Strona 1 z 1

you look like my girlfriend

: wt wrz 29, 2026 3:27 pm
autor: Ariel Lockwood
Won't believe what I'ma say roarin' down the interstate

Miał niezbyt zdrowy zwyczaj wydawania więcej, niż miał. Były lepsze i gorsze miesiące, a w tym udało mu się zapłacić rachunek za prąd za zeszły i obecny miesiąc, więc nie musiał ładować telefonu w miejscach publicznych i mógł na spokojnie popisać z ludźmi w swojej klitce i jeszcze sobie w tym czasie coś na elektrycznej kuchence ugotować. Zapłacił też zaległy czynsz, więc nie groziło mu wyrzucenie na ulicę.
Pod adresem, który podała mu Coven, pojawił się niedługo po wymianie z nią wiadomości. Zdążył wziąć tylko szybki prysznic (w zimnej wodzie) i zarzucić na siebie czyste ciuchy. Tych miał akurat sporo i wcale nie należały do najtańszych. Na ciuchy i buty wydawał sporo kasy, a zaniedbywał to, czego na pierwszy rzut oka widać nie było, czyli na przykład rachunki.
Aurelian uczył się żyć po swojemu i chociaż nie było idealnie i miał ogromne braki w zdrowym postrzeganiu rzeczywistości, to uważał, że wiodło mu się lepiej, niż w okresie dorastania, kiedy najpierw obrywał od patologicznych rodziców biologicznych, a potem przerzucano go z rąk do rąk rodzin zastępczych, głównie nastawionych na zysk. On również kierował się właśnie tym — zyskiem. To podobno było najważniejsze. Odbijał sobie braki emocjonalne wydawaniem pieniędzy w knajpach i pubach albo na ciuchy, które na dobrą sprawę powinien wrzucić na regularne płacenie czynszu i rachunków czy rat za telefon i laptop z wyższej półki.
Coven od razu mu się spodobała, a nie każdy potrafił go tak szybko zainteresować. Nie był pewien jaki miał typ, ale ona w nim była, przynajmniej dzisiaj. Kiedy mu otworzyła, uśmiechnął się lekko, bo dziewczyna okazała się nie tylko tym kimś ze zdjęć, ale nawet spodobała mu się jeszcze bardziej, a to nie było aż tak często, jak mogłoby się wydawać. Wszedł do środka, zdjął buty i rozejrzał się szybko po wnętrzu, od razu wyłapując szczegóły. Był w tylu różnych mieszkaniach, że przychodziło mu to naturalnie.
— Jak kolorowo — zauważył, bo to była pierwsza rzecz, która autentycznie mu się spodobała. Większość mieszkań, w których bywał była raczej urządzona chłodno i minimalistycznie. Trochę jak hotele, w których swoją drogą też często sypiał. — Sama urządzałaś? Lubisz ciepłe kolory? — zapytał, odwracając się do niej i mierząc ją wzrokiem od góry do dołu. Był ciekawy czy nosiła czerwoną bieliznę. Pasowałaby do niej.
— Mogę zapalić? — zapytał zaraz, co w jego przypadku było pytaniem bardzo ważnym. Niby rzucał, ale nie potrafił zrezygnować z palenia tak do końca. Cofnął się w stronę okna, zaraz przy łóżku, nie spuszczając dziewczyny z oczu. Odsłonił całkowicie ciemną zasłonę, żeby wpuścić do środka więcej słońca. Wolał jak było jaśniej, lubił wszystko dobrze widzieć. Chciał ją dobrze widzieć. Rozpiął bluzę, zdjął ją z siebie i położył na brzegu drewnianego mebla. Było wystarczająco ciepło, więc został w samym podkoszulku.

coven bremers

you look like my girlfriend

: wt wrz 29, 2026 9:00 pm
autor: coven bremers
017.
Obrazek
Nie miała w zwyczaju umawiać się z kimś po zaledwie kilku wymienionych wiadomościach. Nie no, kogo ona chciała oszukać. Oczywiście, że miała. To tak jak z wychodzeniem z baru z jakimś randomowym gościem. Albo gościówą. Coven była trochę puszczalska, ale też nie jakoś przesadnie. Jej koleżanka Jezbel była pod tym względem o wiele bardziej rozwiązła! Potrafiła zaliczyć kilku typów na jednej imprezie, podczas gdy Bremers wiernie gziła się tylko z jednym.
Ariel wydawał się miły. Na zdjęciach wyszedł też strasznie słodziutko. Miała tylko nadzieję, że nie okaże się jakimś sześćdziesięcioletnim dziadygą, który podawał się za młodego chłopaka, żeby wyrwać jak najwięcej panienek na Maplinderze. Niby człowiek znał już różne historie, ale nie zamierzała przekonywać się na własnej skórze, jak wygląda randka z kimś, kto mógłby być jej ojcem.
Nie mogła urwać się z pracy wcześniej, więc w mieszkaniu pojawiła się dosłownie na styk. Zdążyła jednak wziąć szybki prysznic, wysuszyć włosy i nałożyć makijaż. Narzuciła na siebie zwiewną, kwiecistą sukienkę i spryskała się ulubionymi perfumami, mając pewność, że spodobają się Arielowi. W końcu podobały się każdemu. Dlaczego jemu miałyby nie przypaść do gustu?
Powitała go szerokim uśmiechem, szczerze uradowana, że nie okazał się żadnym catfishem. Przepuściła go w drzwiach, pozwalając, żeby rozejrzał się po wynajęte mieszkaniu, które dzieliła z kilkoma innymi osobami, ale wszyscy byli albo w pracy, albo w rozjazdach do rodzinnych domów.
— Tylko swój pokój — wyjaśniła, kiedy Ariel pochwalił jej wystrój. Pomieszczenie było wyjątkowo przestronne i dzieliło się na dwie części - dzienną i sypialnianą. — Starałam się, żeby było tutaj przytulnie i żeby każdy, kto tutaj wchodzi czuł się tutaj przytulnie — wyszczerzyła się, a potem zerknęła na swoją pomarańczową sukienkę w czerwono-żółte kwiaty. Czy lubiła ciepłe kolory? Sam musiał odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Skinęła głową, dając mu do zrozumienia, że śmiało może sobie zapalić. Jej też zdarzało się zakurzyć, ale raczej sporadycznie i najczęściej po alkoholu. A właśnie, alkohol!
— Chcesz piwo? — zagadnęła, kiedy już odsunął zasłonę. — Mam też prawie całą pizzę z wczoraj — dodała, bo może był głodny, a ona i tak jej nie przeje. Szkoda, żeby się zmarnowała.
Podeszła bliżej chłopaka i po prostu spojrzała mu w oczy. Były tak niebieskie, że można było w nich utonąć, niczym w odmętach oceanu. No, może trochę przesadzała, ale trudno było jej się powstrzymać. W końcu nie codziennie trafiał się ktoś z takimi oczami.
— Fajne masz włosy — powiedziała, sięgając dłonią do jasnego pasma. — Miękkie — dodała elokwentnie.
Umówmy się, Coven nigdy nie uważała, żeby inteligencja była jej najmocniejszą stroną. Nie udawała też mądrzejszej, niż była w rzeczywistości. Jeśli już miała kogoś oczarować, to wolała robić to na własnych zasadach. A głaskanie faceta po włosach i częstowanie go wczorajszą pizzą wydawało jej się całkiem niezłym początkiem.

Ariel Lockwood