in sickness and in health
: czw paź 01, 2026 6:30 am
you glow in the chemical light
────── ♡ ──────
and the green in your eyes
makes you look more alive
Wkraczali chyba na zupełnie nowy etap ich związku, a przynajmniej wszystko na to wskazywało. Na liście mieli już odhaczone nie raz jakieś przeziębienia Holloway, które swoją drogą łapała zdecydowanie za często, no i teraz doszły do tego jeszcze poranne mdłości, które coraz częściej dawały jej o sobie znać. Ale jeszcze ani razu nie zdarzyło im się być razem w momencie, kiedy to jakieś choróbsko albo zwykłe przeziębienie dopadło Aidena. Aż...
Do tego dramatycznego smsa, którego dostała, pomagając Rogerowi wybrać kwiaty po swojej krótkiej zmianie, bo właśnie na takie zgodziła się po ich ostatniej kłótni i całym incydencie... dobra, wracając, bo znowu się rozkojarzamy czymś, co powoli powinno zostać zapomniane, tak samo jak siniaki, które na całe szczęście coraz bardziej bladły. Vita naprawdę dobrze to przyjmowała. W sensie... widziała, jak mocno to wszystko uderzyło w jej chłopaka i chciała być przy nim, a teraz, kiedy się rozchorował, poinformował ją o tym w tak przerażająco dramatyczny sposób, jakby złapał co najmniej jakąś tropikalną zarazę, podczas gdy najprawdopodobniej było to zwykłe przeziębienie przez zmianę sezonu.... no to wiedziała, że miała pole do popisu.
DRAMA
W drodze powrotnej zatrzymała się niedaleko mieszkania w aptece i sklepie spożywczym, żeby nakupować wszystkiego, czego mógł potrzebować, po czym jakoś wgramoliła się z tym całym majdanem do środka. Przeszła szybko do kuchni i odstawiła zakupy na blat, bo kuchnia była połączona z ogromnym salonem. Dalej swoją drogą próbowała się przyzwyczaić do faktu, że teraz było to w pewnym sensie też jej mieszkanie. Biedny Aiden musiał zwieźć tutaj wszystkie jej roślinki, które aktualnie były porozstawiane dosłownie po całym mieszkaniu. No ale zmierzając do punktu kulminacyjnego, wisienki na torcie...
Odłożyła zakupy i od razu ruszyła sprawdzić, jak jej biedactwo się czuje. Leżał na narożniku, wyglądając naprawdę mizernie. - I jak się czujesz, biedaczku? - mruknęła, podchodząc bliżej. Nachyliła się nad nim i przyłożyła wierzch dłoni do jego czoła, które swoją drogą było cholernie rozpalone. Aiden sam w sobie wyglądał, jakby miał spieczone policzki i ledwo trzymał się tego świata (dobra, moze, aż tak nie dramatyzował okej? XD). - Kurde, faktycznie coś cię rozłożyło - rzuciła pod nosem. - Nie ruszaj się, już wstawiam wodę na herbatę. - Odsunęła się od niego, podeszła do drzwi, ściągnęła kurtkę i zawiesiła ją na wieszaku, potem zrzuciła buty i wsunęła domowe obuwie. Rozejrzała się jeszcze za Milo i aż uniosła brew, kiedy zauważyła, że ten leżał Aidenowi przy nogach. No niesamowite. Czyli jednak naprawdę był chory, skoro nawet kocur to wyczuł. A podobno koty serio wyczuwały takie rzeczy.
Podeszła do kuchni, wstawiła wodę na herbatę, nalała wody do szklanki i chwyciła tabletki, po czym wróciła do niego i usiadła bokiem na kanapie. - Dobra, dasz radę się trochę podnieść, żeby wziąć tabletkę? Powinna pomóc ci zbić temperaturę. - Zerknęła na niego i serduszko aż jej się roztopiło. Jezu. Wyglądał jak wiktoriańskie dziecko umierające na tych starych obrazach XD Biedny. - Zaraz pójdę się przebrać i ugotuję ci zupkę - uśmiechnęła się do niego ciepło, wysuwając lekarstwo i szklankę z wodą praktycznie pod sam jego nos.
my love