Somewhere along the way, we came to know each other
: śr wrz 23, 2026 1:04 am
And I'm not talking about fire
I'm just trying to make sense of this desire
Kieran nie planował jechać na wycieczkę, na którą Benjamin zapisał ich kilka tygodni wcześniej. Nigdy nie był fanem wyjazdów w gronie, z którym nie utrzymywał niemal żadnych relacji, ograniczając się jedynie do zdawkowych zdań wypowiedzianych na uczelni, kiedy druga strona potrzebowała pomocy. Znacznie bardziej odpowiadały mu seminaria czy wykłady prowadzone poza granicami Toronto, na których mógł się czegoś nauczyć, poszerzając swoją wiedzę. W chwili, w której jednak wspomniał o tym wyjeździe Inez, która zdawała się być ową wiadomością oczarowana, klamka jakby zapadła. Kobieta nie dawała mu sposkoju co chwilę podszeptując, że powinien pojechać, rozluźnić się, spędzić trochę czasu z Benjaminem. I to był argument, który najbardziej zakorzenił się w umyśle Burreau - chciał ten czas faktycznie z nim spędzać, czując niezrozumiałe rozczarowanie za każdym razem, kiedy odmawiał lub przekładał spotkanie proponowane przez prawnika. Przyzwyczaił się do jego obecności - do uszczypliwości, głupkowatych niekiedy komentarzy, zakłócania przestrzeni osobistej, przedrzeźniania. Do jego uśmiechu, pewności w oczach, głosu z zadziorną nutką, bezceremonialności.
Po prostu do niego.
Nadal nie miał pełnego obrazu tego, co wydarzyło się w dniu, kiedy załatwił się za pomocą alkoholu oraz nieświadomie wziętych narkotyków, ale odnosił wrażenie, że jego serce biło znacznie bardziej nieregularnie w towarzystwie Benjamina, niż wcześniej. Gdzieś w umyśle pojawiały się przebłyski, których nie potrafił uporządkować - bliskość muzyka, który zapewne podtrzymywał go, by Kieran nie upadł; chłodny wiatr błąkający się po twarzy, kiedy leżeli na dachu; gwiazdy oraz zapach Thallmana, który niezmiennie wirował mu w nozdrzach, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie rozumiał tego i mózg nie pozwalał mu na zaczerpnięcie informacji z serca. Nie chciał się z nim dogadać w obawie, że straci całkowitą kontrolę.
Teraz, kiedy siedział obok niego w autobusie, który wiózł ich nie wiadomo gdzie, jednym ramieniem oparty o szybę, drugim o ramię muzyka, czuła się dziwnie spięty. Docierało do niego ciepło bijące od chłopaka, poruszając struny w ciele, o których Kieran nie miał pojęcia.
-Nadal uważam, że to nie jest dobry pomysł. Jeśli już mieliśmy gdzieś jechać, mogliśmy wybrać mniej zatłoczony środek transportu. Następnym razem zawiozę nas samochodem - powiedział, rozglądając się po autokarze. Jego wzrok natrafił na jednego ze studentów, którego imienia nie znał, a którego twarz wydawała się dziwnie znajoma. Podobnie ten cwaniacki uśmiech i spojrzenie, które zwiastowało kłopoty.
Obrócił twarz w stronę Benjamina, który przeżuwał żelka. Ich widok sprawiał, że Kieran aż wewnętrznie zadrżał - to one były jednymi ze sprawców pustki w głowie.
-Inez prosiła, żeby przesłać jej jakieś zdjęcia, kiedy znajdziemy się na miejscu - skomentował, odwracając wzrok w stronę szyby po tym, jak uświadomił sobie, że zbyt długo lustruje profil chłopaka, wyobrażając sobie jak perfekcyjnie wyglądałby na płótnie. Ta niepewność względem samego siebie zaczynała coraz bardziej go przytłaczać.
You make me so confused
I'm just trying to make sense of this desire
Kieran nie planował jechać na wycieczkę, na którą Benjamin zapisał ich kilka tygodni wcześniej. Nigdy nie był fanem wyjazdów w gronie, z którym nie utrzymywał niemal żadnych relacji, ograniczając się jedynie do zdawkowych zdań wypowiedzianych na uczelni, kiedy druga strona potrzebowała pomocy. Znacznie bardziej odpowiadały mu seminaria czy wykłady prowadzone poza granicami Toronto, na których mógł się czegoś nauczyć, poszerzając swoją wiedzę. W chwili, w której jednak wspomniał o tym wyjeździe Inez, która zdawała się być ową wiadomością oczarowana, klamka jakby zapadła. Kobieta nie dawała mu sposkoju co chwilę podszeptując, że powinien pojechać, rozluźnić się, spędzić trochę czasu z Benjaminem. I to był argument, który najbardziej zakorzenił się w umyśle Burreau - chciał ten czas faktycznie z nim spędzać, czując niezrozumiałe rozczarowanie za każdym razem, kiedy odmawiał lub przekładał spotkanie proponowane przez prawnika. Przyzwyczaił się do jego obecności - do uszczypliwości, głupkowatych niekiedy komentarzy, zakłócania przestrzeni osobistej, przedrzeźniania. Do jego uśmiechu, pewności w oczach, głosu z zadziorną nutką, bezceremonialności.
Po prostu do niego.
Nadal nie miał pełnego obrazu tego, co wydarzyło się w dniu, kiedy załatwił się za pomocą alkoholu oraz nieświadomie wziętych narkotyków, ale odnosił wrażenie, że jego serce biło znacznie bardziej nieregularnie w towarzystwie Benjamina, niż wcześniej. Gdzieś w umyśle pojawiały się przebłyski, których nie potrafił uporządkować - bliskość muzyka, który zapewne podtrzymywał go, by Kieran nie upadł; chłodny wiatr błąkający się po twarzy, kiedy leżeli na dachu; gwiazdy oraz zapach Thallmana, który niezmiennie wirował mu w nozdrzach, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie rozumiał tego i mózg nie pozwalał mu na zaczerpnięcie informacji z serca. Nie chciał się z nim dogadać w obawie, że straci całkowitą kontrolę.
Teraz, kiedy siedział obok niego w autobusie, który wiózł ich nie wiadomo gdzie, jednym ramieniem oparty o szybę, drugim o ramię muzyka, czuła się dziwnie spięty. Docierało do niego ciepło bijące od chłopaka, poruszając struny w ciele, o których Kieran nie miał pojęcia.
-Nadal uważam, że to nie jest dobry pomysł. Jeśli już mieliśmy gdzieś jechać, mogliśmy wybrać mniej zatłoczony środek transportu. Następnym razem zawiozę nas samochodem - powiedział, rozglądając się po autokarze. Jego wzrok natrafił na jednego ze studentów, którego imienia nie znał, a którego twarz wydawała się dziwnie znajoma. Podobnie ten cwaniacki uśmiech i spojrzenie, które zwiastowało kłopoty.
Obrócił twarz w stronę Benjamina, który przeżuwał żelka. Ich widok sprawiał, że Kieran aż wewnętrznie zadrżał - to one były jednymi ze sprawców pustki w głowie.
-Inez prosiła, żeby przesłać jej jakieś zdjęcia, kiedy znajdziemy się na miejscu - skomentował, odwracając wzrok w stronę szyby po tym, jak uświadomił sobie, że zbyt długo lustruje profil chłopaka, wyobrażając sobie jak perfekcyjnie wyglądałby na płótnie. Ta niepewność względem samego siebie zaczynała coraz bardziej go przytłaczać.
