main event
: śr wrz 30, 2026 9:11 pm
Odetchnął ciężko przykładając palec do ściany windy, którą wjeżdżał na niesamowicie wysokie drugie piętro. Był zbyt leniwy, żeby wchodzić po schodach i się męczyć, a kiedy winda była zepsuta albo nie było jej w ogóle, to wspinanie się zajmowało mu co najmniej trzy razy więcej czasu, niż normalnej osobie. Bowie byłby zachwycony, gdyby można było zatrudnić kogoś, kto by za niego chodził, jadł i jeszcze najlepiej oddychał. Niestety, pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Przynajmniej tutaj winda działała, więc nie musiał się szczególnie przejmować. Zerknął nawet na swoje odbicie w lustrze i poprawił pasek, uznając, że wygląda naprawdę dobrze. Wyprostował się, poprawił czarny podkoszulek, odgarnął kilka loków ruchem głowy i puścił do siebie oczko i w zasadzie to wszystko, co zdążył osiągnąć, zanim drzwi windy się nie otworzyły.
Szkoda, mógłby jeszcze chwilę pojeździć.
Ruszył korytarzem w stronę odpowiednich drzwi i już po chwili zadzwonił do nich, a potem oparł się ramieniem o framugę. Dawno do nikogo nie dzwonił. Odwiedzał głównie starych albo Tristana, a do ich drzwi miał własne klucze. Bywało, że nocował w hotelach albo skakał na jakieś domówki, a tam też dzwonić nigdzie nie musiał. Dotarło do niego, że od naprawdę bardzo dawna nie bujał się ze znajomymi, czas wolny głównie spędzając z Blackwellem, ale czy ktoś mógł go za to winić? Musiał korzystać, póki jeszcze mógł.
W końcu drzwi się otworzyły i stanął w nich Reon, a Bowie posłał mu zawadiacki uśmiech.
Vance lubił otaczać się ładnymi i ciekawymi ludźmi, a Reon bez wątpienia należał do tej grupy. Ponadto był Japończykiem, co dla fana mangi i anime było niemałym rarytasem wśród znajomych bogaczy, bo raczej z takimi regularnie się trzymał. Po prostu było prościej porozumieć się z ludźmi z podobnymi przyzwyczajeniami (szastaniem kasą rodziców). Nie miał problemu z tymi bez kasy, ale tacy rzadziej nadążali za jego tempem.
— Veil Con. Za godzinę — powiedział na przywitanie i wszedł do środka, wymijając chłopaka i podchodząc do lodówki, z której wyjął sobie butelkę wody gazowanej i plaster sera żółtego. Po namyśle dwa plastry żółtego sera, bo nie chciało mu się szukać ani bułki do tego, ani masła. Zje sam ser. Napił się, a potem uwalił na kanapie i nadgryzł odrobinę przekąski. Dalej żywił się głównie serem, chociaż ostatnio zasmakowały mu banany, tylko musiały być miękkie, ale nie przejrzałe i nie mogło być na nich ani jednej ciemnej plamki.
— Załóż coś fancy. Umówiłem kilka osób na dziarki, ale potem pójdziemy pograć, napić się sake i pokręcić się po strefie muzycznej i artystycznej — zapowiedział, leniwie przeżuwając ser. Nie przebierał się, bo dogadał się z jednym typkiem, że obaj założą zrobione przez niego kostiumy jako modele, co byłoby dla niego dobrą reklamą. No to się okaże. Wisiał mu przysługę, więc przytaknął. O tym jednak zamierzał Reonowi powiedzieć później. Właściwie dopiero na miejscu. Jak widać nie miał zamiaru przyjąć odmowy, nawet już się rozgościł, czekając aż ten się wyszykuje. Dojadą na miejsce z jakieś piętnaście minut taksówką, więc miał całe czterdzieści pięć minut na przygotowanie się.
Przewiesił nogi przez oparcie kanapy i ziewnął, sięgając po pilot od telewizora. Zatrzymał się na kanale nadającym informacje ze świata gwiazd i zainteresował się bardziej, kiedy zaczęto mówić o nowym sezonie serialu, w którym grał Tristan. Miał mieszane uczucia, bo chociaż oglądanie Blackwella było całkiem przyjemne, to nie podobało mu się to z kim kręcił sceny romantyczne (i że w ogóle je kręcił). Nawet nie bardzo mógł to teraz skomentować, bo dla wszystkich dalej byli dziedzicami dwóch rodzin, które od zawsze się nienawidziły, więc fakt, że się skrzywił, mógł zostać odebrany jako jawną niechęć do samego Tristana. A jednak było zupełnie inaczej.
Reon Moriya