tell me your own politik
: ndz wrz 27, 2026 1:16 am
078.
Denatem był znany i szanowany polityk, dlatego rodzina zadbała o to, żeby autopsję przeprowadziła jedna z najlepszych lekarek medycyny sądowej w prowincji. Pech chciał, że była nią właśnie Miller. Komendant Sloan również naciskał, żeby to ona zajęła się sekcją zwłok, głównie ze względu na swoją znajomość ze zmarłym Conradem Hargrovem. Zaylee, rzecz jasna, nie skakała z radości. Zbyt wiele osób oczekiwało od niej szybkiego odkrycia prawdy i wskazania, kto był odpowiedzialny za śmierć Hargrove'a, mimo że na tym etapie nie było nawet pewności, czy w ogóle doszło do przestępstwa. Każdy po cichu właśnie na to liczył.
— Doktor Miller — powitał ją zastępca dyrektora, który od samego progu wyczekiwał jej przybycia. — Proszę powiedzieć, czego pani potrzebuje. Zagwarantuję pani dostęp do niezbędnej dokumentacji — zapewnił z wymuszonym uśmiechem, jakby doskonale zdawał sobie sprawę, że cokolwiek zrobi, to i tak ma przejebane.
Lawrence Shaw był wysokim mężczyzną przed sześćdziesiątką. Jak na swój wiek trzymał się wyjątkowo dobrze i Zaylee bez trudu dałaby mu dziesięć, a nawet piętnaście lat mniej.
— Chciałabym odtworzyć wszystko od początku, łącznie z przyjęciem pacjenta na SOR — wyjaśniła, choć wydawało jej się to dość oczywiste. Zanim mogła przyjrzeć się sprawie z bliska, musiała dokładnie ustalić, z jakimi objawami Hargrove trafił do szpitala i w jakim stanie przekazano go na oddział.
— Naturalnie! W tym z pewnością pomoże pani doktor Gurney. To on jako pierwszy zajmował się pacjentem. Jestem przekonany, że udzieli pani wszystkich informacji — pokiwał głową, gestem ręki zapraszając ją do przejścia długim korytarzem.
Miller wydała z siebie cichy pomruk niezadowolenia. Oczywiście, że to musiał być River. Dlaczego nie przewidziała, że właśnie na niego trafi? Ostatni raz widzieli się na konferencji naukowej w centrum miasta, a jeszcze wcześniej - ponad rok temu, kiedy Zaylee była pacjentką z licznymi obrażeniami, które zafundował jej seryjny morderca koronerów. Cudem uszła wtedy z życiem, ale nawet to nie przeszkodziło jej wykłócać się o zmianę lekarza prowadzącego. Tamtej nocy Gurney pełnił dyżur i nie było możliwości, żeby zajął się nią ktoś inny. W końcu bezradność i zmęczenie wzięły górę na tyle, że skapitulowała. Pozwoliła mu opatrzyć rany i zlecić szereg badań. Niechętnie, ale jednak.
— Wszystko w porządku? — zapytał Shaw, widząc jej skonsternowany wyraz twarzy.
Miller ściągnęła brwi i skinęła głową.
— Tak, pewnie. Zakładam, że znajdę go u siebie? — ruszyła dalej, ale uniosła rękę, kiedy zastępca dyrektora podążył jej śladem. — Znam drogę — rzuciła krótko, dając mu do zrozumienia, że nie potrzebuje towarzystwa. Musiała po zęby uzbroić się w cierpliwość przed spotkaniem z Gurneyem.
Na ostrym dyżurze jak zawsze panował istny sajgon. Ludzie trafiali tutaj z mniejszymi i poważniejszymi urazami, a personel segregował ich według priorytetu wynikającego z triage’u. Zaylee nie chciała przeszkadzać zabieganym pielęgniarkom, które uwijały się między pacjentami. Kiedy dostrzegła Rivera przy jednym z łóżek, oparła się ramieniem o ścianę. A gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, kiwnęła lekko głową.
River Gurney