I hate everything about you
: sob wrz 26, 2026 3:33 pm
-Stary, przyłóż się bardziej, bo jeszcze chwilę i pomyślę, że nie potrafisz grać - zaśmiał się widząc, jak nieudolnie Mark próbuje złapać frisbee, które Rose posłał w jego stronę. Gra z młodszym kuzynem zawsze sprawiała mu radochę - lubił spędzać czas z tym gnojkiem, który jego zdaniem za dużo czasu spędzał przed komputerem. Ambrose czuł się w obowiązku, żeby chociaż trochę przyczynić się do poprawy jego kondycji, bo jeszcze trochę i biedny się toczyć będzie zamiast chodzić. Nie był przesadnie gruby, ale niestety widać było gromadzący się nadmiar kilogramów. Powinien przemówić do rozumu jego rodzicom, ale ostatecznie nie on powinien się zajmować wychowaniem, a wiedząc, że ciotka z wujkiem mają raczej wywalone, uznał, że chociaż wkręci młodego w jakieś sporty na świeżym powietrzu, dzięki czemu nie przyrośnie do fotela. Dodatkowo było to stałym pretekstem do spotkań - niestety Sinclair również należał do tych zapracowanych, chociaż nie przebije starszyzny w firmie, w której robił.
-Ale ty za mocno rzucasz - buntował się Młodziak z taką miną, jakby mu ktoś ukradł jego ulubioną konsolę. Aż miał ochotę podejść i wytarmosić go za te pulchne policzki. No powiedzcie, jak tu się gniewać w ogóle na takiego człowieka, z którego twarzy biła niewinność.
-Nie marudź tylko łap. Czasem trzeba podskoczyć! I pobiegać! - odpowiedział do niego ze śmiechem, samemu łapiąc krążek. Rose również nie był wielkim fanem biegów - wydawały mu się po prostu nudne, chociaż na korcie tenisowym zdawało się to nie mieć aż takiego znaczenia. Nie wyobrażał sobie jednak, by miał zaraz maraton biec. - No widzisz! Jak chcesz, to potrafisz! Brawo Młody - krzyknął do niego, odsuwając się trochę, by zwiększyć odległość. Teraz czas na wyzwanie.
-Rzuć najmocniej jak potrafisz! - skomentował, dopingując go.
Nie był gotowy na to, że Mark faktycznie się zaweźmie i ostatecznie pośle frisbee z taką siłą i na taką odległość, że Ambrose musiał dołożyć wszelkich starań by to ustrojstwo dogonić. Tak się zapatrzył za lecącym krążkiem, że nie zauważył osoby, która znajdowała się na trawie, ostatecznie na nią wpadając. Odczuł boleśnie skutki tego zderzenia, zapewne nie mniej, niż jego kompan.
-Najmocniej przepraszam - wyrzucił z siebie, obracając głowę w stronę poszkodowanego i twarz momentalnie mu stężała. - To jest chyba kurwa jakiś żart - wyrzucił z siebie spoglądając w oczy, których wcale nie chciał widzieć. Podobnie, jak nie w smak było mu towarzystwo osoby, do której należały.
Valentin Montclair
-Ale ty za mocno rzucasz - buntował się Młodziak z taką miną, jakby mu ktoś ukradł jego ulubioną konsolę. Aż miał ochotę podejść i wytarmosić go za te pulchne policzki. No powiedzcie, jak tu się gniewać w ogóle na takiego człowieka, z którego twarzy biła niewinność.
-Nie marudź tylko łap. Czasem trzeba podskoczyć! I pobiegać! - odpowiedział do niego ze śmiechem, samemu łapiąc krążek. Rose również nie był wielkim fanem biegów - wydawały mu się po prostu nudne, chociaż na korcie tenisowym zdawało się to nie mieć aż takiego znaczenia. Nie wyobrażał sobie jednak, by miał zaraz maraton biec. - No widzisz! Jak chcesz, to potrafisz! Brawo Młody - krzyknął do niego, odsuwając się trochę, by zwiększyć odległość. Teraz czas na wyzwanie.
-Rzuć najmocniej jak potrafisz! - skomentował, dopingując go.
Nie był gotowy na to, że Mark faktycznie się zaweźmie i ostatecznie pośle frisbee z taką siłą i na taką odległość, że Ambrose musiał dołożyć wszelkich starań by to ustrojstwo dogonić. Tak się zapatrzył za lecącym krążkiem, że nie zauważył osoby, która znajdowała się na trawie, ostatecznie na nią wpadając. Odczuł boleśnie skutki tego zderzenia, zapewne nie mniej, niż jego kompan.
-Najmocniej przepraszam - wyrzucił z siebie, obracając głowę w stronę poszkodowanego i twarz momentalnie mu stężała. - To jest chyba kurwa jakiś żart - wyrzucił z siebie spoglądając w oczy, których wcale nie chciał widzieć. Podobnie, jak nie w smak było mu towarzystwo osoby, do której należały.
Valentin Montclair