dead serious
: pn wrz 28, 2026 9:22 pm
079.
Omiotła wzrokiem pobojowisko na stole sekcyjnym. Od dwóch godzin próbowała ustalić, co właściwie stało się z dwudziestopięcioletnim mężczyzną, którego znaleziono niedaleko stacji kolejowej. Urwane kończyny mogły sugerować, że rzucił się pod pociąg, ale ślady w miejscu cięć były zbyt dokładne i Miller coraz bardziej podejrzewała morderstwo. Zwłoki porzucono przy torach, żeby wszystko wskazywało na samobójstwo. Ktoś najwyraźniej bardzo chciał, żeby sprawa wyglądała na prostszą, niż była w rzeczywistości.
Już miała wrócić do sekcji, kiedy telefon znów zabrzęczał. Odebrała i przytrzymała go ramieniem, w międzyczasie porządkując szafkę obok stołu.
— Możesz mi wyjaśnić, Murphy, dlaczego zawracasz mi dupę, kiedy jestem w trakcie sekcji? — rzuciła bez zbędnego pierdolenia.
Posterunkowy odchrząknął cicho.
— Przepraszam najmocniej, doktor Miller, ale ktoś chce się z panią zobaczyć — oznajmił cichym, speszonym głosem.
— Kto? — zdziwiła się szczerze.
— Przedstawił się jako Harris Morgan? — Murphy chyba nie był zbyt pewny swojej odpowiedzi, skoro w jego wypowiedź wdarło się pytanie.
— Harris Morgan? — powtórzyła, ściągając brwi. Co on robił tutaj w środku nocy? I dlaczego, na litość boską, nie napisał do niej wiadomości? — Niech poczeka przy wejściu, zaraz tam będę — powiedziała, kończąc połączenie.
Nie potrzebowała wiele czasu, żeby opuścić prosektorium, wspiąć się schodami na piętro i ruszyć długim korytarzem w stronę stanowiska recepcyjnego, przy którym Harris gawędził sobie w najlepsze z posterunkowym Murphym. Zaylee poprawiła kitel i spojrzała pobłażliwie na Harrisa. Daleko było mu do trzeźwego stanu, widziała to po oczach, ale na nogach trzymał się całkiem nieźle.
— Do końca zdurniałeś? Wiesz, że ja cały czas pracuję? Nie możesz przyłazić tutaj, kiedy ci się podoba. To nie jest bar. — umoralniła go na powitanie, krzyżując ręce na piersiach.
Posterunkowy wyglądał tak, jakby chciał stanąć w obronie niezapowiedzianego gościa, ale kiedy dostrzegł spojrzenie Miller, zastygł z miną skretyniałego karpia. Każdy, kto znał koronerkę, wiedział, że lepiej jej nie podpadać. Tym bardziej że Murphy nie miał pojęcia o ich wieloletniej przyjaźni. Dla niego Harris Morgan był po prostu pijanym facetem, który o drugiej w nocy postanowił urządzić sobie wizytę w prosektorium. A Zaylee najwyraźniej zamierzała właśnie wyjaśnić mu, dlaczego był to wyjątkowo chujowy pomysł.
Harris L. Morgan