również występowała w Emptiness. Każdy artysta, który chciał zdobyć coś więcej, kiedyś postawił tu stopę, z nadzieją, że zostanie zapamiętany. Nie miał jednak pojęcia, że faktycznie stanowiła tu swego rodzaju celebrytkę. Nie miał też pojęcia, że kiedy podejdzie do baru, by zamówić jakiś przesadnie drogi alkohol, ujrzy jej twarz. Nie próbował jej odnaleźć po ich rozmowie w Tranzec, nie chcąc w żaden sposób się narzucać. Powiedziała jasno – nie potrzebowała jego rad, a on nie zamierzał wyciągać z niej nic, czego nie zamierzała mówić sama. Ludzie niejednokrotnie próbowali zmusić go, by obrał inną ścieżkę, jakby sądzili, że wiedzą lepiej co jest dla niego odpowiednie. Przecież dokładnie to przez większość życia robiła jego matka, odcinając go od jakichkolwiek informacji o ojcu. To robili jego menadżerowie, gdy miał przed sobą perspektywę większej kariery. To robili ludzie, którzy nazywali się jego przyjaciółmi. Wiedział jak taki nacisk potrafi paraliżować.
— Whisky. Z lodem. — Oparł się o ladę, obserwując znajomą twarz. Na jego własnej brakowało tego zadziornego uśmiechu, który zazwyczaj przybierał. Wydawał się zmęczony i nieco rozkojarzony. Pewnie przez cały wieczór Rae widziała wiele takich osób, które przy barowej ladzie szukały odpowiedzi - albo zapomnienia. Sam nie był pewien, której opcji oczekiwał. — Nie miałem pojęcia, że tu pracujesz. — Dodał po chwili milczenia, jakby chciał się usprawiedliwić, gdyby podejrzewała, że przyszedł tu po to, by znów zadawać niewygodne pytania. Tym razem nie był skory do walki.

Rae Westlake

If you try to chase the sun, you're never gonna catch it

: pt wrz 25, 2026 10:00 am
autor: Rae Westlake
Emptiness z założenia było klubem, w którym się tańczyło. Przychodziło się tutaj, żeby spuścić trochę pary. Co ciekawe, bawiła się tutaj zarówno policja, jak i półświatek Toronto. Klub był kolorową mieszaniną przeróżnych celów i doświadczeń, pomiędzy którymi lawirował właściciel.
Rae była chyba jednym z takich doświadczeń... Zagubionym dzieciakiem, uciekinierką z domu, której przez totalny przypadek zabrakło benzyny akurat pod tym miejscem. Nie wiadomo, skąd zebrała się na odwagę, żeby wślizgnąć się do budynku przez niedomknięte drzwi w poszukiwaniu menadżera albo właściciela. Jakimś cudem została przez niego przyłapana, ale zamiast nadać ją na policję, ten... zaopiekował się nią i przygarnął do siebie. I tak była tutaj już siedem lat.
Długo, jak na kogoś, kto chciał robić karierę muzyczną, a nie być barmanką w nocnym klubie o szemranej reputacji.
- Hey, old Jazzman! - uśmiechnęła się na jego widok w ten swój sposób, w jaki uśmiechała się na scenie.
Zupełnie jakby nie było nawet śladu wspomnienia po ich ostatniej rozmowie, która przecież nie poszła tak dobrze.
- Wyglądasz, jakbyś się zgubił! - zauważyła, wrzucając do szklanki jedną, dużą, przejrzystą kostkę lodu, by na oko nalać alkoholu.
Tak na oko, to chyba nalała więcej niż powinna i chyba dobrze o tym wiedziała.
Nie miałem pojęcia, że tutaj pracujesz.
W odpowiedzi uniosła same ramiona na dłuższą chwilę, robiąc minę mówiącą: "No co zrobisz?"
- Każdy orze jak może... - jakże mądre stwierdzenie.
Koncerty w klubie właściwie zaczęły się od niej. To dla niej Madox zamówił pianino i nagłośnienie idealne do muzyki na żywo. Oczarowała go tym, jak śpiewała i z początku koncerty były raczej w dniach, w których w klubie było pustawo, ale z czasem zmieniło się to i rzeczywiście zaczęli tutaj występować także inni muzycy.
Jasper Porter

If you try to chase the sun, you're never gonna catch it

: śr wrz 30, 2026 9:42 pm
autor: Jasper Porter
Podeszła do niego tak, jakby ich poprzednia rozmowa nie miała miejsca. Z scenicznym uśmiechem i otwartością, której się nie spodziewał. Faktycznie nie zaprzątała sobie głowy słowami, które padły po minionym koncercie, nad ciepłym piwem i whisky bez lodu, przechodząc tak po prostu do codziennego życia? Czy może był to element gry – udawać, że nic się nie stało, zagrzebać niewygodne sprawy i niedopowiedzenia? Była to dobra taktyka, nie ruszać tematu, skoro on sam go nie poruszał. Pozwolić wieczorowi toczyć się własnym rytmem, podchodzić do Jaspera, jakby był zwyczajną znajomą twarzą, kolejnym klientem przy barze, a nie kimś, kto kilka nocy temu próbował znaleźć w niej coś, co zagrzebywała głęboko w sobie.
Uśmiechnął się do niej, słysząc jak go nazywa. W innym wypadku zapewne odgryzłby się, że wcale nie jest stary, ale miała rację – wyglądał na zagubionego. Zupełnie jakby na chwilę wywiesił białą flagę, kapitulując. Jego strata, jej zysk. Najwidoczniej nie zamierzał rozgrzebywać tematu jej ucieczki.
— Dobrze mówią, że barmani jak mało kto potrafią wyłapywać ludzkie nastroje — zaśmiał się, gdy zwróciła uwagę na jego stan. Obserwował jak kostka lodu z brzdękiem ląduje w szklance, a później pęka, zalana bursztynowym płynem. Ilość whisky z pewnością była nadprogramowa, oferowana prosto od serca, jakby miała uleczyć jego smutki. — Powiedzmy, że ostatnio nie jestem pewny czego chcę, a ludzie, których spotykam, nie ułatwiają mi podjęcia wyboru — powiedział, nieco enigmatycznie, biorąc w dłoń szklankę. Oboje odsłaniali przed sobą niewiele, wciąż balansując między szczerością a dyskrecją. Czy gdyby zdecydował się przed nią otworzyć, kiedyś odwdzięczyłaby się tym samym?
— Kiedyś pracowałem jako barman w Los Angeles. Ilość ludzi, jaką można poznać przy szklance z alkoholem jest zaskakująca. — Oczy, które widzą wszystko, uszy, które słyszą więcej, niż by chciały. Posada niepozorna, czasami niezbyt wdzięczna, ale potrafiąca otworzyć więcej drzwi, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. — Grasz coś dzisiaj? Wiem, że w Emtiness lubią cię słuchać.


Rae Westlake

If you try to chase the sun, you're never gonna catch it

: pt paź 02, 2026 11:05 am
autor: Rae Westlake
Była u siebie i to było widać. Czuła się tutaj znacznie swobodniej niż w Tranzac. Do tego znała tę publiczność. Bo chyba tłum w klubie, nawet jeśli anonimowy, też był publicznością. A z tą konkretną była już oswojona. Jedno nie przeczyło drugiemu... Mogła być tutaj bardziej, a jednocześnie ciągle mieć z tyłu głowy ostatnią rozmowę.
Uśmiechnęła się w rozbawieniu, kiedy wspomniał o czytaniu emocji. Och, gdyby tylko wiedział, jaki był dla niej koszt tej umiejętności. Uśmiech był ciepły, może nawet trochę rozczulony.
- Kiedy przewija ci się dużo ludzi, to uczysz się ich czytać. Ale takie kluby jak ten nie sprzyjają pogawędkom. Z takimi talentami możesz zostać barmanem albo pastorem. Chyba bycie barmanem jest uczciwsze. - posłała mu przepraszający uśmiech, bo musiała zająć się kilkoma następnymi klientami, którzy akurat zrobili sobie przerwę od tańczenia.
Wróciła dopiero po dłuższej chwili, sięgając po butelkę, żeby dopełnić prawie pustą szklaneczkę. Ale zawahała się, widząc w niej jeszcze trochę płynu. Posłała mu pytające spojrzenie, a potem skupiła się na tym, co powiedział przed momentem.
- Takie momenty przychodzą... Człowiek budzi się rano i ze zgrozą orientuje, że jest w zupełnie innym miejscu, niż miał być. - powiedziała, opierając się łokciami na ladzie, by być nieco bliżej niego. - Ostatnio wydawałeś się być z tego zadowolony?
Czyli jednak pamiętała ich rozmowę.
Zmianę tematu przyjęła kiwnięciem głowy i cofnięciem się za bar, zwracając mu wcześniejszą przestrzeń.
- A nie miałeś tak, że po kilku tygodniach wszyscy zlewali się w jedną twarz NPC? - zapytała, a jej normalny uśmiech na ułamek sekundy zastąpił jakiś cień.
Nie lubiła tego, że miała ludzi dość po takim wieczorze.
- Oj, bo się zarumienię! Nie... To za dużo powiedziane. Emptiness jest klubem tanecznym. Właściciel ma do mnie słabość i pozwala mi występować od czasu do czasu.
Ech, gdyby tak tylko umieć kopnąć w te lekko uchylone drzwi i wparować tam całą sobą. Może gdyby potrafiła pisać...
Jasper Porter

If you try to chase the sun, you're never gonna catch it

: ndz paź 04, 2026 10:58 pm
autor: Jasper Porter
Zaśmiał się – miała rację, bycie barmanem wydawało się uczciwsze niż bycie pastorem. Nawet jeśli słuchała ludzi, bo jej za to płacono, wątpił by próbowała nakierowywać ich na odpowiednią drogę, podług moralnych przykazań, które ktoś kiedyś uznał za jedyne warte uwagi. Po prostu uczyła się przyjmować ludzkie słowa, wpuszczać je i wypuszczać, czasami dorzucić coś od siebie, bez oceniania. Nie im było rozgrzeszać innych z błędów, które popełniali. W końcu zapewne wszyscy znajdą się po drugiej stronie baru, jako ci, którzy szukają chwilowej ucieczki. Tak jak on tego wieczoru.
Podążył za nią spojrzeniem, gdy odeszła, by obsłużyć kolejnych klientów. Sączył whisky powoli; paliło przełyk w ten znajomy sposób, ale nie przynosiło ulgi. Było tylko kolejną próbą uciszenia nadmiaru myśli. Dlatego właśnie, gdy do niego wróciła, szklanka wciąż była po części pełna, jakby Jasper nie do końca był przekonany co do słuszności własnego planu. Czy w ogóle powinien być właśnie tutaj? Zapewne nie. Mimo to skinął głową, by dolała mu kolejną porcję.
— Jak mówisz, to momenty. Czasami wydaje mi się, że zrobiłem wszystko tak jak chciałem. Wiesz, pogodzenie się z własnymi ograniczeniami… — zaśmiał się gorzko, upijając whisky. — A czasami zdajesz sobie sprawę, że stać cię na więcej, ale jesteś jak zdarta płyta i potrafisz już wygrywać tylko jedną piosenkę. — Wzruszył ramionami. Doskonale jednak zauważył, że nawiązała do ich spotkania w Tranzec. Może nawet wyciągnąłby z niej coś więcej – czy chciał jednak to zrobić, skoro z ulgą przyjął oddaną mu przestrzeń i płynne przejście do mniej trudnych tematów?
— Zawsze się zlewają. Ale może to i lepiej. Gdybyś pamiętała każdą twarz, która wylewa swoje smutki przy barze, życie zdecydowanie stałoby się dużo mniej znośne. — Zerknął na nią, doskonale zauważając cień, który na moment zasnuł jej twarz. Zdecydowanie wolał, gdy pałała energią, tak jak robiła to na scenie. — Ma do ciebie słabość? To co powiesz na jeden występ? Sądzę, że większość gości podziękuje ci za chwilową zmianę repertuau. Monotonia nie jest wskazana. — Uśmiechnął się zadziornie, jakby rzucał jej wyzwanie. — Obiecuję, że będę klaskać najgłośniej.

Rae Westlake

If you try to chase the sun, you're never gonna catch it

: śr paź 07, 2026 2:58 pm
autor: Rae Westlake
Słowa o zdartej płycie odbiły się w ułożeniu jej brwi, dosłownie na jeden takt. Zaraz potem uśmiechnęła się do niego w ten swój, rzucający wyzwanie, nie do końca ładny sposób. Nieszczerze. Wykrzywiła usta i pokiwała głową na boki, uznając, że dalsze słowa o byciu barmanką wcale takie głupie nie były. Może miał rację... Nawet jeśli myślała, że każdy zasługuje na większą uwagę, a przynajmniej na to, żeby go zapamiętać, to jednak przy takiej liczbie ludzi i historii, które przewijają się przez klub z muzyką latino, po prostu nie da się tego zachować.
Jej uśmiech rozszerzył się i nawet się zaśmiała, kiedy próbował ją namówić na występ.
- Ale tylko jeśli zagrasz ze mną! - odparowała, po czym spojrzała tęskno na scenę.
Tak, cieszyła się sympatią właściciela, ale nie zapominajmy o tym, że Emptiness to dalej był klub, w którym się tańczyło, waliło rum z Medellín, kokę w kiblach i przemykało się między skorumpowanymi gliniarzami i gangsterami, którzy byli informatorami. Występy Rae, jakie by nie były, pozostawały tylko czymś na doczepkę.
- Dzisiaj nie mogę... Ale w przyszłym tygodniu mam w czwartek koncert tutaj. Myślę, że moglibyśmy coś zagrać. - o ile jakiś głupi blackout nie pokrzyżuje im całkowicie planów...
Przez moment wydała się całkowicie bezbronna, wpatrując się w niego i czekając na jego reakcję. Dopiero po chwili złapała się na tym, że chyba odrobinę za długo czekała na jego reakcję, więc udała, że jakiś inny klient ją wzywa i znów na moment zniknęła. Szczęściem, akurat podeszło kilkoro ludzi do baru, żeby coś zamówić, więc rzeczywiście miała kilka chwil na to, by ochłonąć i zająć się czymś innym. Ale gdzieś tam kątem oka zerkała na Jaspera.
Jasper Porter