Strona 1 z 1

Lazy or just lazy?

: czw paź 01, 2026 6:26 pm
autor: Kaiden Bailey
Im więcej czasu mijało, tym bardziej przyzwyczajał się do mieszkania w Toronto. Proces aklimatyzacji wciąż był daleki od końca, ale nawiązywanie nowych relacji zdecydowanie pomagało mu osiąść w tej nowej rzeczywistości. Brakowało mu przyjaciół, których zostawił w LA. Na szczęście znalazł tutaj kilka osób, które powoli zapełniały dziurę, która pojawiła się w jego życiu. Nie można też tutaj wspomnieć o jego aktualnej pracy. Początkowo nie łączył z tym zbyt wielkich nadziei. Po prostu szukał czegoś, co zastąpi mu dotychczasową pracę przy teatrze. Był tutaj nowy, jego portfolio nie było pełne głośnych występów także zakładał, że nie znajdzie zbyt wielu zainteresowanych. Dość szybko wyszło, że patrzył na to zdecydowanie zbyt pesymistycznie. Z tygodnia na tydzień pojawiało się coraz więcej klientów i chociaż większość z nich uczęszczała na zajęcia grupowe, tak znalazło się kilka osób, które wymagały współpracy prywatnej. Najbardziej wyróżniającą się z tłumu była z pewnością Yeon, która wtargnęła w jego życie niczym huragan, obracając do góry nogami jego względnie ułożone życie. Początkowo było to dość ciężkie, ale z biegiem czasu zaczął to doceniać. Była naprawdę ciekawą osobą, z którą godzinami mógł rozmawiać o tańcu i muzyce. Naprawdę to lubił, chociaż bardziej ucieszyłby się, gdyby czasem była nieco bardziej przewidywalna. Współpraca z nią była skomplikowana, ale przyjemna. Niestety nie można było tego powiedzieć o innym twórcy. Art był... ciężkim przypadkiem. Kaiden nie nawykł do skreślania ludzi, tak w zaasadzie to nie do końca potrafił być niemiły, ale ta współpraca była naprawdę ciężka. Wychodził z założenia, że ludzie są z natury dobrzy i mili, ale ten chłopak sprawiał, że z każdym kolejnym dniem rosło w niem poczucie frustracji i bezsilności.
Wszystko rozbijało się o jego podejście do treningów. Początek nie był nawet zły. Dogadanie się zajęło nieco czasu, ale gdy w końcu wyznaczyli sobie główne cele oraz założenia, reszta zaczęła działać. Do czasu. Z racji na przerwę od występów, Art na dłuższy czas zawiesił ich spotkania. Kaiden był temu zdecydowanie przeciwny, bo dobrze wiedział, że tego typu podejście jedynie utrudniało dalszą pracę. Starczyło kilka dni, żeby ciało zaczęło zapominać delikatne aspekty ruchu, które dopracowywali przez kilka tygodni. Starał się przekonać podopiecznego do zmiany zdania, ale ostatecznie jego opinia nie została wzięta pod uwage. Ich kontakt urwał się aż do tygodnia wstecz, kiedy to Art oznajmił, że muszą pilnie wrócić do treningów. W niedługim czasie miał wrócić do występowania, a co za tym szło — musiał wrócić do formy. Warto tutaj wspomnień, że przez ostatni okres nie trenował, także jego zdolności i wyczucie po prostu się wytępiło. Nie było to nic, czego nie dało się odnowić, ale wymagało to czasu. Problemem było to, że Art zdawał się tego nie rozumieć.
Cholernie frustrujące.
Kaiden praktycznie nigdy nie przeklinał, ale od kilku dni kusiło go, żeby w którąś z odpowiedzi wrzucić nie do końca stosowne słowo. Oczywiście się powstrzymywał, bo był profesjonalistą, ale ta współpraca zdecydowanie będzie stanowiła wyzwanie.
— Tak jak mówiłem, już to przerabialiśmy. I dawałeś radę — zaczął spokojnie, gdy tylko wyłączył muzykę. Zaraz po tym odwrócił się na pięcie i zerknął na chłopaka, starajac się przybrać uprzejmy wyraz twarzy, chociaż w środku zaczynało się w nim powoli burzyć. — Po prostu potrzebujemy czasu, żeby wrócić do postępów sprzed przerwy. Rushowanie nie jest dobrym pomysłem, jeśli nie chcemy ryzykować kontuzji — dodał jeszcze, spodziewając się tego, co zaraz usłyszy. — Próbujemy znowu, czy chce przejść do kolejnej sekcji? — dokończył, zerkając w stronę odtwarzacza.

Arthit Rattanakosin

Lazy or just lazy?

: pt paź 02, 2026 8:55 pm
autor: Arthit Rattanakosin
#8
Art nigdy nie planował rezygnować z treningów. Po prostu nie miał za bardzo wyjścia. Ostatnie miesiące były dla niego ciężką harówką. Finałowe odcinki najnowszego sezonu jego najlepiej oglądanego serialu całkowicie pochłonęły jego kalendarz i uwagę. Nie miał gdzie wcisnąć kolejnych obowiązków, no, może zamiast snu, ale wtedy zawaliłby wszystko po równo. Musiał zdecydować. Padło na zajęcia z Kaidenem. Wtedy go nie potrzebował. Doskonale wiedział, że przez rok, może dwa, nie wróci na scenę w pełnym zakresie. Srogo się pomylił.
Wszystko zmieniło się niedawno. Filmowanie się zakończyło, a nowe projekty zostały odsunięte na okres po jesieni i zimie. Cięcia budżetowe, restrukturyzacje, braki kadrowe i inne problemy, które przyczyniły się do opóźnień. Nie chciał siedzieć bezczynnie na tyłku. Zresztą nawet by mu na to nie pozwolono. Jego agencja – The Venture Management – szybko się do niego odezwała, gdy tylko usłyszeli wiadomości. Pozornie prosty cel – nagranie płyty, przygotowanie dwóch teledysków i potencjalny powrót na scenę w ramach trasy koncertowej po obu Amerykach. Z jednej strony ucieszył się, bo bardzo mu tego brakowało, z drugiej – jego agent musiał ponownie skontaktować się z trenerem, z którym nie widział się od kilku tygodni. W sumie przerwa finalnie była dłuższa niż poprzednie sesje razem wzięte. Nie wróżyło to niczemu dobremu. Wiedział o tym. Czuł to już w żołądku, zanim jeszcze przekroczył próg sali.
Wcześniej – przed treningami z Baileyem – radził sobie częściowo sam. Tak, wciąż chodził na treningi, ale do tego oglądał innych idolów. Starał się powtarzać ich kroki. Dużo ćwiczył, zachowywał systematyczność, więc z czasem był w stanie nawet zaplanować prostą choreografię, której na potrzeby koncertowania na żywo niczego nie brakowało. Nie był to poziom, jaki mógł osiągnąć z zawodowym tancerzem, ale dla niego był wtedy wystarczający. Teraz już nie mógł sobie na to pozwolić. Agencja stwierdziła, że powrót ma nastąpić z przytupem. Głośny, lepszy niż kiedykolwiek, zwalający wszystkich z nóg. Nie mógł więc podejść do tematu lekceważąco – taniec był kluczowym elementem tpopowych teledysków. Fani tego oczekiwali. On też, chociaż nie przyznałby się do tego na głos.
Ostatnim razem nie rozstali się w zgodzie. Drugi mężczyzna odradzał mu takie zaniechanie, ale piosenkarz nic sobie z tego nie robił. Jak to już przystało na jego niewyparzoną buzię, nie zachował się, jak należy. Nie wyjaśnił, dlaczego nie mógł pogodzić treningów z pozostałymi obowiązkami. Zwyczajnie się na niego wydarł, nazwał go kilkoma epitetami, których publicznie raczej by nie powtórzył, i nigdy nie pojawił się ponownie na salce. Niedługo po tym jego agent zerwał umowę. Teraz udało im się ją odnowić, co nawet zaskoczyło Rattanakosina, choć niekoniecznie pozytywnie. Liczył na to, że dostanie kogoś innego. Że zaczną od nowa. Niestety, tak się nie stało.
Chciał szybkiego powrotu do formy sprzed przestoju. Regularnie trenował na maszynach, więc siłowo dawał radę. Niestety, to było trochę jak z bieganiem – co innego wyciskanie ciężarów, a zupełnie inaczej, gdy trzeba przebiec kilka kilometrów bez wcześniejszego przygotowania. Z tańcem było podobnie. Nawet jeśli nogi nie odmawiały mu posłuszeństwa, to płuca – jak najbardziej. Szybko się męczył, przez co zaczynał popełniać błędy, denerwował się i było to widać w jego zachowaniu. Był charakterny i to bardziej niż zazwyczaj.
– Dawałem radę, bo nie byłem zmęczony. Teraz mam ochotę wypluć wnętrzności – rzucił podirytowany, sapiąc jak lokomotywa. Dzisiejszy trening nie trwał przerażająco długo, ale jak na drugi czy trzeci dzień po powrocie było to dla niego zbyt dużo. – Myślisz, że chcę się tak spieszyć? Dobre sobie. Wolałbym przychodzić na te treningi maksymalnie dwa razy w tygodniu. A muszę pięć! Agencja chce zobaczyć przygotowania do pierwszego teledysku jeszcze w tym miesiącu.
To nie tak, że był dupkiem dla Kaidena, bo ten jakoś mu zaszedł za skórę. Był, jaki był, bo presja zaczynała go nieco przygniatać. Choreograf był po prostu pod ręką. Zazwyczaj obrywał jego agent lub ekipa filmowa, ale w tej chwili Bailey musiał mu wystarczyć.
– Daj mi chwilę odpocząć, na litość boską! – Ponownie się uniósł i podczas drogi do plecaka rzuconego pod ścianą zahaczył mężczyznę ramieniem. Może specjalnie, może nie. Usiadł pod gigantycznym lustrem, złapał za butelkę wody, napił się, a później zmoczył włosy, które i tak wcześniej przykleiły mu się do spoconego czoła. Solidnie się z niego lało. – Uważasz, że się nie staram? Wiadomość dnia dla Kaidena – daję z siebie wszystko.
Powoli zaczął żałować, że nie zachował rutuny. Nawet raz w tygodniu zrobiłoby różnicę. Ale posłuchał swojego zespołu, a przy okazji sam miał wtedy dosyć. Niewiele było trzeba, żeby go przekonać. Godzenie aktorstwa z rolą tpopowego idola nie należało do najprostszych zadań na świecie.
– Nic to nie da, że przejdziemy dalej. Powtórzymy zaraz te kroki, które wcześniej wyszły koślawo – zakomunikował po chwili. Oczywiście nie dodał, że to jemu coś nie wyszło. Jego ego na to nie pozwalało. Nawet gdy ktoś miał rację, wolał milczeć, niż przyznać się do błędu.
– No dobra, co tam słychać w wielkim świecie – mruknął, bardziej do siebie niż do Kaidena, sprawdzając telefon, który leżał obok butów na zmianę. Nie znalazł nic ważnego. Właściwie szkoda – dałoby mu to pretekst, żeby przeciągnąć tę bezczynność jeszcze trochę. Odłożył go z powrotem, trochę bardziej gwałtownie, niż było to konieczne. – Ale jak znowu każesz mi powtórzyć ten sam fragment piąty raz z rzędu, to przysięgam, że się rozpłaczę. I nie będzie to ładny widok.

Kaiden Bailey