Bardzo nie chciała doprowadzić narzeczonej do stanu, w którym ta nie wiedziałaby, co ze sobą zrobić. Teddy znała każdą wersję April i niejednokrotnie miała okazję obserwować, jak Finch wpada w spiralę własnych myśli. Była ostatnią osobą, która chciałaby dokładać jej zmartwień. Zwłaszcza że Finchowie i tak robili to ze zdwojoną siłą. Dlatego ukradkowe pieprzenie się w starej sypialni April odłożyła na nigdy. Trudno. Jakoś to przeżyje. Strażaczka funkcjonowała bez tego doświadczenia przez piętnaście lat, więc równie dobrze mogła wytrzymać kolejne piętnaście. Nie była przecież jakimś napalonym zwierzęciem, które musiało zaliczyć wszystko, co nie spierdalało na drzewo.
Abigail dała córce do zrozumienia, że tylko tak się mówiło, że nie trzeba było niczego jej kupować. Oczywiście, że trzeba było. Ten materializm u April i jej sióstr nie wziął się znikąd. Wszyscy z rodziny uwielbiali być obsypywani prezentami i oczekiwali dokładnie tego samego.
—
A wiesz, co chciałabyś dostać? Musimy się z ojcem odpowiednio przygotować — odparła, mimo że do stycznia było jeszcze mnóstwo czasu. Teddy od razu zaczęła się zastanawiać, czy sama również nie powinna już pomyśleć o prezencie dla narzeczonej. W końcu styczeń wcale nie był tak daleko, jak mogłoby się wydawać. Czas leciał jak pojebany, a ona miała wyjątkowy talent do odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Zdecydowanie powinna zacząć odkładać pieniądze. April zawsze dostawała od niej jakieś prezenty, nawet kiedy były tylko przyjaciółkami. Darlinglubiła sprawiać jej przyjemność i raczej nie potrzebowała ku temu specjalnej okazji. Teraz jednak były w związku, a to do czegoś zobowiązywało. Samo danie dupy mogło tutaj nie wystarczyć. Chociaż, umówmy się, miała w tej kwestii całkiem sporo do zaoferowania. Mimo wszystko wypadałoby dorzucić do tego coś bardziej materialnego.
—
Teddy, wydaje mi się, czy schudłaś? — przyszła teściowa zlustrowała strażaczkę od góry do dołu. A potem jeszcze raz.
—
Słucham? Niemożliwe — odparła Teddy, spoglądając po sobie. Co prawda regularnie chodziła na siłownię i starała się utrzymywać kondycję, ale wcale nie chciała tracić na wadze. Nie taki był przecież cel tych wszystkich ćwiczeń. Miała być silna i sprawna, a nie nagle odkryć, że spodnie zaczynają jej zjeżdżać z tyłka. Zerknęła pytająco na narzeczoną, jakby chciała się upewnić, czy faktycznie schudła. Dlaczego nic jej nie powiedziała? Przecież mieszkały razem. April powinna zauważyć coś takiego jako pierwsza!
Mimo że Paul wyraził werbalnie swoją radość, to właściwie było na tyle. Naprawdę trudno było uwierzyć, że mężczyzna cieszył się na ich widok, kiedy kąciki ust nawet mu nie drgnęły.
—
Dzień dobry — wychrypiała, bo automatycznie zaschło jej w gardle, a wszystkie sensowne słowa wyleciały z głowy i rozpłynęły się w powietrzu. Przyszły teść działał na nią w bardzo dziwny sposób. Najwyraźniej nie tylko jego córka potrafiła odebrać strażaczce mowę. Emocje, które temu towarzyszyły, były jednak zupełnie inne. —
A ja poproszę whisky — dodała i usiadła przy stole obok narzeczonej.
Paul nie wydał się zaskoczony, że tego wieczoru ktoś dotrzyma mu towarzystwa przy konsumpcji trzydziestoletniej Crown Royal. Darling z kolei nigdy nie miała okazji kosztować aż tak drogiego alkoholu. Co, jeśli po kilku łykach zamieni się w nowobogacką? Czy będzie mówić o inwestycjach, prywatnych lekcjach golfa i wakacjach na jachcie? A może wystarczy, że zacznie obracać szklankę w dłoni, jakby to nie był jej pierwszy raz?
—
Och, w Vermont było naprawdę wspaniale! Odwiedziłyśmy w sanktuarium krowę, którą April zaadoptowała dla mnie na urodziny i korzystałyśmy z tych wszystkich fikuśnych zabiegów w SPA. A co dobrego u państwa? — zapytała, starając się brzmieć jak najbardziej swobodnie. W końcu w tych dwóch prostych zdaniach raczej nie mogła palnąć niczego głupiego. Opowiedziała na pytanie, a potem grzecznie odbiła piłeczkę. Jak na razie szło jej całkiem nieźle. Co z tego, że minęły zaledwie dwie minuty, odkąd przekroczyły próg domu Finchów.
April Finch