Strona 1 z 2

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: pt wrz 25, 2026 2:03 pm
autor: Hollis Bellamy
001.
Sytuacja, w której się znalazł zdecydowanie nie napawała optymizmem. Być może zachował się impulsywnie i nieracjonalnie, ale nie mógł dłużej znosić tego wszystkiego. Miał dość. Bał się, że jeśli zostanie w tym domu dłużej, to równie dobrze w końcu opuści go w czarnym worku. Spakowanie swoich rzeczy i ucieczka wydawały mu się jedynym logicznym i sensownym rozwiązaniem w tej sytuacji. Nie miał gdzie pójść, nie miał grosza przy duszy i nie miał żadnej pracy, bo ledwo co skończył naukę. Wizja życia na ulicy go przerażała i nie był pewien, czy w ogóle by sobie poradził. Nie mógł jednak mieszkać pod jednym dachem z kimś, kto tak naprawdę był dla niego obcym człowiekiem i kto dzień w dzień się nad nim znęcał.
Bardzo długo zastanawiał się nad tym, co powinien począć. Spędził godziny, kręcąc się po ulicach miasta bez celu i zastanawiając się nad tym, jakie następne kroki powinien podjąć. Najważniejsze dla niego na ten moment było to, aby znaleźć sobie dach nad głową. Był też dość głodny, ale potrafił wytrzymać bez pożywienia nawet kilka dni, więc to nie było jego największe zmartwienie. Ostatecznie, zaszył się na dłuższy czas w parku. Przysiadłszy na ławce, z kieszeni spodni wyjął swój telefon, odblokował go i po prostu przez jakiś czas wpatrywał się w jego ekran, samemu nie wiedząc, co tak właściwie chciał zrobić. Miał jeden pomysł w głowie, ale bił się z myślami, czy w ogóle chciał go zrealizować. Poza tym, nawet nie wiadomo, czy w ogóle będzie w stanie. W dodatku, przecież minęło tyle lat od ostatniego razu, kiedy zamienili ze sobą chociażby słowo. Był pewien, że mężczyzna go nienawidził, tak samo jak nienawidził jego matkę. Nawet jeśli Hollis sam mu nic nie zrobił, poniekąd starał się go zrozumieć. Tak naprawdę, nic ich nie łączyło. Był tylko jednym z wielu facetów jego matki – tych, którzy się pojawiali i zaraz znikali. Mimo wszystko, gdzieś w głębi siebie chciał wierzyć w to, że jego los nie był obojętny Tiernanowi; że kiedy dowie się w jakiej sytuacji się znalazł, nie będzie w stanie tego zignorować i chociaż w minimalnym stopniu się ugnie. Wybrał więc numer telefonu, który wciąż miał zapisany w swoim telefonie i zaczął wydzwaniać.
Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Kilka kolejnych. Poczta głosowa. Westchnął ciężko i rozłączył się, po czym z powrotem spojrzał na ekran telefonu. Podjął jeszcze jedną próbę, ale ta również okazała się bezskuteczna. Ostatecznie, po krótkiej chwili debatowania samemu ze sobą, postanowił napisać do mężczyzny wiadomość. Niezbyt długą. Po prostu pytał, czy mogliby chociaż chwilę porozmawiać. Potem dał mu czas. Minuty mijały, a odpowiedź nie przychodziła. Im więcej czasu mijało, tym bardziej docierało do niego, że w ten sposób nie uda mu się skontaktować z mężczyzną. Był jednak jeszcze jeden, którego mógł spróbować, a jeśli było coś, co trzeba było o nim w tym momencie wiedzieć, to fakt, że był cholernie zdesperowany. Jeszcze nigdy w życiu nie potrzebował pomocy tak bardzo, jak teraz.
Po wpisaniu imienia i nazwiska Tiernan Harcourt w wyszukiwarce przeglądarki, pierwszy link prowadził do strony internetowej jego atelier. Wszedł na nią, a potem w zakładkę do kontaktu. Tam widniał adres, w którym firma Tiernana się znajdowała. Wiele się nie zastanawiając, wstał z ławki i ruszył ku wyjściu z parku, by udać się na najbliższy przystanek autobusowy.
Miał kawałek do przejechania, ale w końcu dotarł na miejsce. Wysiadł z autobusu i skierował swoje kroki w kierunku odpowiedniego adresu. Miał przed sobą jeszcze krótki spacer, ale w końcu dotarł do celu. Przez chwilę stał nieopodal drzwi, jakby jeszcze się wahał, ale w końcu wszedł do środka i skierował swoje kroki od razu w kierunku recepcji. Kobieta, która siedziała po drugiej stronie spojrzała na niego podejrzliwie, by zaraz zapytać go, w czym może pomóc.
— Ja… — urwał, nie wiedząc właściwie, co powinien powiedzieć. — Chciałbym się spotkać z Tiernanem Harcourtem — dokończył. — Nie, nie byłem z nim umówiony, ale jeśli powie mu pani, że Hollis Bellamy chce z nim rozmawiać, to będzie wiedział o kogo chodzi — dodał, licząc na to, że tyle wystarczy.
Kobieta przez chwilę mu się jeszcze przyglądała, zdecydowanie podchodząc do jego osoby dość sceptycznie. W końcu jednak sięgnęła do telefonu i podniosła słuchawkę, aby zaraz zacząć wydzwaniać. Hollis za to rozejrzał się nerwowo dookoła, po czym poprawił jedną z szelek plecaka, która zsunęła się z jego ramienia. Miał nadzieję, że mężczyzna tutaj jest i będzie skłonny poświęcić mu chociażby chwilę. Nie potrzebował wiele czasu. Po prostu chciał z nim krótko porozmawiać.
Tiernan Harcourt

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: pt wrz 25, 2026 3:49 pm
autor: Tiernan Harcourt
001
W ostatnim czasie miał naprawdę sporo na głowie. Gonił go deadline z nową kolekcją. Co prawda, zaprojektował ją już jakiś czas temu i jeśli chodziło o tę część przedsięwzięcia, to nie musiał się tym martwić, ale problem pojawił się na etapie szycia modeli na pokaz. Najpierw żadna z zamówionych próbek materiałów nie odpowiadała mu na tyle, żeby się na nie zdecydować. To nie był pierwszy raz, kiedy dokładnie wyobraził sobie fakturę i rodzaj materiałów i to nie był pierwszy raz, kiedy miał problem ze zdobyciem tego, co sobie wymyślił. Nic dziwnego, bo był bardzo wybredny, jeśli chodziło o materiały, z których będą szyte jego projekty. Odwiedził chyba każdą hurtownię w mieście i okolicy. Zamówił próbki z internetu z tych sklepów, które miały ekskluzywne produkty, ale nic mu nie pasowało. A gdy w końcu udało mu się znaleźć odpowiedni produkt, to ten musiał być ściągnięty z Europy. Niby nic, bo było go na to stać lekką ręką, ale chodziło o czas. Po dostarczeniu materiałów szwaczkom nie pozostało wiele czasu na to, żeby wszystko przygotować. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zaglądał co chwilę do pracowni i wszystkiego nie kontrolował. Parę gotowych produktów odrzucił, bo nie podobał mu się jakiś ścieg. Na szczęście pracownicy byli do tego przyzwyczajeni i jakoś to znosili. Nic dziwnego, bo za taką pracę takich pieniędzy nie dostaną nigdzie indziej.
Jako że pokaz zbliżał się wielkimi krokami, to nie miał za wiele czasu dla siebie. Jego grafik był bardzo napięty. Nawet nie miał okazji do tego, żeby zaglądać do swojego telefonu. W pewnym momencie nie dość, że go wyciszył, żeby mieć spokój, to jeszcze zostawił go w swoim biurze. Dopiero kiedy do niego wrócił i sięgnął po urządzenie, zatkało go. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek zobaczy ten konkretny kontakt na ekranie swojego telefonu. Przez naprawdę długą chwilę wahał się, czy nie odpisać albo nie oddzwonić. Przecież jeszcze nie tak dawno temu chłopak był dla niego niemal jak syn. Gdy podjął decyzję, że nie chciał do tego wracać, bo za wiele by go to kosztowało, zadzwonił telefon na jego biurku. Odebrał, a gdy recepcjonistka oznajmiał, że Hollis był w atelier, to aż go zatkało. Poprosił, żeby go do niego przyprowadziła, bo mimo wszystko nie chciał go odsyłać z kwitkiem.
Wsparł się pośladkami o swoje biurko i wbił wzrok w drzwi. Miał wrażenie, że minęło wiele czasu, zanim te się otworzyły. Od razu zawiesił spojrzenie na chłopaku. Nie umknęło jego uwadze to, że ten nieco dojrzał. Przez dłuższą chwilę mu się przyglądał, bo nawet nie wiedział, co mówiło się w takich chwilach, ale w końcu przerwał tę przydługą ciszę.
— Hollis — powiedział po prostu, po czym ciężko westchnął. — Co tutaj robisz? — zapytał. — I dlaczego tak usilnie starałeś się ze mną skontaktować? — zadał kolejne pytanie i skinął w kierunku swojego telefonu, dając mu do zrozumienia, co miał na myśli. — Myślałem, że skoro zerwałem z wami kontakt, to było jasne, że nie chcę was więcej w swoim życiu — podsumował. Może zabrzmiał oschle, ale naprawdę był przekonany, że lepiej będzie dla nich, jeśli po zerwaniu z jego matką, nie będą mieli ze sobą kontaktu. Za bardzo się bał, że kobieta będzie chciała go wykorzystywać, żeby ponownie się do niego zbliżyć, a on jej nienawidził za to, co mu zrobiło. Z drugiej strony wiedział, że chłopak niczym nie zawinił i nieraz miał ogromne wyrzuty sumienia w związku z tym, że z dnia na dzień zniknął z jego życia na dobre.

Hollis Bellamy

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: sob wrz 26, 2026 12:16 am
autor: Hollis Bellamy
Rozmawiając przez telefon, kobieta co chwilę na niego zerkała, co tylko jeszcze bardziej go stresowało. Ze strzępków rozmowy był w stanie wywnioskować sobie, że dzwoniła do kogoś w jego sprawie, ale do kogo? Nie miał pojęcia. W końcu skończyła rozmawiać i odłożyła słuchawkę, po czym westchnęła cicho i spojrzała na Hollisa.
— Pan Harcourt jest teraz w swoim biurze i ma chwilę wolnego czasu, żeby się z panem zobaczyć i porozmawiać. Proszę za mną, zaprowadzę pana — powiedziała, po czym wyszła zza biurka i podeszła do niego. Podała mu smycz z identyfikatorem dla gości, po czym skinęła głową i ruszyła korytarzem przed siebie.
Na wieść o tym, że Tiernan jednak zgodził się z nim spotkać odczuł naprawdę wielką ulgę. Bał się, że pomimo tego, że pofatygował się aż tutaj, ten wciąż odprawi go z kwitkiem. Oczywiscie, nie dałby tak łatwo za wygraną, choćby miał siedzieć pod tym atelier dopóki mężczyzna by z niego nie wychodził. Na szczęście, obędzie się bez tego, bo ten dobrowolnie zgodził się z nim porozmawiać. Wziął od kobiety identyfikator i ruszył za nią. Mieli kawałek do przejścia, a droga Hollisowi dłużyła się w nieskończoność. Jednocześnie coraz bardziej denerwował się konfrontacją, która go lada moment czekała. Nie miał pojęcia jak przebiegnie ich rozmowa i co usłyszy od mężczyzny. Nie widzieli się od lat, w dodatku pomimo prób kontaktu podejmowanych przez niego, Harcourt ani razu nie odpowiedział na żadną z jego wiadomości, ani razu też do niego nie oddzwonił. W końcu Hollis dał sobie spokój, po prostu akceptując fakt, że mężczyzna dłużej nie chciał go znać. Z tego powodu Bellamy zdawał sobie sprawę z tego, że to spotkanie zapewne będzie dla niego naprawdę trudne i ciężkie.
W końcu dotarli pod drzwi, za którymi znajdowało się biuro Tiernana. Kobieta skinęła mu głową, po czym zawróciła, wymijając go i oddalając się, zostawiając go tutaj samego. Potrzebował chwili, żeby się zebrać w sobie, ale w końcu zapukał do drzwi, a potem chwycił klamkę i delikatnie na nią nacisnął, by zaraz wejść do środka. Na widok mężczyzny poczuł bardzo nieprzyjemny ucisk w żołądku i momentalnie zrobiło mu się niedobrze. Tiernan wyglądał praktycznie tak samo jak wtedy, kiedy jeszcze spotykał się z jego matką.
— Ja… — urwał, nie wiedząc nawet co powiedzieć. Tak naprawdę, nie spodziewał się tego, że ten rzeczywiście zgodzi się z nim porozmawiać, więc teraz jak przyszło co do czego, to miał pustkę w głowie. Zerknął w stronę telefonu mężczyzny, kiedy ten o nim wspomniał i na niego wskazał. Dotarło do niego, że ten specjalnie nie odpisywał i nie odbierał, skoro wiedział, że wcześniej się do niego dobijał. Zrobiło mu się z tego powodu naprawdę przykro. Był bardzo przytłoczony tą całą sytuacją i nawet nie zorientował się, kiedy z tego wszystkiego do jego oczu napłynęły łzy.
— Tak, ja wiem, że nas nienawidzisz, ale ja… — urwał znowu. Wziął głęboki oddech i odetchnął głęboko. Najlepiej było zacząć od początku. — Mama nie żyje — oznajmił. Nie był pewien, czy Tiernan o tym wiedział, czy też nie, więc postanowił zacząć od tego. — Zostałem sam — dodał. — Nie mam gdzie mieszkać, nie mam pieniędzy ani pracy, a zostałem z długami, które zaciągnęła — kontynuował. Nie chciał brać go na litość, a po prostu chciał mu dać do zrozumienia, jak wyglądała jego sytuacja. — Nie mam nikogo. Zresztą, wiesz o tym, że matka nie utrzymywała kontaktu z rodziną i pewnie nawet nie wiedzą, że istnieję — powiedział. Wykonał kilka kroków w jego stronę, ale w końcu znowu przystanął.
— Wiem, że nie chcesz mieć ze mną do czynienia i nie jest ci na rękę to, że teraz tutaj jestem, ale… — urwał ponownie. — Jesteś jedyną osobą, do której mogłem się zwrócić w tej sytuacji — dodał ciszej i spuścił głowę. Wbił wzrok w czubki swoich obdartych, brudnych i starych adidasów i zaczął się w nie uporczywie wpatrywać. Bał się, że jak spojrzy mężczyźnie w twarz, to wybuchnie płaczem, a nie chciał robić scen.

Tiernan Harcourt

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: sob wrz 26, 2026 9:24 am
autor: Tiernan Harcourt
Miał nadzieję, że Hollis nie będzie owijał w bawełnę i że szybko dowie się, dlaczego tutaj przyszedł. Nie miał pojęcia, o co mogło chodzić, ale chłopak nie wyglądał dobrze. Jak się na niego patrzyło, to miało się wrażenie, że miało się przed sobą jedną wielką kupkę nieszczęścia. Nie wyglądał dobrze. Trochę sprawiał wrażenie takiego, którego ktoś przeżuł i wypluł. Ściągnął brwi, kiedy chłopak powiedział, że go nienawidził i westchnął ciężko.
— Nie nienawidzę cię. Nienawidzę twoją matkę za to, co mi zrobiła — wyjaśnił. Nie miał nic do Hollisa, bo chłopak nigdy nie zrobił mu krzywdy. Uważał jednak, że lepiej dla niego samego będzie, jeśli odetnie się całkowicie od swojej byłej, a co za tym szło, również od jej syna. Na pewno nie spodziewał się usłyszeć tego, co usłyszał. Jasne, miał złe przeczucie co do tego, że chłopak tutaj przyszedł, ale na pewno nie sądził, że sytuacja jest tak poważna. Zamiast jednak cokolwiek odpowiedzieć, to wydał z siebie krótkie mruknięcie, które miało znaczyć tylko tyle, że przyjął to do wiadomości. Nie poczuł z tego powodu kompletnie nic. W ogóle go to nie obeszło. Kobieta była dla niego zamkniętą przeszłością, do której nie miał zamiaru wracać z żadnymi emocjami. Czy to dobrymi, czy złymi. — Jakoś nie jestem zaskoczony tym, że pozaciągała długi. Nigdy nie potrafiła panować nad finansami — mruknął pod nosem. Czasami musiał płacić jej rachunki, bo sama nie dawała sobie z tym rady. Nieraz czuł się tak, jakby wykorzystywała go finansowo i jakby była z nim tylko dlatego, że miał pieniądze. Gdy Hollis powiedział, że nie miał już nikogo bliskiego, przetarł oczy palcami i wydał z siebie głośny pomruk.
— Nie masz jakichś znajomych? Przyjaciół? Dziewczyny? Chłopaka? — zalał go pytaniami. — Naprawdę zostałeś na tym świecie kompletnie sam? Twoja mama nie miała jakiegoś faceta, który mógłby wziąć za ciebie odpowiedzialność? — zadał mu kolejne pytania. Nie miał pojęcia, jak im się wiodło i czy kobieta w chwili śmierci kogoś miała, ale jeśli tak, to byłoby trochę dziwne, gdyby gość nie chciał pomóc swojemu pasierbowi.
Przez chwilę mu się przyglądał, zastanawiając się, co powinien zrobić. Widział, że ten jest bliski płaczu, więc nie miał serca go stąd wyrzucać. W końcu bez słowa odepchnął się od biurka, obszedł je i usiadł na swoim fotelu. — Siadaj — powiedział i wskazał mu fotel dla gościa.
Sięgnął po telefon, wybrał numer na recepcję, a po chwili dziewczyna odebrała. — Zrób proszę dwie kawy — powiedział, po czym odłożył słuchawkę. Wsparł się przedramionami o blat biurka i nieco się nachylił. — Czyli tak — twoja mama nie żyje, zostałeś kompletnie sam, nie masz się gdzie podziać i nie wiesz, co robić — podsumował, bo dokładnie takie wysunął sobie wniosku. — I czego ode mnie oczekujesz? — zapytał, wpatrując się w jego twarz. — Nie jestem instytucją dla bezdomnych — dodał, starając się brzmieć chłodno. Nie chciał się ponownie na niego otwierać, choć Hollis niczym nie zawinił. Mimo wszystko bał się ponownie do niego zbliżyć, bo nie chciał się w to angażować. Z drugiej strony było mu go naprawdę szkoda, że skończył w takiej sytuacji, bo to nie tak, że był mu obojętny. Pomimo tego czasu, który minął, odkąd zostawił jego i jego matkę, to słabość do chłopaka mu nie przeszła. Skłamałby, gdyby powiedział, że jego los był mu obojętny. Problem tylko polegał na tym, że nie miał zamiaru ponownie się w to angażować, bo miał swoje sprawy na głowie.

Hollis Bellamy

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: sob wrz 26, 2026 9:15 pm
autor: Hollis Bellamy
trigger warning
nawiązania do przemocy domowej
Nie spodziewał się, że usłyszy coś takiego. Przez cały ten czas żył w przekonaniu, że Tiernan go nienawidził. Nie widział innego wytłumaczenia dla tego, dlaczego mężczyzna całkowicie zerwał z nim kontakt i pomimo podejmowanych przez Hollisa prób kontaktu, nie odpowiadał na żadną z nich. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że Harcourt uznał, że tak po prostu będzie dla nich obojga lepiej. Nie brał również pod uwagę faktu, że gdyby utrzymywali ze sobą kontakt, to jego matka mogłaby chcieć to w jakiś sposób wykorzystać.
— To dobrze… Przez cały ten czas byłem przekonany, że mnie nienawidzisz. Myślałem, że dlatego nigdy nie odpisywałeś ani nie oddzwaniałeś, kiedy próbowałem nawiązać z tobą kontakt… — powiedział. Na pewno odczuł ulgę, że nie było tak jak myślał. Nie był zaskoczony, że wieść o śmierci jego matki nie zrobiła na Tiernanie wrażenia. Nie spodziewał się tego, że mężczyzna zareaguje emocjonalnie. Żył w przekonaniu, że los jego i jego matki był Harcourtowi całkowicie obojętny. Nie oczekiwał również, że Tiernan będzie jej żałował, bo również uważał, że na to nie zasłużyła. Zawsze był po stronie mężczyzny, a po tym jak jego matka go zdradziła, sam przez długi czas nie potrafił jej tego wybaczyć i aż do jej śmierci miał do niej o to żal. Przywiązał się do mężczyzny, więc nic dziwnego, że kiedy jego matka doprowadziła do ich rozstania i Tiernan ich zostawił, ciężko było Hollisowi to zaakceptować. — Zaczęła pić. Dużo. W końcu straciła pracę i było tylko jeszcze gorzej — powiedział. Niestety, po jej śmierci te wszystkie długi nie zniknęły i teraz to on musiał je spłacić, jeśli chciał być zostawiony w spokoju. Sprawa jednak nie była taka prosta, biorąc pod uwagę fakt, że nie miał ani pieniędzy, ani pracy. Wciąż był przecież nastolatkiem. Znalazł się w sytuacji, która zdecydowanie go przerastała. Zdawał sobie również sprawę z tego, że jego zdrowie i życie było zagrożone, bo nie miał pojęcia, kiedy ktoś będzie chciał go dopaść i zrobić mu krzywdę, aby odzyskać od niego pieniądze, na które jego matka się zadłużyła.
— Niekoniecznie… — odpowiedział. Jakichś tam znajomych miał, ale raczej z nikim nie był na tyle blisko, żeby zwalać mu się na głowę na bliżej nieokreślony czas i prosić o pomoc. Właściwie, ze wszystkich osób które znał, Tiernan był jedyną, z którą swojego czasu był najbliżej. Był też jedyną, której ufał, nawet pomimo upływu czasu i całkowitego braku kontaktu. Kolejne pytanie mężczyzny sprawiło, że w żołądku poczuł nieprzyjemny ścisk. Przez chwilę wahał się, ale w końcu złapał dłonią za brzeg bluzy oraz koszulki, po czym podciągnął je do góry, odsłaniając swój brzuch oraz część klatki piersiowej. — Owszem, miała — odpowiedział krótko, wpatrując się w niego intensywnie. Jego ciało pokryte było wyraźnymi śladami, które były skutkiem pobicia – niektóre z siniaków były starsze, prawie zagojone, a inne znacznie świeższe i można było łatwo stwierdzić, że pojawiły się dość niedawno. Harcourt był bystry, więc na pewno będzie w stanie się domyślić, co to oznaczało. Nie musiał mówić w oczywisty i jednoznaczny sposób co było na rzeczy. W końcu puścił ubranie, które z powrotem zakryło jego ciało.
Naprawdę liczył na to, że mężczyzna nie każe mu wyjść. Skoro jednak postanowił go do siebie zaprosić i był skłonny z nim porozmawiać, musiało to oznaczać, że chciał się dowiedzieć o co chodziło. Wpatrywał się w niego wyczekująco, nie wiedząc, czego powinien się spodziewać. Odczuł ulgę, gdy Tiernan kazał mu usiąść. Kiwnął głową i podszedł bliżej jego biurka, po czym usiadł na fotelu, który mu wskazał. Rozejrzał się po pomieszczeniu, gdy Tiernan wykonywał telefon do recepcjonistki. Słysząc, że ten prosi o kawę, kolejny raz mu ulżyło, bo to oznaczało, że miał zamiar poświęcić mu trochę więcej czasu, niż wstępnie Hollis zakładał.
— Tak — potwierdził i pokiwał delikatnie głową. Było dokładnie tak jak mówił Tiernan – jego sytuacja w tym momencie była opłakana. — Ja… Sam nie wiem. Szczerze powiedziawszy, nie zakładałem, że w ogóle będziesz chciał ze mną rozmawiać… — przyznał i westchnął cicho. Wiadomo, potrzebował pomocy, ale teraz kiedy musiał prosić o nią prosto w twarz, nagle nie miał w sobie za grosz odwagi, żeby to zrobić. — Wiem — odparł krótko. Rozumiał, że od długiego czasu nie utrzymywali ze sobą żadnego kontaktu i tak naprawdę, na tym etapie byli dla siebie niczym kompletnie obcy ludzie, ale mimo wszystko słowa Tiernana sprawiły mu przykrość i go zraniły. Łudził się, że jednak nie był mu kompletnie obojętny.
— Masz rację. Niepotrzebnie tutaj przyjeżdżałem — powiedział. — Nie wiem, co w ogóle sobie myślałem. Chyba po prostu jestem zbyt naiwny — dodał i podniósł się z fotela. — Przepraszam, że zawróciłem ci głowę. Na pewno musisz być bardzo zajęty — powiedział i uśmiechnął się niemrawo. Skinął mu głową w geście pożegnania, po czym odwrócił się i zaczął zmierzać w kierunku drzwi. Skoro mężczyzna nie był instytucją dla bezdomnych i nie chciał mu pomóc, nie miał czego dłużej tutaj szukać.

Tiernan Harcourt

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: ndz wrz 27, 2026 9:42 am
autor: Tiernan Harcourt
— Nie robiłem tego, bo miałem swoje powody — zaczął. — Nie chciałem mieć do czynienia z twoją matką, a gdybyśmy utrzymywali kontakt, to prędzej czy później ona by się w to wtrąciła. Dobrze wiesz, jak wygodnie jej się żyło przy boku kogoś, kto ma tyle pieniędzy co ja. Nie byłbym w szoku, gdyby po tym, jak dałem jej do zrozumienia, że nie chcę mieć z nią nic wspólnego, próbowała cię wykorzystać, żeby ponownie się do mnie zbliżyć — wyjaśnił. Nie chciał, żeby chłopak myślał, że miał jakiś problem konkretnie do niego, bo tak nie było. Gdy decydował się zerwać z nimi kontakt, bolało go to, że nie będzie już miał do czynienia z Hollisem. Niestety, ale musiał myśleć przede wszystkim o sobie.
— Jakoś nie jestem zaskoczony tym, że uciekła akurat w alkohol. Miała do niego słabość — skrzywił się. — Te długi też mnie nie dziwią. Była łasa na moje pieniądze, więc zapewne jak ją zostawiłem, to nadal chciała żyć na tym samym poziomie. Sama w życiu by się nie dorobiła — stwierdził. Z biegiem czasu mógł szczerze powiedzieć, że nie miał pojęcia, co w niej widział, bo to nie tak, że kobieta była ambitna, dobrze wykształcona i że miała mu wiele do zaoferowania. Chyba był tylko zaślepiony miłością. W ogóle nie żałował tego, że się rozeszli. Szkoda tylko, że przez jej zdradę, bo musiał przyznać, że strasznie uwierało go to, że ktoś mógł go puścić kantem.
— W takim razie nic dziwnego, że tutaj przyszedłeś. Musisz być naprawdę zdesperowany — westchnął krótko. Tak naprawdę to nawet nie wiedział, co miał na to wszystko poradzić. Niby skoro jego matka nie żyła, to mógłby mu pomóc, ale z drugiej strony minęło już trochę czasu, odkąd mieli ze sobą do czynienia i nie był pewien, czy chciał odnawiać tę znajomość, zwłaszcza że wiązałoby się to z tym, że miałby mu pomóc.
Uniósł nieco brwi, kiedy chłopak podciągnął ubrania, bo nie od razu zrozumiał, w jakim celu to zrobił. Zaraz jednak się okazało, co chciał mu pokazać. Momentalnie się skrzywił, bo połączył sobie kropki. Nigdy nie rozumiał przemocy, zwłaszcza wobec słabszych. Pokręcił lekko głową na boki, jakby w dezaprobacie. — Rozumiem, że nieszczególnie się dogadujecie i właśnie dlatego uciekłeś z domu? — zapytał i odetchnął nieco głębiej. To wiele komplikowało, bo w tym momencie zrobiło mu się go naprawdę żal. Nawet jeśli bywał dupkiem, to nie był potworem. — Ona o tym wiedziała? Pozwalał mu na to? — zadał kolejne pytania. Był bardzo ciekaw tego, czy działo się to już przed śmiercią jego matki, czy po tym. Jak przed, to uważał, że to było okrutne z jej strony. Żadna matka nie powinna pozwalać na to, żeby dziecko przechodziło przez coś takiego, nawet jeśli było już dorosłe.
— Ale rozmawiam i powinieneś mieć jakiś plan w razie, gdybym chciał z tobą porozmawiać — powiedział. Jego zdaniem, jeśli już zdecydował się tutaj przyjść, to powinien wiedzieć, czego od niego oczekiwał. Cóż, zapewne pomocy, ale Tiernan nie był pewien, czy chciał mu jej udzielić albo, czy w ogóle powinien. Niby wypadało robić dobre uczynki, tym bardziej, jeśli miało to związek z osobą, która jeszcze jakiś czas temu była dla niego bardzo ważna, ale jakoś tego nie widział.
Po prostu na niego patrzył, kiedy Hollis mówił, a gdy wstał i zaczął kierować się w stronę drzwi, to bez słowa wpatrywał się w jego plecy. — Poczekaj — odezwał się w końcu, kiedy chłopak sięgał do klamki. — Usiądź z powrotem — dodał. — Coś wymyślimy. Nie chcę cię zostawiać samego w takiej sytuacji — westchnął bezgłośnie. Nie chciał wyjść na kogoś bez serca.

Hollis Bellamy

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: ndz wrz 27, 2026 1:46 pm
autor: Hollis Bellamy
Z jednej strony rozumiał, dlaczego Tiernan źle mówił o jego matce. Nie było wątpliwości co do tego, że kobieta naprawdę go zraniła i nie potraktowała go dobrze. Z drugiej strony, to wciąż była jego matka i nawet jeśli sam miał jej sporo rzeczy za złe, to dziwnie się czuł, kiedy musiał słuchać tego w jaki sposób mężczyzna się na jej temat wypowiadał. Nie wiedział co powinien odpowiedzieć; wychodził również z założenia, że o zmarłych nie wypadało mówić źle.
— Rozumiem — skwitował krótko. Nie chciał się rozwodzić nad tym tematem, bo tak naprawdę żaden z nich nie mógł wiedzieć jakby rzeczywiście to wyglądało. Mężczyzna mógł mieć jak najbardziej rację, ale równie dobrze mógł się mylić i wcale nie musiałoby być tak, jak zakładał. Nigdy się tego nie dowiedzą i nie zmieniało to jednak faktu, że Harcourt podjął taką, a nie inną decyzję i jego również od siebie odciął. Rozumiał jego obawy i nie miał zamiaru go o to winić, nawet jeśli mężczyzna sprawił mu tym sporą przykrość i przez długi czas czuł się przez niego porzucony.
— Jej nowy partner dużo pił i odkąd zaczęła się z nim umawiać, sama też zaczęła spożywać znacznie więcej alkoholu. Najgorzej się zrobiło po tym, jak się do nas wprowadził — powiedział, zupełnie jakby chciał ją w ten sposób usprawiedliwić. Tyle tylko, że na takie rzeczy tak naprawdę nie było żadnego wytłumaczenia. — Nigdy się u nas nie przelewało. Jak jeszcze pracowała, to chociaż te pieniądze były, ale po tym jak ją zwolnili, to zrobiło się bardzo nieciekawie — odparł. Domyślał się, że mężczyzny to nie obchodziło, ale chciał mu przedstawić to w jakiej sytuacji znalazł się po tym, jak Tiernan ich zostawił i co doprowadziło do tego, że teraz tu przed nim siedział.
— Tak. Jestem. Nawet nie mam zamiaru temu zaprzeczać — przyznał. Długo głowił się nad tym, czy powinien udać się po pomoc akurat do niego. Z drugiej strony, nie miał innego wyjścia. Nie było nikogo innego, do kogo mógłby się w tej sprawie zwrócić. Poniekąd Tiernan był jego ostatnią deską ratunku. Nie mógł mieć pewności co do tego, czy mężczyzna ostatecznie mu pomoże, ale przynajmniej musiał spróbować swoich sił.
— Nietrudno się domyślić, co? — zapytał i uśmiechnął się smutno. — W ogóle się nie dogadujemy. Od samego początku — powiedział i wzruszył ramionami. Nigdy się nie polubili, a Hollis od samego początku nienawidził faceta, bo obwiniał go za zniszczenie związku jego matki i Harcourta. Gdyby nie on, możliwe, że wciąż byliby razem i mężczyzna z dnia na dzień nie zniknąłby z jego życia. Nawet się nie pożegnał. — A jak myślisz? Uważasz, że jej zdanie się w ogóle liczyło? Sama często kończyła w o wiele gorszym stanie — wzruszył ramionami. Wstyd było mu o tym mówić. Było to dla niego upokarzające, ale niestety jego rzeczywistość od lat wyglądała w taki sposób.
— Wiem. Przepraszam — powiedział i spuścił głowę. Nie zaplanował sobie tego wszystkiego zbyt dokładnie. Mógł chociaż sobie przygotować jakąś regułkę albo zastanowić nad tym, jak w bezpośredni sposób poprosić go o pomoc. Teraz, kiedy przed nim siedział i rzeczywiście rozmawiali, miał pustkę w głowę. Przecież nie powie mu prosto z mostu, żeby załatwił mu dach nad głową i dał mu trochę kasy, aby mógł stanąć na nogi. To byłoby bezczelne po takim czasie i po tym jak jego matka potraktowała Tiernana. Tyle tylko, że to było dokładnie to, czego teraz desperacko potrzebował. Nie chciał skończyć na ulicy, bo wiedział, że sobie nie poradzi w takich warunkach.
Już wyciągał rękę, żeby chwycić za klamkę, kiedy mężczyzna kazał mu poczekać. Zacisnął dłoń w pięść i westchnął cicho, ale zamarł w bezruchu, czekając na to co miał mu do powiedzenia. Słysząc, że ten jednak był skłonny zaoferować mu pomoc i wsparcie, kiwnął głową i odwrócił się. Ruszył ponownie w kierunku jego biurka, by z powrotem usiąść w fotelu.
— Dziękuję. Nie masz pojęcia jak wiele to dla mnie znaczy. Wiem, że nie musisz tego robić i jest to dla ciebie problematyczne — powiedział. — Obiecuję, że ci to wynagrodzę. Nie mam wiele i nie mam pojęcia jak miałbym to zrobić, ale na pewno znajdę na to jakiś sposób — dodał. Nie wiedział na razie, jak miałby to zrobić, ale był pewien tego, że będzie musiał mu się jakoś odwdzięczyć za pomoc.

Tiernan Harcourt

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: pn wrz 28, 2026 10:07 am
autor: Tiernan Harcourt
— To w takim razie widzę, że wybrała sobie dobrego kochanka. Znacznie lepsza partia ode mnie. W ogóle się do niego nie umywam — powiedział zgryźliwie. Dobrze wiedział, że chłopak nie miał z tym nic wspólnego, ale nie potrafił sobie darować takiej uszczypliwości. Nadal siedziało w nim to, że kobieta postanowiła go zdradzić. Dotąd nie rozumiał, co nią kierowało, bo to nie tak, że w jakimkolwiek aspekcie ich związku coś się nie układało. Był wtedy przekonany o tym, że byli ze sobą szczęśliwi. Nie bez powodu miał już upatrzony pierścionek zaręczynowy. Dobrze, że przyłapał ją na zdradzie, bo gdyby wziął z nią ślub, to potem plułby sobie w brodę, jaki był naiwny i ślepy. — No cóż... — wzruszył lekko ramionami. Kobieta nie miała jakichś specjalnych umiejętności albo wykształcenia, więc nie był zaskoczony, że gdy zaczęła pić, to jej szef nie miał żadnych skrupułów, żeby ją zwolnić. Było wiele takich jak ona. Nie była niezastąpiona.
— Przykro mi, że postawiła cię w takiej sytuacji — odparł. Mówił szczerze, bo rzeczywiście szkoda mu go było, że nie miał się gdzie podziać i co ze sobą zrobić. Przecież to nie tak, że przez ten czas Hollis stał się dla niego całkiem obojętny. Myślał jednak, że pogodził się z jego stratą, ale wyglądało na to, że jednak wciąż miał do niego słabość.
— Owszem, nietrudno — powiedział i skinął delikatnie głową. Na ciele chłopaka było aż nadto dowodów na to, że jego relacja z mężczyzną pozostawiała wiele do życzenia. Nóż mu się w kieszeni otwierał, kiedy widział takie ofiary przemocy domowej. — Ze mną na początku też się nie dogadywałeś — stwierdził. Tyle tylko, że on miał w sobie chęć, żeby jednak jakoś się z chłopakiem dogadać i żeby było między nimi dobrze. Nie był potworem, który znęcał się nad nim psychicznie i fizycznie. Chciał być dla niego kimś bliskim, bo mu na nim zależało, a nie oprawcą i katem. Już miał na końcu języka, żeby powiedzieć ponownie o tym, że w takim razie trafiła na świetną partię, ale w porę ugryzł w język. — Dlaczego nie zgłosiliście tego na policję? Przecież obdukcja pokazałaby, że ktoś was maltretuje — odparł. Nie rozumiał, dlaczego nic z tym nie zrobili, a przynajmniej ona. Jako matce powinno jej zależeć przede wszystkim na dobru swojego dziecka i powinna zrobić wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo. Uciec od przemocowego partnera. Z drugiej strony nie raz słyszał o tym, że nie tak łatwo było się uwolnić z toksycznego związku, zwłaszcza kiedy nie miało się środków do życia. Najwyraźniej kobieta wolała znosić takie traktowanie, bo miała dach nad głową.
Wydał z siebie tylko krótkie mruknięcie, gdy Hollis go przeprosił. Mimo wszystko nie chciał się na niego złościć, bo to nie tak, że chłopak zrobił coś złego. Był w tym wszystkim ofiarą i Tiernan byłby dupkiem, gdyby o cokolwiek miał do niego pretensje. To logiczne, że łapał się każdej możliwej opcji, byle tylko nie trafić na ulicę.
— Owszem nie muszę i owszem jest to problematyczne — przyznał. Był bardzo szczery i bezpośredni w relacjach z innymi ludźmi. Bardzo rzadko się wstrzymywał, kiedy miał do powiedzenia coś, co potencjalnie mogłoby kogoś zranić. — Myślę, że na pewno znajdziemy jakiś sposób na to, żebyś mi się odwdzięczył — powiedział. To nie tak, że miał zamiar pomagać mu bezinteresownie i go utrzymywać, bo przez ten czas na pewno znacznie się od siebie oddalili i nie byli już tak blisko, jak kiedyś.
Odchylił się nieco na krześle i wbił wzrok w sufit, obracając się na nim to w jedną, to w drugą stronę. W końcu spojrzał ponownie na Hollisa. — Zaczniemy od tego, że zatrudnię cię tutaj jako stażystę — powiedział. — Będziesz sprzątał, robił kawę, nosił materiały i robił inne rzeczy, o które będę cię prosił ja i inni pracownicy. Oczywiście będę ci za to płacił, ale będziesz też dokładał się do rachunków i jedzenia — dodał. — Tak, mam zamiar zabrać cię do siebie do domu. Zostaniesz u mnie, dopóki nie odłożysz sobie tyle, żeby zacząć żyć na własną rękę albo nie znajdziesz lepiej płatnej pracy, która pozwoli ci na wynajęcie sobie jakiejś kawalerki — mówił dalej. — Rozumiemy się? — zapytał na sam koniec.

Hollis Bellamy

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: pn wrz 28, 2026 2:33 pm
autor: Hollis Bellamy
Skrzywił się, kiedy Tiernan powiedział coś takiego. Nie musiał być taki złośliwy. Rozumiał, że był wściekły na jego matkę po tym co mu zrobiła i miał prawo jej nienawidzić, ale mógłby zachować niektóre komentarze dla siebie. Nie była idealna i zdecydowanie nie poszczęściło jej się w życiu, ale nie można było zapominać, że wciąż była matką Hollisa i słuchanie na jej temat takich uszczypliwych uwag nie było dla niego przyjemne.
W odpowiedzi na jego słowa wydał z siebie jedynie ciche mruknięcie. Jemu również było szkoda, że jego matka podjęła tyle złych decyzji w swoim życiu, przez co po jej śmierci skończył teraz w takiej opłakanej sytuacji. Miał o to do niej żal, bo w pierwszej kolejności powinna zadbać o swoje dziecko, a nie martwić się związkiem z toksycznym przemocowcem. Nie był pewien, czy wychodziła z założenia, że był już prawie dorosły i sam o siebie zadba, czy rzeczywiście miała jego los głęboko w poważaniu i nie przeszkadzało jej to jak był traktowany, ale chciałby wierzyć, że to było to pierwsze.
— Ale ty nie chlałeś na umór, nie awanturowałeś się na każdym kroku i nie lałeś ani mnie, ani mojej mamy za byle co — powiedział. Od samego początku gdy tylko poznał tego jej gacha wiedział, że mężczyzna będzie bardzo problematyczny i jak się okazało, w ogóle się w tej kwestii nie pomylił. Szkoda tylko, że sam na tym ucierpiał, bo jego matka nie miała w sobie na tyle odwagi, żeby faceta kopnąć w dupę i zostawić. Znowu ponosił konsekwencje jej bezmyślnych decyzji, na które nie miał kompletnie żadnego wpływu. — Myślisz, że nie chciałem tego zrobić? Za każdym razem gdy tylko poruszałem ten temat, histeryzowała i wpadała w ryk, bo go kochała i nie chciała, żeby poszedł siedzieć albo ją zostawił — odpowiedział i wzruszył ramionami. Co za tym szło, nigdy nie odważył się sam pójść na policję, zwłaszcza, że kobieta pewnie wszystkiego by się wyparła, gdyby zapukali do ich drzwi.
— Przepraszam — powiedział. Naprawdę nie było mu łatwo tutaj przyjść i prosić go o pomoc. Chciał uchodzić za zaradnego i niezależnego, ale w niektórych sytuacjach po prostu się nie dało i najzwyczajniej w świecie potrzebował pomocy. Nie chciał też robić problemów komuś, kto wyrzucił go ze swojego życia lata temu, ale niestety nie było nikogo innego, do kogo mógłby się udać. Był Harcourtowi niesamowicie wdzięczny za to, że zgodził się mu pomóc. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna mógł odprawić go z kwitkiem i życzyć sobie, aby nigdy więcej nie pokazywał mu się na oczy. — Też tak uważam — pokiwał głową, zgadzając się z nim. Musieli, bo nawet nie oczekiwał tego, aby Tiernan pomógł mu bezinteresownie.
— N-Naprawdę? — zająknął się. Nie było to coś, czego by się spodziewał. Liczył na to, że mężczyzna pomoże mu trochę finansowo, ale na pewno nie zakładał scenariusza, w którym zatrudni go u siebie. Gdy Harcourt tłumaczył mu czym będzie się zajmował, cały czas kiwał głową, przyjmując to wszystko do wiadomości. — Dziękuję. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Obiecuję, że postaram się tak bardzo, jak tylko będę potrafił — powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Dopiero po chwili dotarła do niego wzmianka o tym, że będzie dokładał się do rachunków oraz jedzenia, bo to oznaczało… Zaraz Tiernan potwierdził dokładnie to, o czym pomyślał. Nie wierzył w to co słyszał. Dostawał od niego znacznie więcej niż to, na co w ogóle miał nadzieję. Na jego pytanie pokiwał energicznie głową.
— Nie masz pojęcia jak bardzo wdzięczny ci jestem — powiedział i pociągnął nosem, bo oczywiście się wzruszył i od razu zaczął się rozklejać. — Gdyby nie ty… Gdyby nie twoja pomoc… Ja nie wiem co by się ze mną stało — pokręcił na boki głową. Skończyłby na ulicy, a tam nie wiadomo jaki czekałby go los.

Tiernan Harcourt

I know that it's bad timing, I just came back from hell

: wt wrz 29, 2026 8:49 am
autor: Tiernan Harcourt
— Masz rację. Można było o mnie powiedzieć, że byłem wręcz wzorcowym partnerem, ale chyba dokładnie tak się zachowuje człowiek, kiedy jest w kimś zakochany — powiedział. Dało się wyczuć na kilometr, że miał ból dupy o to, że kobieta go zdradziła. Nawet jeśli minęło od tego wszystkiego tyle czasu, to nie zmieniało to faktu, że nadal go to bolało. Nic dziwnego, skoro swego czasu był w nią zapatrzony jak w obrazek i planował spędzić z nią resztę swojego życia. Wiedział jednak, że powinien się pilnować z takimi komentarzami, bo nie dość, że o zmarłych nie powinno się źle mówić, to jeszcze miał przed sobą jej syna, który ledwo się trzymał. — Ale teraz nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś to zrobił. Przecież widziałem, że masz na sobie świeże ślady. Jeśli chcesz, to pójdę na obdukcję razem z tobą i spróbujemy posadzić tego gościa — odparł. Nie rozumiał, dlaczego Hollis nie chciał oskarżyć byłego swojej matki po jej śmierci, ale najwyraźniej miał ku temu jakiś powód. Sam na jego miejscu od razu leciałby do szpitala i na policję, żeby usadzić frajera, ale on nigdy nie dałby się tak traktować. Nie pozwoliłby na to, żeby to tak długo trwało, niezależnie od tego, co mówiłaby mu jego matka. Pod tym względem diametralnie się od siebie różnili.
— Przestań przepraszać, bo to naprawdę nic nie zmieni — potarł oczy palcami. Nie chciał wysłuchiwać żadnych przeprosin ani próśb. Musiał się zastanowić, jak rozwiązać tę sytuację, bo to, że nie zostawi go na pastwę losu, było oczywiste. Nie był aż tak bez serca, żeby pozwolić na to, by skończył na ulicy bez grosza przy duszy. Znał go i dobrze wiedział, że by sobie tam nie poradził. Zapewne skończyłoby się na tym, że robiłby jakieś wątpliwe rzeczy za byle grosz albo żarcie.
— Tak, naprawdę — skinął lekko głową. — Dobrze wiesz, że jak coś mówię, to nie rzucam słów na wiatr i nie lubię się powtarzać — dodał. Skoro powiedział, że mu pomoże, to dokładnie to miał zamiar zrobić przez wzgląd na stare czasy. Nawet jeśli wiedział, że prawdopodobnie bierze sobie na głowę spory problem, to nie potrafił odwrócić się do niego plecami. Przecież jeszcze wcale nie tak dawno temu byli sobie bliscy. — Mam nadzieję, że będziesz się starał, bo nie mam zamiar tolerować nieróbstwa — zaczął. — Musisz wiedzieć, że praca tutaj nie jest łatwa dla nikogo, nawet dla stażystów. Mam swoje wymagania i nie mam zamiaru ich obniżać tylko przez wzgląd na to, co kiedyś nas łączyło — dodał, dając mu do zrozumienia, że nie będzie oglądał się na to, czy miał do niego słabość. Praca to praca. Potrafił ją oddzielić od życia prywatnego.
— Chyba mam pojęcie, zwłaszcza że pewnie ocaliłem cię przed wylądowaniem na ulicy — odparł. — Miałbyś nie lada problem. Zapewne skończyłoby się na tym, że wylądowałbyś na ulicy, a przy dobrych wiatrach w przytułku dla bezdomnych — dodał wprost. — Kogo by to ze mnie robiło, gdybym ci nie pomógł, wiedząc, jakie konsekwencje może mieć to, że odeślę cię z kwitkiem? — wzruszył ramionami. Dla swojego własnego sumienia wolał mu pomóc.
Rozległo się pukanie do drzwi, a gdy Tiernan odezwał się, że można wejść, w środku pojawiła się recepcjonistka z kawami. Odstawiła oba kubki na biurko przed każdym z nich, a na koniec między nimi postawiła talerzyk z ciastkami, po czym wyszła z jego biura. Od razu sięgnął po kubek, żeby upić z niego łyk kawy. — Umiesz gotować? Prać? Sprzątać? — zalał go pytaniami. — Coś musisz robić w mieszkaniu. Nie wynajmuję żadnej gosposi, bo nie uważam tego za konieczne. Wszystko robię sam, a skoro ze mną zamieszkasz, to musimy podzielić się obowiązkami, zwłaszcza że ty będziesz w domu znacznie częściej ode mnie. Będziesz pracował tylko w określonych godzinach, kiedy ja spędzam tutaj zdecydowanie za dużo czasu — wyjaśnił. Nie chciał utrzymać darmozjada.

Hollis Bellamy