I said I am ok but I lied
: wt wrz 22, 2026 12:03 am
Ostatnie dni były dla Oscara wyjątkowo ciężkie. O ile jakoś udawało mu się przeżyć na ulicy, tak niestety nie udało mu się znaleźć brata w czasie, który miał na to przeznaczony, tracąc nadzieję, że w ogóle mu się uda. Na domiar złego kończyły mu się pieniądze, które zdołał zarobić łapiąc się dorywczych prac typu koszenie trawników lub wyprowadzanie psów, a co za tym szło, nie był w stanie nawet opłacić hostelu, w którym miał nadzieję się zatrzymać, chociaż przez jakiś czas czując się normalnie sam ze sobą. To oznaczało jedno - musiał poradzić sobie ponownie w inny sposób. Spanie pod gołym niebem zdawało się nie być tak tragiczną myślą tym bardziej, że miał z tym już doświadczenie, poznając Toronto od niemal każdej strony. Miał już styczność z ćpunami, zbirami, innymi bezdomnymi. Nic nie było w stanie go zaszokować, chociaż rozwalona nadzieja bolała. Potrzebował ciepłego łóżka, a proszenie o pomoc Patricka nadal było dla niego cholernie trudne.
Najgorszą kwestią pozostało wyżywienie. Już teraz starał się jeść znacznie mniej, niż powinien, byleby tylko oszczędzić jedzenie, które udało mu się zdobyć. W jego kieszeni tkwiło dziesięć dolarów na czarną godzinę, zaoszczędzone głównie dzięki pomocy starszego chłopaka, którego spotkał w sklepie. Tłumaczenie się, czemu właściwie kupuje przecenione jedzenie nie było komfortowe, ale Oscar w swoim życiu nauczył się opowiadać kłamstwa. To pomagało mu przetrwać, więc posłużył się tym i teraz. Co prawda nie było mu z tym miło, bo jednak starszy chłopak już wcześniej okazał mu spore wsparcie, niemniej bezdomny zdawał sobie sprawę, że nie może powiedzieć mu wszystkiego. Co, jeśli ten postanowiłby zawiadomić kogoś z jego rodziny? Nie chciał wracać do domu, chciał odszukać brata i nie liczyło się dla niego nic więcej.
Spojrzał na reklamówkę, w której znajdowały się najważniejsze rzeczy. Było mu trochę wstyd, kiedy Patrick kupował mu to wszystko, ale nie mógł odmówić. To mogłoby ściągnąć na niego więcej pytań.
Zrobił sobie szybką kanapkę, resztę chowając do plecaka, z którym szwendał się po mieście czekając, aż zapadnie zmrok. Nie mógł iść od razu do parku bo to z całą pewnością wiązałoby się z pytaniami obcych. Młodo wyglądał, a to zawsze wzbudzało zainteresowanie różnej maści ludzi.
Wraz z nastaniem ciemności udał się na jedną z ławek położonych pod cieniem drzewa. Nie chciał rzucać się w oczy. Usiadł, rozglądając się. Toronto było ciche o tej godzinie, to było mu na rękę. Zaczął przyglądać się drzewem, które przyjemnie szumiały na wietrze. Zajął czymś myśli, a kiedy dopadła go senność, położył zwiniętą kurtkę na ławce, przykrywając się bluzą. Gorąco czy nie, wolał nie ryzykować. I tak czuł się wystarczająco podle, chociaż spędził na ulicy już kilka tygodni.
Patrick Wood
Najgorszą kwestią pozostało wyżywienie. Już teraz starał się jeść znacznie mniej, niż powinien, byleby tylko oszczędzić jedzenie, które udało mu się zdobyć. W jego kieszeni tkwiło dziesięć dolarów na czarną godzinę, zaoszczędzone głównie dzięki pomocy starszego chłopaka, którego spotkał w sklepie. Tłumaczenie się, czemu właściwie kupuje przecenione jedzenie nie było komfortowe, ale Oscar w swoim życiu nauczył się opowiadać kłamstwa. To pomagało mu przetrwać, więc posłużył się tym i teraz. Co prawda nie było mu z tym miło, bo jednak starszy chłopak już wcześniej okazał mu spore wsparcie, niemniej bezdomny zdawał sobie sprawę, że nie może powiedzieć mu wszystkiego. Co, jeśli ten postanowiłby zawiadomić kogoś z jego rodziny? Nie chciał wracać do domu, chciał odszukać brata i nie liczyło się dla niego nic więcej.
Spojrzał na reklamówkę, w której znajdowały się najważniejsze rzeczy. Było mu trochę wstyd, kiedy Patrick kupował mu to wszystko, ale nie mógł odmówić. To mogłoby ściągnąć na niego więcej pytań.
Zrobił sobie szybką kanapkę, resztę chowając do plecaka, z którym szwendał się po mieście czekając, aż zapadnie zmrok. Nie mógł iść od razu do parku bo to z całą pewnością wiązałoby się z pytaniami obcych. Młodo wyglądał, a to zawsze wzbudzało zainteresowanie różnej maści ludzi.
Wraz z nastaniem ciemności udał się na jedną z ławek położonych pod cieniem drzewa. Nie chciał rzucać się w oczy. Usiadł, rozglądając się. Toronto było ciche o tej godzinie, to było mu na rękę. Zaczął przyglądać się drzewem, które przyjemnie szumiały na wietrze. Zajął czymś myśli, a kiedy dopadła go senność, położył zwiniętą kurtkę na ławce, przykrywając się bluzą. Gorąco czy nie, wolał nie ryzykować. I tak czuł się wystarczająco podle, chociaż spędził na ulicy już kilka tygodni.
Patrick Wood