Strona 1 z 2

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: ndz wrz 27, 2026 8:17 pm
autor: Yonaka Levin
Ed Warren: It was a big mistake acknowledging this doll. And through that, the inhuman spirit tricked you.
— The Conjuring
#5
Kiedy w końcu dotarły do mieszkania Yonaki, noc była już na tyle późna, że nawet miasto za oknem zdawało się funkcjonować ciszej. Odległy szum samochodów przesączał się przez szyby przytłumionym pomrukiem, a światła uliczne kładły na ścianach blade, nieruchome plamy między kolorowymi, neonowymi listwami tu i ówdzie, nadając mieszkaniu bardziej futurystycznego sznytu. Dom 113 bowiem miał nieprzepisową liczbę sprzętów ułatwiających życie, w tym robota odkurzającego z ręcznie domontowanym dyfuzorem do "okadzania" mieszkania kadzidełkami i suszem.
Yonaka zamknęła za nimi drzwi i przez moment została przy wejściu z dłonią na klamce. Dom pachniał znajomo — drewnem, kawą, książkami i czymś cytrusowym, co zostało w powietrzu po jednym z olejków używanych przez Yonakę. Po całym wieczorze spędzonym w obcych pomieszczeniach, szpitalu, samochodzie i LaVoodoo własne mieszkanie wydawało się niemal nierzeczywiście spokojne. Cyberazyl pośród zgiełku.
— Dobra. Dzisiaj już żadnych śledztw, żadnych teorii, żadnego „a co jeśli”. Mamy pizzę, głupie filmy i przez kilka godzin możemy poudawać normalnych ludzi.
Effie, opierając ciężar na zdrowej nodze, spojrzała na nią z wyraźnym powątpiewaniem.
— My?
— Ty szczególnie. Ja już dawno przestałam udawać.
Na początku nawet działało.
Telewizor gadał w tle, ekran rzucał po ścianach zmieniające się światło, a otwarty karton pizzy stał na stoliku między nimi. Z każdą kolejną minutą napięcie nieco ustępowało miejsca zwykłemu zmęczeniu. Effie znalazła w końcu miejsce na kanapie, w którym zraniona noga nie przeszkadzała przy każdym ruchu, i oparła się wygodniej o poduszki.
Yonaka siedziała obok z pilotem w dłoni i przeskakiwała przez kolejne propozycje Netfliksa. Jedna komedia. Druga. Jakiś thriller, który wyglądał tak, jakby jego scenariusz napisał algorytm po trzech kawach.
Kciuk zatrzymał się na chwilę.
Cyberpunk: Edgerunners.
Yonaka patrzyła na ekran odrobinę dłużej, niż wymagało zwykłe przewijanie. Zostały jej dwa odcinki do końca sezonu. Przez krótką chwilę niemal zaproponowała, żeby obejrzały je właśnie teraz. Wystarczyłoby powiedzieć: "to tylko dwa odcinki". Potem pizza, kanapa, głupie komentarze do fabuły i może udałoby się przez te niecałe dwie godziny nie myśleć o fleszach, krwi, karcie pamięci ani człowieku, który zdecydowanie nie powinien był znaleźć się w domu Effie.
Prawie się odezwała. Ostatecznie jednak przewinęła dalej.
— Nie. Dzisiaj nie.
Film, który wybrała, był wystarczająco głupi, żeby nie wymagał pełnego skupienia.
Yonaka bardziej go słuchała, niż oglądała. Ciemne okulary nadal miała na nosie, choć w mieszkaniu panował półmrok. Pojedyncze kwestie z telewizora docierały do niej wyraźnie, reszta mieszała się z obrazami, które uparcie wracały z domu Effie.
Aparat. Zamek. Futro. Człowiek, którego nie powinno tam być.
W końcu Levin podniosła się z kanapy.
— Czekaj. Przyniosę ci coś do przebrania. — Zniknęła na chwilę w sypialni, po czym wróciła z dużą, spraną koszulką i spodniami dresowymi. — Może nie jest to wybieg w Mediolanie, ale przynajmniej nie będziesz musiała siedzieć w tym wszystkim.
Effie przyjęła ubrania i uniosła koszulkę przed sobą.
— To jest większe ode mnie.
— Właśnie dlatego wybrałam.
— Brzmi jak bardzo przemyślana polityka pożyczania ubrań.
— Mam doktorat z dresologii.
Kiedy Effie odłożyła rzeczy obok siebie, Yonaka zniknęła jeszcze na moment w kuchni. Wróciła z niewielką papierową torbą z apteki.
— Kupiłam przeciwbólowe. Zwykłe. Sprawdziłam skład trzy razy, zanim je wzięłam. — Podała jej opakowanie. — Nie ma tam niczego, po czym mogłabyś zacząć rozmawiać z lampą.
Effie spojrzała na pudełko, potem na Yonakę.
— Szkoda. Liczyłam na jakieś efekty specjalne.
— Nie dziś.
— Buu!
Yonaka jeszcze raz zerknęła na etykietę.
— Na wszelki wypadek dmucham na zimne.
Sama nadal siedziała w ubraniu z całego dnia. Kurtka i ubrudzone rzeczy przypominały o wszystkim, czego wolałaby już nie pamiętać, ale nawet nie wykonała ruchu w stronę łazienki. Effie zauważyła to po chwili.
— A ty? Zamierzasz spać w tym?
Yonaka spojrzała na własne ubranie, jakby dopiero teraz je zauważyła.
— Powinnam się przebrać.
— To się przebierz.
— Bardzo pomocna rada.
— Staram się.
Demonolożka parsknęła cicho.
— Nie mogę się zebrać. Trochę nie mam ochoty zasnąć w wannie. Albo przywalić głową w kran, jeśli znowu zakręci mi się w głowie.
Effie zmarszczyła brwi.
— Znowu?
— Raz zasnęłam pod wodą. — Yonaka sprytnie zbyła temat.
— Co?
— Nie pytaj.
— Teraz właśnie muszę zapytać.
— Nie.
Effie pokręciła głową.
— Jesteś dziwna.
— To akurat nie jest nowe odkrycie.
Yonaka sięgnęła po kawałek pizzy. Ser zdążył już nieco stężeć, ale nadal smakował wystarczająco dobrze, żeby uzasadnić wcześniejsze obstawanie przy Pepe's.
— Przeanalizowałyśmy dzisiaj wystarczająco dużo poszlak jak na jedną dobę. Jeśli będziemy dalej mielić to w głowie, rano będziemy miały dokładnie tyle samo odpowiedzi, tylko mniej snu.
Effie spojrzała na nią znad pudełka.
— Łatwo powiedzieć.
— Wiem. — Yonaka przysunęła karton pizzy bliżej niej. — Jedz więcej.
— Jem.
— Dwie porcje to nie „jem więcej”.
— Mam zszytą nogę, nie żołądek na kółkach.
— Tym bardziej.
Effie przewróciła oczami, ale sięgnęła po kolejny kawałek. Tym razem jadła już bez pośpiechu, oparta wygodniej o kanapę, podczas gdy film rozwijał przed nimi kolejną absurdalną scenę. Yonaka również przestała komentować.
Po kilku minutach Effie odezwała się znowu:
— Wiesz, ten film jest chyba głupszy od nas.
Yonaka wsłuchała się w dialog dobiegający z telewizora.
— Nie wiem. Gość właśnie wszedł do piwnicy, mimo że przez godzinę wszyscy mówili mu, żeby tego nie robił.
Effie zerknęła na ekran.
— Czyli jednak nie jesteśmy najgłupsze.
— Jeszcze nie.
Cichy śmiech szybko ucichł.
Telewizor dalej wyrzucał z siebie dialogi, muzykę i kolejne absurdalne zwroty akcji. Za oknem przejechał pojedynczy samochód, a światła przesunęły się po suficie i zniknęły równie szybko, jak się pojawiły. Kolejne minuty upłynęły im przy filmie, którego żadna nie śledziła szczególnie uważnie. Rozmowa o domu po prostu nie wróciła. Nie dlatego, że problem zniknął — przeciwnie, obie wiedziały, że rano nadal będą musiały do niego wrócić.
Na razie wystarczało, że siedziały na tej samej kanapie, jadły stygnącą pizzę i pozwalały telewizorowi wypełniać ciszę za nie. Zmęczenie zaczęło robić swoje, powoli odbierając rozmowie ostrość, a myślom ich zwyczajną uporczywość.

👾 Effie Granger 👾

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: ndz wrz 27, 2026 11:37 pm
autor: Effie Granger
Nie wiedziała, w którym momencie panująca między nimi cisza przestała jej przeszkadzać, a pierwszy raz wydała się po prostu komfortowa. Przygaszone światła, lecący w tle film, śmieciowe jedzenie i luźne ubrania dopełniały obrazu zupełnie zwyczajnego wieczoru. Dla setek tysięcy Kanadyjczyków była to zapewne codzienność, dla Effie — po tych wszystkich wydarzeniach ostatnich tygodni, a zwłaszcza ostatnich godzin — był to luksus, jakiego naprawdę dawno nie zaznała.
I tak naprawdę nie chodziło tylko o całą sprawę z nawiedzeniem, ale Effie naprawdę nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio tak po prostu usiadła na kanapie z kartonem pizzy i włączyła telewizję. Nie potrafiła sama spędzać w ten sposób czasu i zawsze wymyślała sobie najdziwniejsze zajęcia — jeśli oczywiście danego wieczoru nie chlała gdzieś, sama lub w towarzystwie. Tym bardziej ten okruch normalności smakował lepiej, niż mogłaby się spodziewać.
Poprawiła się znowu na poduszkach, moszcząc nieco wygodniej. Zwróciła tym momentalnie uwagę Yonaki.
— Wiercisz się. Boli?
— Nie — mruknęła Effie, bezwiednie poruszając palcami rannej stopy. Leki dawały radę, było jej całkiem wygodnie, po prostu… — Ciężko mi usiedzieć na miejscu. A ten film — uśmiechnęła się szerzej niż wcześniej — zdecydowanie mnie do tego nie zachęca.
— Całkiem zrozumiałe. Możemy włączyć coś innego, jeśli chcesz…
— Nie! — Zaoponowała trochę zbyt gwałtownie, a Yonaka, już z pilotem w ręce, zmierzyła ją zdziwionym (chyba — ciężko było to orzec przez ciemne szkła) spojrzeniem spod uniesionych brwi. Granger zabrała jej pilota i odłożyła na bok, zamiast tego wcisnęła jej kawałek pizzy. — Wciągnęłam się… chyba trochę mnie ciekawi, co się odwali na koniec.
— Przecież mówiłaś… no, nieważne. — Demonolożka opadła znowu na miejsce obok, kręcąc lekko głową, ale raczej z rozbawieniem niż z irytacją. Wgryzła się w pizzę, Effie w swoją i kolejną chwilę obserwowały wypadki na ekranie.
Telewizor był dość mocno ściszony, pozwalając co prawda rozumieć dialogi i ścieżkę dźwiękową, ale nie przytłaczając przytulnej przestrzeni hałasem. Granger już wcześniej dość dobrze rozejrzała się po niewielkim salonie i wciąż nie mogła pozbyć się wrażenia, że mieszkanie Yonaki pokazuje zupełnie inną jej stronę niż LaVoodoo. Wciąż można było wyczuć jej sznyt — między ledowymi listwami, tuż obok potężnego komputera jak z NASA stały regały pełne starych książek, w dużej mierze — ku zaskoczeniu Effie — podręczników do psychologii. Nowoczesny wystrój spotykał się ze staroświeckimi drobiazgami, świeży zapach cytrusów mieszał się z tymi wywołującymi raczej nostalgię, a wszystko zdawało się być utrzymane w perfekcyjnej harmonii.
— Nie spodziewałam się po twoim mieszkaniu… tego — rzuciła w pewnej chwili Effie, gdy ukryty gdzieś za roślinami automatyczny dyfuzor zamigotał szeregiem kolorowych diod i zaczął wypuszczać z siebie wonną parę. — W sensie… nie, że dyfuzora, ale tych wszystkich neonów, cyberpunkowego vibe'u… i tego kosmicznego kompa. Dźwignąłby pewnie Simsy czwórkę z milionem modów.
— A czego się spodziewałaś? Krucyfiksów, kilogramów kadzidła i nawiedzonej lalki w fotelu?
— N-no… — zająknęła się Effie, a jej policzki chyba lekko się zaróżowiły. Ciężko było powiedzieć w przygaszonym świetle i barwnej poświacie ekranu. — W sumie to tak.

🤖 Yonaka Levin po godzinach 🤖

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 12:38 am
autor: Yonaka Levin
Yonaka zaśmiała się pod nosem, nie odwracając wzroku od telewizora. Zdążyła pomyśleć, że na palcach obu rąk szło wyliczyć rzeczy niewspółmierne do obrazu stereotypowego demonologa, o jakich Effie nie usłyszałaby na jej temat w normalnych warunkach.
Tylko to nie są normalne warunki — przypomniała sobie w duchu. — Nigdy nie były.
Dobry humor dyskretnie zrzedł, ale nie pokazała tego choćby ruchem palca.
— Lubię futuryzm. I klasykę. — Machnęła na oślep w stronę regału. — W jednej chwili podbijam Night City buildem netrunnera, aby w drugiej studiować "Boską komedię". Bo klient twierdzi, że w nocy przychodzi do niego demon z czwartego kręgu. O, albo dusiołek. — Koniuszkiem języka zebrała okruszki z górnej wargi. — Ale ten słowiański. Z Europy — sprecyzowała. — Bo naczytał się polskich wierszy z dwudziestolecia międzywojennego niejakiego Leśmiana. — Zmarszczyła lekko brwi, dochodząc do wniosku, że nie ma ochoty wracać dziś do demonów. Ani materialnych, ani niematerialnych. — Mam za to w łazience Awalokiteśwarę.
Na ekranie pojawiły się pierwsze napisy końcowe.
Yonaka wzruszyła ramionami i zerknęła na Effie. Szeroko otwarte oczy błyszczały kolorami ostatniej sceny filmu.
— Nie mam zielonego pojęcia, o czym teraz powiedziałaś. — Pokręciła Effie głową, aż sztywne na brud, płacz i makijaż włosy smagnęły policzki. — Ni joty. — Zamrugała z wolna. — Znaczy, znam Komedię, ale duosiołek...
— Dusiołek.
— ...i ten Avadakadavracośtamtenteges to jakiś obcy wymiar.
— Buddyjski. A to… taka figurka. — Pokazała jakiej wielkości. — Z tysiącem ramion.
— Serio?
— Tak mówią święte zapiski sanskrytu.
— A to coś symbolizuje, skoro jest święte?
— Nieskończone miłosierdzie i współczucie.
Na chwilę Effie zmarszczyła brwi i odwróciła spojrzenie na telewizor. Yonaka mogłaby przysiąc, że widzi, jak głowa jej paruje, a gdy jakaś myśl przebrnęła przez wiązki neuronów, Granger pstryknęła palcami.
— Trzymasz to w łazience na wypadek, gdyby zabrakło papieru i trzeba było podać pomocną dłoń? — Z trudem usiadła prosto. Ułożyła ręce, jak do modły i przemówiła teatralnie niskim głosem: — Prawdziwe miłosierdzie okazuje się w nieskończonym współczuciu podawania pojedynczych listków papieru przy biegunce. Koniecznie trójwarstwowych.
Yonaka przeliczyła się. To nie była myśl mknąca przez mózg Effie..
Poprawiła okulary na nosie, choć głębiej się nie dało. Zadrżała. Nie śmiej się, Levin.
— Akurat jej ręce służą do trzymania biżuterii i segregacji moich kredek do oczu.
— Acha! Ej, zajebisty organizer.
— Ano. — Potaknęła. Kąciki ust jej drgały niebezpiecznie od wstrzymywanego śmiechu. Odchrząknęła. — Skoro o tym mowa. Potrzebujesz czegoś poza ubraniem i ręcznikiem?


✋Effie Granger🧻

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 1:19 am
autor: Effie Granger
Chociaż zakończenie filmu było równie denne jak jego początek i środek, to Effie poczuła się zdecydowanie lepiej. Może to przez to, że w końcu zjadła coś porządniejszego, co nie było koktajlem leków przeciwbólowych lub nasennych, zapitych mocnym drinkiem, albo wsuniętą w biegu kanapką z serem i keczupem. A może to świadomość przebywania w innej przestrzeni niż nawiedzony dom w końcu do niej dotarła.
Intruz kryjący się w jej szafie był problemem do rozwiązania dopiero kolejnego ranka.
A tej nocy… mogła jeszcze pozwolić ramionom się rozluźnić, a ustom rozgadać bez cenzury. Gdzieś w tle, słabo wyczuwalne, ale obecne, było jedynie niedowierzanie, że w tym wszystkim towarzyszyła jej Yonaka.
Pamiętała, jak pierwszy raz zobaczyła ją w jakimś programie jako niezależną ekspertkę od nawiedzeń. Zainteresowała ją spokojem i opanowaniem, którego inni specjaliści nie wykazywali, a wręcz przeciwnie — zdawali się jedynie pogłębiać strach ludzi, którzy prosili ich o pomoc. To właśnie jej sceptycyzm i sprawdzanie wszystkich możliwych opcji przed wydaniem werdyktu „duchy” ostatecznie skłoniły Effie do zgłoszenia się właśnie do niej, ale nigdy by nie przypuszczała, że wylądują razem w takich okolicznościach — po pościgu za stalkerem będą poobijane i zmęczone oglądać filmy klasy Z. Z Taissą, Aaronem czy nawet Philem — może i tak. W końcu spędzili razem całkiem sporo czasu, polubili się, ale Yonaka zawsze pozostawała gdzieś z boku.
— Chyba nie… zakładam, że masz w łazience jakąś maskę do włosów? — mruknęła pytająco, łapiąc w dwa palce jeden z blond kosmyków. Ona nie wytarzała się w trawie i ziemi jak Yonaka, ale sprint w kozaczkach na szpilce powinien być chyba dyscypliną olimpijską. — Właśnie, maseczki! — Klasnęła w dłonie.
Odpowiedziało jej pytające (najprawdopodobniej) spojrzenie zza szkieł.
— Chirurgiczne?
— Nie, głuptasie — parsknęła Effie zupełnie odruchowo, przewracając oczami. — Takie na buzię. Tylko tego nam brakuje do perfekcyjnego wieczoru na kanapie. Mhm, zdecydowanie. No dobrze, może jeszcze wina, lodów i Dziennika Bridget Jones, ale żadna z nas nie przeżywa właśnie ciężkiego zerwania, a tylko wtedy można oglądać Dziennik. — Pokiwała głową z przekonaniem. — Takie są zasady.
— Myślałam, że ktoś taki jak ty raczej niezbyt się nimi przejmuje. — Yonaka subtelnie ją podpuszczała, ale Effie zupełnie tego nie wyczuła.
— Wiesz, generalnie to prawda, ale są takie reguły, których nikt nie łamie.
— Jakieś maseczki też się znajdą, jeśli po kąpieli będziesz miała jeszcze siłę.
— I tak będę musiała ją znaleźć. — Effie skrzywiła się, skinąwszy brodą w stronę swojej nogi. — Trzeba będzie zmienić opatrunek, bo raczej wątpię, że z moją niesamowitą koordynacją uda mi się go nie zmoczyć. Zresztą marzę o tym, żeby porządnie się umyć, a nie siedzieć w wannie z giczą w powietrzu.

👀 abrakadabra levin 👀

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 1:55 am
autor: Yonaka Levin
Noga, jako główny punkt sporu między Effie a lekarzem w oddziale ratunkowym o słuszność gorących kąpieli relaksacyjnych, choć owinięta opatrunkiem zabezpieczającym, nadal przywoływała widmo krwawej jatki ze szkłem. Nieświadomie Yonaka otarła dłonie o siebie — najpierw palce, potem śródręcze i przegub. Effie w swej drobnej posturze skrywała krzepę. Wystarczyło ją tylko wykrzesać solidną dawką adrenaliny w czasie szycia.
Chwilę zastanawiała się nad optymalnym rozwiązaniem, aż powiedziała wprost:
— Ja to zrobię. — Uniesione brwi Effie prosiły o rozwinięcie, więc wskazała na nogę. W ciemnościach salonu twarz Granger zrobiła się jeszcze ciemniejsza, choć ekran telewizora rozjaśniał skórę ciepłymi barwami. — Hm? Masz gorączkę?
— C-co?
— Rozlany rumieniec. — Yonaka przysunęła się bliżej i przytknęła dłoń wierzchem do czoła Effie. — Hm… Temperatura wydaje się normalna. Kręci ci się w głowie?
— W-wszystko jest okej! Serio! To pewnie cień. Albo brud! Właśnie! Muszę iść się kąpać.
— Pomogę ci przejść.
— Nie trzeba.
— A wiesz dokąd iść? — spytała Yonaka.
Odpowiedziała jej cisza. Klasnęła w kolana i powoli wstała. Kartony pizzy przesunęła dalej na stoliku, aby nie zahaczyć, po czym podała ręce Effie na zachętę. W nieco niezdarnych próbach manewrowania w końcu obie przeszły pod ramię przez salon, korytarz, minęły sypialnię i na końcu trafiły do łazienki.
Pomieszczenie, choć nieprzesadnie duże, w półmroku oraz przy czerwonym świetle neonowych żarówek nabierało iluzorycznego charakteru. Białe kafle, toaleta i wanna odbijały promienie i kontrastowały niebieskawą poświatą od LEDowych świateł sufitowych.
Wweszły po kolei bokiem pod rękę. Effie pacnęła na toalecie, zbierając siły na kolejny nieludzki trud — kąpiel. W tym samym czasie Yonaka przygotowała ręczniki.
— Wszystkie kosmetyki do kąpieli znajdziesz w rogu. — powiedziała, kładąc miękkie zwoje obok siebie przy dłuższej krawędzi wanny. — Uważaj na termostat. — Wskazała dłonią. — Za mocno odkręcisz i zrobi z ciebie żywcem gotowanego homara. — Zabrzmiała tak, jakby niedawno miała przyjemność poznania życia owoców morza na własnej skórze. — Potem pomogę ci z nowym opatrunkiem, więc się nie przejmuj i wygrzewaj, ile potrzebujesz. — Wyprostowała się, trzymając ręce na lędźwiach, i poruszyła biodrami aż poczuła przyjemne chrupnięcie w kręgosłupie. — O, tak lepiej. Gdybyś czegoś potrzebowała, po prostu zawołaj. Będę w sypialni obok.

🚿Effie Granger🚿

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 2:59 am
autor: Effie Granger
— A mówiłam, żebyś mnie nie dźwigała, a teraz ci chrupie w… no, w plecach — mruknęła Effie na odchodne, wciąż trochę zakłopotana, ale Yonaka posłała jej ostatnie spojrzenie — na wpół rozbawione, na wpół kontrolne — i już bez dalszej dyskusji zostawiła ją samą.
Drzwi zamknęły się za gospodynią z cichym trzaśnięciem. Chwilę później Effie zorientowała się, że wstrzymuje powietrze; wypuściła je ze świstem i z pewnym ociąganiem odwróciła głowę w lewo, by spojrzeć w lustro.
Skrzywiła się lekko, choć prawdę mówiąc — spodziewała się gorszego widoku. Nie zarobiła co prawda w twarz, ale ta i tak nosiła wyraźne znamiona ostatniego czasu. Nieprzespane noce odbijały się w sińcach pod oczami, których kolor podbijały rozmazane resztki makijażu, którego nie udało jej się zetrzeć wodą i ręcznikami. Lekka opuchlizna po płaczu powoli schodziła, ale wciąż była zauważalna. Drobne wargi straciły większość koloru — nie licząc tych miejsc, w których Effie umazała się sosem z pizzy. Odruchowo oblizała usta, krzywiąc się lekko, gdy pod językiem poczuła nierówną fakturę suchych skórek. Co dzisiaj piła oprócz kawy w domu i w szpitalu?
Zza ściany zaczęły dolatywać stłumione dźwięki muzyki, puszczonej na tyle cicho, że Effie miała trudność z rozpoznaniem słów. Nie to zresztą było teraz jej zmartwieniem — w końcu po wstępnych oględzinach przyszedł czas na działanie. Musiała się podnieść, co bez pomocy okazało się wcale nie takie proste. Tutaj sprzymierzeńcem okazał się niewielki rozmiar łazienki, bo Effie mogła po prostu zaprzeć się o wannę, gdy poleciała do przodu. Dokuśtykała do lustra i przyjrzała się sobie bliżej.
Nawet w niebieskiej poświacie wyraźnie widziała swoje rumieńce.
— Gdybyś czegoś potrzebowała, po prostu zawołaj — mruknęła do siebie niemal gniewnie, przedrzeźniając przy tym Yonakę i strzelając miny. — Czego mogłabym potrzebować, żebyś umyła mi plecy?!
— Effie? Wszystko okej? — Blondynka prawie podskoczyła, gdy rozległo się krótkie pukanie; Yonaka naprawdę była na posterunku. I na nasłuchu, skoro nawet lekkie podniesienie tonu wystarczyło do reakcji.
— Tak, ja po prostu… eee… no wiesz, gadam z głosami! Normalka! Wszyscy w domu zdrowi! — zawołała w stronę drzwi, przeklinając w duchu swoje przyzwyczajenie do raczej głośnego gadania. Yonaka odeszła, muzyka poleciała nieco głośniej. — Debilko, przestań się rumienić.
Debilka w lustrze widocznie wcale nie zamierzała słuchać; zostało jej więc tylko zmyć resztki makijażu przyjemnie pachnącym masełkiem, przeczesać włosy palcami i uwolnić się z ciuchów, które zdawały się nosić na sobie zapach wszystkich przykrych zdarzeń minionego dnia.
Szło jej dużo mozolniej, niż się spodziewała. Ograniczona ruchomość dotyczyła jedynie nogi, ale wystarczyła, by zarówno rozebranie się, jak i wgramolenie się do wanny stanowiły duże wyzwanie. Wreszcie jednak gorąca woda popłynęła, obiecując błogie rozluźnienie, gdy tylko dotknęła napiętych barków.
— Another evening I’ll be sitting, reading in between your lines — nuciła Effie pod nosem, w końcu rozpoznawszy jakąś piosenkę. Usilnie próbowała nie piszczeć z bólu, gdy przypadkiem chlapnęła na ranę zbyt gorącą wodą lub ruszyła się zbyt gwałtownie podczas prób umycia włosów. — Because I miss you all the time…
Zostało jeszcze tylko jakoś wydostać się z kąpieli...
Były jakieś trzy momenty, kiedy chciała się poddać i po prostu zawołać Yonakę na pomoc.
Jednak… wystarczyło, że przypomniała sobie, z jaką uwagą i dokładnością szczupłe dłonie badały jej skórę i z jaką troską otulały ją pożyczonym płaszczem, żeby absolutnie odechciało jej się takiej interwencji. Z jakiegoś powodu myśl o pokazaniu się w tak żałosnym położeniu napawała ją niemalże przerażeniem i chyba właśnie ta niechęć do okazania słabości zmusiła ją, by sobie jakoś poradzić.
— ’Cause I really wanna stay at your house — mruczała przez zęby, ignorując ból. Chyba przesadziła z czasem spędzonym w gorącej wodzie.
Mokre, pachnące wiśniową odżywką włosy ciasno otuliły upstrzoną nielicznymi piegami twarz. Obszerny T-shirt zaczął wkrótce zbierać ślady po wodzie kapiącej z kosmyków, ale prawdziwe wyzwanie przyszło wraz z dresami. Effie sapnęła, próbując najpierw wsunąć zranioną nogę, potem zmieniając zdanie, aż ostatecznie stanęła na środku tej cholernej łazienki i miała ochotę się rozpłakać z bezsilności, bo nie była w stanie włożyć spodni.
Sfrustrowana, straciła resztki zdrowego rozsądku. Zamiast przysiąść na skraju wanny czy toalecie, próbowała wszystko zrobić na stojąco, jakby była w pełni sprawna.
W pewnym momencie rozległo się potężne łupnięcie, a zaraz potem piskliwy krzyk przeciął powietrze, docierając również do uszu Yonaki.
Nie bawiła się w konwenanse — wpadła do łazienki bez pukania. Jej oczy powędrowały w trzy kluczowe punkty dramatycznej sceny. Effie, ściskająca się kurczowo za nogę, jakby miało to w czymkolwiek pomóc, skłębiony materiał dresów, odrzucony gdzieś na bok, oraz niepokojąca, czerwona smuga na podłodze. Opatrunek z rannej stopy rozluźnił się i zsunął pod wpływem wody, a naruszona rana wyraźnie krwawiła.
— Co się stało?!
— Poślizgnęłam się — chlipnęła cicho Effie, nie unosząc wzroku. Wbijała go uparcie w smugę własnej krwi na kafelkach.

🩸 Yonaka Levin 🩸

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 3:40 am
autor: Yonaka Levin
Krew na podłodze nie odbijała światła. Wyglądała z góry, jak dziury w podłodze o różnych rozmiarach. Największa z nich miała wielkość drobnej pięści a najmniejsza — centówki. Obie zginęły kolejno pod domowym klapkiem i kolanem w ciemnych spodniach.
Serce Yonaki biło żywo. Choć umysł zrozumiał — Effie żyje, odzywa się — to obraz po wejściu do łazienki napełnił go grozą. A groza, jak to groza — uwielbiała uczepić się i nie puszczała przez dłuższy czas. Nawet po zwycięstwie. Strach to kolejna zjawa nękająca ludzkość.
— Głowa cała? — spytała, pochylając się nad Granger.
— Nie wiem… chyba tak?
Powstrzymała cisnące się na usta polecenie policzenia palców podsuniętymi przed twarz i skupiła na dźwiganiu. Tu kolejny raz drobna postura Effie dała o sobie znać. Dźwignięcie jej do siadu było łatwiejsze, niż sądziła, choć obarczone bólem; potłuczona, poharatana i krwawiąca dzielnie zniosła zmianę ustawienia na posadzce.
Levin oparła ją o wannę. Ujęła rozgrzane policzki i z przejęciem kolejno dotknęła sklepienia, skroni, szyi i znów policzków.
— Co się stało? — Odgarnęła mokre kosmyki za uszy. — Zakręciło ci się w głowie?
— Dresy… były trochę za długie — wyszeptała wstydliwie Effie. — Nie dałam rady wsunąć nogi z opatrunkiem, więc chciałam drugą. I... i…
Marne wzruszenie drobnych ramion. Ramion mokrych od wody z włosów.
Coś ścisnęło Yonakę za gardło. Gula wstydu urosła i naciskała na krtań, aż Yonaka wypuściła głośno dech. Z wrażenia prawie zapomniała, jak się oddycha. To jej wina.
— Yonaka? — zaczęła słabo. — Mocno krwawię?
— Nie, raczej nie.
— Nie brzmisz na przekonaną.
Cicho przełknęła ślinę. Nie była. Pewność zgubiła gdzieś w momencie naświetlenia swojej winy. Omiotła spojrzeniem podłogę, prześledziła krwawe ślady przy nodze. W tym świetle i z tej perspektywy nie wiedziała, czy szwy puściły. Poczuła, jak czas ucieka jej przez palce, a możliwość reagowania kurczy się drastycznie.
Opanuj się — upomniała się. — Najpierw światło.
— Zaopatrzę cię w sypialni — oznajmiła po zastanowieniu, gdzie najbliżej od łazienki jest najjaśniej po zapaleniu świateł. — Chodź. — Przesunęła się na ramionach bliżej i pochyliła nad Effie. — Obejmij mnie.
Zmęczenie połączone z gorącą kąpielą rozłożyły Effie na łopatki i chociaż skutki były dramatyczne, Yonaka odnalazła w tym pewien pozytyw — obyło się bez protestu, gdy otuloną dodatkowym ręcznikiem Effie wzięła na ręce i zabrała do sypialni; dalej nie dałaby rady, ona też była już słaba a wilgotne włosy łaskotały ją po uchu i policzku.
Pościel zaszeleściła. Kroki demonolożki oddaliły się i powróciły. Plastikowe zawiasy domowej apteczki strzeliły krótko. Łoskot plastikowych opakowań i gazy przebiegł. Stukot okularów spadających z nosa i na podłogę, i towarzyszące temu przekleństwo. Kolejno syknięcia i stęknięcia Granger, bo sprawdzanie ciągłości szycia nie należało do najprzyjemniejszych.
— Chyba są całe. — Effie odetchnęła z ulgą. Yonaka przekrzywiła głowę w drugą stronę, pokręciła ustami i przyłożyła kolejny gazik do drobnego krwawienia między szwami. Syknięcie. — Myślę, że obejdzie się bez wizyty u lekarza.
— N-na pewno?
Poderwała głowę, mrużąc oczy.
— Jeśli się obawiasz, możemy pojechać jeszcze raz do szpitala.
Ale obawy nie były dość przekonujące. Nie były, bo Granger miała dość tego dnia i Yonaka widziała to w jej podkrążonych oczach proszących o sen; zmęczeniu naciskającym na barki setkami kilogramów mentalnego balastu; prośbie na języku, kiedy…
Jak dotąd pochylając się nad nogą, tak teraz Yonaka usiadła na piętach, jakby składała raport przed samą cesarzową.
— Wolisz zostać. — Stwierdzenie, nie pytanie. Wzięła głęboki wdech i zamknęła oczy. Rozsądek podpowiadał, aby zabrać Effie do szpitala. Może nawet do pielęgniarza Teda. Cicho wypuściła powietrze nosem. — W porządku. Owinę je ciaśniej.
Jeżeli nie dopuści do przeciekania opatrunku, wszystko skończy się dobrze. Prawda?

you really want to stay at my house

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 4:21 am
autor: Effie Granger
Nie chciała znowu jechać do szpitala.
Nie musiała mówić ani słowa, emanowało tym całe jej jestestwo. Nieme błaganie zaklęte w szeroko otwartych, przestraszonych oczach, wygiętych w podkówkę ustach i ociężałych kończynach, które nie miały siły się opierać jakimkolwiek zabiegom.
Nie chciała znowu wdychać zapachu tysiąca i jednego medykamentu, słuchać narzekania i pojękiwań innych poszkodowanych, czekających na swoją kolej, marznąć w szpitalnej poczekalni ani pić podłej kawy z automatu. Chciała zakopać się głębiej w pachnącej pościeli, przytulić policzek do gładkiej poduszki i na kilka godzin zapomnieć o tym, co czeka ją po obudzeniu. Ból zdawał się w tym momencie kompletnie drugorzędną sprawą, tak samo strach o naruszenie szwów.
— Naprawdę… nie chcę dzisiaj już nigdzie jechać. — Nie musiała tego podkreślać, ale chciała powiedzieć cokolwiek, gdy Yonaka metodycznie zajmowała się jej raną. Wyglądała przy tym bardzo pewnie — dłonie ani trochę jej nie drżały, kiedy z wyczuciem przecierała okolice rany, pobrudzone krzepnącą już powoli krwią. Kilka chwil, skrupulatne oględziny przy lepszym świetle — okupione syczeniem Effie i mrużeniem oczu przez demonolożkę, dla której ta jasność musiała być wyjątkowo uciążliwa — i na stopie blondynki zagościł nowy, bardziej ścisły opatrunek.
— Nie uciska cię zbyt mocno?
— Chyba nie. — Poruszyła lekko palcami, ale spowodowało to falę bólu, przechodzącą znowu przez całą stopę i wyżej, aż do łydki. Zadrżała, bardziej z przemęczenia niż faktycznie z zimna, chociaż kontrast między zaparowaną łazienką a sypialnią był wyraźnie wyczuwalny. — Tak sobie myślę, czy…
— Hm?
— Czy jakiś zleceniodawca napytał ci tyle biedy. I czy ktoś już był takim mażącym się paskudnie wrzodem na tyłku.
— Hmm… — Yonaka wciąż wydawała się nieco spięta, ale podjęła dyskusję. — Faktycznie, chyba nikt dotychczas się aż tak nie mazał, ale…
— Ej!
— No co? To twoje słowa!
— No tak, ale… mogłabyś powiedzieć, że i tak jestem dzielna czy cokolwiek takiego! — obruszyła się Effie, ale więcej było w tym teatraliów i żartu, niż realnej obrazy. — Żartuję, żartuję… to był taki ciężki dzień dla ciebie, a tylko na każdym kroku dokładam ci kłopotów — powiedziała już poważniej, ale nie mogła się powstrzymać przed wygodniejszym ułożeniem na poduszce. Rozgrzanie kąpielą, zmęczenie bólem i wstydem, pozycja horyzontalna… to wszystko sprawiało, że jej powieki znowu zaczynały ciążyć, tym razem w ten przyjemny, rozluźniający sposób, zwiastujący rychłe nadejście mocnego snu.
A ten przydałby się im obu.
— Yonaka? — zagadnęła słabo, ewidentnie na granicy snu. — Nie mam już siły kozaczyć... pomożesz mi wrócić na kanapę?

I hope it all works out

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 5:53 am
autor: Yonaka Levin
Zawahała się.
— Statystycznie rzecz biorąc, jeden wypadek na wieczór wystarczy. — Nie czekała na odpowiedź. Zamiast tego podniosła z podłogi okulary, które wcześniej zsunęły jej się z nosa, i przez chwilę obracała je w palcach. Szkła były zachlapane wodą. Przetarła je skrajem golfu i założyła z powrotem. Dopiero teraz przypomniała sobie o własnym prysznicu. Spojrzała na siebie, potem na łazienkę, a na końcu na Effie. — Ty odpoczywasz. Ja muszę się umyć, zanim zacznę pachnieć jak mieszanka apteki, pizzy i cudzych problemów. — Sięgnęła po przygotowane wcześniej na nocnej szafce ubrania. — Zajmie mi to trochę. Potem mam zamiar zniknąć w pokoju gościnnym, zanim moje ciało przypomni sobie, że przez ostatnią dobę miało zdecydowanie za dużo atrakcji. Wniosek — nigdzie nie idziemy. Zostajesz tutaj. Z dala od kanapy. Pościel zmieniłam wczoraj. Jest jak nowa.
Nie było w tym narzekania. Raczej sucha kalkulacja człowieka, który właśnie próbował ustalić kolejność najprostszych czynności, zanim zmęczenie zdecyduje za niego.
Yonaka ruszyła w stronę drzwi. Po dwóch krokach zatrzymała się jeszcze i wróciła spojrzeniem do łóżka.
— Ach. Leki. — Zniknęła za drzwiami, ale po chwili wróciła z opakowaniem zwykłych przeciwbólowych i szklanką wody. Postawiła jedno obok drugiego na stoliku nocnym. — Weź jeszcze jedną przed snem. — Przesunęła pudełko bliżej. Dopiero wtedy ruszyła do wyjścia.
— Wrócisz do mnie? — Padła prośba. Yonaka zatrzymała się w progu. — Ja... nie chcę spać sama. Wiem, że tu jest bezpiecznie, ale boję się. Boję się zostać... sama. Boję się irracjonalnie, że nas znajdzie. Bo pomyśl. Skoro dopadł Phila przed komisariatem, to czy nas tutaj nie znajdzie? — Przerwała Effie. Wzięła drżący dech. Objęła się ramionami. — Poza tym... jeśli wróci, to lepiej, żeby dostał nas obie naraz. Większa szansa przeżycia? Czy coś...?
Wysłuchała jej do końca, nie przerywając. Z twarzy trudno było cokolwiek wyczytać zza ciemnych szkieł, ale przez moment milczała dłużej, niż wymagała tego odpowiedź.
— To jest... bardzo specyficzna prośba. — Kącik jej ust uniósł się ledwie zauważalnie. Nie śmiała się. Raczej próbowała sobie ułożyć w głowie fakt, że po całym tym dniu argument brzmiał absurdalnie, a jednocześnie miał własną, pokrętną logikę. — Okej. — Krótko. — Po kąpieli przyjdę.
Tym razem już nie zatrzymywała się w drzwiach.

W łazience światło okazało się zdecydowanie zbyt jasne.
Yonaka przez chwilę stała przed lustrem, patrząc na własne odbicie zza przyciemnionych szkieł. Włosy, ubranie, ślady całego wieczoru. Wszystko przypominało jej o tym, że jeszcze kilka godzin temu próbowała przekonać samą siebie, że wystarczy usiąść przed telewizorem i obejrzeć głupi serial.
Reszta wieczoru najwyraźniej postanowiła napisać własny scenariusz. Nie chciała o tym teraz myśleć. Najpierw jednak posprzątała ślady krwi z podłogi. Dokładnie. Bez zostawiania sobie powodów, żeby rano natknąć się na coś, co przypomni jej tę krótką chwilę paniki. Potem dopiero weszła do wanny.
Ciepła woda uderzyła w kark i barki, a Yonaka oparła na moment dłoń o kafelki. Nie zasypiać — to było pierwsze, co przyszło jej do głowy. Miała za sobą zbyt wiele godzin bez porządnego odpoczynku, a wspomnienie głowy uderzającej o twardą powierzchnię nadal było zbyt świeże, żeby ryzykować.
Woda. Szampon. Woda. Odżywka. Woda. Ręcznik. Ubranie. Kolejność była prosta. Właśnie dlatego działała.
Po kilku minutach łazienka wypełniła się parą. Yonaka zmyła z siebie zapach dnia, a potem, ku własnemu rozbawieniu, przypomniała sobie o maseczkach. Jeżeli już miała wyglądać jak człowiek po katastrofie, mogła przynajmniej wyglądać jak człowiek po katastrofie, który miał bardzo dobrą pielęgnację skóry. Do sypialni wróciła więc w luźnych ubraniach i z twarzą pokrytą przesadną liczbą kosmetycznych preparatów.
Na stoliku zostawiła własne leki, popiła je wodą i dopiero wtedy podniosła wzrok.
Effie nadal nie spała.
Yonaka zatrzymała się na moment. Nie dlatego, że ją to zaskoczyło. Bardziej przez sposób, w jaki Effie zdawała się odnotować jej powrót — jakby przez cały czas nasłuchiwała odgłosów dochodzących z łazienki.
— Nie śpisz? — Kiedy usiadła na łóżku, materac ugiął się pod jej ciężarem.
— Jestem śpiąca — padła odpowiedź. — Tylko boję się, że nie zasnę. Jestem tak zmęczona i przerażona, że chyba przeszłam już na drugą stronę.
Yonaka odchyliła głowę na poduszkę.
— Zaśniesz.
— Skąd wiesz?
Przez moment rozważała bardziej skomplikowaną odpowiedź. Ostatecznie wzruszyła ramionami.
— Czytam magazyny psychologiczne. Mam prawo do jednej pseudo mądrej odpowiedzi dziennie.
Wyciągnęła ręce i klasnęła dwa razy. Światła zgasły. Ciemność od razu przykryła pokój, zostawiając tylko blade refleksy zza zasłon. Przez chwilę żadna z nich się nie odzywała. Yonaka poprawiła poduszkę pod głową.
— Jak coś będzie nie tak, obudź mnie. — Nie dodała, że chodzi o ból, koszmar czy zwykłe przebudzenie. Po takim dniu lista powodów była wystarczająco długa. — A maseczki zrobimy rano. — W jej głosie pojawiła się ledwo wyczuwalna nuta rozbawienia. — Do kawy. Pasuje?

You know you didn't lose your self-control

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 1:53 pm
autor: Effie Granger
— W porządku — potwierdziła sennie, kiwnąwszy głową w ciemnościach. Przez chwilę słychać było tylko spowalniający, miarowy oddech, zanim Effie przerwała ciszę ponownie. — To całkiem zabawne, że klaśnięciem gasisz światło.
— Zabawne? Dlaczego?
— No, wiesz, oglądałaś „Obecność”? Tam był ten cały creepy motyw z zabawą w Marco Polo i klaskaniem… brr! — Zatrzęsła się pod kołdrą i zagrzebała pod nią głębiej, chowając też ręce i dłonie. — Byłam na tym w kinie z Lexą, moją przyjaciółką. Została u mnie wtedy na noc, ja położyłam się pierwsza, a ona poszła się kąpać… w sypialni miałam kompletnie ciemno, już prawie zasypiałam, kiedy ta idiotka się zakradła i zaklaskała mi tuż nad głową! Myślałam, że się porobię ze strachu. — Mimo echa irytacji w głosie, Effie widocznie wspominała to wydarzenie z pewnym rozczuleniem. — W każdym razie pomyślałam, że to zabawne. W końcu jesteś — potężne ziewnięcie wkradło się między słowa — trochę jak Ed i Lorraine Warren, i Inspektor Gadżet w jednej osobie… a może jak detektyw Pikachu? — Yonaka nie mogła widzieć tego w ciemności, ale powieki Effie opadły. Odlatywała. — Tak, ty też masz dziwny kapelusz…
Z tymi słowami na ustach Effie w końcu faktycznie zasnęła. Zakopana w pościeli wyglądała na jeszcze mniejszą niż faktycznie była, ale nie miało to żadnego znaczenia. Leki przyniosły ulgę, a zmęczenie po tym wszystkim wygrało z próbami utrzymania przytomności przez jej sponiewierany umysł. Może to magia nowego miejsca, saszetek zapachowych z lawendą, towarzystwa… a może podsunięty jej wcześniej przez Yonakę ziołowy preparat miał w tym jakiś udział.
Sama Levin zdawała się czekać, czy zwolniony oddech znowu przyspieszy, czy Effie nie przebudzi się nagle z kolejnym absurdalnym pytaniem, ale… minęło kilka długich minut, a w końcu i fuzję Warrenów i detektywa Pikachu demonolożkę zmorzył sen.

Sypialnia pogrążyła się w zupełnej ciszy. Trwała najciemniejsza godzina nocy, ta krótko przed świtem, kiedy cały świat zdaje się niemal nieruchomy, jak zatrzymany w czasie. Za oknem przejechało pojedyncze auto, rzucając długie cienie na ścianę, szumiąc silnikiem, ale nie wystarczyło to, by obudzić którąś z kobiet.
Zrobił to dopiero zapach.
Effie najpierw lekko skrzywiła się przez sen, zmarszczyła nos, mruknęła coś bez ładu i składu. Dopiero po chwili jej powieki zatrzepotały i otworzyła oczy.
Zapach będący przedziwną mieszanką zjełczałego tłuszczu i mocnych detergentów, taniej wody kolońskiej i nieświeżego oddechu roznosił się na tyle blisko, by ranić powonienie. Powieki zatrzepotały raz jeszcze, zacisnęła je na moment, próbując pozbyć się z oczu piasku i przyzwyczaić je do mroku. Panika jeszcze nie objęła umysłu, ale ciało powoli zaczynało reagować. Serce przyspieszyło, oddech stał się urywany, kiedy Effie zdała sobie sprawę, że nie rozpoznaje tego pokoju. Był mniejszy od jej sypialni, inaczej urządzony, cienie rozkładały się w inny sposób, pościel miała inną fakturę, a materac był bardziej miękki niż ten jej. Krótkotrwały moment amnezji wystarczył, by nie wiedziała, co się z nią dzieje i gdzie jest. Spróbowała się podnieść na poduszkach, ale z przerażeniem zrozumiała, że nie jest w stanie. W tamtej chwili mogła tylko leżeć.
I wtedy na tle ściany poruszyło się coś ciemniejszego od ciemności.
— NIE!
Niewidzialne pasy, którymi zdawała się przymocowana do łóżka, nagle puściły, gdy Effie naprawdę się obudziła w sypialni Yonaki, do której przez okno zaglądała już zamglona szarość świtu. Zaplątana w kołdrę zaczęła się szarpać, obandażowana stopa pulsowała bólem, w głowie szumiało od strachu.
— Hej, hej, spokojnie!
Zaspana Yonaka zerwała się tuż obok. Jej zwykle idealnie ułożone włosy były zmierzwione po jednej stronie, a oczy wciąż na wpół przymknięte. Próbowała dotknąć ramienia blondynki, ale ta nadal miotała się jak szalona, walcząc z kołdrą.
— Effie…
— Ktoś tam był, Jezu, ktoś tutaj był przed chwilą! — mówiła chaotycznie Effie, bliska płaczu. Pokazała na miejsce, które jeszcze przed chwilą było spowite całkowitym mrokiem; teraz w szarawej poświacie wyraźnie wyłaniał się stamtąd kolejny regał z książkami. — Widziałam coś! Czułam… — Pociągnęła nosem, ale… paskudnego odoru już tam nie było.
Czuła jedynie subtelny zapach płynu do płukania i szamponu Yonaki.

let yourself go