i'll be the day to your night
: wt wrz 22, 2026 1:51 pm
this is a battle i'm not willing to loose
it'll be worth if it my ghost is yours
Pulsujący ból w czaszce, którego żadna ilość snu nie potrafiła wyprzeć. Wrażenie dyskomfortu zlokalizowane gdzieś w jego boku, przez które każda korekta pozycji na miękkiej kanapie czyniła to doświadczenie dużo trudniejszym do zniesienia. Inny rodzaj ciszy, który wypełnił jego gabinet gdy odległe dudnienie klubowej muzyki wreszcie ustało, a Rapture zostało zamknięte.
I gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi doznaniami, jak cierń wbity w jego drugi bok tkwiła świadomość tego, że j e j już tu nie było.
Pustka, która wcześniej mu nie doskwierała, do której był wręcz przyzwyczajony, a której teraz nie sposób było ignorować. Chłód, który wtargnął w miejsce, w którym wcześniej tkwiły jej palce i uda. Odległe echa rozmowy, przetwarzane przez jego otumaniony umysł w sposób niepodlegający jego świadomości.
Wiedział, że nie zamierzała spędzić przy nim całej nocy. Sam, własnoręcznie, kazał jej wrócić do domu bezpiecznie.
A jednak od chwili, w której zniknęła, jego noc była przewracaniem się z boku na bok w chwilach tymczasowej świadomości i tym ciągłym przeświadczeniu, że między nimi tkwiło coś niedokończone.
Świt był faktycznie świtem, gdy pierwszy raz zmusił swoje obolałe, skostniałe ciało do podniesienia się. Skierował je prosto do wciąż tkwiących na swoich posterunkach ochroniarzy z pytaniem, czy odwieźli pannę Haze do jego mieszkania.
Oczywiście, że nie spełniła jego prośby.
Z irytacją dochodził do wniosku, że Violet była ekwiwalentem czarnego kota, łażącego wyłącznie własnymi ścieżkami w swojej chorobliwej wręcz potrzebie samodzielności - tyle, że ten kot jednocześnie posiadał naturalny talent wpadania pod koła samochodów bądź buty osób, które były mu nieprzychylne.
Cóż, przynajmniej ten kot całkiem nieźle gotował.
Jego emocje nie były wystarczająco rozwinięte by skutecznie przeanalizować poprzednią noc. Miotały się gdzieś między tym szarpiącym, gorącym uczuciem w jego klatce piersiowej gdy wspominał jej śmiech i troskę, z którą się nim zajęła, a frustracją wywołaną swoim brakiem odpowiedniej przytomności, która tej nocy była mu potrzebna do niepierdolenia najgłupszych rzeczy, jakie dotychczas opuściły jego usta.
Przyniesiony mu obiad był pierwszym, czym wypełnił żołądek roztrząsając to wszystko nim ruszył do wyjścia, zamierzając resztę tego dnia spędzić z dala od tego pieprzonego klubu - tym bardziej, jeśli gabinet miał być pod jego nieobecność wysprzątany.
I choć nigdy nie spoczęła choćby na krawędzi jego łóżka, gdy padł na własną pościel i ona wydawała mu się zbyt chłodna, zbyt pusta.
Z samego rana było godziną dwunastą.
Nie dlatego, że dopiero wtedy zwlekł się z łóżka po raz drugi. Dlatego, że w kontraście do stanu, w którym go spotkała poprzedniego wieczoru, czuł głęboką potrzebę doprowadzenia się do porządku. Jednocześnie ta szczerość, którą obiecała mu w środku nocy gdy nie będzie już naćpany, wsunęła w jego obolałe ciało niespodziewaną ilość energii.
Zignorowanie słów naćpanego mężczyzny i wrócenie do domu samotnie nie miało wielkiego znaczenia.
Było jednak doskonałym pretekstem do czegoś, co w jego oczach było oczywiste i zrozumiałe - m u s i a ł ją zobaczyć.
Gdy dwunasta wreszcie wybiła, tkwił przed drzwiami jej mieszkania
Liczył na to, że tkwiące w jego dłoni dwa kubki kawy skutecznie ten widok zamaskują.
- Ostrzegałem - wyrzucił z siebie natychmiast, gdy tylko drzwi zaczęły się uchylać, nim jeszcze ją dostrzegł. Może zbyt szybko, może zbyt idiotycznie.
Może nie potrafił przy niej zachowywać się tak, jak powinien.
here kitty kitty