Strona 1 z 1

The Curious Case of the Fountain Capybaras

: ndz wrz 27, 2026 10:01 pm
autor: Mona Delacroix
04.

Intensywność wykładów podwoiła się w porównaniu z zeszłym rokiem i tylko stajenny nepotyzm i możliwość praktyk we własnym domu ratował ją przed pojawianiem się wśród bliskich tylko na kilka zmęczonych godzin na raz. Ostatni rok szkoły weterynaryjnej rozpoczął się jednak na dobre po kilku dniach zajęć i Ramona, choć była przykładną studentką musiała wyrwać się z uczelni na kilka godzin. Na kawę i plotki.
Mona zorientowała się, że coś jest nie tak, jeszcze zanim zdążyła zobaczyć fontannę. Plac, na którym umówiła się z mamą, zwykle nie należał do szczególnie zatłoczonych, a tym razem wyglądał, jakby wydarzyło się na nim coś, czego zdecydowanie nie zdążyła przegapić. Wokół fontanny zebrał się spory tłum; część ludzi stała na palcach, inni wyciągali telefony ponad głowami, a jeszcze inni najwyraźniej próbowali znaleźć sobie miejsce z najlepszym widokiem. Zwolniła, marszcząc lekko brwi, bo pierwszą myślą było oczywiście to, że stało się coś złego.
Dopiero kiedy podeszła bliżej, zauważyła, że pomiędzy ludźmi nie widać ani karetki, ani policji, ani niczego, co mogłoby uzasadniać takie zainteresowanie. Zamiast tego, w samym środku fontanny siedziały dwie kapibary. Mona zatrzymała się na moment, próbując przyswoić ten widok i jednocześnie zastanawiając się, czy istnieje jakieś rozsądne wyjaśnienie dla faktu, że na środku placu, w fontannie, znalazły się właśnie one. Obie wyglądały przy tym na zupełnie spokojne. Jedna siedziała niemal po królewsku, najwyraźniej całkowicie zadowolona z zainteresowania, jakie wzbudzała, podczas gdy druga zdawała się traktować fontannę jak najbardziej naturalne miejsce do spędzenia popołudnia
— Co? — mruknęła pod nosem, nie mając pojęcia, co jeszcze właściwie mogłaby powiedzieć.
Wyciągnęła telefon, bardziej odruchowo niż z rzeczywistej potrzeby zrobienia zdjęcia, i spróbowała przesunąć się kawałek w bok, żeby przepuścić stojącą przed nią kobietę. W tym samym momencie ktoś za jej plecami próbował przecisnąć się przez tłum i niechcący trącił jej dłoń. Telefon wysunął się z palców, odbił od kamiennej krawędzi fontanny i z cichym pluskiem zniknął w wodzie, zanim Mona zdążyła choćby wyciągnąć rękę.
Przez chwilę patrzyła na miejsce, w którym zniknął, jakby samo spojrzenie mogło sprawić, że telefon po prostu pojawi się z powrotem. Dopiero po paru sekundach przeniosła wzrok na kapibary, które wcale nie przejęły się jej nieszczęściem. Ani odrobinę. Jedna z nich powoli odwróciła głowę w jej stronę i zamrugała z absolutnym spokojem.
— Świetnie, to wasza wina. — powiedziała z wyrzutem, jakby próbowała wyjaśnić jej, że naprawdę nie był to najlepszy moment na takie zachowanie.
Kapibara, rzecz jasna, nie odpowiedziała.
Mo westchnęła tylko, spoglądając jeszcze raz na wodę. Jej mama miała pojawić się lada chwila, a ona właśnie zgubiła telefon w fontannie pełnej kapibar. Dosłownie w tym samym momencie zauważyła światło na dnie akwenu i usłyszała stłumiony wodą dźwięk swojego dzwonka.



Clea Delacroix

The Curious Case of the Fountain Capybaras

: wt wrz 29, 2026 1:51 pm
autor: Clea Delacroix
Clea od początku wiedziała, że znalezienie Ramony w centrum miasta nie powinno być szczególnie trudne. Wystarczyło kilka minut spaceru, wiadomość wysłana wcześniej i odrobina dobrej woli z obu stron, żeby spotkać się przy fontannie, wypić kawę i przez godzinę ponarzekać na ludzi, konie, pracę, studia oraz całą resztę rzeczy, które składały się na ich codzienność, a potem może wybrać się na jakieś zakupy, o których Renoir nie musi wiedzieć. Problem pojawił się dopiero wtedy, kiedy zamiast córki zobaczyła tłum ludzi przepychających się wokół fontanny, telefony wyciągnięte nad głowami i grupę nastolatków zachowujących się tak, jakby właśnie odkryli nowy gatunek
— Co tym razem? — mruknęła pod nosem, zwalniając kroku. Odpowiedź przyszła chwilę później w postaci dwóch kapibar siedzących spokojnie w wodzie, najwyraźniej zachwyconych swoją nagłą sławą. Przez moment przyglądała im się z niedowierzaniem, po czym pokręciła głową.
— No dobrze. Przynajmniej nie jest nudno. — skomentowała sama do siebie, próbując przedostać się bliżej fontanny. Nie zdążyła nawet dobrze znaleźć wzrokiem córki, kiedy ktoś przepchnął się przez tłum i bezceremonialnie wepchnął ją między kilka osób. Zrobiła krok do przodu, odruchowo wyciągając rękę, żeby złapać równowagę, a potem usłyszała cichy plusk. Zamarła. Spojrzała na wodę, później na własną dłoń, a następnie z powrotem na wodę.
— Nie... — powiedziała pod nosem z taką pewnością, jakby samo zaprzeczenie mogło cofnąć ostatnie dwie sekundy. Telefon jednak nadal znajdował się na dnie fontanny. Dopiero wtedy zauważyła stojącą obok Monę i mina Clei zmieniła się z niedowierzania w bardzo powolne uświadamianie sobie konsekwencji własnych czynów.
— Och, świetnie. — westchnęła, podchodząc bliżej — Powiedz mi, że to nie był twój telefon. — spojrzenie córki wystarczyło jej za odpowiedź. Kącik ust drgnął jej nerwowo, choć tym razem zdecydowanie nie było jej do śmiechu. — Dobrze. Zanim zaczniesz obwiniać kapibary, muszę ci coś powiedzieć. — rzuciła, zerkając na zwierzęta, które w dalszym ciągu wyglądały na całkowicie niewinne i absolutnie niezainteresowane dramatem rodzinnym rozgrywającym się kilka metrów od nich — To ja go potrąciłam. Technicznie rzecz biorąc, nie chciałam. Jeszcze bardziej technicznie rzecz biorąc, ktoś wepchnął mnie na ciebie. A najbardziej technicznie rzecz biorąc... — wskazała brodą na fontannę — właśnie utopiłam ci telefon...
Przez chwilę patrzyła na córkę, jakby sama próbowała wymyślić coś, co mogłoby zabrzmieć mniej fatalnie. Nic takiego nie przychodziło jej do głowy. — Przepraszam. — dodała w końcu, tym razem całkiem szczerze, po czym przykucnęła przy krawędzi fontanny i spojrzała w dół. Światło odbijało się od powierzchni wody, a gdzieś pod nią nadal dało się dostrzec telefon.
— Działa jeszcze? — zapytała, po czym sama prychnęła cicho — Nie, nieważne. Głupie pytanie. — wyprostowała się i rozejrzała po tłumie, najwyraźniej już kalkulując, jak odzyskać urządzenie bez wchodzenia do fontanny na oczach połowy internetu.
— Dobra. Najpierw go wyciągniemy, potem będę cię przepraszać jeszcze przez najbliższe trzy godziny, a później pójdziemy na tę kawę, po którą przecież tu przyszłyśmy, a jeszcze później pójdziemy kupić ci nowy telefon — spojrzała na Monę z lekkim uśmiechem — Tylko błagam, nie każ mi tłumaczyć twojemu ojcu, dlaczego pierwsze pięć minut naszego spotkania zakończyło się tak tragicznie.

Mona Delacroix

The Curious Case of the Fountain Capybaras

: śr wrz 30, 2026 11:28 pm
autor: Mona Delacroix
Przez kilka pierwszych sekund Mona była zbyt zajęta patrzeniem na dno fontanny, żeby zwrócić uwagę na osobę, która pojawiła się obok. Telefon leżał tam zdecydowanie zbyt wyraźnie, a jego przygasający ekran przypominał jej, że właśnie zakończyła jego całkiem udane życie. Najbardziej irytujące było jednak to, że stało się to akurat teraz, kiedy wyrwała się na kilka godzin z uczelni z myślą o kawie, plotkach i odrobinie normalnego życia. Dopiero głos matki wyrwał ją z tych ponurych rozważań. Mona spojrzała na Cleę, a po chwili uśmiechnęła się lekko, przynajmniej nie musiała zastanawiać się jak znaleźć ją w tłumie ludzi bez możliwości kontaktu. Zaznaczyła w myślach, że przydałoby się gdyby zapamiętała choć jeden numer telefonu na pamięć...
– Czyli to jednak nie kapibary. A już zaczynałam myśleć, że mam osobisty konflikt z dziką fauną. To nie jest dobry znak dla przyszłego weterynarza. – Wykręciła usta w podkowę, ale tylko na chwilę, bo widząc przejętą minę matki, pokręciła głową, zanim ta zdążyła ponownie przeprosić. – Mamo, naprawdę. Przestań. Nic się nie stało. – Wyrzuciła z siebie jednym ciągiem. – Poza telefonem, oczywiście. On prawdopodobnie właśnie przeżywa najgorszy dzień swojego życia, ale jakoś to przeżyję razem z nim. I naprawdę nie wiem czemu mowię na niego on i go uczłowieczam...
Na wzmiankę o konieczności tłumaczenia wszystkiego ojcu uniosła brwi, a w jej spojrzeniu pojawiło się rozbawienie.
– Możemy powiedzieć, że to był eksperyment. Jestem na ostatnim roku, więc brzmi wystarczająco naukowo. — Zawahała się teatralnie. — A jeśli zapyta, dlaczego telefon znalazł się w fontannie, powiemy, że sprawdzałyśmy, czy kapibary reagują na elektronikę.
Nie zdążyła rozwinąć tej teorii, bo jedna z kapibar poruszyła się w wodzie. Zwierzę najwyraźniej zwróciło uwagę na dźwięk dochodzący z dna, bo skierowało pysk w stronę migoczącego ekranu i powoli podpłynęło kawałek bliżej. Mona odruchowo pochyliła się nad krawędzią, obserwując je z zainteresowaniem i lekkim napięciem jednocześnie. Kapibara zanurzyła pysk i przez chwilę obwąchiwała miejsce, w którym leżał telefon. W końcu lekko trąciła go nosem, przesuwając urządzenie o kilka centymetrów dalej, po czym uniosła głowę i najwyraźniej straciła zainteresowanie. Druga nawet nie zareagowała, spokojnie siedząc w wodzie.
– Widzisz? – Mona spojrzała na Cleę z udawaną powagą. – Jednak coś z tym eksperymentem jest na rzeczy. – Jeszcze raz zerknęła na kapibarę i pomachała dłonią próbując ją odgonić. Jeśli wiedziała coś o kapibarach to to, że były wyjątkowo zrelaksowane i nie wyglądały jakby miały zamiar atakować kogokolwiek z gapiów. – Ale nie, to nie jedzenie, sio! Możesz zostawić.
Kapibara, rzecz jasna, nie zwróciła na nią uwagi i wróciła do swojego wcześniejszego zajęcia. Ramona westchnęła i wyprostowała się, spoglądając z powrotem na Cleę.
– Dobrze. Zanim któraś z nich zdecyduje, że mój telefon nadaje się jednak do zabawy, chyba naprawdę powinnyśmy go wyciągnąć, może przeżyje jak wsadzę w ryż na noc? – Spojrzała na matkę z lekkim uśmiechem. – A z tatą może faktycznie na razie nie będziemy się dzielić szczegółami. Najpierw kawa, test telefonu. Potem ewentualnie nowy telefon. Dopiero później rodzinny sąd.



Clea Delacroix