tinder date
: wt wrz 22, 2026 9:54 pm
Bycie spontanicznym to nowość dla Petera i sam nie wie jak się z tym czuć. Z jednej strony przypomina mu to spotkanie biznesowe - one często wpadają bez wcześniejszej zapowiedzi. Człowiek myśli, że ma wszystko zaplanowane, a tu nagle okazuje się, że jeden z dynamicznie rozwijających się startupów przesyła pitchdeck z jakimś niesamowitym produktem i Domi musi mu wtedy poprzesuwać rzeczy, żeby mógł się na nim pojawić. Albo kiedy wciska go na konferencje, żeby wygłosił jakąś prezentację, chociaż miał mieć luźniejszy dzień.
A jednak co w pracy to w pracy, ale poza nią Peter lubił mieć kalendarz ustawiony tak, żeby nie natrafiać na niespodzianki. Lubił na przykład to, że jego asystentka Domi tak mu bookowała tenisa, że zawsze omijały go korki, albo to, że miał okienko pół godziny na leniuchowanie, które mógł sobie wykorzystać tak jak chciał. I lubił to, że zawsze wiedział co będzie jadł, gdzie pojedzie danego dnia i nigdy, przenigdy, nie miał niezaplanowanego wyjścia towarzyskiego.
Ale dziś zrobił coś inaczej. I może to dlatego, że obijało mu się w głowie ciągle to jak Wendy zarzucała mu, że powinien się trochę bardziej wyluzować. Bo przecież gdyby się wyluzował, to właśnie siedziałby z nią i jej ekipką na pustynii na Burning Manie. Ale zamiast tego, on został w Toronto, a Wendy wydawała ostatnie pieniądze na tarzanie się w piasku. Męczyło go to, że zrezygnował z wyjazdu tylko dlatego, że mieli dużo pracy, a kiedy został, okazało sie, że i tak się nie może skupić.
I tak siedział w swoim biurze z otwartymi 40 zakładkami, i zamiast klikać to scrollował sobie Instagrama, kiedy wyskoczyła mu reklama Maplindera. Po chwili zastanowienia kliknął Pobierz, zrobił sobie profil i zaczął pisać do róznych dziewczyn. Niektóre nie odpisywały wcale, inne odpisywały odrazu. Ale z jedną złapał na tyle dobry vibik, że niewiele myśląc w kilka godzin umóili się na spotkanie po pracy.
Dziwne to było, ale Peter właśnie siedział w swoim sportowym Bentleyu pod Delacroix Equestrian. WIedział doskonale gdzie to jest, bo miejsce należało do jednych z bardziej prestiżowych statnin. Nie skumał oczywiście, że dziewczyna, z którą pisze może należeć do rodziny Delacroix, po pierwsze dlatego, że mieli oni mnóstwo członków i pomimo tego, że regularnie pojawiali się na imprezach charytatywnych jego rodziców, to Peter nie pamiętał wszystkich tych córek, a po drugie dlatego, że pewnie jeszcze imię Ramona by dało mu coś do myślenia, ale Mona?
Przekonany, że jedzie po jedną z pracownic, zastanawiał się, czy trochę nie przegina z tą całą otoczką. Tu Bentley, tu kwiatki, a co jak ona się poczuje przytłoczona tym jego bogactwem? Jakieś wątpliwości go dopadły i aż napisał ze stresu wiadomość do Wendy i do Galena i Williama, żeby się poradzić. Zanim jednak mu odpisali, to już siedział w aucie i patrzył na podjazd w oczekiwaniu na Monę. Wyszedł z autka i wziął kwiatki, a kiedy w końcu przyszła uśmiecha się do niej na przywitanie i podaje jej dłoń, w sensie, ona pewnie podała pierwsza bo tak jest wg etykiety conie.
- Mona? - upewnił sie, przedstawił i wręcza jej kwiatuszki. - Wiem, że miało być casualowo, ale jakoś nie mogłem się oprzeć. Zresztą, chyba bardzo się nie spóźniłem? To co, jedziemy, czy chcesz mi pokazać swojego konia? - zażartował trochę, ale jak tak się rozejrzał, to pomyślał, że dawno tu nie był.
Mona Delacroix
A jednak co w pracy to w pracy, ale poza nią Peter lubił mieć kalendarz ustawiony tak, żeby nie natrafiać na niespodzianki. Lubił na przykład to, że jego asystentka Domi tak mu bookowała tenisa, że zawsze omijały go korki, albo to, że miał okienko pół godziny na leniuchowanie, które mógł sobie wykorzystać tak jak chciał. I lubił to, że zawsze wiedział co będzie jadł, gdzie pojedzie danego dnia i nigdy, przenigdy, nie miał niezaplanowanego wyjścia towarzyskiego.
Ale dziś zrobił coś inaczej. I może to dlatego, że obijało mu się w głowie ciągle to jak Wendy zarzucała mu, że powinien się trochę bardziej wyluzować. Bo przecież gdyby się wyluzował, to właśnie siedziałby z nią i jej ekipką na pustynii na Burning Manie. Ale zamiast tego, on został w Toronto, a Wendy wydawała ostatnie pieniądze na tarzanie się w piasku. Męczyło go to, że zrezygnował z wyjazdu tylko dlatego, że mieli dużo pracy, a kiedy został, okazało sie, że i tak się nie może skupić.
I tak siedział w swoim biurze z otwartymi 40 zakładkami, i zamiast klikać to scrollował sobie Instagrama, kiedy wyskoczyła mu reklama Maplindera. Po chwili zastanowienia kliknął Pobierz, zrobił sobie profil i zaczął pisać do róznych dziewczyn. Niektóre nie odpisywały wcale, inne odpisywały odrazu. Ale z jedną złapał na tyle dobry vibik, że niewiele myśląc w kilka godzin umóili się na spotkanie po pracy.
Dziwne to było, ale Peter właśnie siedział w swoim sportowym Bentleyu pod Delacroix Equestrian. WIedział doskonale gdzie to jest, bo miejsce należało do jednych z bardziej prestiżowych statnin. Nie skumał oczywiście, że dziewczyna, z którą pisze może należeć do rodziny Delacroix, po pierwsze dlatego, że mieli oni mnóstwo członków i pomimo tego, że regularnie pojawiali się na imprezach charytatywnych jego rodziców, to Peter nie pamiętał wszystkich tych córek, a po drugie dlatego, że pewnie jeszcze imię Ramona by dało mu coś do myślenia, ale Mona?
Przekonany, że jedzie po jedną z pracownic, zastanawiał się, czy trochę nie przegina z tą całą otoczką. Tu Bentley, tu kwiatki, a co jak ona się poczuje przytłoczona tym jego bogactwem? Jakieś wątpliwości go dopadły i aż napisał ze stresu wiadomość do Wendy i do Galena i Williama, żeby się poradzić. Zanim jednak mu odpisali, to już siedział w aucie i patrzył na podjazd w oczekiwaniu na Monę. Wyszedł z autka i wziął kwiatki, a kiedy w końcu przyszła uśmiecha się do niej na przywitanie i podaje jej dłoń, w sensie, ona pewnie podała pierwsza bo tak jest wg etykiety conie.
- Mona? - upewnił sie, przedstawił i wręcza jej kwiatuszki. - Wiem, że miało być casualowo, ale jakoś nie mogłem się oprzeć. Zresztą, chyba bardzo się nie spóźniłem? To co, jedziemy, czy chcesz mi pokazać swojego konia? - zażartował trochę, ale jak tak się rozejrzał, to pomyślał, że dawno tu nie był.
Mona Delacroix