Strona 1 z 1

Personal bodyguard is here!

: śr wrz 23, 2026 12:21 pm
autor: Ryu Hollingsworth
Jak zawsze udało mu się obronić tytuł mistrza, którym jest niepodzielnie od bardzo dawna, ale czy można się dziwić? Jest najlepszy w tym cholernym półświatku, nie ma lepszego, a ci którzy z nim konkurują nie mają żadnych szans, nawet jak mają maszyny ulepszone do granic możliwości. W końcu takie są nielegalne wyścigi, prawda? Jego motor również ulepszony, kiedy się nie ściga jest zabezpieczony w jego domu w czymś na kształt sejfu, nie chce ryzykować kradzieży. Różnie może być, co prawda niewiele osób wie, gdzie on mieszka i również ma ochronę całego domu. Jego „rodzice” na co się przydali i trzeba przyznać, że dom naprawdę był i jego dobrze chroniony, a on ma większe poczucie bezpieczeństwa, a od kiedy nie ma ich w jego życiu to już w ogóle. pewnie powtarza się jak zdarta płyta w związku z tymi osobami, jednak nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić ulgi, kiedy usłyszał o ich śmierci. Ogromny ciężar spadł mu z barków i w końcu mógł poczuć się wolny. Nikt się nad nim nie znęcał pod każdym możliwym względem. Miał kupę siana, za którą spokojnie sobie żyje i może robić to co chce.
W zasadzie dzisiaj nie robił niczego szczególnego. Nie miał żadnych planów, więc spokojnie mógł sobie ogarnąć relaks. Wstał dość późno, co nie jest u niego normalne, jednak poszedł bardzo późno spać, także godziny muszą się wyrównać. Zjadł pyszne śniadanko przygotowane przez jego cudowną gosposię i po prostu poszedł się dalej opierdalać, bo dosłownie to robił. Leżał w samych spodenkach w swojej sypialni i przez pół dnia grał na konsoli, a potem postanowił poćwiczyć na swojej prywatnej siłowni przy odcinku dramy „Payback”. Trochę miał zaległości serialowych, więc może dzisiaj mu się to uda. Sporo ich ostatnio wyszło i nie mógł się doczekać, aż zalegnie na kanapie i będzie oglądać.
I tak zrobił – po treningu i kąpieli wrócił do swojej sypialni i nadrabiał seriale, ale wieczorem mu się to znudziło i postanowił pojechać do Archeo odwiedzić Goerge’a, z którym się za kumplował i niejako stał się jego barowym ochroniarzem, jeśli można to tak nazwać. Bawiło go to trochę.
- Cześć mój ulubiony barmanie, jak tam idzie? - Zapytał z uśmiechem siadając na wolnym miejscu przy barze.

George Whitcroft

Personal bodyguard is here!

: ndz wrz 27, 2026 7:42 pm
autor: George Whitcroft
Miejsce pracy było póki co jedynym bezpiecznym miejscem, w którym George mógł mieć pewność, że Dean go nie nachodzi. Co było dość dziwne, bo tancerz potrafił wpaść na niego praktycznie wszędzie. George czasami zaczynał podejrzewać, że Vanberg robił to specjalnie, jakby wszechświat uparcie próbował ich ze sobą zderzać. Na szczęście Dean wciąż nie wiedział, gdzie pracuje, a George zamierzał zrobić wszystko, żeby tak pozostało. W oczach tancerza był przecież tylko bogatym i rozpieszczonym dzieciakiem, który nie wie nic o prawdziwym życiu. Trochę go to denerwowało, bo wcześniej zupełnie nie przeszkadzało mu to, że nie miał za sobą zbyt wielu doświadczeń z innymi osobami. Żył sobie spokojnie, czekając na właściwą osobę i wierząc, że kiedyś po prostu pojawi się ktoś, przy kim wszystko nabierze sensu. A potem pojawił się taki Vanberg. I zaczął mieszać mu w głowie, najwyraźniej tylko po to, żeby dobrać się do jego spodni. Niedoczekanie! Prędzej George wyjedzie na drugi koniec świata, niż pozwoli, żeby stał się kolejną seksualną zabawką tancerza. Najbardziej irytowało go jednak nie zachowanie Deana, ale to, kim sam stawał się w jego obecności. Zagubionym we własnej orientacji nastolatkiem, który potrafił zarumienić się przez zwykły gest, jedno spojrzenie czy kilka niewinnych słów. Nie poznawał samego siebie i zupełnie nie rozumiał, jakim cudem Vanberg zdołał doprowadzić go do takiego stanu. Musiał to jak najszybciej zakończyć.
Problem polegał na tym, że nie dało się zakończyć czegoś, czego właściwie nawet nie powinno być, w ciągu pięciu minut. Zwłaszcza kiedy człowiek miał jeszcze pracę do wykonania. George skupił więc całą uwagę na przygotowywaniu kolejnych kolorowych drinków dla klientów. Wolał myśleć o proporcjach alkoholu, lodzie i ozdobnych parasolkach niż o swojej dziwnej relacji z tancerzem. Poza tym naprawdę lubił tę pracę. Klienci zazwyczaj byli mili, chętnie z nim rozmawiali, a atmosfera była znacznie spokojniejsza, niż można było się spodziewać. Nie licząc jednego małego incydentu, z którym sam nie był w stanie sobie poradzić. Na szczęście pomógł mu wtedy jeden z klientów, który od tamtej pory miał u George’a dożywotni dług wdzięczności i darmowego drinka każdego dnia. No co miał poradzić? Miał po prostu za dobre serce.
A skoro o wilku mowa…
— Ryu! Już myślałem, że zupełnie o mnie zapomniałeś — zaśmiał się, kończąc drinka dla jednej z kobiet. Dorzucił do niego kolorową parasolkę i postawił szklankę przed klientką, posyłając jej przy tym uprzejmy uśmiech. I albo mu się wydawało, albo kobieta rzeczywiście lekko się zarumieniła. George uniósł brew, ale nic nie skomentował.
— Co dla ciebie tym razem? — zapytał, wycierając dłonie w ściereczkę i sięgając po jedną z ozdobnych szklanek. Przynajmniej tutaj mógł być po prostu Georgem. Bez Deana, bez niezręcznych spojrzeń i bez ciągłego zastanawiania się, dlaczego jeden człowiek potrafił tak skutecznie wytrącić go z równowagi.

Ryu Hollingsworth

Personal bodyguard is here!

: sob paź 17, 2026 9:24 pm
autor: Ryu Hollingsworth
Dla Ryu takiego rodzaju emocje są obce – nie lubi całego tego romantyzmu, ckliwości i tak dalej. Zakopał takie emocje głęboko w sobie wiele lat temu i twierdzi, że nie są mu one potrzebne do niczego, a to tak naprawdę nieprzepracowana trauma, jednak trzeba sobie najpierw to uświadomić, a chłopakowi odpowiada taki stan rzeczy. Mimo tego, że został sam, nie ma nikogo bliskiego, nie liczy swojej rodziny, która pieszczotliwie nazywa hienami, bo chcą się dobrać do kasy jego, za przeproszeniem, rodziców. Taki ciul, ponieważ wszystko odziedziczył on jako jedyny spadkobierca, a oni sobie mogli chodzić po sądach czy gdzie tam chcą, bo nic nie dostaną. Jedno wie na pewno – nigdy kasy mu nie zabraknie, bo wbrew pozorom nie jest rozrzutny, a poza tym nie jest w stanie wydać takiej chaty, a chce mieć zabezpieczenie finansowe na starość. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Wie też, że wiele osób próbuje do niego podbijać właśnie dla majątku. Znalazły się nawet dwie laski, które próbowały wrobić go w ciążek. To było zabawne, jego prawnicy tak cudownie wszystko załatwili, że to one musiały mu jeszcze zapłacić jakieś ochłapy za znieważenie. Te pieniądze przelał na dom samotnej matki, ale o tym nikt nie wie. Nie może się dowiedzieć, ponieważ jego image straciłyby bardzo mocno, a na to nie może sobie poradzić.
Lubił George’a. Zaczęło się to od przypadku i tak jakoś się utarło. Dobra, Ryu nie jest taki zły jakby się mogło wydawać. Nie zionie chamstwem i okrucieństwem na prawo i lewo. Nie jest jakimś psychopatą czy socjopatą, chociaż pewnie wielu by powiedziało, że jednak jest i powinien iść się leczyć. Cóż, nie wybiera się do szpitala psychiatrycznego. Do więzienia? Kto wie, chociaż poszedłby tylko za wyścigi, więc nie byłoby tak źle.
- Aww jak słodko, tęskniłeś za mną - powiedział robiąc słodką minkę, a potem się uśmiechnął. - Strasznie się opieprzałem dzisiaj i dlatego mi się tak obsunęło - puścił do niego oczko.
Zastanowił się.
- A nie wiem, zaskocz mnie i daj mi coś fajnego, bo nie wiem na co mam ochotę - powiedział szczerze Hollingsworth. Nie był typem macho, który pije tylko wódę albo Burbona. Lubi czasem wypić takie fikuśne drinczeki.

George Whitcroft