Strona 1 z 1

zawsze jest miejsce na serniczek!

: czw wrz 24, 2026 1:19 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
020
zawsze jest miejsce na serniczek!
Siedział przy stoliku w kawiarni i gapił się na blat. Zamówił dwie kawy i czekał na Elsę. W głowie miał totalny syf i poczucie, że w kilka miesięcy wszystko mu się koncertowo posypało. Zastanawiał się, jak ma jej to wszystko opowiedzieć. Elsa wiedziała o ciąży Gabi i o tym, że testy potwierdziły jego ojcostwo, ale nie miała pojęcia o całej reszcie. Czuł presję, bo musiał jej teraz wyłożyć fakty o swoich kolejnych wpadkach.
Przejechał dłonią po twarzy i oparł się oparcie krzesła. Kiedy myślał o tym, gdzie teraz jest, czuł głównie złość na samego siebie. Został sam, urodzi mu się syn, a dwa ważne związki kompletnie zniszczył. Zastanawiał się, jak to możliwe, że w tak krótkim czasie podjął tyle fatalnych decyzji.
Z Gabi poszło źle. Elsa znała wynik, ale nie wiedziała, co stało się chwilę później, bo wciąż pamiętał tamtą awanturę. Gabi wpadła w furię, zaczęła na niego wrzeszczeć, wyzywać go od najgorszych i rzucać wulgaryzmami. Wtedy dotarło do niego, że ich wieloletnia przyjaźń właśnie się skończyła,a jej agresja zadziałała tak, że stracił do niej jakiekolwiek pozytywne uczucia.
Z Charly wyszło jeszcze gorzej, i do dzisiaj czuł okropny wstyd, gdy o tym myślał. Ukrywał przed nią temat ciąży i badań DNA, bo stchórzył i bał się jej reakcji. Chciał odwlec moment prawdy i podjął decyzję o milczeniu całkowicie za jej plecami. Siedząc w kawiarni, musiał przyznać przed samym sobą, że stracił dziewczynę, na której naprawdę mu zależało, wyłącznie przez własne kłamstwa, a żeby zagłuszyć samotność po odejściu, założył Tindera. Chciał bzyknąć się z kimś obcym, żeby chociaż na jedną noc wyłączyć myślenie. W wiadomościach oboje z tamtą dziewczyną zgrywali pewnych siebie, ale spotkanie na żywo okazało się kompletnym niewypałem. Oo tym wszystkim jeszcze większy niesmak i pustkę.
Dźwięk otwieranych drzwi wyrwał go z rozmyślań. Do kawiarni weszła Elsa więc uniósł rękę wysoko, żeby odciąć się od tych myśli i dać jej znać, gdzie siedzi. Wyprostował się, wziął głęboki oddech i czekał, aż podejdzie do stolika.
Elsa Eriksen

zawsze jest miejsce na serniczek!

: pt wrz 25, 2026 9:14 am
autor: Elsa Eriksen
Ostatnio była najgorszą przyjaciółką na świecie. Siedząc w salonie od rana do późnych godzin wieczornych nie miała nawet kiedy napisać głupiej wiadomości do Noe. A przecież naprawdę chciała wiedzieć jak się miał, jak się trzymał… zapytać czy jakkolwiek kontaktował się z matką swojego dziecka odnośnie jakichś pomoże dodatkowych badań, czy może chciałaby kompletować już powoli wyprawkę… tak samo była ciekawa jak mu szło na tych schadzkach z aplikacji randkowej, o której jej ostatnio wspominał. Tylko naprawdę… nie miała kiedy. Jeśli jednak mogłoby to pocieszyć Noego to nie tylko była beznadziejną przyjaciółką, ale także dziewczyną. W końcu zostawiała Dantego samego na cały dzień w domu, a po powrocie nie miała siły, aby jakoś odpowiednio mu wynagradzać tą swoją nieobecność. Po kąpieli była gotowa na obejrzenie jakiegoś filmu, przy którym i tak zasypiała po kilkudziesięciu minutach, ewentualnie na wspólne obranie kierunku łóżka i tam zaśnięcie w swoich objęciach. Oczywiście pod warunkiem, że sam chłopak był w tym czasie w ich domu. Zdarzało się przecież, że wcale na nią nie czekał — bo nie musiał i to jak najbardziej było dla niej w porządku — tylko szedł na imprezę albo spotkać się z kumplami. Wtedy jeszcze przed kąpielą ogarniała szybki spacer z psami i dopiero po powrocie, pozwalała sobie na jeszcze szybsze odświeżenie. Cóż… chyba tylko raz jakoś tak się stało, że zasnęła w wannie. Ale na szczęście Dante chyba miał dziwne przeczucie, bo wrócił do domu dosyć wcześnie — jak na niego, bo przecież druga w nocy toż to środek imprezy — i znalazł ją w tej wannie zanim zdążyła się przeziębić albo utopić. I cudem tylko uchronił się przed obronnym strzałem w dziób, który Elsa w niego wymierzyła, myśląc, że to jakiś napastnik albo złodziej, który próbował ją okraść, zgwałcić i na koniec jeszcze utopić w zimnej już wodzie.
Ale oczywiście kiedy Noe zaproponował spotkanie, zrobiła wszystko, aby znaleźć jakąś lukę w swoim grafiku. I to trochę większą niż piętnaście minut między klientkami, chociaż o nie też było ciężko. Jednak niedzielne popołudnie wydawało się być terminem zesłanym przez samych bogów — ostatnia klientka odwołała wizytę, a Dante już wcześniej zdążył umówić się z kolegami, myśląc, że Elsa ten czas i tak spędzi w pracy. Wobec tego nie powinien chyba mieć do niej pretensji, że zamierzała wykorzystać ten wolny czas na spotkanie z przyjacielem. Chyba.
Do umówionej kawiarni przyszła o czasie - ubrana w miętowy kombinezon, z lekko zarumienioną od chłodnego powietrza buźką i okalającymi ją fioletowo-różowymi lokami. Rozejrzała się po kawiarni, a po namierzeniu stolika, przy którym siedział Noe, niemalże w podskokach do niego dotarła.
— No cześć — powiedziała z promiennym uśmiechem na ustach, nachylając się nad nim, aby cmoknąć go w policzek na powitanie. — Och, kawa, jak cudownie, dziś jeszcze nie piłam — dodała pospiesznie, widząc dwa parujące . Usiadła zaraz na przeciwko niego, zawieszając torebkę na oparciu krzesła i od razu sięgnęła do kubka, aby ogrzać o niego swoje zmarznięte dłonie. W Toronto zdecydowanie zaczynała się jesień.
— Super, że się odezwałeś. Ja jestem ostatnio tak zalatana, że nie pamiętam jak się nazywam… co u Ciebie?

Noe Villeneuve-Scott

zawsze jest miejsce na serniczek!

: pt paź 09, 2026 12:42 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Widząc Elsę, spróbował się uśmiechnąć, chociaż po jego minie można było poznać, że nie jest ostatnio w najlepszej formie. Mimo wszystko cieszył się, że udało im się w końcu spotkać. Brakowało mu tych ich rozmów, podczas których mógł bez większego zastanowienia powiedzieć wszystko, co akurat przyszło mu do głowy. Tyle że dzisiaj miał do przekazania trochę więcej niż zwykle i właściwie sam nie wiedział, od czego powinien zacząć. Jeszcze kilka miesięcy temu jego największym problemem było ogarnięcie własnych uczuć do Gabi, a teraz? Teraz miał zostać ojcem, stracił dziewczynę, z którą naprawdę chciał być, a jego życie uczuciowe przypominało jeden wielki, pojebany żart. I najgorsze było to, że za większość tego burdelu odpowiadał osobiście.
- No siema, pracoholiczko - przywitał ją, nadstawiając policzek do buziaka.
Poczekał, aż usiądzie, po czym sam sięgnął po swoją kawę. Zdążyła już trochę przestygnąć, ale przynajmniej nadawała się do picia bez ryzyka poparzenia sobie języka. Przyglądał się przez chwilę przyjaciółce, zastanawiając się, czy powinien najpierw zapytać o Dantego, pracę i całą resztę, czy może od razu przejść do rzeczy. Normalnie pewnie zacząłby od jakiegoś głupiego żartu, ponarzekał na pogodę albo opowiedział jej coś kompletnie nieistotnego. Dzisiaj jednak nie miał specjalnie ochoty udawać, że wszystko jest w porządku.
- U mnie? - powtórzył, parskając krótkim śmiechem. - Elsa, ja nawet nie wiem, jak ci na to pytanie odpowiedzieć. Tyle się ostatnio odjebało, że chyba powinienem zacząć prowadzić jakiś dziennik, bo sam przestaję nadążać.
Odstawił filiżankę i potarł dłonią kark. Nie zamierzał robić z siebie największej ofiary losu, bo doskonale wiedział, że sporo problemów sprowadził na siebie sam. Nie zmieniało to jednak faktu, że był tym wszystkim zwyczajnie zmęczony. Miał dwadzieścia sześć lat, a momentami czuł się, jakby w ciągu ostatnich miesięcy postarzał się o dobre dziesięć. Najchętniej cofnąłby czas i kilka razy porządnie przywalił samemu sobie w łeb, zanim zdążył podjąć kolejną idiotyczną decyzję.
- Pamiętasz, jak mówiłem ci o wynikach badań DNA? No więc od tamtej pory zrobiło się jeszcze ciekawiej. I żeby było jasne, przez ciekawiej mam na myśli absolutnie chujowo - wyjaśnił, krzywiąc się lekko. - Gabi chyba nie przyjęła tego wszystkiego najlepiej. Chociaż nie, czekaj. To jest zdecydowanie zbyt delikatne określenie.
Przez moment zastanawiał się, jak opowiedzieć o tamtej awanturze, żeby nie zabrzmiało to tak, jakby próbował wybielić samego siebie. Wiedział przecież, że cała sytuacja była skomplikowana, a ciąża i wynik testu wywróciły życie nie tylko jemu. Rozumiał, że Gabriela mogła być wściekła, przestraszona albo zwyczajnie przytłoczona. Sam przecież nie skakał z radości na myśl o zostaniu ojcem w takich okolicznościach. Tylko że pomiędzy złością, a potraktowaniem kogoś jak ostatniego śmiecia, istniała jednak pewna granica.
- Zrobiła mi taką awanturę, że do dzisiaj nie wiem, co mam o tym myśleć. Darła się na mnie, wyzywała od najgorszych, leciały takie teksty, że naprawdę ciężko było tego słuchać. I wiesz co jest najdziwniejsze? - Spojrzał na Elsę, unosząc lekko brwi. - Że chyba właśnie wtedy coś mi się przestawiło w głowie. Przez sześć lat nie potrafiłem o niej zapomnieć, potem wróciła i znowu wszystko się zaczęło, a wystarczyła jedna awantura, żebym nagle spojrzał na nią zupełnie inaczej.
Westchnął i pokręcił głową. Jeszcze niedawno zrobiłby dla Gabi naprawdę wiele. Była jego przyjaciółką, pierwszą wielką miłością i osobą, do której przez lata miał ogromny sentyment, nawet jeśli ich relacja od dawna pozostawiała wiele do życzenia. Teraz, kiedy o niej myślał, zamiast tego wszystkiego czuł głównie rozczarowanie. Nie chciał jej nienawidzić, zwłaszcza że mieli mieć razem dziecko, ale nie potrafił też udawać, że nic się nie wydarzyło.
- Nie zrozum mnie źle, wiem, że sytuacja jest pojebana dla nas obojga. Ale ja naprawdę nie zamierzam pozwalać, żeby traktowała mnie jak worek treningowy tylko dlatego, że jest w ciąży. - Zawiesił na chwilę głos, po czym dodał już spokojniej - I chyba pierwszy raz od bardzo dawna mogę powiedzieć, że nie chcę z nią być. Nawet gdyby nagle zmieniła zdanie. Chcę być ojcem dla naszego syna, ale z Gabi... nie wiem. Mam wrażenie, że ta nasza przyjaźń po prostu się skończyła.
Sięgnął ponownie po kawę, dając sobie chwilę na zebranie myśli. Był ciekaw, co Elsa o tym wszystkim sądziła. Znała go wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, ile Gabriela dla niego znaczyła, więc pewnie sama mogła być zaskoczona tym, jak teraz o niej mówił.
- No i powiedz mi, czy ja przesadzam? Bo serio zaczynam się zastanawiać, czy to ja mam jakieś poprzestawiane klepki, czy po prostu w końcu dotarło do mnie, że nie muszę godzić się na każde gówno tylko dlatego, że kiedyś byłem w niej zakochany.
Elsa Eriksen

zawsze jest miejsce na serniczek!

: wt paź 13, 2026 4:24 pm
autor: Elsa Eriksen
Może powinna podejrzewać, że u Noego wcale nie był tak kolorowo jak ktoś mógłby przypuszczać. Bo jak samo oczekiwanie narodzin dziecka wydawało się raczej dosyć radosnym czasem, tak w jego przypadku problem stanowiła matka ich nienarodzonego dzieciątka. Chociaż może nie tyle ona, co relacja jaka łączyła tych dwojga. W końcu on i Gabi kłócili się równie często, co godzili, a napięcie między nimi rosło z każdą kolejną awanturą. Tak jakby każde z nich badało granicę, którą nieustannie przesuwali. Tylko kiedyś jedno z nich musiało ją przekroczyć tym samym grzebiąc to, co łączyło ich przez ostatnie lata. I choć Elsa miała cichą nadzieję, że to nagłe spotkanie z przyjacielem było spowodowane jego nagłą tęsknotą za jej osobą, tak kiedy ujrzała jego minę po wejściu do kawiarni, wiedziała, że owa tęsknota to totalny bullshit. . W końcu nie znali się od wczoraj. I tak jak on coraz rzadziej dawał się nabrać na jej maskę szczęścia i beztroski, którą zakładała ilekroć jej psychika trafiała do głębokich dołów, tak ona potrafiła już czytać z niego jak z otwartej księgi. Nie zamierzała jednak na starcie robić mu analizy psychologicznej opartej na spiętych mięśniach szczęki czy tej małej zmarszczki, która pojawiała mu się na czole za każdym razem, gdy tylko za długo się czymś martwił. Chciała dać mu szansę, aby sam wyrzucił z siebie te wszystkie negatywne emocje, a następnie zalał je gorącą kawą i dopchał jednym z tych pysznie wyglądających ciast na witrynie.
Delikatnie dźgnęła go w policzek, w miejsce, gdzie chwilę wcześniej przyłożyła swoje miękkie i jednocześnie lekko zmarznięte usta, gdy tylko nazwał ją pracoholiczką. Nieważne, że miał w tym rację… przecież nie zamierzała się do tego przyznawać.
– Wiesz, że prowadzenie dziennika to wcale nie taki głupi pomysł? Wylewanie na papier wszystkiego, co siedzi ci w głowie bywa naprawdę… emmm… wyzwalające, o, to chyba dobre słowo. A jak po wszystkim możesz go spalić i patrzeć jak ginie w odmętach płomieni… świetna sprawa. – Zaśmiała się nerwowo, ściągając jeszcze płaszcz i wieszając go na jednym z haczyków przy ich stoliku. Sama w końcu prowadziła niezliczoną ilość pamiętników, dzienników bądź innych myślników, w których pozwalała sobie na zapisywanie wszelakich głupot – od planów na przyszłość, przez nazwy restauracji, które chciałaby w najbliższym czasie odwiedzić, aż po negatywne emocje i głupie myśli, które zaprzątały jej głowę. Dla tych ostatnich założyła nawet specjalny notes i dosyć regularnie w nim notowała po niemym zerwaniu z Dantem. Zapełniła go w ciągu dwóch lat. Duży zeszyt liczący ponad sto kartek, z czego przynajmniej co trzecia z nich miała ślady po wyschniętych plamach łez, nigdy jednak nie doczekał się swoistego spalenia. Nadal leżał gdzieś na dnie szafy, tak jakby sama jego właścicielka czuła, że może jeszcze kiedyś będzie musiała do niego wrócić i dokleić kilka dodatkowych stron.
Nie uniosła filiżanki do ust, podczas całej historii Noego, delektowała swoje dłonie jej przyjemnym ciepłem. Nie przeszkadzało jej to, że zaraz mogła wystygnąć, w końcu zdążyła się przyzwyczaić do picia zimnej kawy. Jakby się tak zastanowić to nie pamiętała, kiedy ostatni raz w spokoju mogła skosztować gorącego naparu… chyba któregoś ranka, jak upiła łyk z kubka Dantego, po chwili biegnąc do pracy.
Z każdym kolejnym słowem chłopaka, coraz bardziej marszczyła czoło, próbując połączyć to wszystko w jedną, choćby odrobinę logiczną całość. A to było naprawdę trudne zadanie! Oczywiście, że zamierzała stać po stronie Noego. To jego chciała w tym wszystkim wspierać, ale przecież nie miałaby skrupułów, aby go zrypać z góry na dół, gdyby wina leżała po jego stronie.
– Hej, spokojnie… to że się wreszcie postawiłeś… to oznacza, że właśnie z tobą wszystko w porządku. No bo tutaj chodzi o szacunek do człowieka. Jesli ona potraktowała cię w taki sposób, robiąc z ciebie ten worek treningowy, to o czym my tu mówimy? Ja sobie nie wyobrażam, żeby wyzywać od najgorszych obcą osobę, a co dopiero kogoś na kim mi zależy… — Uśmiechnęła się i rozgrzaną od filiżanki dłoń ułożyła na stoliku tuż obok tej należącej do Noego. Oczywiście, zdarzyło jej się, że w nerwach nazwała Dantego idiotą, kretynem albo zapytała czy mógłby włączyć wreszcie te umierające szare komórki w jego mózgownicy, ale… po wypowiedzi przyjaciela domyślała się, że w tym przypadku poszły znacznie gorsze określenia. I jasne, stres, nerwy… człowiek różnie reagował pod ich wpływem, ale jeśli nie panował nad swoimi emocjami do tego stopnia, żeby krzywdzić osobę, którą się rzekomo bardzo lubiło to świadczyło o konkretnych problemach tej osoby. Może wizyta u psychoterapeuty byłaby dobrym pomysłem?
— Dobrze, że to wreszcie ukróciłeś. Nic dobrego by z waszej relacji chyba nie wyszło skoro pojawia się problem już w samej klinice ginekologicznej i udawanie szczęśliwej rodzinki, którą nigdy byście się nie stali przyniosłoby pewnie tylko więcej szkód i… — Drgnęła niespokojnie, jakby coś właśnie do niej dotarło. Czy Noe… czy on powiedział… — Syn..? — Jej kąciki ust uniosły się w promiennym uśmiechu, a jej brązowe oczy zaświeciły delikatnymi iskierkami. — Och, Noe! Gratuluje! Jeśli odziedziczy po tobie tę przystojną buźkę to nie będzie mógł się odgonić od dziewczyn i chłopaków! Ale spokojnie, już na starcie będę go uczyć, że to ciocia Elsa jest najpiękniejszą kobietą na świecie. — Zaśmiała się cicho i podniosła po chwili z krzesła, aby przytulić chłopaka w geście gratulacji. Gdzieś tam w serduszku żałowała, że to jednak nie była dziewczynka, bo już oczami wyobraźni widziała jak plecie jej najpiękniejsze warkocze i inne niesamowite fryzury, ale przecież chłopca również zamierzała rozpieszczać! I naprawdę miała nadzieję, że odziedziczy masę genów po swoim ojcu. Przecież był niesamowicie przystojny, odpowiedzialny, a co najważniejsze miał bardzo dobre serce. A to było najważniejsze.

Noe Villeneuve-Scott

zawsze jest miejsce na serniczek!

: pt paź 23, 2026 2:48 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Parsknął śmiechem na wzmiankę o paleniu pamiętników. Nie miał pojęcia, co Elsa robiła ze swoimi zapiskami, ale jakoś nie potrafił wyobrazić sobie siebie siedzącego wieczorami nad zeszytem i opisującego wszystkie swoje życiowe porażki. Zresztą przy obecnym tempie ich przybywania prawdopodobnie musiałby kupować nowy co tydzień.
- Czyli co, mam sobie kupić pamiętniczek z jednorożcem, opisać w nim swoje spierdolone życie, a potem urządzić ognisko? - zapytał z rozbawieniem.
Kiedy jednak rozmowa zeszła na Gabi, humor szybko mu się pogorszył. Słuchał przyjaciółki, od czasu do czasu przytakując głową. Właśnie tego potrzebował. Nie kogoś, kto będzie bezmyślnie klepał go po plecach i zapewniał, że jest cudownym człowiekiem, tylko osoby, która znała go na tyle dobrze, żeby powiedzieć mu wprost, gdy zachowywał się jak skończony kretyn, a przecież niejednokrotnie udowodniła, że potrafiła go porządnie opierdolić, kiedy na to zasłużył.
- Wiesz, ja nawet nie oczekiwałem, że nagle zostaniemy przykładną rodzinką. Przecież to byłoby absurdalne, biorąc pod uwagę, jak wyglądała nasza relacja. Ale liczyłem, że przynajmniej będziemy potrafili normalnie ze sobą rozmawiać. Dla dobra dziecka, jeśli już nie dla nas samych - przyznał, wzruszając ramionami. - Też nie jestem święty. Potrafię powiedzieć coś głupiego, zwłaszcza kiedy ktoś mnie wkurwi. Tylko że tym razem naprawdę miałem dość.
Zerknął na jej dłoń leżącą obok swojej i uśmiechnął się lekko. Cieszył się, że go rozumiała, chociaż wcale nie zamierzał wykorzystywać jej poparcia jako usprawiedliwienia dla wszystkich swoich decyzji. Zwłaszcza że jeszcze nie dotarli do tej części historii, w której sam zachował się jak ostatni dupek.
Zanim jednak zdążył cokolwiek dodać, przyjaciółka zorientowała się, że powiedział coś, czego wcześniej nie wiedziała. Uniósł brwi, obserwując, jak jej twarz rozjaśnia się na wiadomość o płci dziecka.
- No tak, syn - potwierdził, a na jego ustach pojawił się pierwszy od dłuższej chwili szczery uśmiech. - Zapomniałem, że jeszcze ci nie mówiłem.
Zaśmiał się, kiedy zaczęła zachwycać się jego przyszłym wyglądem, a następnie objął ją, gdy podeszła go przytulić. Przytrzymał ją przez chwilę, po czym pokręcił głową z rozbawieniem.
- Dobra, dobra, tylko nie ucz go od razu tych swoich tekstów na podryw. Chciałbym, żeby chociaż do osiemnastki nie miał problemów z kobietami - rzucił, odsuwając się nieco. - A co do najpiękniejszej kobiety na świecie, to będziesz musiała stanąć do konkursu z jakąś dwudziestolatką, kiedy mały podrośnie. Nie wiem, czy jesteś gotowa na takie upokorzenie.
Puścił jej oczko, a kiedy wróciła na swoje miejsce, ponownie sięgnął po filiżankę. Wiadomość o synu rzeczywiście była jedną z niewielu rzeczy, które ostatnio potrafiły wywołać u niego coś pozytywnego. Nadal bał się ojcostwa, nadal nie miał pojęcia, jak to wszystko będzie wyglądało, ale coraz częściej łapał się na myśleniu o tym małym człowieku, którego za jakiś czas będzie mógł wziąć na ręce. Chciał być dobrym ojcem. Nawet jeśli w pozostałych dziedzinach życia radził sobie ostatnio beznadziejnie.
- A tak poza tym, to chyba powinienem cię uprzedzić, że historia z Gabi to dopiero początek moich ostatnich osiągnięć - odezwał się po chwili, krzywiąc się lekko. - Bo widzisz, udało mi się jeszcze koncertowo spierdolić sprawę z Charly.
Przez moment obracał filiżankę w dłoniach, zastanawiając się, jak ubrać w słowa coś, czego sam do końca nie potrafił sobie wybaczyć. W przeciwieństwie do sytuacji z Gabi tutaj nie miał nawet specjalnie na kogo zrzucić winy. Charly nie zrobiła mu nic złego. To on postanowił ukrywać przed nią coś, o czym miała pełne prawo wiedzieć.
- Nie powiedziałem jej o ciąży Gabi, ani o badaniach. O niczym - przyznał, spoglądając na nią. - Wiedziałem, że powinienem, ale za każdym razem, kiedy chciałem zacząć ten temat, zwyczajnie tchórzyłem. Bałem się, że ją stracę, więc uznałem, że najlepszym rozwiązaniem będzie udawanie, że problem nie istnieje. - Pokręcił głową, uśmiechając się do siebie z wyraźną ironią. - Genialny plan, nie? Zwłaszcza że ostatecznie i tak ją straciłem. Tyle że nie przez samo dziecko, a przez to, że okazałem się pieprzonym kłamcą.
Podniósł wzrok na Elsę. Nie oczekiwał, że tym razem przyzna mu rację. Wręcz przeciwnie, był niemal pewien, że za chwilę dostanie od niej porządny opierdol i właściwie trudno byłoby mu się temu dziwić.
- No, dawaj. Możesz powiedzieć, że jestem idiotą. Tym razem nawet nie zamierzam się kłócić.
Elsa Eriksen