Strona 1 z 1

003. Przez surykatkę do serca

: pn wrz 28, 2026 10:04 pm
autor: Alejandro Serrano
003. Przez surykatkę do serca | Outfit
Nie należałem do osób, które szczególnie długo zastanawiały się nad miejscem randki. Restauracja wydawała mi się zbyt oczywista. Kino z kolei było kompletnie bezsensowne, bo trudno jest uznać siedzenie przez dwie godziny w ciszy za skuteczny sposób poznawania drugiej osoby, a zaproszenie Gabrieli do siebie mogłoby zostać odebrane dokładnie tak, jak prawdopodobnie zostało przeze mnie pomyślane. Nie byłem pewien, czy powinienem traktować to jako oznakę dojrzałości, czy chwilowego uszkodzenia mózgu.
Przyjechałem trochę wcześniej, bo uznałem, że spóźnienie się na randkę, którą sam zaproponowałem, byłoby zwyczajnie idiotyczne. Po wejściu skierowałem się w stronę wybiegu surykatek, który wcześniej wskazałem jako miejsce spotkania. Wybrałem go właściwie przypadkiem, ale kiedy stanąłem przy szybie, to uznałem, że mogłem trafić znacznie gorzej.
Oparłem przedramiona o barierkę i przez chwilę obserwowałem zwierzęta. Jedna z surykatek stała wyprostowana na tylnych łapach i rozglądała się po otoczeniu z miną kogoś, kto właśnie zauważył swoją starą teściową. Przypomniałem sobie, że nigdy nie robiły tego wyłącznie dlatego, że wyglądało to zabawnie. W grupie część z nich pełniła rolę strażników i wypatrywała zagrożeń, podczas gdy pozostałe mogły spokojnie szukać jedzenia. Gdy pojawiało się niebezpieczeństwo, to alarmowały resztę charakterystycznymi odgłosami. Całkiem to przemyślane. Jeden stał i pilnował, a pozostali zajmowali się swoim życiem. Ja prawdopodobnie zostałbym tym chujem, który po pięciu minutach znudziłby się wartą.
Wyprostowałem się i zerknąłem na telefon. Nadal miałem kilka minut, więc wsunąłem urządzenie z powrotem do kieszeni. Nie chciałem wyglądać tak, jakbym odliczał sekundy do pojawienia się Gaby. Nawet jeżeli rzeczywiście sprawdziłem godzinę już trzeci raz.
Przeniosłem wzrok z wybiegu na otoczenie i kiedy w końcu ją zauważyłem, to poczułem mimowolne zadowolenie. Nie miałem zamiaru robić z tego wielkiego wydarzenia, ale musiałem przyznać przed samym sobą, że naprawdę czekałem na to spotkanie. Oderwałem się od barierki i poprawiłem rękaw koszuli, po czym ruszyłem kilka kroków w jej stronę.
- Zanim cokolwiek powiesz, to muszę zaznaczyć, że wybór surykatek na miejsce spotkania był całkowicie przemyślany - oznajmiłem z pełną powagą. - To bardzo rodzinne zwierzęta. Żyją w grupach, wspólnie wychowują młode, pilnują się nawzajem... Uznałem, że będzie romantycznie.
Wsunąłem dłonie do kieszeni i spojrzałem na Gabrielę. Mogłem oczywiście zacząć od kolejnej głupiej uwagi, ale skoro sam nazwałem to randką, to wypadało przynajmniej przez pierwsze kilka minut udawać człowieka posiadającego bardzo dobre maniery.
- Cieszę się, że przyszłaś - powiedziałem w końcu. - Naprawdę. Zależało mi na tym spotkaniu.

Gabriela R. Blais

003. Przez surykatkę do serca

: pn paź 05, 2026 12:56 pm
autor: Gabriela R. Blais
We are most alive when we're in love.
outfit


Randka, to jedno słowo wzbudzało w kobietach ekscytację i jednocześnie masę pytań. Co powinna założyć? To była chyba jedna z kwestii, które przez ostatnie kilka dni najbardziej zaprzątały jej głowę. Kuzyni byli beznadziejnymi doradcami. Wybór miejsca i aktualna pogoda ograniczały pole manewru. Potrafiła wytrzymać długo na wysokich obcasach, ale ciąża i długi spacer po zoo mogłyby ją wystawić na próbę. Kuse sukienki, które więcej odkrywały niż zakrywały też odpadały. Nie chciała również szaleć z lookiem alternatywki. Postawiła na klasykę. Trochę kobieco, niewinnie, a przede wszystkim wygodnie.

Drugi problem był z jej punktualnością. Nie należała do osób, które pojawiały się o wyznaczonej godzinie, więc musiała odwalić szereg przygotowań, żeby się ze wszystkim wyrobić. Nawet zagroziła kuzynowi, że jak siłą nie wyciągnie jej z łóżka na czas, to wyleje mu wszelki rum z butelek i naleje tam paskudnej herbaty. Każdy był w szoku, bo jej nigdy tak nie zależało na żadnym spotkaniu z mężczyzną. Strzała Amora atakowała znienacka i doprowadzała ludzi do takich ekstremalnych wyczynów. Nawet kilka razy musiała wywrócić oczami, gdy Madox powiedział, że te całe przygotowania są śmieszne, bo mieszkają przecież obok siebie. I faktycznie byłoby wygodniej razem pojechać na miejsce i tak dalej, ale było coś romantycznego w tych początkach. W tym oczekiwaniu na siebie nawzajem.
Spojrzała po raz tysięczny na zegarek, gdy była już prawie przy wybiegu surykatek. Był już tam. Czekał na nią. A uśmiech niemal od razu wypłynął na jej pełne wargi, gdy go zobaczyła. Nie było, co się oszukiwać - zależało jej i to było widać.
- Do tego wyglądają uroczo, ale wykazują sporą agresję i determinację, gdy są głodne. To taki mały pstryczek w nos w moim kierunku? - wspólnie wychowują młode... Nigdy nie sądziła, że takie słowa sprawią, że w jej oczach jakikolwiek facet będzie taki hot. Gdyby powtórzył, to jeszcze kilka razy, musiałaby go zaciągnąć, jak jakaś grzesznica do toalety, albo w krzaki.
- Wiedziałeś, że w naturalnym środowisku surykatki jedzą skorpiony? Żeby nauczyć młode, jak obchodzić się z nimi i nie narażać własnego zdrowia, przynoszą do norek martwe skorpiony. Mój tata zabierał mnie od dziecka na polowania, więc znam sporo ciekawostek o zwierzętach. Boję się, że cię zanudzę. - stanęła przed nim i położyła dłoń w czułym geście na jego policzku. Musnęła jego wargi na powitanie. Ten pierwszy etap mieli już dawno za sobą.
- Myślałam, że już nigdy mnie nie zaprosisz i sama będę musiała wyjść z propozycją. - zaśmiała się lekko, wsuwając dłoń pod jego ramię. - Uważaj, bo zaraz sobie ubzduram, że masz wobec mnie poważne zamiary. Że nie chodzi tylko o ślub i bycie przykrywką przed twoimi kumplami. - oparła swoją głowę na jego bicepsie i spojrzała w stronę surykatek. Takie urocze małe stworzonka, a tak brutalne. Zawsze bawiło ją określenie, że są to ssaki z rodziny mangustowatych.

Alejandro Serrano

003. Przez surykatkę do serca

: ndz paź 18, 2026 4:51 pm
autor: Alejandro Serrano
Kompletnie nie spodziewałem się tego, że Gabriela aż tak zainteresuje się zwykłymi surykatkami. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie należała ona do kobiet, które można było zainteresować wyłącznie drogą kolacją i kilkoma prezentami. Jednak nie przypuszczałem, że już w ciągu kilku minut naszej randki zaczniemy wymieniać się informacjami na temat zwyczajów żywieniowych surykatek. Nie miałem nic przeciw temu, ponieważ lubiłem słuchać, jak opowiadała o rzeczach, które ją interesowały.
- Jeżeli zatrzymamy się na tym, że wyglądają uroczo, to powiedzmy, że tak. Jednak nie śmiałbym porównywać cię do surykatki - odpowiedziałem. - Chociaż skoro sama poruszyłaś temat agresji wywołanej głodem, to nie wiem czy jednak nie strzeliłem gafy z wyborem miejsca na randkę. Może powinniśmy pójść na jakiś porządny obiad?
Zaśmiałem się pod nosem, a następnie zerknąłem w stronę wybiegu. Nie zdążyłem jeszcze powiedzieć wszystkiego, czego dowiedziałem się o tych stworzonkach, a już musiałem pogodzić się z faktem, że moja wiedza była zdecydowanie mniej imponująca niż sam zakładałem. Zainteresowała mnie jednak wzmianka o ojca Gabrieli. Zdawałem sobie sprawę z tego, że dla niektórych rodzin polowania stanowiły tradycję, ale sam nigdy nie miałem okazji uczestniczyć w czymś podobnym. Mój adopcyjny ojciec miał zupełnie inne zainteresowania, a biologicznego nie zdążyłem poznać na tyle dobrze, żeby wiedzieć, co lubił robić w czasie wolnym.
- Czyli rozumiem, że zaprosiłem na randkę specjalistkę od dzikich zwierząt? Zajebiście... A ja przeczytałem kilka artykułów w necie i myślałem, że będę mógł ci zaimponować - przyznałem z rozbawieniem. - Ale skoro tata zabierał cię na polowania, to też strzelałaś do zwierząt czy raczej obserwowałaś?
Nie chciałem udawać, że temat mnie nie interesował. Właśnie po to ją zaprosiłem, żebyśmy mogli spędzić trochę czasu razem i lepiej się poznać. Najzwyczajniej w świecie chciałem dowiedzieć się o niej czegoś więcej. O jej dzieciństwie, rodzinie i o tym, czym się zajmuje poza byciem demonicą seksu.
Kiedy poczułem jej dłoń na swoim policzku, to odruchowo uśmiechnąłem się nieco szerzej. Odwzajemniłem pocałunek, pochylając się przy tym w jej stronę. Co prawda nie był to nasz pierwszy pocałunek, a mimo to odczuwałem teraz podobną satysfakcję jak za pierwszym razem. Szczególnie że jeszcze jakiś czas temu nasze spotkania sprowadzały się przede wszystkim do wzajemnego dokuczania sobie. Nadal zresztą uwielbiałem ją prowokować, ale coraz częściej zdawałem sobie sprawę z tego, że nie potrzebowałem żadnego konkretnego powodu, żeby szukać jej towarzystwa.
- Mogłaś mnie sama zaprosić. Wiesz przecież, że nie obraziłbym się, gdybyś od czasu do czasu przejęła inicjatywę - stwierdziłem. - Chociaż muszę przyznać, że trochę celowo zwlekałem. Chciałem sprawdzić, czy zaczniesz się niecierpliwić.
W sumie nie była to tak do końca prawda. Przez pewien czas rzeczywiście zastanawiałem się, czy zaproszenie Gabrieli na oficjalną randkę było dobrym pomysłem. Nasza znajomość rozwijała się w dość nietypowy sposób, a ja nie miałem szczególnej ochoty komplikować czegoś, co do tej pory sprawiało mi tak dużo przyjemności. Poza tym nie wiedziałem jeszcze do końca, czego tak właściwie oczekiwałem od tej relacji. Dotychczas moje życie prywatne było stosunkowo proste i nudne. Jednak Gabriela zaczynała zajmować w moich myślach zdecydowanie więcej miejsca niż początkowo przewidywałem.
Spojrzałem ponownie na nią, gdy wspomniała o moich rzekomych zamiarach. Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu. Nasze wcześniejsze żarty o ślubie nadal mnie bawiły, szczególnie że początkowo nie przypuszczałem, iż kiedykolwiek rzeczywiście zaproszę ją na randkę. Jednocześnie miałem też świadomość tego, że jej sytuacja była znacznie bardziej skomplikowana niż moja. Ciąża nie stanowiła dla mnie żadnego problemu, ale nie zamierzałem też udawać, że była zupełnie nieistotnym szczegółem. Doskonale wiedziałem, jak duża odpowiedzialność wiązała się z wychowywaniem dziecka. A ja nie chciałem składać żadnych deklaracji wyłącznie po to, żeby zrobić na niej dobre wrażenie.
- A co, gdybym faktycznie miał poważne zamiary wobec ciebie? - zapytałem, przyglądając się jej z zaciekawieniem. - Przestraszyłabyś się i uciekła jak kopciuszek, zostawiając za sobą jedynie pantofelek? Czy raczej od razu zaczęłabyś organizować wesele?
Uśmiechnąłem się, po czym delikatnie złapałem ją za rękę.
- A tak całkiem poważnie. Gdybym chciał wyłącznie znaleźć sobie dziewczynę do udawania mojej przyszłej żony przed kumplami, to na pewno nie musiałbym się aż tak starać - powiedziałem, unosząc lekko kącik ust. - Zaprosiłem cię tutaj, bo lubię spędzać z tobą czas. I nie chodzi mi wyłącznie o to, że jesteś cholernie atrakcyjna, chociaż byłbym idiotą, gdybym próbował temu zaprzeczać. Po prostu naprawdę chcę cię lepiej poznać.
Nie czułem potrzeby dodawania czegokolwiek więcej. Nie musieliśmy przecież już na pierwszej randce decydować, jak będzie wyglądała nasza wspólna przyszłość. Wolałem przekonać się, dokąd nas to wszystko zaprowadzi, zamiast wybiegać myślami o kilka lat do przodu. Tym bardziej że nie zamierzałem traktować Gabrieli jak kolejnej przelotnej znajomości.
- Skoro już gadamy o powaznych zamiarach, to na dziś też już coś zaplanowałem - dodałem po chwili. - Zamierzam oprowadzić cię po zoo, kupić ci coś dobrego do jedzenia i być tak zajebiście czarującym, żebyś sama zaproponowała kolejną randkę.

Gabriela R. Blais