Strona 1 z 1
my uber driver is a crazy bitch
: wt wrz 22, 2026 10:16 pm
autor: Effie Granger
"I feel the adrenaline moving through my veins
spotlight on me and I'm ready to break..." l a w,
because I'm gonna take you on a craziest ride, babyboy
Jeśli Effie Granger miałaby wymienić jedną rzecz, która utrzymywała ją przy zdrowych zmysłach po całej akcji z paparazzim, łażącym sobie samopas po jej domu, to zdecydowanie byłyby to jej szalone sidequesty. Znaczy… z tym szaleństwem to może nie do końca tak było, ale dla niej chwytanie się różnych dorywczych prac naprawdę było odskocznią od codzienności i pozwalało wyrwać się z domu, w którym nawet mimo zapewnień łowców duchów i Yonaki nie czuła się do końca bezpiecznie.
Co prawda każde wyjście zwiększało szanse na to, że ktoś potencjalnie się do niej znowu włamie, ale nie mogła przecież podporządkować swojego życia strachowi. Nie żeby już się to nie wydarzyło…
W każdym razie to wczesne poniedziałkowe popołudnie wydało jej się idealne, żeby trochę rozruszać swojego Dodge’a, który przez kilka dni stał zaparkowany pod kościołem nieopodal sklepu ezoterycznego Yonaki. Co zabawne, tuż obok zaparkował proboszcz, który jak się okazało również jeździł Dodgem Challengerem, tylko że czarnym.
Ustawiła w apce gotowość do kursu w okolicach Downtown i zaparkowała sobie gdzieś w mniej zatłoczonej uliczce. Z głośników jak zawsze leciały Killer Kittens, w tym przypadku — punkrockowy cover „I’m a slave 4 U”. Effie nuciła sobie pod nosem, wykonując też te elementy choreografii, które mogła, siedząc rozwalona w fotelu kierowcy, kiedy nagle w szybę po stronie pasażera ktoś intensywnie zapukał.
— Co ty, kurwa, robisz, chłopie?! — ryknęła, wyskakując z samochodu. Momentalnie syknęła z bólu — kozaczki na obcasie nie były najlepszym wyborem tuż po kontuzji stopy, ale Effie nie była mięczakiem, więc postanowiła nie rezygnować ze swojego charakterystycznego stylu nawet kilka dni po tym, jak wyjęła sobie ze śródstopia czterocalowy kawałek brudnego szkła. — Jak zarysujesz to cacko, to przecież cię wypatroszę!
Dopiero teraz zwróciła uwagę na wygląd chłopaka. Wyglądał na dziwnie rozbitego; wzrok miał jakiś rozbiegany, wory pod oczami zdradzały, że za nim była albo bardzo długa i ciężka noc, albo nieszczególnie przyjemny poranek — albo oba z powyższych. Przyciskał do piersi plik kartek, z których jedną podał bez słowa blondynce.
Wystarczyło jedno spojrzenie na ogłoszenie, żeby Effie momentalnie zmiękło serduszko.
— Szyszka to twój piesek? — spytała ze współczuciem, mierząc zdjęcie wzrokiem. — Ostatnio zgubiłam mojego boa, także wiem, jaki to stres.
ta dziwna przyprawa w płynie
my uber driver is a crazy bitch
: wt wrz 22, 2026 10:26 pm
autor: Maggio Winters
Miał kaca tak potężnego, że przez kilka ładnych minut tuż po przebudzeniu nie wiedział jak właściwie się nazywa i gdzie się znajduje. Dopiero cisza w domu, która z miejsca powinna być dla niego niepokojąca sprawiła, że podniósł się z łóżka zażenowany, że zasnął w ubraniach. Nie pamięta wszystkiego, co miało miejsce poprzedniego wieczora, ale jednego był pewien (przynajmniej na kilkanaście dni) - nigdy więcej nie pozwoli namówić się Ricky’emu na spontaniczne picie piwa, które miało osiem procent. Równie dobrze mogli załatwić się tanim winem.
Poczłapał do łazienki ignorując czerwone światełko, które uparcie próbowało zwrócić na nie jego uwagę. Coś jawnie nie grało, ale póki co potrzebował prysznica - walił gorzej niż stary alkohol wsiąknięty w dywan podrzędnej speluny.
Odżył dopiero po kilkunastu minutach i wtedy, wchodząc do salonu uświadomił sobie równocześnie dwie rzeczy - Ricky zmył się bez słowa o dziwo sprzątając po sobie oraz to, że nie było szyszki. Nie przywitała go, nie piszczała o spacer. To właśnie brak psa odpowiadał za przerażającą ciszę.
Jedne spojrzenie w stronę drzwi wejściowych by zorientować się, że są otwarte. I Maggio naprawdę nie myślał tutaj o tym, że ktoś mógłby go zabić we śnie albo ukraść wszystko, co miał. Znacznie bardziej martwił się o swojego psiaka, który korzystając z okazji musiał wylecieć Szekspir jeden wie gdzie.
Niewiele myśląc wybiegł przed budynek, nawołując Szyszkę. Zero odzewu. Pokręcił się jeszcze po okolicy, a kiedy nie znalazł zguby, wrócił, wydrukował ulotki i znowu wyszedł na zewnątrz, wciskając przechodniom kartki i pytając, czy nie widzieli jego psa. Ba, zaatakował nawet samochód, który się zatrzymał. Kto wie, może kierowca zauważył pięknego psa, który szwendał się bez opieki.
-Uciekła dzisiaj rano, kiedy pewien wątpliwej inteligencji rzezimieszek postanowił zostawić otwarte drzwi - westchnął dramatycznie, a jego oczy otworzyły się szerzej, kiedy usłyszał o Boa. A co, jeśli ten postanowił zjeść jego psinę? - Pomożesz mi go szukać? Masz samochód… - zauważył inteligentnie. Może jeśli pokręcą się po okolicy, rozszerzając pole poszukiwań, znajdą w końcu zgubę. - Ja zapłacę. Cena nie ma znaczenia. Ja muszę ją znaleźć - wyrzucił z siebie błagalnie.
wieża w Paryżu
my uber driver is a crazy bitch
: wt wrz 22, 2026 10:43 pm
autor: Effie Granger
Biedny chłopak nie mógł trafić lepiej — biorąc pod uwagę szaloną miłość, jaką Effie darzyła zwierzaki zarówno futrzaste, jak i nieopierzone, mógł liczyć na jej pełne wsparcie. Oczywiście jeszcze tego nie wiedział, ale kobieta powzięła szczery zamiar, że nie wróci do domu, dopóki pies poznanego minutę wcześniej człowieka nie znajdzie się bezpiecznie w ramionach właściciela.
— Nie martw się — pocieszyła go, widząc te wielkie oczyska na samo wspomnienie o wężu. — Udon już się znalazł, a nawet jeśli, to jest najedzony. Widzisz, miałam mały problem z szopami w piwnicy… no, nie będę się wdawała w drastyczne szczegóły, ale problemu już nie mam, a wąż bezpiecznie trawi w swoim terrarium. — Pokiwała z przekonaniem głową, po czym raz jeszcze spojrzała na zdjęcie psiaka.
Niestety, ale kiedy krążyła po okolicy to żaden czworonóg nie wpadł jej w oczy, a była ogromną ich fanką i nie mogła przejść obok nich obojętnie. Każdego małego psijaciela musiała skomentować pełnym ekscytacji „Ojej, piesek!” i w miarę możliwości wygłaskać. No chyba że była to jakaś rozwrzeszczana chihuahua, której bliżej było do szczura niż do psa. Effie niezbyt lubiła takie hybrydy. Szczury spoko, psy spoko, ale szczuropsy? Hell nah.
Wylogowała się z aplikacji, zanim ktokolwiek zdążył zamówić kurs jej wściekle różowym autkiem. Błysk w oku Effie nie zdradzał jeszcze, na co chłopak się pisze; mógł wyglądać po prostu jak wyraz przyjaznego nastawienia i gotowości do pomocy.
— Wskakuj, mały! — Granger poklepała nieznajomego gdzieś w okolicy łokcia, bo wyżej niestety nie sięgała. Jej kozaczki może i miały szpilki, ale niezbyt wysokie. — Zrobimy sobie przejażdżkę i jestem pewna, że twoja Szyszka się znajdzie.
Z tymi słowy zawinęła na pięcie, obeszła auto z przodu i wskoczyła zgrabnie na miejsce kierowcy, a chłopak po chwili władował się na fotel pasażera. Wyglądał dość śmiesznie, kolana miał prawie pod brodą, bo fotel wysunięty był za bardzo do przodu, za to oparcie było niemalże na płasko.
— Tam masz takie pokrętła, weź sobie dopasuj. I odsuń się trochę, bo garb ci zostanie i będziesz potem chodził jak Quasimodo. No, gotowy? To zapinaj pasy. Uwierz mi — uśmiechnęła się zadziornie, poprawiając własny pas na biodrach — mogą się przydać.
Sekundę później ruszyli z piskiem opon i prędkością, która oboje wgniotła w fotele.
taki polski sos sojowy
my uber driver is a crazy bitch
: wt wrz 22, 2026 11:00 pm
autor: Maggio Winters
Była jego nadzieję! Serce podpowiadało mu, że jeśli ktoś miał przyczynić się do odnalezienia Szyszki, to właśnie nieznajoma dziewczyna, która swoim wyglądam nijak nie wyglądała na profesjonalnego kierowcę i właściciela dobrego samochodu. Pozory jednak potrafiły mylić jak nic innego i Maggio starał się nie oceniać, chociaż nie ukrywał nawet sam przed sobą, że jego wzrok delikatnie, bez lubieżnego akcentu, przesunął się po jej ciele od kozaczków w górę, ostatecznie spoczywając na twarzy, jak przystało na porządnego mężczyznę bez niecnych zamiarów.
Odetchnął słysząc o wężu. Znalazł się. Niczego nie zjadł. Szyszka była bezpieczna. Przynajmniej pozornie, bo zażegnanie jednego niebezpieczeństwa nie stanowiło o zażegnaniu potencjalnych.
-Spadłaś mi z nieba, niewiasto najdroższa! - uradował się niezmiernie, że przystała na jego błagania bez zbędnych ceregieli i kolejnym namowom. Czas odgrywał tutaj sporą rolę, a im szybciej na poważnie zacznie szukać psa, tym większe prawdopodobieństwo, że czworonóg nie będzie się wałęsał biedny nocą.
Wsunął się do samochodu na fotel pasażera, zaraz tego żałując. Żołądek mu się ścisnął i poczuł, że pomimo wczorajszych ekscesów z wymiotowaniem, nadal nie zwrócił wszystkiego. Jęknął jedynie, poprawiając ustawienia tak, by mdłości nie powróciły. Ostatnia rzeczą, jakiej teraz pragnął było zabrudzenie samochodu osoby, która była w jego oczach bohaterem nawet, jeśli póki co niczego konkretnego nie zrobiła. Sam fakt, że zgodziła się mu pomóc świadczył, że była kimś o dobrym sercu.
Nie znałaś mnie, a jednak dłoń podałaś
Swoją pomoc w poszukiwaniach ofiarowałaś
Gdy o futrzastą zgubę serce drżało
A Twe wsparcie mnie uspokajało
W momencie, w którym ruszyli Maggio poczuł, jak momentalnie trzeźwieje. Nie było już widma wczorajszej zabawy. Nie było bólu głowy, mroczków przed oczami i zmęczenia. Teraz jego myśli zaczynały pracować na obrotach podobnych do obrotów silnika - walczył o życie.
-Trochę… szybko jedziesz - zauważył, kiedy kobieta ostro wjechała w zakręt o dziwo idealnie utrzymując samochód w swoim pasie. To była wyższa szkoła jazdy, bez wątpienia. - Jeśli będziemy jechać za szybko możemy ją przegapić - spróbował z innej strony - bardziej racjonalnej.
podróba Hermiony
my uber driver is a crazy bitch
: wt wrz 22, 2026 11:26 pm
autor: Effie Granger
Kiedy tylko siadała za kierownicą swojego ukochanego autka, zamieniała się w prawdziwego rajdowca. Effie uwielbiała szybką jazdę (historia jej mandatów zresztą to dosadnie potwierdzała), a że potrafiła też całkiem nieźle panować nad maszyną, która pod maską kryła siedemset koni mechanicznych, to skrupulatnie z tego korzystała. Po mieście nie mogła szarżować tak jak po bezdrożach poza Toronto, ale i tak kiedy tylko miała wolną drogę — wciskała gaz w podłogę.
Musiała jednak przyznać, że był pewien przewrotny sens w słowach chłopaka. Jeśli za szybko przemknie przez dzielnicę, to możliwe, że wcale nie zauważą zaginionego psiaka, a przecież właśnie to było celem — znalezienie Szyszki. Więc chcąc, nie chcąc — Effie zwolniła.
To też zrobiła gwałtownie — na tyle gwałtownie, że oboje na moment zawiśli w pasach, a żołądki przykleiły im się do kręgosłupów.
— Mówiłeś, że jak masz na imię? — rzuciła Effie, patrząc przez dziesięć procent czasu na drogę przed sobą, a dziewięćdziesiąt procent — rozglądając się przez boczne szyby w poszukiwaniu zguby. — Bo chyba nie wyłapałam. Ja jestem Effie — dodała jeszcze, żeby nie wychodzić na gbura, co się nie przedstawia. Z radia poleciała kolejna, tym razem autorska, piosenka Killer Kittens i to przykuło jej uwagę. Momentalnie zaczęła nucić i wystukiwać rytm palcami na kierownicy, zupełnie jakby trącała struny gitary basowej.
Nagle jej wzrok przykuło jakieś czworonożne stworzenie po prawej stronie. Korzystając z wolnego pasa, momentalnie dała gazu, by jak najszybciej znaleźć się na tej samej wysokości. Zmieniała biegi jak w jakimś transie, nawet przez moment nie patrząc na dźwignię.
— To nie ona, co? — Oczywiście, że to nie mogła być Szyszka, bo był to jakiś cały zaśliniony buldog, na dodatek na różowej smyczy trzymanej przez jakąś starszą panią, która dziwnie przypominała królową Elżbietę. — Nie, definitywnie nie. Miała jakąś obrożę czy w domu nie nosi? Jest szansa, że ktokolwiek znajdzie ją i zadzwoni? Masz w ogóle telefon, czy zapomniałeś w tych nerwach?
Zarzucała chłopaka pytaniami nie po to, by go zdenerwować, tylko żeby uzyskać jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie. Problem był jednak taki, że Effie potrafiła pluć słowami jak z karabinu i część z nich chyba się ze sobą zlała.
wingardium leviosaaa
my uber driver is a crazy bitch
: wt wrz 22, 2026 11:39 pm
autor: Maggio Winters
Był pewien, że w chwili ostrego hamowania zrobił się cały zielony na twarzy. Miał wrażenie, że powtarza swoją wczorajszą walkę z mdłościami - pijąc z Rickym i wpychając w siebie jedzenie pod korek, również musiał panować nad tym, by za szybko nie opróżnić własnego żołądka. Teraz, kiedy czuł się jak na lekcji latania z profesor Hooch, misja zdawała się być jeszcze trudniejsza.
-Maggio - powiedział ciesząc się, że to właśnie słowa opuściły jego usta, a tapicerka nadal pozostawała czysta. Nie był dzisiaj przygotowany na takie przygody i chociaż normalnie szybka jazda nie była mu obca, tak teraz był przewrażliwiony. - Miło poznać - dodał jeszcze, żeby czasem nie zabrzmieć jak gbur w stosunku do osoby, która poświęcała mu swój czas, rezygnując z zapewne bardziej dla niej wartościowych i kreatywnych rzeczy. Po wszystkim, w ramach podziękowania, wybierze jej jakiś ładny bukiet kwiatów - kobiety to lubiły, a sam Winters lubił je im dawać.
-Ma czip. Obrożę zakładam jej tylko jak wychodzimy na spacer. Jest jednak na tyle piękna, że obawiam się, że komuś może spodobać się za bardzo - westchnął. Ludzie potrafili być okropni, kradnąc cudze własności. A taki pies - zadbany, zdrowy - był łakomym kąskiem dla osób, którym nie chciało się pofatygować do schroniska.
Pozwolił zawieźć się w stronę kolejnej przecznicy, bacznie lustrując okoliczne chodniki.
-A co, jeśli poszła do parku? Lubi się tam bawić, więc to dla niej znajome otoczenia. Może tam ją znajdziemy - rzucił niespodziewanie widząc majaczące kawałek dalej skupisko drzew. Wiele razy szedł z nią, by porzucać jej patyk, więc może tam na niego czeka wierząc, że się domyśli. Ach, jakże by chciał, by te własne myśli okazały się rzeczywistością.
Ku jego uldze dziewczyna zajechała na parking, a on mógł wyjść z samochodu, z ulgą witając świeże i orzeźwiające ce powietrze. ten spacer i jemu będzie potrzebny.
-Idziesz ze mną, czy czekasz w samochodzie? - zerknął na nią. I tu po raz kolejny pojawiła się nadzieja, że pójdzie. Ostatecznie co dwie pary oczu do szukania, tym większe prawdopodobieństwo, że zadziała. - Lubi jak woła się na się SzySzy - rzucił do niej jeszcze.
Riddikulus