Strona 1 z 1

you're so damn cozy

: śr wrz 23, 2026 7:39 pm
autor: coven bremers
016.
Obrazek
Spójrzmy prawdzie w oczy - Coven Bremers zdecydowanie nie była najlepszym kierowcą świata. Nie należała też do osób, które regularnie sprawdzały stan techniczny swojego samochodu. Właściwie to nie należała nawet do osób, które pamiętały, że coś takiego powinny robić. O konieczności zaglądania pod maskę, sprawdzania oleju czy innych równie nudnych rzeczy musiał jej przypominać ojciec. Tym razem również. Jeszcze dwa dni temu miała to z tyłu głowy i nawet przez chwilę planowała, że faktycznie zajmie się wiekową Hondą. Tyle tylko, że od wtorku do czwartku minęło mnóstwo czasu i wydarzyło mnóstwo rzeczy! Dlatego szansa, że Honda rozkraczy się gdzieś w połowie drogi na farmę za miastem, była niezerowa.
Coven pozostawała jednak dobrej myśli! Tak jak obiecała, z samego rana podjechała po Milagros i chwilę później mknęły gruchotem w stronę Milton. Farma, na którą się wybierały, była podobno wyjątkowo malowniczym miejscem. Można było znaleźć tam największe i najładniejsze dynie, przejechać się traktorem i skosztować tradycyjnych placków oraz ciast. Jesień miała swoje zalety. Głównie te, które można było zjeść.
— Możesz znaleźć jakąś stację, ale nie daję gwarancji, że uda się złapać jakąś stację — rzuciła, ruchem głowy wskazując radio. Honda była mniej więcej rówieśniczką Bremers, więc wszystko w niej działało na słowo honoru. Trzeba było być wyjątkowo silnej wiary w to, że nic nie zepsuje się akurat dzisiaj. Fale łapały wtedy, kiedy miały na to ochotę, ogrzewanie działało według własnego widzimisię, a niektóre kontrolki zapalały się chyba wyłącznie po to, żeby przypomnieć Coven, że samochód wciąć skrywa przed nią jakieś tajemnice. Liczyło się jednak to, że miała cztery koła, w miarę sprawne hamulce i dalej jeździł. To już było całkiem sporo! Poza tym miały do pokonania zaledwie pięćdziesiąt kilometrów, więc to przecież rzut beretem. I wbrew pozorom Bremers była ostrożnym kierowcą. Ba, czasami była aż tak ostrożna, że sama stanowiła zagrożenie na drodze za zbyt wolną jazdę.
— Jak tam randkowanie na Maplinderze? — zapytała ot tak, zerkając na Mili siedzącą na miejscu pasażera. Wcale nie była zainteresowana tym, czy dziewczyna zdążyła już z kimś się umówić. No dobrze, może trochę. A może natrafiły na tych samych ludzi? Wtedy mogłyby ich sobie nawzajem poobgadywać, a to byłoby już całkiem zabawne. Poza tym mogłoby się okazać, że mają podobny gust. Chociaż, jeśli Coven miała być szczera, sama nie miała pojęcia, jaki właściwie był jej gust. Trudno było jej stworzyć jakąś sensowną listę cech, które powinien posiadać idealny partner czy partnerka. Najwyraźniej wystarczało jej, że ktoś ją zainteresuje, rozśmieszy i nie będzie przesadnie irytujący. Niezbyt wygórowane wymagania. Nie wiedziała też, jaki gust miała Milagros, choć niewątpliwie musiał być on dobry, skoro kręcił ją tyłek Bremers.

Milagros Fontaine

you're so damn cozy

: pn wrz 28, 2026 4:42 pm
autor: Milagros Fontaine
#
5
Girl, put your records on, tell me your favourite song.

s t y l e
Obrazek


Spooky season wystartował, a Milagros nie mogła być bardziej szczęśliwa. Okej, uwielbiała ten czas letni, kiedy można było wskakiwać w wycięte bikini i wygrzewać się na plaży podziwiając innych, ale mimo wszystko nie jarał on jej tak mocno, jak robił to jesienny klimat. Czy była rasową jesieniarą? Być może. Czy uwielbiała vibe chatki w lesie, stojącej pośród kolorowych drzew, najlepiej z kominkiem w środku i zapasem kakao albo grzanego wina? Zdecydowanie! Nie mówiła może o tym wprost, ale dekoracje na mieszkaniu i zapas świeczek o cynamonowym, dyniowym, waniliowym, winnym lub czekoladowym zapachu mówiły same za siebie. Kochała te wszystkie wynaciągane wełniane swetry upolowane w lumpeksach, wysokie buty i grube skarpety. Deszcz kochała, o boże! Podróże w deszczu były n a j l e p s z e. I tak, w tym okresie choć uwielbiała spędzać czas pod kocykiem, równie mocno darzyła gorącym uczuciem wszelkiego rodzaju ucieczki, szczególnie te poza miasto, najlepiej dłuuuugie, bo wtedy ryzyko załamania pogody było większe. Kiedy Coven zaproponowała jej wycieczkę nie zastanawiała się dwa razy, ona nawet raz porządnie się nie zastanowiła. Powiedziała tak i w długą. Była gotowa, gdy tylko o tym usłyszała… no choć może nie do końca, bo wtedy była półnaga, ale o umówionej porze nadrobiła braki w garderobie i ubrała się tak ładnie, jak na rasową jesieniarę przystało.
Wpakowała się do samochodu w pierwszej chwili kładąc rękę na udzie Coven i witając się z nią przelotnym całusem, a potem zrzucała już z siebie zarzuconą przez ramię torbę i zaczęła dobierać się do radia. — Do muzyki mam anielską cierpliwość, znajdę nam coś na pewno — nawet jeśli miałoby się to udać dopiero pod koniec ich trasy. Nie zamierzała komentować stanu jej samochodu, choć znała jego braki. Wiedziała, że przy samochodzie nie można na niego głośno narzekać, jakby co najmniej wierzyła, że ich usłyszy i do reszty się rozklekota w ramach protestu. Zamiast narzekać dostrajała jego radiowe pokrętła z czułością i wytrwałością godną podziwu. Nawet sobie nieco język wywaliła, tak skupiając się na działaniu, że w pierwszej chwili nie wychwyciła pytania. Dotarło ono do niej z opóźnieniem. — Naprawdę chcesz słuchać o moich podbojach na apce randkowej? Czy może chcesz się pochwalić jakimiś swoimi? — odbiła piłeczkę słysząc, jak gdzieś spod szumu radiowego wydobywa się melodia. Musiała tylko delikatnie przekręcić w tę stronę i…


…jest, udało się! Może nie była to jakaś wybitna muzyczna uczta, ale grunt, że nie grało country.

Obrazek

you're so damn cozy

: pn wrz 28, 2026 8:49 pm
autor: coven bremers
Na razie pogoda była wyjątkowo ciepła. Trzeba było się tym cieszyć, bo człowiek nie znał dnia ani godziny, kiedy przyjdzie plucha i tyle będzie z tych kolorowych, jesiennych liści. Poza wiosną, to była ulubiona pora roku Coven. A może nawet postawiłaby ją na pierwszym miejscu? Zwłaszcza z tak przyjemnie prażącym słońcem i Milagros na miejscu pasażera. Czy mogło być lepiej? Na pewno, ale najpierw musiały dotrzeć na farmę z dyniami!
— Pamiętaj, że trzeba delikatnie kręcić, bo ta gałka czasami odpada — pouczyła dziewczynę, ale Fontaine poradziła sobie z radiem wyśmienicie i po chwili z głośników poleciał prawdziwy klasyk! Bremers aż zabębniła palcami o kierownicę. Co jak co, ale obie miały z Mili doskonały gust muzyczny. No i były też dobre w wielu innych rzeczach, które robiły razem. Na przykład w robieniu sobie dobrze. No co? Nie da się ukryć, że były wyjątkowo kompatybilne!
Zamyśliła się przez chwilę nad pytaniem, zaciskając usta w wąską linię. Czy naprawdę chciała słuchać o jej podbojach na apce randkowej?
— Gdybym nie chciała, to bym nie zapytała — odparła zgodnie z prawdą. To nie jej wina, że zżerała ją ciekawość! Cov zawsze była trochę wścibska i miała mentalność plotkary. — Jak ty opowiesz mi o swoich, to wtedy ja opowiem ci o moich — dodała z łobuzerskim uśmiechem. To był naprawdę uczciwy układ! Chyba że Milagros nie chciała wiedzieć, no to wtedy trochę lipa.
Pomysł z wyjazdem z samego rana był doskonały. Tym sposobem uniknęły korków w centrum i mogły wyjechać na ekspresówkę prowadzącą do Milton. Budynki zaczęły ustępować żółto-pomarańczowym krajobrazom, a Bremers nie mogła znieść myśli, że niedługo wszystkie liście opadną z drzew i zostaną po nich tylko smutne, nagie gałęzie.
— Byłaś kiedyś na dyniowej farmie? Jak byliśmy mali, to często jeździliśmy tam z rodzicami. To znaczy głównie z ojcem, bo matka już wtedy miała tendencję do znikania na całe dni — sprostowała z lekkim wzruszeniem ramion.
Coven miała osiem lat, kiedy pani Agnes Bremers poszła w długą, porzucając rodzinę dla kochanka. Było to tak traumatyczne przeżycie, że właściwie wyparła je z głowy. Nie pamiętała już głosu matki, a gdyby nie pojedyncze fotografie, nie pamiętałaby nawet, jak ta kobieta wyglądała. Nie mogła powiedzieć, że jej nienawidziła, ale na pewno miała ogromny żal o to, co się stało. Do tego stopnia, że nawet kiedy matka próbowała się z nią skontaktować, Cov nie chciała mieć z nią nic wspólnego. Z czasem nauczyła się z tego żartować i nie była już tak przewrażliwiona, kiedy ktoś rzucał żarty o "twojej starej”" W końcu, jeśli sama potrafiła się z tego śmiać, cudze teksty też przestały robić na niej większe wrażenie.

Milagros 🍁

you're so damn cozy

: sob paź 03, 2026 12:44 am
autor: Milagros Fontaine
To nie tak, że Fontaine nienawidziła jakiejś pory roku, bo nienawiść to bardzo mocne słowo, ale prawda była taka, że nie była szczególną fanką zimy. Czasami spotykała się ze słowami, że nie jest przez to Kanadyjką z krwi i kości, bo jak to tak! Kanadyjczycy przecież lubią zimę i traktują ją jako część swojej tożsamości narodowej, bla bla bla. No dla niej to nie była żadna duma, raczej wrzód na tyłku, a jak nie wrzód to przynajmniej odmrożenia, bo zawsze nieodpowiednio się ubrała i marzła. Raz jej było ciepło, jak rodzice zabrali ich w góry i jeździła na nartach, choć jeździła to za wiele powiedziane, bo jak się ulokowała w jednej restauracji i upiła grzańcem to jej nogi odjęło, a jak jej wtedy ciepło było! W dodatku przy kominku? Bajka! Szkoda tylko, że drugi skok temperatury miała wtedy, jak zwracała wszystko w toalecie. Co zabawne zimę znienawidziła przez to bardziej, a z grzanym winem zdążyła się już pogodzić. Jesień i dynie lubiła o wiele bardziej, bo cynamonowe aromaty i słodkie nuty nie doprowadziły jej jeszcze do nudności czy choroby.
— Potrafię być delikatna — stwierdziła, ale Coven coś na ten temat już wiedziała, prawda? Nie bez powodu posłała jej teraz delikatny uśmiech, a głupoty zaraz zaczęły plątać się po jej głowie. Bremers nie mogła jej jednak za to winić, rzeczą ludzką i zupełnie naturalną było pragnąć kogoś, kto jest tak gorący. Uśmiechnęła się pod nosem widząc szybką reakcję Coven na pierwsze dźwięki muzyki, a gdy wszystko już było cacy rozłożyła się wygodniej na swoim siedzeniu. — No więc jest taki Billy na przykład, w profilu ma wpis: Ruchasz się czy trzeba z tobą pisać??? i wbrew pozorom można z nim fajnie popisać — choć ruchać pewnie też by się z nim mogła, ale na dobry początek wystarczy jej jak sobie razem pośpiewają chociaż u Milagros to jedno zawsze szło w parze z drugim. Jakoś jej nogi rozchylały się po jednej nutce. — Jest muzykiem, więc może zgadamy się na jakieś wspólne śpiewanie — oznajmiła spoglądając wymownie na Coven. — Twoja kolej — uchylić jej rąbka tajemnicy, a skoro sama wspomniała, że opowie o swoich to teraz wypadałoby spełnić obietnicę. — Byłam, bo tak się składa, że mama ma bzika na punkcie dyni. Wiesz, że w zeszłym roku na Halloween mieliśmy rodzinną sesję nad jeziorem z dyniami na głowie? Był taki trend z dyniami albo prześcieradłami-duchami — a przecież nie mogła jej odmówić! I nawet nie chciała, bo sama miała bzika na punkcie jesieni. No i musiała przyznać, że zdjęcia wyszły epickie.

Obrazek

you're so damn cozy

: sob paź 03, 2026 2:05 am
autor: coven bremers
Bycie Kanadyjczykiem wcale nie zobowiązywało do uwielbiania zimy. Tak samo jak nie zobowiązywało do oglądania hokeja, a przecież to właśnie hokej był ich sportem narodowym. Coven zimą chodziła wiecznie zmarznięta i zasmarkana. Nie widziała w tym absolutnie nic fajnego. Do tego dochodziło ubieranie się na cebulkę, czego szczerze nie znosiła. Wystarczyło wejść do jakiegoś pomieszczenia i już trzeba było rozpakowywać się z połowy tych warstw, bo inaczej człowiek pocił się jak świnia. Trzeba jednak przyznać, że swetrów miała całkiem sporo i niektóre naprawdę lubiła, zwłaszcza te świąteczne. Święta były bowiem jedną z niewielu rzeczy, które potrafiły sprawić, że nawet zima wydawała jej się całkiem znośna.
— Potrafisz być bardzo delikatna — przyznała, zagryzając dolną wargę. Milagros niejednokrotnie udowadniała jej swoją delikatność. I równie często pokazywała, że potrafiła zupełnie z niej zrezygnować, kiedy sytuacja tego wymagała. Doskonale wyczuwała granicę między jednym a drugim, a Bremers musiała przyznać, że pod tym względem były ze sobą wyjątkowo kompatybilne.
Opis Billy'ego, o którym wspomniała, był bardzo w jej własnym stylu. Sama przecież napisała w swoim profilu, że można było poprawić sobie humor, patrząc na jej tyłek. A było na co popatrzeć! Coven była prostą dziewczyną i nie zamierzała udawać kogoś, kim nie była. Internet dawał ludziom mnóstwo możliwości kreowania własnego wizerunku, ale po co miałaby udawać mądrzejszą czy bardziej wyrafinowaną, niż była w rzeczywistości? Przecież prędzej czy później i tak musiałaby spotkać się z kimś na żywo, a wtedy cała ta misternie zbudowana fikcja poszłaby w pizdu.
— Pisałam z jednym chłopakiem, który też stawia tarota, ale nie poczułam, żebyśmy mieli zbyt wiele wspólnego. I z dziewczyną, która nigdy nie umawiała się z dziewczynami, a ze mną chciałaby się spotkać. Poza tym mam sporo par, ale bez zaczętych rozmów — wyjaśniła, jak to mniej więcej wyglądało u niej. Nic specjalnego, ale Bremers nie miała przecież szczególnie dużych wymagań. Nie potrzebowała od razu wielkich rozmów, romantycznych deklaracji ani poczucia, że właśnie znalazła miłość swojego życia. Wystarczyło, żeby ktoś był niebrzydki, miał poczucie humoru i nie okazał się seryjnym mordercą. Jak na aplikację randkową, chyba nie wymagała aż tak wiele, prawda?
Ożywiła się jeszcze bardziej, kiedy usłyszała o halloweenowej sesji nad jeziorem.
— Naprawdę? O rany, zawsze marzyłam o sesji w prześcieradłach. Najlepiej do tej piosenki... jak to leciało? I can't be the only one who hears you. Tears falling down at the party. Saddest little baby in the room — zaśpiewała, zagłuszając Corinne Bailey Rae. — W tym roku też jakąś planujecie? — zapytała, bo na pewno w sieci zaczynał hulać jakiś nowy trend. Albo dopiero zacznie. — Koniecznie będę chciała zobaczyć efekty — dodała, zmieniając pas ruchu, żeby przepuścić szybciej jadące samochody. Czyli wszystkie, które podążały w tym samym kierunku. Inni kierowcy musieli się strasznie pieklić, że Honda przed nim zataczała się w tempie konduktu pogrzebowego.

Milagros 🍂