Tato, weź się...
: wt wrz 22, 2026 12:36 pm
Drzwi otworzył jej Nate, więc obdarzyła brata szerokim uśmiechem, rzucając mu się na szyję. Ten podniósł ją z ziemi niczym piórko i, obróciwszy się, postawił ją na podłodze.
- Nie ściągaj butów! Mamy gości, więc twoje nogi muszą wyglądać dobrze. - rzucił z rozbawieniem, na co ona odpowiedziała znudzonym spojrzeniem.
- Kaisha no tame ni watashi o uru tsumori, onī-chan? Nihon no AV misugi janai?
Nate otworzył usta, totalnie zatkany odpowiedzią, ale Cobie już to nie interesowało. Obracała się właśnie wokół własnej osi, prezentując swój strój na dzisiaj.
- Nie powiesz mi, że źle wyglądam! - stwierdziła z przekonaniem, odgarniając dwa zostawione kosmyki włosów z twarzy.
Prezentowała się naprawdę wspaniale i tak inaczej niż wtedy, kiedy Harris zobaczył ją po raz pierwszy po piętnastu latach. Złapała się brata, by nie stracić równowagi, kiedy stanęła na jednej nodze, żeby poprawić rzemyk od sandałków na obcasie. Dzisiaj robił od rana numery i ciągle się rozplątywał.
- Kogo rodzice zaprosili? - zapytała, ale dostała w odpowiedzi tylko tajemniczy uśmiech i suche:
- Zobaczysz...
Więc wzruszyła ramionami i, poprawiwszy jeszcze włosy przy lustrze, ruszyła za bratem do salonu. Państwo Takeda byli majętnymi ludźmi. Ona była lekarką, która poprowadziła syna w kierunku zawodu i na pewno też pomagała Harrisowi podjąć decyzje związane ze studiami. On był dużym agentem ubezpieczeniowym, który z czasem zbudował własną firmę brokerską, obsługującą duże azjatyckie firmy działające w Ameryce Północnej.
- Otōsan! - Cobie przywitała się z przesadzoną słodkością na widok ojca, zupełnie nie zauważając tego, że Harris jest obok i rozmawia z jej mamą.
Podbiegła do ojca, co było nie lada wyczynem w tak wysokich szpilkach. Zatrzymała się tuż przed nim z lekkim poślizgiem i skłoniła się, jak nakazywała tradycja, po czym rzuciła się na szyję zaskoczonemu ojcu, który roześmiał się rubasznie, klepiąc córkę po plecach.
- Kondo wa ikura kakaru n da? - zapytał, ale Cobie nie zdążyła odpowiedzieć, bo matka skarciła ich za to, że mówią po japońsku przy gościu.
I ku zaskoczeniu dziewczyny tym gościem okazał się Harris. Przez moment jej mina wyrażała bezbrzeżne zaskoczenie zmieszane z zakłopotaniem, ale zaraz opanowała to, wchodząc w rolę grzecznej córki. Splotła dłonie przed sobą, stanęła wyprostowana i skłoniła się przed Harrisem.
- Konnichiwa, Harisu-san. - strzeliła do niego chochlikami z oczu, pokazując mu delikatnie język, kiedy rodzice nie patrzyli, a kiedy Nate przechodził koło niej, niosąc drinki dla matki i Harrisa, mruknęła cicho do brata:
- Taki z ciebie skrzydłowy?
Po chwili odezwał się kolejny dzwonek do drzwi, który z zaskoczeniem przyjęli wszyscy poza ojcem. Pokojówka otworzyła drzwi i po chwili do pomieszczenia wszedł przystojny Japończyk w wieku koło czterdziestu lat.
- Ach! Hiro-kun, dobrze, że jesteś, to za chwilę możemy usiąść do obiadu. - ojciec wziął pod rękę wspomnianego Hiro, który skłonił się przesadnie nisko na przywitanie, i przyprowadził go prosto do Cobie, gdzie przedstawił go i zaczął wychwalać to, jak pracowitym i ułożonym jest człowiekiem.
Cóż... Otōchan myślał już o emeryturze i tutaj rodził się podstawowy problem. Nie było komu przejąć interesów. Nate - duma Takedów - został lekarzem, a Jacoba - czarna owca - biegała za niegrzecznymi ludźmi! Naturalnym pomysłem była fuzja z firmą, z którą od lat współpracował na bardzo dobrych, partnerskich stosunkach. A tak się stało, że ci przyjaciele mieli syna... Bardzo ułożonego syna!
Cobie naprawdę starała się być miła i grzeczna, ale Harris mógł rozpoznać tę uniesioną brew i tylko odrobinę dostrzegalne "wtf?" za maską grzeczności. Ale to widział tylko ktoś, kto naprawdę dobrze znał Takedę.
***
Miała szesnaście lat, kiedy rodzice uparli się na to, by zrobić przyjęcie. Oficjalne przedstawienie córki socjecie Toronto. Już samo to, że musiała zrzucić swoje rockowe ciuchy i wcisnąć się w furisode. Z jakiegoś powodu rodzice uznali, że to będzie idealna kreacja, jakby samo "wystawienie jej na sprzedaż" nie było wystarczająco upokarzające.
Spojrzała na siebie w lustrze... Kurczę, nawet ładnie w tym wyglądam. Kilka ruchów, kilka póz.
- Piękna prezentacja... - aż podskoczyła, kiedy usłyszała głos Harrisa przy uchu.
Odwróciła się do niego z przestrachem i cofnęła się o krok, zbyt gwałtownie. Zaplątana w warstwy materiału straciła równowagę, z przerażeniem w oczach sięgając ręką w jego kierunku.
Harrisu-san
- Nie ściągaj butów! Mamy gości, więc twoje nogi muszą wyglądać dobrze. - rzucił z rozbawieniem, na co ona odpowiedziała znudzonym spojrzeniem.
- Kaisha no tame ni watashi o uru tsumori, onī-chan? Nihon no AV misugi janai?
Nate otworzył usta, totalnie zatkany odpowiedzią, ale Cobie już to nie interesowało. Obracała się właśnie wokół własnej osi, prezentując swój strój na dzisiaj.
- Nie powiesz mi, że źle wyglądam! - stwierdziła z przekonaniem, odgarniając dwa zostawione kosmyki włosów z twarzy.
Prezentowała się naprawdę wspaniale i tak inaczej niż wtedy, kiedy Harris zobaczył ją po raz pierwszy po piętnastu latach. Złapała się brata, by nie stracić równowagi, kiedy stanęła na jednej nodze, żeby poprawić rzemyk od sandałków na obcasie. Dzisiaj robił od rana numery i ciągle się rozplątywał.
- Kogo rodzice zaprosili? - zapytała, ale dostała w odpowiedzi tylko tajemniczy uśmiech i suche:
- Zobaczysz...
Więc wzruszyła ramionami i, poprawiwszy jeszcze włosy przy lustrze, ruszyła za bratem do salonu. Państwo Takeda byli majętnymi ludźmi. Ona była lekarką, która poprowadziła syna w kierunku zawodu i na pewno też pomagała Harrisowi podjąć decyzje związane ze studiami. On był dużym agentem ubezpieczeniowym, który z czasem zbudował własną firmę brokerską, obsługującą duże azjatyckie firmy działające w Ameryce Północnej.
- Otōsan! - Cobie przywitała się z przesadzoną słodkością na widok ojca, zupełnie nie zauważając tego, że Harris jest obok i rozmawia z jej mamą.
Podbiegła do ojca, co było nie lada wyczynem w tak wysokich szpilkach. Zatrzymała się tuż przed nim z lekkim poślizgiem i skłoniła się, jak nakazywała tradycja, po czym rzuciła się na szyję zaskoczonemu ojcu, który roześmiał się rubasznie, klepiąc córkę po plecach.
- Kondo wa ikura kakaru n da? - zapytał, ale Cobie nie zdążyła odpowiedzieć, bo matka skarciła ich za to, że mówią po japońsku przy gościu.
I ku zaskoczeniu dziewczyny tym gościem okazał się Harris. Przez moment jej mina wyrażała bezbrzeżne zaskoczenie zmieszane z zakłopotaniem, ale zaraz opanowała to, wchodząc w rolę grzecznej córki. Splotła dłonie przed sobą, stanęła wyprostowana i skłoniła się przed Harrisem.
- Konnichiwa, Harisu-san. - strzeliła do niego chochlikami z oczu, pokazując mu delikatnie język, kiedy rodzice nie patrzyli, a kiedy Nate przechodził koło niej, niosąc drinki dla matki i Harrisa, mruknęła cicho do brata:
- Taki z ciebie skrzydłowy?
Po chwili odezwał się kolejny dzwonek do drzwi, który z zaskoczeniem przyjęli wszyscy poza ojcem. Pokojówka otworzyła drzwi i po chwili do pomieszczenia wszedł przystojny Japończyk w wieku koło czterdziestu lat.
- Ach! Hiro-kun, dobrze, że jesteś, to za chwilę możemy usiąść do obiadu. - ojciec wziął pod rękę wspomnianego Hiro, który skłonił się przesadnie nisko na przywitanie, i przyprowadził go prosto do Cobie, gdzie przedstawił go i zaczął wychwalać to, jak pracowitym i ułożonym jest człowiekiem.
Cóż... Otōchan myślał już o emeryturze i tutaj rodził się podstawowy problem. Nie było komu przejąć interesów. Nate - duma Takedów - został lekarzem, a Jacoba - czarna owca - biegała za niegrzecznymi ludźmi! Naturalnym pomysłem była fuzja z firmą, z którą od lat współpracował na bardzo dobrych, partnerskich stosunkach. A tak się stało, że ci przyjaciele mieli syna... Bardzo ułożonego syna!
Cobie naprawdę starała się być miła i grzeczna, ale Harris mógł rozpoznać tę uniesioną brew i tylko odrobinę dostrzegalne "wtf?" za maską grzeczności. Ale to widział tylko ktoś, kto naprawdę dobrze znał Takedę.
Miała szesnaście lat, kiedy rodzice uparli się na to, by zrobić przyjęcie. Oficjalne przedstawienie córki socjecie Toronto. Już samo to, że musiała zrzucić swoje rockowe ciuchy i wcisnąć się w furisode. Z jakiegoś powodu rodzice uznali, że to będzie idealna kreacja, jakby samo "wystawienie jej na sprzedaż" nie było wystarczająco upokarzające.
Spojrzała na siebie w lustrze... Kurczę, nawet ładnie w tym wyglądam. Kilka ruchów, kilka póz.
- Piękna prezentacja... - aż podskoczyła, kiedy usłyszała głos Harrisa przy uchu.
Odwróciła się do niego z przestrachem i cofnęła się o krok, zbyt gwałtownie. Zaplątana w warstwy materiału straciła równowagę, z przerażeniem w oczach sięgając ręką w jego kierunku.
Harrisu-san