Take chances, make mistakes
: sob wrz 26, 2026 4:56 pm
#03 - That's how you grow.
Pain nourishes your courage.
Nie próbowała uciec od codzienności i od tego, że już nigdzie nie będzie tak jak kiedyś. Ciągle żyła tamtymi chwilami. Tym w jaki sposób odebrano jej ukochanego syna. Los nie był łaskawy, los też nie wybaczał, a raczej ona nie potrafiła do końca wybaczyć sobie i całemu światu. Wiele razy przelewała swoją złość, rozgoryczenie za to co się stało. Utraciła swoje dziecko ale chyba nie to było tak frustrujące jak świadomość, że nie powiedziała mu tak wiele. Nie przelała na niego całą swoją miłość. Nie dała mu po raz ostatni do zrozumienia, jak bardzo go kochała. Jak wiele oddałaby, za tą jedną, jedyną. Ostatnią chwilę, nawet minutę, którą mogłaby spędzić ze swoim synkiem. Wierząc w to, że przecież nie mogła zostawić tego w taki sposób, to, że był to już zamknięty rozdział. Ciągle biła się z myślami, strasznymi myślami. Kolejny dzień przepełniony tymi samymi myślami. Oddalała się coraz bardziej, jakby pragnęła po prostu zniknąć. Każdy dzień zaczynał się dla niej niemal tak samo. Próbowała się przekonać, do tego że wyjście z łóżka to jednak rozsądny pomysł. Nie mogła ciągle leżeć i wpatrywać się w nicość. Jeszcze kilka miesięcy temu, po prostu przymykała oczy. Wyczekiwała aż nadejdzie noc i znowu zasypiała. Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś tak energiczna kobieta, teraz jest cieniem samej siebie. Robiła sobie ogromną krzywdę. Zadręczając się niemal za każdym razem, kiedy jej myśli powędrowały w innym kierunku. Jak ona w ogóle mogła myśleć o czymś innym niż jej zmarłe dziecko.
Może była zwyczajnie zmęczona tym by jej oczy zalały się łzami, gorzkimi i pełnymi bólu, który trwał w niej niemal przez cały ten czas. Ciężar tego, że ona żyje. Pozbawiona jakiegokolwiek sensu do życia i chęci do walki by nastało lepsze jutro. Musiała jednak wierzyć, że nadejdzie ten dzień, że wszystko to stanie się łatwiejsze. Bez tego nie potrafiła funkcjonować, bez wiary ale też bez swoich bliskich, którym mogła już tylko dziękować w nieskończoność. Nie chciała stać się osobą, która odtrąciła wszystkich.
Ucieczką miała praca ale bardziej chęć zemst i to, że mogła to zrobić to w taki a nie inny sposób. Wykorzystując do tego dziennikarstwo. Przedstawienie nie tylko tego jak ona cierpi ale również cierpienie innych. Angażowała w to wszystko cały swój czas i wszystkie siły. Zapominając o tym, że obok niej ciągle toczy się życie. Świat nie zatrzymał się nawet na moment. Nawet jeśli bardzo tego pragnęła. Pewne funkcje, które wykonywała robiła jakby z automatu. Kompletnie o tym nie myśląc.
Wyjście na zakupy dla wielu jest tym co przychodzi im bez najmniejszego trudu ale jest też czymś całkowicie normalnym. Niestety nie dla Lowie, która ciągle myślała o czymś innym. Zazwyczaj nie skupiając się nad tym co robiła w danej chwili. Mimo tego, że ciągle pakowała jakieś zakupy to co chwilę wracała do swoich zmartwień. Zapewne dlatego wreszcie się zagapiła I złapała nie za ten sklepowy wózek z który powinna I jak gdyby nigdy nic ruszyła przed siebie. Nie rozglądając się ani też nie wpatrując się w to co było w wózku. Całkowicie nie zgadzało się to z tym co sama chciała kupić. Całkowicie zapominając o bożym świecie pognała w kierunku owoców i warzyw. Miejmy nadzieję, że prawowity właściciel będzie w stanie ją dogonić. Ciągle jej się gdzieś spieszyło.