The art of pretending to understand
: ndz wrz 27, 2026 4:40 pm
Spojrzał na zegarek - dziesięć minut po pierwszej, czyli pełnej godzinie, na którą umówił się z Leah. Gdyby chodziło o kogoś innego zapewne już teraz zaczynałoby mu wzrastać ciśnienie, bo chociaż sam nie był punktualny co do minuty to hipokrytycznie denerwowało go, kiedy spóźniali się inni. Były jednak osoby, którym mógłby wybaczyć naprawdę wiele (po uiszczeniu odpowiedniej opłaty) i młoda studentka do właśnie takich się zaliczała, posiadając względy, o których wielu mogłoby pomarzyć. Przeszłość zobowiązywała.
Spojrzał na ludzi wchodzących do Galerii Sztuki. Ciekawiło go, jak wielu z nich tak naprawdę wiedziało i rozumiało na co patrzy, bo Rose nie miał najmniejszego zamiaru nawet udawać, że czai o co w obrazach chodziło. No owszem, ładne były, można było popatrzeć, ale żeby zaraz się tak rozwodzić nad ich kunsztem? Jego umysł nie była wstanie przyswoić tak zbędnych i mało praktycznych informacji. Dlatego właśnie, przecząc jakiejkolwiek logice, która nie zawsze była odpowiednim narzędziem, postanowił ich tutaj zabrać.
-No w końcu. Rozumiem, że na najlepsze zawsze warto poczekać, ale za bardzo wzięłaś sobie to powiedzenie do serca, Pembroke - skomentował, kiedy dziewczyna pojawiła się w zasięgu jego wzroku i podeszła na tyle blisko, by nie musiał się drzeć przez całą ulicę. Zlustrował ją bezceremonialnie wzrokiem po całości, ostatecznie zatrzymując się na twarzy. - Olśniewająca, jak zawsze - skomplementował ją, nie widząc powodu, by tego nie robić. Znacznie bardziej od piękna obrazów doceniał piękno ludzi, zwłaszcza urodziwych kobiet, które postanowiły się z nim zadawać nawet, jeśli wcześniej dały mu kosza. - A dla pięknego - zaczął i wystawił w jej stronę niezobowiązujący do niczego, a będący jedynie formą żartu, bukiet tulipanów. - No już, nie miej takiej miny i bierz. Bez obawy, nie będę więcej do ciebie startował. Uznałem, że to będzie pasowało do naszej jakże porywającej wycieczki po artystycznym świecie. Może ty będziesz w stanie mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi - skomentował, uśmiechając się przy tym szeroko. Zabawne, że nigdy nie pytał jej o to, jak ona czuła się ze sztuką, bo on mógł uchodzić za największego ignoranta pomimo licznych okazów, które znajdowały się w domu ojca. Nie raz, nie dwa próbował go do tego przekonać, ale Rose tak się zaparł, że nie było możliwości. Dla niego znacznie lepsze były stare filmy.
Puścił ją przodem, kiedy wchodzili do środka, od razu zaatakowani przez ciepło panujące w galerii.
-Kto by pomyślał, że już na wstępie niemal zmuszą nas do publicznego striptizu - rzucił, ściągając kurtkę. - A w międzyczasie opowiedz mi, co słychać? Jak studia? Lecisz na jakiegoś profesora?
Leah Pembroke
Spojrzał na ludzi wchodzących do Galerii Sztuki. Ciekawiło go, jak wielu z nich tak naprawdę wiedziało i rozumiało na co patrzy, bo Rose nie miał najmniejszego zamiaru nawet udawać, że czai o co w obrazach chodziło. No owszem, ładne były, można było popatrzeć, ale żeby zaraz się tak rozwodzić nad ich kunsztem? Jego umysł nie była wstanie przyswoić tak zbędnych i mało praktycznych informacji. Dlatego właśnie, przecząc jakiejkolwiek logice, która nie zawsze była odpowiednim narzędziem, postanowił ich tutaj zabrać.
-No w końcu. Rozumiem, że na najlepsze zawsze warto poczekać, ale za bardzo wzięłaś sobie to powiedzenie do serca, Pembroke - skomentował, kiedy dziewczyna pojawiła się w zasięgu jego wzroku i podeszła na tyle blisko, by nie musiał się drzeć przez całą ulicę. Zlustrował ją bezceremonialnie wzrokiem po całości, ostatecznie zatrzymując się na twarzy. - Olśniewająca, jak zawsze - skomplementował ją, nie widząc powodu, by tego nie robić. Znacznie bardziej od piękna obrazów doceniał piękno ludzi, zwłaszcza urodziwych kobiet, które postanowiły się z nim zadawać nawet, jeśli wcześniej dały mu kosza. - A dla pięknego - zaczął i wystawił w jej stronę niezobowiązujący do niczego, a będący jedynie formą żartu, bukiet tulipanów. - No już, nie miej takiej miny i bierz. Bez obawy, nie będę więcej do ciebie startował. Uznałem, że to będzie pasowało do naszej jakże porywającej wycieczki po artystycznym świecie. Może ty będziesz w stanie mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi - skomentował, uśmiechając się przy tym szeroko. Zabawne, że nigdy nie pytał jej o to, jak ona czuła się ze sztuką, bo on mógł uchodzić za największego ignoranta pomimo licznych okazów, które znajdowały się w domu ojca. Nie raz, nie dwa próbował go do tego przekonać, ale Rose tak się zaparł, że nie było możliwości. Dla niego znacznie lepsze były stare filmy.
Puścił ją przodem, kiedy wchodzili do środka, od razu zaatakowani przez ciepło panujące w galerii.
-Kto by pomyślał, że już na wstępie niemal zmuszą nas do publicznego striptizu - rzucił, ściągając kurtkę. - A w międzyczasie opowiedz mi, co słychać? Jak studia? Lecisz na jakiegoś profesora?