I can control my destiny, but not my fate.
: czw paź 01, 2026 10:20 pm
— Marco, musisz bardziej trzymać gardę, co Ty odpierdalasz? — krzyk przedarł się przez wrzaski, które zagłuszały lecącą w tle muzykę, miał chwilę na wytchnienie siedząc w swoim narożniku, gdzie jego trener prawił mu reprymendy. Nie mógł się skupić, wszystko wydawało się tak jakby było odległe, nie słyszał zakładów, które ludzie obstawiali na arenie. Zaciągnął mocniej powietrza w płuca i kiwnął lekko głową wstając ze swojego miejsca, żeby znowu ruszyć na matę.
To miał być szybki pojedynek…
***
Nigdy nie sądził, że dożyje dnia w którym po prostu zabraknie prądu, w tym mieście było jeszcze gorzej niż sądził. Każdy krok powodował mu ból, ale szedł uparcie przed siebie ignorując wychodzących na ulicę ludzi, którzy chcieli zerknąć czy sąsiad także nie miał prądu, niektórzy mówili o totalnym blackoucie i że naprawa może trochę potrwać. Zerknął na wyświetlacz swojego telefonu, zasięg wskazywał zero kresek, westchnął lekko na to i pokręcił głową.
Mógł wrócić po prostu do siebie, ale widocznie los miał co do niego inne plany i sam nie wiedział w którym momencie obrał kurs do konkretnego mieszkania, do niej.
Nie powinien wchodzić dwa razy do tej samej rzeki i przede wszystkim nie powinien wchodzić z nią w żadne interakcje, ale po prostu nie potrafił, zwłaszcza po tym, gdy dowiedział się, że jest w ciąży.
Ta wiadomość była dla niego ciosem, orzeźwieniem, które przyszło w dobrym momencie.
Kupując to mieszkanie nie wiedział tak naprawdę co nim kierowało, że postanowił je podarować rudowłosej, bardziej go potrzebowała niż on, wprawdzie miał zapasowe klucze, ale obiecał, że nigdy ich nie użyje bez jej zgody.
Kiedy stanął pod drzwiami na moment jego spojrzenie zatrzymało się na dzwonku, z pewnością nie powinno go tutaj być, zwłaszcza w takim stanie. Czuł jak bolało go całe ciało i zapewne zaczęły się pojawiać na nich siniaki, jego warga była pęknięta i przez parę minut sączyła się z niej krew, miał przecięty łuk brwiowy i spore limo pod okiem.
Walka, którą odbył parę minut temu dała mu trochę w kość, co było po nim widać, ale nigdy nie narzekał na ten dreszczyk adrenaliny.
Zapukał w drzwi przypominając sobie, że przecież w mieście na ten moment nie było prądu i czekał, aż ktoś otworzy.
O ile była w mieszkaniu.
Gabriela R. Blais
To miał być szybki pojedynek…
Nigdy nie sądził, że dożyje dnia w którym po prostu zabraknie prądu, w tym mieście było jeszcze gorzej niż sądził. Każdy krok powodował mu ból, ale szedł uparcie przed siebie ignorując wychodzących na ulicę ludzi, którzy chcieli zerknąć czy sąsiad także nie miał prądu, niektórzy mówili o totalnym blackoucie i że naprawa może trochę potrwać. Zerknął na wyświetlacz swojego telefonu, zasięg wskazywał zero kresek, westchnął lekko na to i pokręcił głową.
Mógł wrócić po prostu do siebie, ale widocznie los miał co do niego inne plany i sam nie wiedział w którym momencie obrał kurs do konkretnego mieszkania, do niej.
Nie powinien wchodzić dwa razy do tej samej rzeki i przede wszystkim nie powinien wchodzić z nią w żadne interakcje, ale po prostu nie potrafił, zwłaszcza po tym, gdy dowiedział się, że jest w ciąży.
Ta wiadomość była dla niego ciosem, orzeźwieniem, które przyszło w dobrym momencie.
Kupując to mieszkanie nie wiedział tak naprawdę co nim kierowało, że postanowił je podarować rudowłosej, bardziej go potrzebowała niż on, wprawdzie miał zapasowe klucze, ale obiecał, że nigdy ich nie użyje bez jej zgody.
Kiedy stanął pod drzwiami na moment jego spojrzenie zatrzymało się na dzwonku, z pewnością nie powinno go tutaj być, zwłaszcza w takim stanie. Czuł jak bolało go całe ciało i zapewne zaczęły się pojawiać na nich siniaki, jego warga była pęknięta i przez parę minut sączyła się z niej krew, miał przecięty łuk brwiowy i spore limo pod okiem.
Walka, którą odbył parę minut temu dała mu trochę w kość, co było po nim widać, ale nigdy nie narzekał na ten dreszczyk adrenaliny.
Zapukał w drzwi przypominając sobie, że przecież w mieście na ten moment nie było prądu i czekał, aż ktoś otworzy.
O ile była w mieszkaniu.