So, yeah. Have a nice day
: pn wrz 28, 2026 1:48 am
W trakcie swojego życia chwytał się naprawdę wielu rzeczy. Barman, kelner, kierowca — jego doświadczenie było naprawdę różnorodne. Wszystko to dlatego, że nie potrafił znaleźć swojego miejsca na świecie. Mimo wielu lat na karku, wciąż nie wiedział, czym chciałby się zajmować. Większość zainteresowań i fascynacji odchodziła równie szybko co się pojawiała, zostawiając za sobą pustkę oraz niepewność względem tego, co będzie dalej. Aż do czasu, gdy został policjantem. NIgdy tego nie planował, mundurówkę traktował raczej jako smutny przymus i niepotrzebne narażanie się na niebezpieczeństwo. Dostał się tutaj przypadkiem, szukając czegoś, co pozwoli mu przeżyć kilka najbliższych miesięcy. Bo przecież zawsze tak było, czemu teraz miałoby być inaczej?
Może to zrządzenie losu, jego kpina albo totalny przypadek, ale Travis jakimś cudem się tutaj zadomowił. Początkowo było ciężko, bo absolutnie nie wiedział, jak się odnaleźć, ale wraz z mijającymi tygodniami zaczął coraz więcej rozumieć. NIeodzowna okazała się też pomoc i wsparcie kilku starszych stażem towarzyszy broni, którzy okazali mu wsparcie. Ostatnio znalazł nawet sprawę, której chciał się przyjrzeć, mając przeczucie, że jest w niej coś więcej, niż wskazywało na to ludzkie oko. Chyba pierwszy raz od czasów szkolnych poczuł, że znajduje się w miejscu, które może się okazać domem na dłużej niż tylko chwilę. Było to dziwne, nieco niekomfortowe, ale jednocześnie przyjemne. Oczywiście nie przyznawał tego na głos, ale po tak długim czasie finalnie znowu czuł się komfortowo ze swoim życiem. Na tyle, że postanowił spróbować czegos, czego nie robił naprawdę długo. Randkowania.
Relacje były dla niego wyzwaniem równym jeśli nie większym niż szukanie swojego miejsca na świecie. Nie miał problemu z utrzymywaniem znajomości, ale gdy w grę wchodziły uczucia, wszystko się komplikowało. Może to brak doświadczenia z młodości, ale po prostu nie wiedział, jak powinien do tego podchodzić, przez co przeważnie robił z siebie klauna. Ostatnia próba była na tyle nieudana, że przez ostatnie dwa lata skutecznie unikał angażowania się w tego typu rzeczy. Aż do dzisiaj.
Sukcesy i stabilizacja w strefie pracy oraz pomysłu na życie sprawiły, że zdobył się na odwagę, żeby ruszyć kolejny, równie problematyczny temat. Nie chciał robić z tego zbyt wielkiego wydarzenia, także wyrzucił do kosza wszelkie restauracje. Chciał normalnego spotkania w miejscu, gdzie nie będzie czuł na sobie presji. Padło na Tranzac Club. Miejsce zasugerowane przez samą zainteresowaną. Wedle informacji, które od niej otrzymał tego wieczoru miał się tam odbyć koncert jednego z miejscowych zespołów, ale bardziej w formie koncertu/występu w klubie niż... oficjalnego wydarzenia? Mając to na uwadze, ubrał się raczej luźno. Spodnie, bluza — absolutnie nic, co mogłoby go wyróżniać z tłumu.
Na miejscu pojawił się nieco przed czasem, głównie dlatego, że nie chciał ryzykować spóźnienia. Stojąc w okolicy wejścia zerkał to na zegarek, to na telefon, czekając na Alice. Z początko był raczej spokojny, ale gdy spóźnienie przybrało formę 30 minut, w trakcie których muzyka zaczęła lecieć, zaczęły łapać go wątpliwości. To właśnie wtedy postanowił do niej zadzwonić. Liczył, że to jedynie niewinne spóźnienie, ale prawda okazała się dużo gorsza.
Alice zapomniała, że byli umówieni. Zabolało, nawet bardzo. Co prawda dopiero się poznawali, ale tego typu odpowiedź raczej dość dobitnie wskazała mu, w którą stronę zmierzają. Nie miał ochoty słuchać jej przeprosin, także szybko uciął rozmowę, uprzednio przyjmując przeprosiny. Zapewnił ją też, że nie chowa urazy, chociaż prawda była zgoła inna. Po prostu nie chciało mu się bardziej babrać w tej sprawie.
— No tak, zajebiście — westchnął, gdy odłożył telefon do kieszeni, po czym zerknął na drzwi, a następnie wejście do sali. Zastanawiał się, co powinien teraz zrobić, ale zanim zdążył zadecydować usłyszał raban, który odwrócił jego uwagę od rozmyśleń. Zobaczył kobietę, która schodząc po schodach zbierała porozrzucane po okolicy kartki. Niewiele myśląc podszedł i zaczął jej pomagać. — Pani pozwoli, razem będzie szybciej. Pospadało tylko tutaj, czy poleciało też na niższe piętro? — dodał jeszcze, zerkając przez barierkę na niższe piętro.
Ophelia Attwood
Może to zrządzenie losu, jego kpina albo totalny przypadek, ale Travis jakimś cudem się tutaj zadomowił. Początkowo było ciężko, bo absolutnie nie wiedział, jak się odnaleźć, ale wraz z mijającymi tygodniami zaczął coraz więcej rozumieć. NIeodzowna okazała się też pomoc i wsparcie kilku starszych stażem towarzyszy broni, którzy okazali mu wsparcie. Ostatnio znalazł nawet sprawę, której chciał się przyjrzeć, mając przeczucie, że jest w niej coś więcej, niż wskazywało na to ludzkie oko. Chyba pierwszy raz od czasów szkolnych poczuł, że znajduje się w miejscu, które może się okazać domem na dłużej niż tylko chwilę. Było to dziwne, nieco niekomfortowe, ale jednocześnie przyjemne. Oczywiście nie przyznawał tego na głos, ale po tak długim czasie finalnie znowu czuł się komfortowo ze swoim życiem. Na tyle, że postanowił spróbować czegos, czego nie robił naprawdę długo. Randkowania.
Relacje były dla niego wyzwaniem równym jeśli nie większym niż szukanie swojego miejsca na świecie. Nie miał problemu z utrzymywaniem znajomości, ale gdy w grę wchodziły uczucia, wszystko się komplikowało. Może to brak doświadczenia z młodości, ale po prostu nie wiedział, jak powinien do tego podchodzić, przez co przeważnie robił z siebie klauna. Ostatnia próba była na tyle nieudana, że przez ostatnie dwa lata skutecznie unikał angażowania się w tego typu rzeczy. Aż do dzisiaj.
Sukcesy i stabilizacja w strefie pracy oraz pomysłu na życie sprawiły, że zdobył się na odwagę, żeby ruszyć kolejny, równie problematyczny temat. Nie chciał robić z tego zbyt wielkiego wydarzenia, także wyrzucił do kosza wszelkie restauracje. Chciał normalnego spotkania w miejscu, gdzie nie będzie czuł na sobie presji. Padło na Tranzac Club. Miejsce zasugerowane przez samą zainteresowaną. Wedle informacji, które od niej otrzymał tego wieczoru miał się tam odbyć koncert jednego z miejscowych zespołów, ale bardziej w formie koncertu/występu w klubie niż... oficjalnego wydarzenia? Mając to na uwadze, ubrał się raczej luźno. Spodnie, bluza — absolutnie nic, co mogłoby go wyróżniać z tłumu.
Na miejscu pojawił się nieco przed czasem, głównie dlatego, że nie chciał ryzykować spóźnienia. Stojąc w okolicy wejścia zerkał to na zegarek, to na telefon, czekając na Alice. Z początko był raczej spokojny, ale gdy spóźnienie przybrało formę 30 minut, w trakcie których muzyka zaczęła lecieć, zaczęły łapać go wątpliwości. To właśnie wtedy postanowił do niej zadzwonić. Liczył, że to jedynie niewinne spóźnienie, ale prawda okazała się dużo gorsza.
Alice zapomniała, że byli umówieni. Zabolało, nawet bardzo. Co prawda dopiero się poznawali, ale tego typu odpowiedź raczej dość dobitnie wskazała mu, w którą stronę zmierzają. Nie miał ochoty słuchać jej przeprosin, także szybko uciął rozmowę, uprzednio przyjmując przeprosiny. Zapewnił ją też, że nie chowa urazy, chociaż prawda była zgoła inna. Po prostu nie chciało mu się bardziej babrać w tej sprawie.
— No tak, zajebiście — westchnął, gdy odłożył telefon do kieszeni, po czym zerknął na drzwi, a następnie wejście do sali. Zastanawiał się, co powinien teraz zrobić, ale zanim zdążył zadecydować usłyszał raban, który odwrócił jego uwagę od rozmyśleń. Zobaczył kobietę, która schodząc po schodach zbierała porozrzucane po okolicy kartki. Niewiele myśląc podszedł i zaczął jej pomagać. — Pani pozwoli, razem będzie szybciej. Pospadało tylko tutaj, czy poleciało też na niższe piętro? — dodał jeszcze, zerkając przez barierkę na niższe piętro.
Ophelia Attwood