Crossed Paths
: pn wrz 28, 2026 12:21 am
W Toronto nie miała własnego samochodu. Ten pozostał w rodzinnym Hunstville, a nawet tam kurzył się w garażu, ponieważ umiejętności prowadzenia Zoi pozostawiały naprawdę wiele do życzenia. Stanowczo wolała korzystać z siły własnych nóg albo po prostu z dobrodziejstw komunikacji miejskiej, która w tak dużym mieście działała zresztą całkiem prężnie.
Tego dnia spieszyła się na rozmowę o pracę w biurze. Było to kolejne spotkanie, które miało w sobie nadzieję, że w końcu uda jej się zmienić status b e z r o b o t n e j. Coraz mocniej odczuwała dyskomfort związany z własną bezradnością i kurczącymi się oszczędnościami, toteż czym prędzej dosiadła swojej uroczej, pasteloworóżowej damki z koszyczkiem z przodu i pośpiesznie przemierzała ulicę.
Na miejsce miała dotrzeć zaledwie dwie minuty przed planowaną rozmową, więc pedałowała zawzięcie, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Z każdym kolejnym metrem coraz trudniej było jej złapać oddech, ale po pokonaniu dwóch następnych zakrętów wreszcie zaczęła zjeżdżać z górki.
Zoya przez chwilkę cziła ulgę. Korzystając z tego, że przez kilkanaście sekund maszyna sama nabierała prędkości, pozwoliła sobie na odrobinę odpoczynku. I właśnie wtedy, gdy już miała ponownie wejść w zakręt, zza rogu niespodziewanie wyłonił się inny rowerzysta. Ba, Zoya nawet nie zdążyła zareagować przez co oboje zaliczyli stłuczkę!
Przednie koło jej damki skręciło pod dziwacznym kątem, a sama Zoya straciła równowagę. W jednej chwili próbowała jeszcze opanować wykrzywioną kierownicę, ale zamiast tego w całym tym zamieszaniu, zdołała jedynie rozerwać rękaw drugiego nieszczęśnika. Sekundę później uderzyła tyłkiem o chodnik. Tymczasem rowre spektakularnie upadł obok.
— No po prostu świetnie! — jęknęła żałośnie ze słyszalnym niedowierzaniem. Zaraz pośpiesznie zebrała się z ziemi i wpierw popatrzyła na powstałe na środku uliczki pobojowisko. Potem przeniosła rozpretensjowane spojrzenie na domniemanego winowajce i wytknęła w jego stronę palucha. — Ty! — zaczęła zdenerwowana i nawet tupnęła ze złości nóżką. — Ty! Kartę rowerową wygrałeś w chipsach?! Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo mnie udupiłeś?! — zagrzmiała.
Być może wcale nie zauważyła, że to ona nie zachowała ostrożności, wchodząc w kolejny zakręt. Być może była tak zaabsorbowana myślą o tym, aby zdążyć na spotkanie, że nawet nie zorientowała się, że jechała odrobinę za szybko. W tej chwili dla Zoi liczyło wyłącznie to, że mogła już pożegnać się z szansą na zdobycie pracy.
Rozżalona ponownie tupnęła nogą, po czym spróbowała podnieść rower. Ten zgrzytnął tu i ówdzie, gdy siłą próbowała wyplątać jego koło spomiędzy pedału a ramy maszyny drugiego kierowcy.
— No wyłaź! Wyłaź już! — Szarpała na darmo.
Maggio Winters
Tego dnia spieszyła się na rozmowę o pracę w biurze. Było to kolejne spotkanie, które miało w sobie nadzieję, że w końcu uda jej się zmienić status b e z r o b o t n e j. Coraz mocniej odczuwała dyskomfort związany z własną bezradnością i kurczącymi się oszczędnościami, toteż czym prędzej dosiadła swojej uroczej, pasteloworóżowej damki z koszyczkiem z przodu i pośpiesznie przemierzała ulicę.
Na miejsce miała dotrzeć zaledwie dwie minuty przed planowaną rozmową, więc pedałowała zawzięcie, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Z każdym kolejnym metrem coraz trudniej było jej złapać oddech, ale po pokonaniu dwóch następnych zakrętów wreszcie zaczęła zjeżdżać z górki.
Zoya przez chwilkę cziła ulgę. Korzystając z tego, że przez kilkanaście sekund maszyna sama nabierała prędkości, pozwoliła sobie na odrobinę odpoczynku. I właśnie wtedy, gdy już miała ponownie wejść w zakręt, zza rogu niespodziewanie wyłonił się inny rowerzysta. Ba, Zoya nawet nie zdążyła zareagować przez co oboje zaliczyli stłuczkę!
Przednie koło jej damki skręciło pod dziwacznym kątem, a sama Zoya straciła równowagę. W jednej chwili próbowała jeszcze opanować wykrzywioną kierownicę, ale zamiast tego w całym tym zamieszaniu, zdołała jedynie rozerwać rękaw drugiego nieszczęśnika. Sekundę później uderzyła tyłkiem o chodnik. Tymczasem rowre spektakularnie upadł obok.
— No po prostu świetnie! — jęknęła żałośnie ze słyszalnym niedowierzaniem. Zaraz pośpiesznie zebrała się z ziemi i wpierw popatrzyła na powstałe na środku uliczki pobojowisko. Potem przeniosła rozpretensjowane spojrzenie na domniemanego winowajce i wytknęła w jego stronę palucha. — Ty! — zaczęła zdenerwowana i nawet tupnęła ze złości nóżką. — Ty! Kartę rowerową wygrałeś w chipsach?! Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo mnie udupiłeś?! — zagrzmiała.
Być może wcale nie zauważyła, że to ona nie zachowała ostrożności, wchodząc w kolejny zakręt. Być może była tak zaabsorbowana myślą o tym, aby zdążyć na spotkanie, że nawet nie zorientowała się, że jechała odrobinę za szybko. W tej chwili dla Zoi liczyło wyłącznie to, że mogła już pożegnać się z szansą na zdobycie pracy.
Rozżalona ponownie tupnęła nogą, po czym spróbowała podnieść rower. Ten zgrzytnął tu i ówdzie, gdy siłą próbowała wyplątać jego koło spomiędzy pedału a ramy maszyny drugiego kierowcy.
— No wyłaź! Wyłaź już! — Szarpała na darmo.
Maggio Winters