Strona 1 z 1

karma is a bitch

: śr wrz 23, 2026 8:38 pm
autor: Daisy Whitmore
Obrazek
010


— Widziałaś teczkę z umowami na współpracę na listopad? — spytała nerwowo, wpadając do biura po godzinach, a dokładnie to do pokoju księgowych. Była tam jedynie Rue, jedna ze starszych pracownic, która miała w domu cztery koty i zero powodów, żeby nie klapać nadgodzin. Tego wieczoru jednak pewnie pożałowała, że nie ulotniła się wcześniej, bo Whitmore już od dziesięciu minut trzaskała jej nad głowa szafkami.
— Daisy… ale spokojnie, może się gdzie zawieruszyły? — podniosła się z krzesła, powoli tracąc cierpliwość. Nie chciała jednak być uszczypliwa. Pół redakcji już słyszało o tym, co poprzedniego dnia stało się Rowanowi Whitmore i to, że został napadnięty. Rue nie chciała jej dowalać, ale przecież też nie mogła pozwolić, by Whitmore przewracała wszystkie dokumenty. — Może pozwól, że ja to poszukam?
— Ale ja to potrzebuje na już — uniosła się Daisy. Prawda była taka, że wcale tego nie potrzebowała, a jedynie musiała czymś zająć ręce i przede wszystkim głowę, że nie myśleć, a akurat współprace, które trzeba było zatwierdzić z markami wydawały się świetną zabawą na środowy wieczór. — No przecież tu nie można nic znaleźć… — ciekawe czemu. Może dlatego, że przewaliła już większość segregatorów.
Rue chociaż poirytowana, podeszłą do jednej z półek i zabrała się za przebieranie dokumentów. Pamiętała, że niedawno osobiście wszystko drukowała i faktycznie papiery powinny być na wyciągniecie reki. W międzyczasie ukradkowo spoglądała w stronę managerki. I pewnie gdyby miała trochę oleju w głowie, ugryzłaby się w język, ale Rue lubiła sobie pogadać… Dlatego kiedy tylko znalazła teczkę, którą chciała Daisy, podniosła na nią również zielone spojrzenie.
— A jak Rowan? — spytała spokojnie, wyciągając papiery w stronę przełożonej i miała nadzieje, że to wystarczy, by nie zostać zgromioną od góry do dołu nerwowym spojrzeniem, ale nie. Whitmore prawie z a b i ł a ją wzrokiem, znowu czując, jak narasta w niej irytacja.
— Źle — wyszarpała teczkę, sprawdzając przy okazji zawartość. — Ma potłuczone żebra, więc nawet nie może trenować i do tego… — zapowietrzyła się w połowie wypowiedzi, spoglądając w stronę korytarza, gdzie mignęła jej aż za dobrze znana kurtka z naszywkami. — Musze już iść — oznajmiła i wyrwała się do wyjścia. Rue jeszcze za nią krzyczała, ale Daisy nawet nie zwróciła na nią uwagi.
Wybiegła na korytarz i z walącym w piersi sercem ruszyła za plecami Kiry.
— Finch! — krzyknęła głośniej, upewniając się grzeczniej, że nikogo nie było dookoła. Godzina co prawda była już późna, ale gdzie niegdzie wciąż kręcili się pracownicy. Nie chciała, żeby ktokolwiek widział je razem, szczególnie po tym, co miało miejsce i Kiry w domu. Coś o czym ona nie mogła zapomnieć, chociaż trzeba przyznać, że cała akcja z Rowanem mocno pozmieniała jej priorytety w głowie. — Kira! — warknęła głośniej, już na tyle, że musiała ją usłyszeć, bo Daisy stała już praktycznie za jej plecami. Zacisnęła palce na ramieniu dziennikarki, a potem odwróciła ją energicznie przodem do siebie i momentalnie pożałowała.
Tylko nie te szare oczy…
Przełknęła jednak jakoś ślinę i doprowadziła się do porządku, szarpiąc blondynkę i pierwszą, lepszą sale konferencyjną i zatrzaskując za nimi drzwi.
— Coś ty kurwa zrobiła? — wycedziła przez zęby, nachylając się nad Kirą i obserwując uważnie jej każdą, jedną reakcje. — Dumna z siebie jesteś?

:lepa:

karma is a bitch

: śr wrz 23, 2026 10:41 pm
autor: kira finch
029.
bitch /bɪtʃ/
noun
an offensive word for a woman who is considered to be unpleasant or unkind
"she's such a bitch"
Zwykle nie zostawała sama z siebie po godzinach, więc i tym razem nie był to jej pomysł. Przełożony poprosił ją, żeby dokończyła artykuł, którego George oczywiście nie zdążył zrobić. George był straszną cipą, z niczym się nie wyrabiał, a kiedy ktoś zwracał mu uwagę, to płakał. Finalnie zawsze wychodziło na to, że ktoś musiał kończyć robotę za niego. Tym zwykle była Kira.
Już po kilku minutach miała ochotę złapać się za głowę. W niesformatowanym tekście znalazła tyle literówek, że zaczęła się zastanawiać, czy George w ogóle przeczytał go przed oddaniem. Niektóre zdania wyglądały tak, jakby pisał je z zamkniętymi oczami, a interpunkcja najwyraźniej została potraktowana jako opcjonalny dodatek. Jakim cudem ten gość wciąż tutaj pracował? Musiał mieć jakieś znajomości. Nie było innego wytłumaczenia.
Finch odsunęła się od biurka i potarła dłonią czoło. I tak miała już dość tego dnia, a perspektywa siedzenia tutaj przez kolejne godziny tylko dlatego, że George nie potrafił zrobić swojej roboty, nie poprawiała jej humoru. Tym bardziej że od kilku dni ciągle wracała myślami do tego, co przytrafiło się Rowanowi Whitmore'owi.
Może raz czy dwa napomknęła Boostowi i Sonicowi, jaki z niego cwel i jak traktuje własną żonę. Tak jej się tylko wymsknęło. Przypadkiem. W rozmowie. Kilka razy. Nie miała jednak pojęcia, że sprawy zajdą aż tak daleko. Kiedy przeczytała wiadomość od Daisy, bardzo szybko połączyła kropki. Kira nie była idiotką, a zbieg okoliczności wydawał się zdecydowanie zbyt duży, żeby mogła uwierzyć w przypadek. Nie miała jednak okazji porozmawiać z Daisy o tym wszystkim. Po cichu liczyła, że menadżerka nie zorientuje się, co tak naprawdę się wydarzyło. Ale Daisy też nie była głupia.
Ruszyła w stronę kuchni, żeby zaaplikować sobie kolejną dawkę kofeiny. Jeśli miała przetrwać ten wieczór, zdecydowanie nie uda się to bez dużej kawy. Najlepiej takiej, która była w stanie postawić na nogi nawet trupa.
Finch!
Nawet się nie zatrzymała, chociaż doskonale usłyszała swoje nazwisko. Przyspieszyła kroku, udając, że jest strasznie zalatana.
Kira!
No kurwa mać. Już miała spojrzeć przez ramię, kiedy poczuła szarpnięcie. Whitmore znienacka wyrosła za jej plecami i zmusiła ją do zatrzymania się w miejscu. Kira odwróciła się gwałtownie i spojrzała na nią z wysoko uniesionymi brwiami.
— Niby co zrobiłam? — zapytała, zgrywając kompletną kretynkę. Daisy kipiała ze złości, więc lepiej było wybadać, czy rzeczywiście myślą o tym samym. — W sumie to nie wiem. Korekta artykułów po George'u zawsze zajmuje od zajebania czasu, więc chyba trochę tak? Jestem dopiero w połowie i dalej nie widać końca — westchnęła ciężko. Po minie menadżerki szybko zorientowała się jednak, że zdecydowanie nie o to chodziło.
Kira zacisnęła usta w wąską linię i rozejrzała się po korytarzu. Wokół wciąż kręciły się niedobitki. Nie mogły tak po prostu urządzać sobie awantury na środku redakcji.
— Chodź — złapała ją za przedramię i pociągnęła ją w kierunku pierwszych drzwi po lewej. Nacisnęła klamkę i wepchnęła ją do środka.
Znalazły się w jakimś magazynie z popsutym i dawno zapomnianym sprzętem elektronicznym. Stare monitory, kable, jakieś pudła z częściami od drukarek. Idealne miejsce na rozmowę, której żadna z nich nie chciała prowadzić przy świadkach.
— To nie ja. Nie miałam z tym nic wspólnego — wycedziła przez zaciśnięte zęby. I technicznie rzecz biorąc, była to prawda. To nie ona wpierdoliła Rowanowi. A powinna! W końcu zarzekała się przed Daisy, że urwie mu jaja przy samej szyi. Na nic innego nie zasługiwał. Ten łomot należał mu się jak psu buda i chłopu ziemia.

Daisy 🤷‍♀️

karma is a bitch

: sob wrz 26, 2026 7:57 pm
autor: Daisy Whitmore
Kipiała ze złości.
Wcześniej bardziej przemawiało przez nią zmartwienie i troska o męża, przebodźcowanie i zmęczenie materiału związane z tym, że od dwóch dni praktycznie spała, jednak kiedy zobaczyła Kirę w korytarzu, poczuła jedynie złość. Prawdziwą furę, która momentalnie zalała jej ciało i której nie dało się tak po prostu zignorować.
Dlatego ruszyła za nią, a zaraz szarpała za ramię, odwracając w swoją stronę. W normalnych okolicznościach po tym, co stało się w mieszkaniu Finch, Daisy pewnie jeszcze długo nie odważyłaby się spojrzeć jej w oczy. Whitmore myślała o ich pocałunku zdecydowanie za dużo razy, a już na pewno myślała o nim we wszystkich złych aspektach. Jak na przykład tym, że jej się podobało.
Wszystko to jednak zeszło na dalszy plan w momencie, w którym Rowan został pobity po treningu. W którym dwa dni tem wieczorem dostała telefon ze szpitala, że jej mąż wylądował u nich ze złamanymi żebrami i nosem. W pierwszej chwili była przekonana, że stało się to na treningu, że po prostu wywrócił się na lodzie i tyle. Po temacie. Dopiero kiedy przyjechała na miejsce, a tam czekała już policja, szybko okazało się, że była to dwójka zapakowanych mężczyzn z kijem bejsbolowym, którzy rzucili się na niego dwie ulice od głównej hali i pobili. Rowan nie powiedział tego policji, ale Daisy dowiedziała się jeszcze potem, że ich czyny niosły za soba również wiadomość. Przesłanie, że albo skończy okładaąc własną żonę, albo to był dopiero początek tego, co mogło się z nim stać.
Diasy nie była głupia.
Nawet nie miała jak być, bo Kira Finch była j e d y n ą osoba, która wiedziała o siniakach, której Whitmore powiedziała prawdę. I teraz stojąc z nią twarz w twarz naprawdę żałowała, że to zrobiła. Że pozwoliła sobie na chwile słabości, szczególnie w tych ostatnich smsach.
Prychnęła pogardliwie na słowa blondynki i to całe niby co zrobiłam.
— Dobrze wiesz co, nie rób ze mnie idiotki — warknęła, nawet nie gryząc się w język. A może powinna, biorąc pod uwagę, że dookoła wciąż kręcili się ludzie z redakcji i ktoś mógł je usłyszeć w każdej chwili. Pokręciła głową, gdy Finch zaczęła nawijać o jakimś artykule, który pod żadnym względem teraz jej nie interesował. Już miała na nią znowu krzyknąć, ale wtedy Kira szarpnęła ją za przedramię i z krótkim chodź zaciągnęła na jakiegoś małego składziku na elektronikę.
— Co ty robisz? — chciała jej się wyrwać, jednak może to faktycznie był dobry pomysł, by porozmawiać na osobności. Zatrzasnęła za soba drzwi i od razu odwróciła się w stronę dziennikarki, ruszając w jej stronę.
— Jak to nie miałaś z tym nic wspólnego? A kto miał? — jej głos wcale nie ył spokojny. Twarz zresztą też. Widać było po niej, że była przemęczona i wściekła. Gromiła Finch wzrokiem, chyba pierwszy raz odkąd się znały. — Byłaś jedyną osobą której o tym powiedziałam, Kira, jedyną! — znowu wykonała krok do przodu, wymuszając na blondynce, by tak cofnęła się w stronę szafki. — A jakoś nie chce mi się uwierzyć, żeby jakieś przypadkowe gangusy z kijem spruły się do mojego męża o to, że jest cytuje damskim bokserem i okłada własną żonę— nie była to również rzecz, którą Rowan mógł sobie wymyślić. Szczególnie biorąc pod uwagę, że może Daisy kompletnie nie widział agresji względem Daisy jako coś złego i alarmującego, a jedynie jako małżeńskie sprzeczki. — Dalej kurwa uważasz, że nie masz z tym nie wspólnego?!

:stickfoch:

karma is a bitch

: wt wrz 29, 2026 12:36 pm
autor: kira finch
Rozumiała jej furię. Kira sama wkurwiłaby się równie mocno, a może nawet i bardziej, gdyby coś podobnego przytrafiło się komuś jej bliskiemu i wiedziałaby, kto za tym stoi. Mogła iść w zaparte, udawać idiotkę, twierdzić, że nie ma pojęcia, o czym Daisy pierdoli, a potem wmówić jej, że chyba coś jej się pojebało. Tylko co by jej to dało? To nie było żadne rozwiązanie. Chciała być wobec niej w porządku. Tym bardziej po tym, co wydarzyło się ostatnio.
Nie potrafiła przestać myśleć o ich pocałunku. Próbowała wyrzucić go z głowy na tysiąc różnych sposobów. Najczęściej po prostu całowała jakieś randomowe laski i lądowała z nimi w łóżku, ale nic to nie dawało. Żadne usta nie mogły równać się z miękkimi ustami Whitmore. I chociaż Finch była wtedy najebana jak Messerschmitt, doskonale pamiętała ich smak. Od tamtego czasu unikała menadżerki jak tylko mogła. Na szczęście nie musiały razem współpracować, więc nie było to takie trudne. Wystarczyło po prostu nie chodzić po innych piętrach. Pech chciał, że na tym, gdzie znajdował się dział motoryzacyjny, mieściła się również księgowość. To by wyjaśniało, co Daisy tutaj robiła.
— Nie dramatyzuj — rzuciła spokojnie, cofając się o kilka kroków. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy plecami natrafiła na regał wypełniony kartonami. — Wspomniałam o tym Boostowi i Sonicowi, ale przysięgam, że nie nasłałam ich na Rowana. Nie miałam pojęcia, że coś mu zrobią. Dowiedziałam się o wszystkim dopiero po fakcie — wyjaśniła, uznając, że kłamanie Daisy prosto w oczy nie ma najmniejszego sensu.
Wszystko, co teraz powiedziała, było stuprocentową prawdą. Podczas rozmowy z chłopakami faktycznie wspomniała o tym, jak sławny hokeista traktuje swoją żonę. Całą trójką zgodnie stwierdzili, że Rowan to zwykły zwyrol i należy mu się nauczka. Ale Finch uznała, że to tylko takie pierdolenie. Nie przypuszczała, że aż tak wezmą sobie do serca jej słowa i że spuszczą mu najprawdziwszy wpierdol. Nie mieli na to przyzwolenia. Ba, Kira nawet ich o to nie prosiła.
— Doskonale wiesz, że na to zasługiwał — warknęła przez zaciśnięte zęby, nie odrywając wzroku od twarzy menadżerki. — Może teraz pójdzie po rozum do głowy, skoro ty nie umiałaś nic z tym zrobić — prychnęła pogardliwie. Wielokrotnie powtarzała Daisy, że powinna zgłosić wszystko na policję, bo inaczej Rowan będzie czuł się bezkarny. Że swoją biernością pozwala mu na takie zachowanie. Tyle że to nie był jednorazowy wybryk, o czym Whitmore doskonale wiedziała. Sama pisała jej przecież całkiem niedawno, że mąż znów podniósł na nią rękę. Dobrze się stało, że ktoś w końcu zrobił z tym porządek. Z tego, co Kira zdążyła się zorientować, obrażenia hokeisty nie były aż tak poważne. Kilka złamanych żeber, poobijane wnętrzności i lekkie wstrząśnienie mózgu. Będzie żył.
— Nie będę cię za to przepraszać — dodała butnie, dając jej do zrozumienia, że absolutnie nie jest jej żal Rowana i w żaden sposób nie czuje się winna temu, co się wydarzyło. Właściwie życzyła mu jak najgorzej.

Daisy :stickwrr:

karma is a bitch

: śr wrz 30, 2026 7:02 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie dramatyzuj.
Czy można było wypowiedzieć g o r s z e zdanie do wkurwionej kobiety?
Chyba tylko uspokój się.
Problem w tym, ze Daisy Whitmore nie miała zamiaru być ani spokojna ani wyrozumiałą w kierunku Kiry. Nie po tym, co zrobiła, w czym maczała palce i jak karygodnie zachowała się w całej sytuacji. Dobrze wiedziała, jak ciężko przychodziło Daisy rozmawianie o tych sprawach i sam fakt, że w końcu odważyła się komuś powiedzieć, wcale nie dawał Finch przyzwolenia, by wziąć tą wiedze i zrobić sobie z nią cokolwiek jej się podobało. A już tym bardziej mówić o tym jej znajomym.
— Zwariowałaś? — spojrzała nią z niedowierzaniem. — Kira, ja ci to powiedziałam w zaufaniu! Jak mogłaś wygadać to przy pierwszej, lepszej okazji swoim znajomym?! — brzmiała pretensjonalnie, nawet tego przed nią nie kryła. Czuła w sercu, że została zdradzona. Że sekrety, które powierzała Finch wcale nie były w żaden sposób bezpieczne. Co więcej, miała przekonanie, że jej uczucia i problemy zostały mentalnie zdeptane. Nie wspominając nawet o tym, że Kira dowiedziała się po fakcie i i tak nic nie powiedziała. Nie odezwała się ani słowem, a jeszcze przed chwilą miała czelność zarzekać się, że ona nic nie wiedziała.
Daisy przypisywała jej wiele cech, ale to że była aż tak solidnym kłamcą?
To jakoś mocniej ugodziło ją w serce.
A zaraz potem jeszcze to, że na to zasługiwał. Whitmore aż złapała w płuca więcej powietrza i pokręciła głową. Czy one rozmawiały w tym momencie na ten sam temat? Czy Kira miała świadomość, co wypowiadały jej usta?
— Kira, słyszysz się? — spytała w końcu, wbijając w nią intensywne spojrzenie. — Mówimy tu o POBICIU drugiego człowieka. Skopanie go i połamanie mu żeber — uniosła głos, nawet nie zauważając, w którym dokładnie momencie ciśnienie skoczyło jej jeszcze bardziej. — W czym to co zrobili twoi znajomi jest lepsze od tego, co mi zrobił Rowan, co? Agresja to jest agresja i jeśli odpłacasz się tym samym, krzywdząc kogoś, to wcale nie czyni cie to pieprzoną zbawczynią świata, tylko pozycjonuje cie na tym samym poziomie co Rowana — może słowa, które wypowiedziała były ostre, może powinna ugryźć się w język, ale taka była prawda. Odpłacanie się tym samym wcale nie było rozwiązaniem jakichkolwiek problemów. Szczególnie, że teraz Rowan wiedział o tym, że Daisy się poskarżyła i prawda była taka, że miała w domu jeszcze większe piekło niż wcześniej.
Może nawet powiedziałaby o tym Kirze, ale po tym, co się stało, nawet nie miała ochoty.
Kompletnie straciła do niej zaufanie. I nawet to jak jej charakterystyczne kwiatowe perfumy rozpraszały ją z każdym ruchem, jak jej spojrzenie wywoływało na karku Daisy dreszcze… nic z tego nie miało teraz znaczenia. Bo to się po prostu nie godziło. Prychnęła na jej kolejne słowa, że nie będzie za to przepraszać.
— I dobrze — wycedziła przez zęby, wodząc spojrzeniem po twarzy Finch. — Bo i tak bym ich nie przyjęła — brzmiała na śmiertelnie obrażoną i chyba po części faktycznie tak było. Nie chciała widzieć Finch na oczy. Miała ochotę ją rozszarpać. Serce waliło jej jak szalone, a palce aż świerzbiły by…
— Próbujesz mi zniszczyć życie? — spytała, zaciskając dłoń a jednej z belek tuż obok głowy Finch. Tak mocno, że aż pobledły jej knykcie. Kira wyciągała z niej tak skrajne emocje, że nawet sama Whitmore do końca ich nie rozumiała. — Albo wiesz co, nie odpowiadaj. Nie mamy o czym rozmawiać — wtrąciła się nim ta zdążyła cokolwiek powiedzieć i od razu skierowała się do zatrzaśniętych drzwi. Nie miała zamiaru z nią dłużej dyskutować. Po co? Zdania najwidoczniej miały kompletnie odmienne to i tak nie byłyby w stanie się dogadać. Szarpnęła za klamkę, gotowa się ulotnić, tylko wtedy…
— Co jest… — mruknęła pod nosem, ponawiając czynność, bo drzwi ani drgnęły. — Zamknięte — rzuciła głośniej już nie tylko do siebie, po czym ponownie spróbowała je szarpnąć. Ponownie na marne.

kira :elenka:

karma is a bitch

: śr wrz 30, 2026 8:19 pm
autor: kira finch
— Nie powiedziałam tego przy pierwszej lepszej okazji, to po prostu wyszło w trakcie dłuższej rozmowy. Może byłam trochę wstawiona, okej? Nie miałam pojęcia, że planują wziąć sprawy w swoje ręce — tłumaczyła spokojnie, wciąż obstając przy tym, że Daisy za bardzo wszystko wyolbrzymiała. To przecież nie tak, że Rowan dostał wpierdol zupełnie bez powodu, prawda? Obie doskonale wiedziały, że facet porządnie sobie na to zapracował.
Powiedziałaby jej o wszystkim, gdyby w ogóle ze sobą rozmawiały. Od momentu, w którym menadżerka ją pocałowała, nie zamieniły jednak ani jednego słowa. Jakoś się nie złożyło. Zresztą, jak niby miałaby sobie wyobrażać taką rozmowę? Kira miałaby po prostu przyjść do Daisy i oznajmić jej, kto stał za pobiciem jej męża? Nie zamierzała przecież sprowadzać na Boost i Sonica żadnych nieprzyjemności.
— Tak, tak. Przemoc rodzi przemoc — wywróciła ostentacyjnie oczami. Zupełnie jak jej ojciec. — Na litość boską, ile razy mam ci powtarzać, że nie przypuszczałam, że zrobią coś takiego? Byłam przekonana, że jeśli już do czegoś faktycznie dojdzie, to tylko go nastraszą — dodała zgodnie z prawdą. Żaden z jej kumpli nie wdawał się w bójki bez powodu. Trzeba było jednak przyznać, że sytuacja z Daisy mocno ich poruszyła. Nie mogli znieść informacji o tym, że hokeista zrobił sobie z niej worek treningowy. Ostatecznie nie wyrządzili mu żadnego poważnego uszczerbku na zdrowiu. Połamane żebra się zrosną, a siniaki znikną. Z tego ostatniego Daisy powinna doskonale zdawać sobie sprawę. Chyba że jej siniaki zaraz przykrywały kolejne. Sama niedawno przyznała w wiadomości, że sytuacja się powtórzyła.
— Świetnie — skrzyżowała dumnie ręce na piersiach. Ani Whitmore, ani jej mąż nie mieli co liczyć na choćby półsłowa skruchy z jej strony. — Możesz zgłosić całe zdarzenie na policję. Śmiało. Tylko nie zapomnij wspomnieć, że twój mąż też nie jest święty — zaznaczyła, tak na wszelki wypadek, gdyby Daisy zapomniała, dlaczego w ogóle doszło do takiej sytuacji. Może wtedy Whitmore znajdzie w sobie trochę więcej odwagi, żeby powiedzieć głośno o przemocy, której doświadczała w swoim własnym małżeństwie. — Ach, no jasne. Pewnie nawet wtedy zaczęłabyś go wybielać — prychnęła pogardliwie pod nosem, obserwując, jak menadżerka zaciska palce na belce tuż przy jej głowie.
Próbujesz mi zniszczyć życie?
Finch znów poczuła ogromną ochotę, żeby nią potrząsnąć i zmusić ją wreszcie do przejrzenia na oczy. Jednocześnie miała równie wielką ochotę ją pocałować. Wkurwiona Daisy była strasznie pociągająca. Niestety, Kira podejrzewała, że próba pocałunku skończyłaby się dla niej co najmniej jednym soczystym strzałem w pysk. Nie chciała więc dodatkowo jej prowokować.
— Zwariowałaś? Niczego nie chcę ci niszczyć. Niby jaki miałabym mieć w tym cel? — pokręciła z dezaprobatą głową.
Kiedy menadżerka skierowała się w stronę drzwi, odepchnęła się od regału z zamiarem opuszczenia magazynku. Była gotowa wyjść stąd jak najszybciej, ale reakcja Whitmore nie pozostawiała wątpliwości - zamek musiał się zatrzasnąć.
— Co? Poczekaj, ja spróbuję — rzuciła, podchodząc bliżej. Naparła ramieniem na drzwi, żeby je otworzyć. Ani drgnęły. Spróbowała ponownie, tym razem mocniej, a potem jeszcze raz. Nic. Kira westchnęła i spojrzała na swój smartwatch. — Zadzwoń po kogoś z serwisu sprzątającego. O tej godzinie zaczynają sprzątać biura — stwierdziła, znów łapiąc za klamkę. Jeszcze chwilę temu po korytarzu kręciło się kilka osób. Ktoś w końcu będzie musiał je usłyszeć.

Daisy :stickuhh:

karma is a bitch

: pt paź 02, 2026 8:50 am
autor: Daisy Whitmore
Przemoc rodzi przemoc.
Finch mogła się z tego naśmiewać, gardzić tym, ale przecież taka była prawda. Ludzie podłapywali emocje. Przeciągali je na swojego stronę często mimowolnie. Kiedy ktoś na nas krzyczał, naturalnie sami przecież stawaliśmy się podenerwowani. Tutaj nie było większej matematyki. I chociaż Kira widziała z jej mężu tylko i wyłącznie agresora, to Whitmoe dobrze wiedziała, że tak nie było. Że niektóre problemy z charakterem wyciągało się przede wszystkim z domu. A jego ojca chyba nie trzeba było przedstawiać..
Richard nigdy nie był potulny jak kwiatuszek. Zawsze wychowywał swoje dzieci silną, ojcowską ręką. I chociaż nie powinna zwalać wszystkiego na to jak wychował się jej mąż, uważała, że dużo jednak było w tym złych doświadczeń w domu. Oczywiście — nie powinien podnosić na nią ręki. Nie miał prawa jej szarpać ani nią pomiatać, ale żeby od razu bić go i łamać mu żebra? Kompletnie nie przyjmowała do siebie argumentacji Kiry, że sobie zasłużył. Bo co ona myślała? Że co teraz? Że Rowan tak po prostu stwierdzi o, ktoś mnie pobił, nie było fajnie, nie będę zaczepiać żony?
Nie.
To tak nie działało.
Cała ta sytuacja tylko pogorszyła to, co między nimi już od jakiegoś czasu się sypało. I może Daisy niepotrzebnie wyżywała się teraz na Finch… ale co innego mogła? Miałą w sobie tak wiele złych, negatywnych emocji, że dosłownie wariowała już będąc sam na sam z własną głową. Nie potrafiła sobie z tym poradzić. Nie myśleć, chociaż na moment. Jedną kurwa chwile. A Finch tylko dorzucała do pieca.
— Nie chcesz niszczyć, a jednak sukcesywnie pogarszasz moją sytuacje — odezwała się w końcu, wciąż uniesiona i oburzona tym, w jakim kierunku poszła ich rozmowa. — Kurwa, Kira, przecież po tym, co oni mu powiedzieli, on jest na mnie jeszcze bardziej zły — powiedziała, patrząc jej głęboko w oczy, a ona mogła dopowiedzieć sobie resztę historii. To, że znowu się z nią szarpał. Bo Rowan nie był. NIe był przecież aż tak jawnym agresorem. To wszystko działo się stopniowo. A największy w tym wpływ miały jednak ciosy słowne, mentalne, wcale nie siniaki tu i tam.
Tylko co ona miała opowiadać o tym Kirze, która swoje i tak wiedział najlepiej? Zapatrzona we własny punkt widzenia, nie chciała nawet przyznać się do teog, że jej czyny też nie było do końca okej. Zamiast się z nią wykłócać, Daisy wolała jednak po prostu się ulotnić. No… szkoda tylko, że drzwi postanowiły odmówić posłuszeństwa.
— A co tym myślisz, że jak ja spróbowałam i nie działa, to jak ty dotkniesz to nagle będzie okej? — warknęła, chociaż faktycznie zrobiła krok do tyłu, dając Finch wystarczająco miejsca, żeby faktycznie syórobwała. As expected: nawet nie drgnęły. Klamka nawet nie chciała się przekręcić, a co dopiero mogą o otworzeniu drzwi. — Mówiłam, że się zacięło — pokręciła głową poirytowana, a zaraz jasne spojrzenie wbijała w szare oczy Kiry. — Gdzie mam zadzwonić jak ja nie mam przy sobie telefonu — spojrzała na nią jak na debila. Torebkę i wszystkie rzeczy, które mogłyby się tu przydać zostawiła przecież w księgowości, gdy wybiegła za Finch. — Ty zadzwoń — machnęła w jej kierunku. No bo pewnie chociaż ona miała przy sobie telefon? Albo chociaż z zegarka może się dało? Tylko pytanie, czy Kira w ogóle miała numer do ekipy sprzątającej lub kogokolwiek, kto był w biurze o tej porze.
— I posuń się, może walne to z bara — wtrąciła głupio. Nie sądziła, że może się to udać, ale na filmach czasami tak robili.. Wcięła zamach, wystawiła bark do przodu, a potem przywaliła w drzwi. One nawet nie drgnęły, zaś Whitmore syknęła z bólu. Yup, zdecydowanie był to zły pomysł. Ale co ona mogła poradizć na to, że bardzo chciała stać wyjść. — No kurwa — wypsnęło jej się wraz z całą irytacją, podczas gdy nogą również mocno przywaliła w drzwi.
Również nieskutecznie.

:pupkabubka:

karma is a bitch

: pt paź 02, 2026 2:46 pm
autor: kira finch
Nie trzeba było jej tłumaczyć, że pewne cechy dziedziczyło się po rodzicach i jak wiele wynosiło się z rodzinnego domu. Kira miała paskudny charakter. Może nie był dokładnie taki sam jak charakter jej ojca, ale pod wieloma względami byli do siebie bardzo podobni. Łączyło ich przede wszystkim emocjonalne upośledzenie i wyjątkowo kiepska umiejętność przyznawania się do błędu. Nie była jednak jego wierną kopią. Nie podzielała jego poglądów i w wielu kwestiach kompletnie się z nim nie zgadzała. Mimo wszystko niewątpliwie miała z nim więcej wspólnego niż pozostałe siostry. Czasami aż za dużo. Nie zamierzała jednak wykorzystywać tego jako wymówki dla własnego zachowania. Jeśli postępowała niewłaściwie, to był jej problem. Mogła wynieść z domu określone mechanizmy, ale ostatecznie to ona podejmowała decyzje i musiała ponosić ich konsekwencje. Nosiła w sobie własne demony i zrzucanie odpowiedzialności za każde z nich na ojca byłoby zwyczajnie niesprawiedliwe. Łatwo było powiedzieć, że taka już była, bo wychował ją konkretny człowiek. Trudniej było przyznać, że czasami po prostu sama zachowywała się jak skończona idiotka.
— To przestań mu na to pozwalać — powiedziała stanowczo. — Jego złość nie daje mu przyzwolenia na wyżywanie się na tobie. Mówiłam ci, że powinnaś go zostawić — prychnęła, doskonale wiedząc, że Daisy nic sobie z tego nie zrobi. To było jak rzucaniem grochem o ścianę.
Była zapatrzona w swój punkt widzenia, bo wiedziała, że ma rację. Nie szłaby w zaparte, gdyby było inaczej. Trwała w niezdrowej, toksycznej relacji, którą powinna jak najszybciej zakończyć. Ale nie. Whitmore dalej uważała, że to nic takiego. Bo Rowana denerwował się i ponosiły go emocje. Nosz kurwa mać.
Jeszcze raz naparła na drzwi, jakby te magicznym cudem miały za którymś razem ustąpić. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło.
— Nie wiem, może wkładasz w to za mało siły. Powinnaś brać przykład od męża — rzuciła złośliwie, ostatecznie robiąc kilka kroków w tył. — A ty myślisz, że ja co wieczór wymieniam wiadomości ze sprzątaczką? — mruknęła, wyciągając telefon. — Nie mam prywatnych numerów do ludzi z pracy. Nie spoufalam się ze wszystkimi na każdym kroku. Może twój teść? — spojrzała na Daisy, która właśnie przymierzała się do zaatakowania drzwi barkiem. — Jest jeszcze w redakcji? Znasz jego numer? — dopytała, przyglądając się jej poczynaniom.
Sekundę później menadżerka odbiła się od drzwi niczym piłeczka kauczukowa. Kira skrzywiła się ostentacyjnie, obserwując jej minę, która sugerowała autentyczne zdziwienie faktem, że takie rozwiązanie mogło boleć.
— O wow — wyrzuciła z siebie z wysoko uniesionymi brwiami. Daisy najwyraźniej uznała, że skoro pierwsza metoda nie zadziałała, należy spróbować drugiej. Tym razem zamachnęła się i spróbowała wyważyć drzwi nogą. — Wow — powtórzyła Kira, przyglądając się jej z rosnącym niedowierzaniem. — Zdajesz sobie sprawę z tego, że prędzej zrobisz sobie krzywdę? Aż tak przyzwyczaiłaś się do bólu? — zapytała. No nie mogła się powstrzymać. To było silniejsze od niej.
Tę cechę również najwyraźniej odziedziczyła po ojcu. Byle komuś wcisnąć szpilkę. Byle dopierdolić, kiedy nadarzyła się okazja. Nie zawsze nawet zastanawiała się, czy warto, bo czasami język wyprzedzał rozsądek. Trudno było stwierdzić, czy czuła z tego powodu jakąś szczególną satysfakcję. Na pewno jednak nie było jej z tym źle.

:pupkabubka: